Malowanie bez brudzenia

Kreatywność w parze z czystością i porządkiem nie zawsze idzie. Mój pedantyzm (którego intensywność z momentem pojawienia się na świecie szkrabów powoli traci na sile) nie raz został wystawiony na próbę. Póki co jakoś daję radę ;), ale kto wie ile jeszcze (żart).

Nie od dziś wiadomo, że dzieci (a przynajmniej znaczna ich część) ciągnie ku zabawom brudzącym, ciaplającym, paćkającym, itp.  Co więcej radość osiągana podczas takowej rośnie wprost proporcjonalnie do powstającego wokoło bałaganu.

Jeśli i Wam nie raz stawało serce na widok radosnej twórczości Waszych pociech i tylko z racji na fakt, by zapewnić dziecku ciekawe atrakcje przygryzaliście wargi… dziś mamy dla Was coś extra.

Wyobraźcie sobie, że Wasz smyk miesza farby dłońmi, następnie na świeżo stworzonej kolorowej powierzchni maluje palcami, a przy tym nic a nic się nie brudzi?

To naprawdę możliwe!

Już piszę w czym rzecz.

Przygotujcie farby oraz… woreczek strunowy (to taki worek z zapięciem zatrzaskowym) im większy, tym lepszy.

Do woreczka wlejcie po trochu farb, w różnych kolorach.

Woreczek szczelnie zamknijcie, następnie połóżcie go przed maluchem i pozwólcie mu działać…

Delikatnie pocierając powierzchnię woreczka rozcieramy i mieszamy farby w jego wnętrzu… A gdy te odpowiednio wymieszane zostają woreczek zyskuje jeszcze jedno zastosowanie. Tworzy on podłoże do pisania i rysowania… Wierzcie lub nie, ale zabawa w malowanie i odciskanie dłoni w woreczkowej mazi szybko się nie kończy.

By spotęgować efekt powstałych malunków, wystarczy woreczek podnieść i w stronę światła skierować. Uzyskamy coś na kształt ciekawego, maziastego witrażu.

Podoba Wam się propozycja czystego malowania?

Spróbujecie swoich sił w nim?

Sensoryczne ptaki

Jestem nauczycielką przedszkola, uwielbiam swoją pracę, często ubolewam jednak nad tym, że przygotowywanie ciekawych zajęć, co za tym idzie ciekawych pomocy do nich zajmuje mi aż tyle czasu. Jest to czas, który odbieram (nie bez wyrzutów sumienia) sobie, swojej rodzinie, swoim dzieciom.

W takich momentach zazdroszczę koleżankom, które o 15 wychodząc z pracy nie muszą o niej myśleć aż do dnia następnego.

Znalazłam rozwiązanie, które choć po części, daje mi możliwość przygotowania ciekawych gadżetów dla podopiecznych, a które jednocześnie pozwala mi na spędzanie czasu z moimi szkrabami.

Od pewnego czasu podwijamy rękawy i przygotowujemy pomoce do powadzonych przeze mnie zajęć wspólnymi siłami.

Tak było i tym razem, kiedy wpadłam na pomysł, by w ramach realizacji projektu POWIETRZE przygotować dla wychowanków kilka sylwet ptaków, które nie tylko pozwolą pokazać dzieciom, jak piękne i kolorowe gatunki żyją w Polsce, ale też dają możliwość obcowania dzieciom z różnymi fakturami, tym samym pozwolą na pobudzanie (rozwijanie) zmysłu dotyku, a także wzroku.

Od pomysłu szybko przeszliśmy do realizacji, w ten oto sposób powstało kilka sensorycznych ptaków, które mam nadzieję już w poniedziałek dają wiele radości “moim 3 – latkom”.

Jak myślicie, spodobają się dzieciakom?

Ugli, hurma i eugenia – znasz te owoce?

To był rok 2013…, było ciepłe, a nawet upalne lato…

Zainspirowana odnalezionym w sieci obrazkowym pomysłem związanym z poznaniem, względnie utrwaleniem, znajomości liter alfabetu postanowiłam wykorzystać go na nasze potrzeby.

A że w upalne dni jedyne o czym marzymy to ochłoda, stworzony przeze mnie obrazkowy alfabet dotyczy owoców i warzyw, wszak te zaraz za mineralną wodą niegazowaną dają nam najwięcej ochłody w ostatnim czasie.

Z założenia alfabet miał być iście owocowy jednak szybko okazało się, że znalezienie owoców, których nazwy rozpoczynają się na poszczególne litery alfabetu do łatwych nie należy.

Postanowiliśmy więc sposiłkować się również warzywami (litera Ł oraz Y zostały pominięte)…

Pytałam dzieciaki o warzywa i owoce, których nazwy rozpoczynają się na kolejne litery alfabetu… z kilkoma literami mieliśmy problem, z pomocą przyszły nam encyklopedia i internet.

Wydrukowałam kolejno wszystkie plansze, przygotowałam klamerki i przystąpiliśmy do zabawy…

Ta polegała na oznaczeniu klamerką obrazka, którego nazwa rozpoczyna się na literę alfabetu nadrukowaną na karcie.

Dzieciaki poradziły sobie z tym bez problemu, a przy tym i one, i ja nauczyliśmy się kilku nowych nazw owocowych: eugenia, hurma i ugli to tylko kilka z nich.

Owocowe karty pobrać można TUTAJ

Nazwy, które wykorzystaliśmy:

A – arbuz

B – banan

C – cytryna

D – dynia

E – eugenia

F – figa

G – gruszka

H – hurma (pospolicie znana jako kaki)

I – imbir

J – jabłko

K – kiwi

L – limonka

M – malina

N – nektaryna

O – ogórek

P – pietruszka

R – rabarbar

S – seler

T – truskawka

U – ugli

W – wiśnia

Z – ziemniak

Klocki tablicowe – jak zrobić je samemu? (DIY)

Od kilku dni trwa intensywne przenoszenie opublikowanych już treści na nowego bloga. To doskonały moment, by przy okazji zerknąć do starszych wpisów, by odrobinę je odświeżyć. Lubię od czasu do czasu zajrzeć do postów na blogu. Przez te sześć lat trochę się ich nazbierało. Przecieram wtedy najczęściej oczy ze zdziwienia, że to już tyle czasu minęło od momentu, gdy coś konkretnego stworzyliśmy.

Blisko trzy lata temu przygotowaliśmy klocki – cztery sześciany, które po dziś dzień nam służą, klocki tablicowe.

Stworzone przez nas klocki tablicowe to nic innego jak wariacja na temat wciąż modnych przestrzeni pokrytych farbą bądź folią tablicową (ścian, lodówek, drzwi, szaf), na których swe zapędy artystyczne prezentować można, a nawet powinno się…

Jak powstały nasze klocki?

Przygotowaliśmy cztery drewniane sześciany, wyszlifowaliśmy je.

W następnej kolejności skupiliśmy się na pokryciu farbą drewnianych kostek. Zaczęliśmy malowanie pędzelkiem, choć z perspektywy czasu przyznaję, że lepszym rozwiązaniem byłoby pomalowanie całości wałkiem.

Farba tablicowa dosyć szybko schnie, dlatego też klocki w zaledwie kilka chwil były gotowe.

Nie pozostało nic innego, jak pozwolić małym artystom zająć się nimi. Stworzoną pomoc wykorzystywać można na wiele różnych sposobów: tworzenie rysunków, klockowych puzzli, czy też wykorzystywanie poszczególnych kostek z pojedynczymi rysunkami do zabaw typu “story cubes”.

Jak Wam się taki pomysł na farbę tablicową podoba? Podobne klocki sprawdziłyby się i u Was?

Tekturowe klocki domowej roboty

Zabawa jest podstawowym rodzajem aktywności dziecka. Chociaż wiele osób uważa ją za stratę czasu i nic nie znaczące działanie, to jednak właśnie ona kształtuje małego człowieka.

Do jednych z najważniejszych zabaw dziecka zaliczyć można zabawy konstrukcyjne.

Są to zabawy polegające na budowaniu różnorodnych obiektów z klocków lub innych elementów. To aktywność, w wyniku której powstaje określony wytwór.
Czynnościom konstrukcyjnym z kolei najczęściej towarzyszy uczucie przyjemności, ponieważ zaspokajają one potrzebę tworzenia.

Zabawy konstrukcyjne, które są przez dziecko doprowadzane do końca przygotowują do wykonywania zadań i prac w przyszłości.

 

Postanowiliśmy dziś pójść o krok dalej… W pierwszej kolejności naszych działań skupiliśmy się na wykonaniu elementów, które następnie w zabawie konstrukcyjnej mieliśmy zamiar wykorzystać.

Stworzyliśmy tekturowe, okrągłe klocki.

Do działań wykorzystaliśmy:

– tekturę

– kolorowe kartki

– klej

– ołówek oraz nożyczki.

 

Skupiliśmy się na odrysowaniu kształtu kół: największych na tekturze, nieco mniejszych na kartkach kolorowego papieru oraz najmniejszych również na kolorowym papierze…

Wszystkie odrysowane koła powycinaliśmy, by następnie kolorowe  ponaklejać na tekturę…

Ponacinaliśmy ozdobioną kolorowymi kołami tekturę w trzech miejscach…

Przygotowane przez nas klocki to doskonały przykład na to, w jaki sposób można stworzyć coś z niczego, a także jak wiele frajdy przynoszą zabawki od początku do końca samodzielnie wykonane…

Zachęciliśmy Was do spróbowania sił w stworzeniu podobnych?

Worek pełen skarbów

W każdym z nas odnaleźć można cząstkę, która w kilka chwil, przy sprzyjających okolicznościach zmienić mogłaby nas w najprawdziwszego poszukiwacza skarbów.
I my od czasu do czasu w rolę poszukiwaczy wczuć się lubimy. Czasami nasze poszukiwania przypominają takie z prawdziwego zdarzenia: towarzyszy nam wtedy mapa, wskazówki, kolejne zadania, czasem jednak wystarczy nam nasza wyobraźnia i kilka pomocnych rekwizytów.

Dziś właśnie sposiłkowaliśmy się kilkoma pomocami…

Wspólnymi siłami wybraliśmy przedmioty, które za skarby można uznać. Do wspomnianego zbioru trafiły cekiny pod wszelką postacią, ruchome oczka, piankowe kwiaty i co tylko dzieciakom w ręce wpadło.

Przygotowaliśmy również woreczki strunowe, do których wybrane błyskotki wsypaliśmy.
A gdy już świecidełka na miejscu się znalazły, wypełniliśmy woreczki żelem. Całość zaczęła wyglądać jak skarb schowany w głębinach morskich.
Woreczki zaczęliśmy miętosić, gnieść, gładzić. Żel to chłodna substancja, dlatego doznania dotykowe towarzyszące zabawom z woreczkiem pełnym skarbów dodatkowo potęgował chłód.

A kiedy już manipulowanie woreczkiem okazało się zbyt nużące, stworzyliśmy z nich łapacze słońca. Woreczki przykładaliśmy do szyby okna i próbowaliśmy podziwiać okolicę patrząc przez nie.

Świat oglądany przez warstwę przeźroczystego żelu, a także promienie słońca prześwitujące przez woreczek dostarczyć mogą wiele dobrej zabawy, nowych wrażeń wizualnych oraz wywołać sporo uśmiechów…

Spróbujecie i Wy?

Durszlakowe przewijanki

Przychodzi czasem taki czas, kiedy marzy się nam – mamom, rodzicom – chwila wytchnienia. Jakoś ochoty na cokolwiek brak, pomysły też w danej chwili nie te…

Co wtedy?

Proponuję dwa wyjścia z danej sytuacji.

Pierwsze – liczymy na to, że smyki zrozumieją, jaki dziś kiepski mamy dzień i będą się grzecznie i cichutko bawić w swoim pokoju/ kąciku.

Moim pociechom czasami taki myk się udaje, a Waszym?

Drugie – staramy się zająć naszym szkrabom czas, czymś co stać się może dla nich dosyć atrakcyjnym zajęciem, a co nie będzie wymagało zbyt dużego zaangażowania z naszej strony.

By móc skorzystać z drugiego rozwiązania przygotowałam durszlak oraz druciki kreatywne. Zadanie szkrabów polegało na przygotowaniu kolorowej pajęczyny.

Wyzwanie to dla małych rączek, a przy tym piękne ćwiczenie motoryki małej (sprawności dłoni i palców), dało mi ponad godzinę na złapanie oddechu, na ponowne nabranie sił i postawienie samej siebie na nogi.

Bunchems – kolorowe klocki rzepy

Będzie już ze dwa lata odkąd w sieci, rzuciła mi się w oczy rozmowa kilku terapeutów ręki dotycząca klocków rzepów. Ponieważ robocza nazwa używana przez uczestników rozmowy nic mi wówczas nie mówiła postanowiłam wpisać odpowiednie hasło w wyszukiwarkę. Już po chwili odkryłam, że klocki rzepy, o których mówiono to klocki o nazwie Bunchems.

Nowinki związane z rozwojem dłoni najmłodszych są mi dosyć bliskie, więc i wtedy – z wielką ciekawością – wyruszyłam na poszukiwanie nowości.

 

Klocki, o których mowa, to niewielkie kuleczki przypominające strukturą roślinne “rzepy” z mojego dzieciństwa. Nadają się one doskonale do tworzenia przestrzennych budowli. Są na tyle “iglaste”, by podczas zabawy łączyć się w całość i jednocześnie masować dłonie dziecka oraz na tyle plastyczne, by nie zrobić osobom uczestniczącym w zabawie krzywdy.

 

W nasze ręce trafił największy zestaw klocków rzepów oraz akcesoriów, które dziecięcą kreatywność podczas budowania klockami pobudzają: korony, kapelusze, oczy, ręce, nogi, gwiazdy, serca, skrzydła, okulary, rogi i wiele innych kształtów.

Sporo naczytałam się w sieci o niebezpieczeństwie polegającym na wplątaniu się rzepów we włosy. Możliwe, że naszych kloców nie wplątaliśmy zbyt mocno, poza tym nasze włosy są jednak proste, a nie kręcone, a to zapewne również ułatwia sprawę, jednak z użyciem odżywki do włosów udało się nam klocki bez problemu z włosów ściągnąć.

Co tu dużo pisać – spójrzcie raz jeszcze na kolory naszego zestawu oraz jego strukturę, a także możliwości, jakie dane klocki dają… Nie muszę chyba pisać nic więcej, poza tym, że my klocki Bunchems polecamy!

Pomysł na podwieczorek – blok czekoladowy

Pamiętam jak dziś, kiedy na początku lat osiemdziesiątych z racji na kiepskawą dostępność rarytasu takiego jak czekolada, moja mama – dla mnie i brata – co jakiś czas przygotowywała smakołyk “czekoladozastępczy”.

Po blisko trzydziestu latach postanowiłam sobie tamtejszy smak przypomnieć.

Właściwie nie tyle przypomnieć, bo zapamiętałam go doskonale i ilekroć myślałam o wykonaniu wspomnianego przysmaku moje kubki smakowe zaczynały pracować, co po prostu po raz kolejny zakosztować rarytasu domowej roboty.

A smak ten był cudowny, o wiele lepszy niż “współczesne” czekolady, słodki, nawet bardzo słodki, ale i bardzo intensywny…

Żeby przygotować blok czekoladowy, bo o tym tutaj mowa potrzebne będą:

– 1 szklanka cukru (lub mniej, w zależności od upodobań)

– 250 g masła

– 1/2 szklanki wody

– 2 – 3 łyżki kakao (lub więcej, dla koloru)

– 400 g pełnego mleka w proszku

– herbatniki (zastępczo płatki owsiane lub biszkopty)

– bakalie: rodzynki, orzechy, migdały, suszony ananas, kandyzowane wiśnie (wg uznania).

Masło należy rozpuścić w garnuszku. Dodać do niego cukier, wodę i kakao. Należycie wymieszać i ostudzić (może być lekko ciepłe).

Do dużego garnka w tym czasie wsypujemy mleko, bakalie, pokruszone herbatniki. Na to wylewamy masę maślaną, całość dokładnie mieszamy.

 

Formę obkładamy folią aluminiową, na którą następnie wykładamy masę. Pozostawiamy całość do schłodzenia (najlepiej w lodówce).

Gdy blok stwardnieje, nadaje się do spożycia.

Smacznego!

Zimowa kraina (przepis na domowy śnieg)

Po raz pierwszy przepisu na sztuczny śnieg użyliśmy w 2014 roku. Wtedy nie był jeszcze tak popularny i niewiele osób o nim słyszało. Od tamtej pory, bez względu na pogodę panującą za oknem, kiedy zachciewa się nam śniegu – wracamy do naszego przepisu.

Zima w pełni, choć śniegu brak, stąd też nasze chęci do białego puchu jakby większe.

By stworzyć zabawę nie z tej ziemi, nieco na dłużej zająć swoje szkraby wystarczy opakowanie (puszka) pianki do golenia (im mniej pachnąca tym lepiej) oraz ok 6 opakowań 80 g sody oczyszczonej.

Wszystko razem mieszamy, co pozwoli nam uzyskać masę w konsystencji, lepkości i temperaturze zbliżonej do prawdziwego śniegu.

Spróbujecie?