Bałwankowe układanki

Dzisiejszego ranka termometr za oknem wskazał -15 stopni Celsjusza. Tak wiem mamy zimę, ale że z dzieciakami raczej ciepłolubni jesteśmy, wskazana temperatura plus dzisiejszy chłodny wiatr dały nam popalić. Spacer sobie odpuściliśmy, za to z wielką ekscytacją obserwowaliśmy padający za oknem śnieg (nareszcie!). A jak śnieg to rzecz jasna skojarzenie jedno: “będziemy lepić bałwana!”

Póki co śniegu za mało i na dodatek jakiś takiś nie lepiący się, więc bałwany powstają, ale przy wykorzystaniu zupełnie innych materiałów.

Do bałwankowej zabawy mogą Wam się przydać:

– okrągłe płatki kosmetyczne

– guziczki

– koraliki

– kryształki z tworzywa

– maleńkie patyczki

– kartka z bloku – jako podkładka do powstających obrazów.

Slime czyli glut boraksowy

Ciągnący się glut obserwowany na anglojęzycznych blogach od dawna zaprzątał naszą głowę. Zabawa glutkiem stworzonym z użyciem płynnego kleju szkolnego, wody i odrobiny boraksu jawiła się jako świetna frajda.

Potem jednak trafiły do mnie informacje związane z wątpliwościami wobec bezpieczeństwa  jednego ze składników masy – boraksu [KLIK], chwilę później sporo czytałam o tym, że straszenie boraksem to jedynie spisek firm farmaceutycznych [KLIK].

Postanowiliśmy stworzyć boraksową masę, zachowując przy tym bezpieczeństwo w postaci rękawiczek (co sprawiło, iż zabawa jeszcze bardziej zyskała na atrakcyjności).

Wymieszaliśmy płynny klej szkolny z wodą (zabarwioną barwnikiem lub farbką) w proporcji 1:1 (1 szklanka kleju + 1 szklanka wody), 1 szklankę wody wymieszaliśmy z 1 łyżeczką boraksu. Następnie wodę z boraksem powoli wlewaliśmy do klejowej masy, tak by ta zyskała na sprężystości.

W taki oto sposób powstała masa, która skradła całkiem sporą część naszego czasu.

Sami zobaczcie jak wygląda i czy nie zachęca swoim wyglądem do zabawy?

Zimowe bingo obrazkowe

Zimowe bingo obrazkowe to gra, z którą po raz pierwszy mieliśmy do czynienia ponad 3 lata temu. Zorganizowaliśmy sobie wtedy sylwestrowy turniej zabaw i gier, podczas którego w ruch poszły gry wymyślone przez nas jak i tzw. “gotowce”.

Ponieważ gra warta jest uwagi postanowiliśmy umożliwić Wam jej pobranie i  zachęcić Was do zagrania w nią.

Do zabawy niezbędne są wcześniej przygotowane plansze, pionki do oznaczania odpowiednich pól – my do tego wykorzystaliśmy pomponiki oraz miseczka lub koszyczek z losami.

Bingo zimowe, jak sama nazwa mówi, zawiera obrazki z zimą związane. Podczas przygotowywania plansz i losów skupiłam się na różnokolorowych czapkach, szalikach i rękawiczkach.

Zasady gry są banalnie proste. Gracze wybierają dla siebie po jednej z plansz (dwie równocześnie też można). Osoba prowadząca grę losuje z miseczki losy przedstawiające poszczególne obrazki (takie same, jakie znajdują się na planszach). Gracze uważnie wsłuchują się (i wpatrują) w to, jaki obrazek został wylosowany. Jeśli na ich planszy znajduje się taki sam – odznaczają go pomponikiem.

Wygrywa ten, kto pierwszy wszystkie obrazki na swojej planszy zakryje pomponikami i tuż po tym zawoła BINGO!

Prawda, że proste?

Nie dosyć, że proste – to jeszcze rozwijające. Gra w doskonały sposób utrwala rozróżnianie kolorów i ich nazw, rozwija umiejętność liczenia (pomponiki), utrwala pojęcia dotyczące położenia przedmiotu w przestrzeni – wyżej niżej, prawo, lewo…

Można grać w nią wykorzystując język angielski – możliwości jest naprawdę sporo.

Spróbujecie i Wy? Plansze do wydruku oraz losy pobrać możecie TUTAJ.

O syrenach słów kilka…

Mamo jakie to dziwne. Syrena to był taki samochód prawda? – zapytał pierworodny.

Tak... – nie zdążyłam dodać nic więcej…

Syrena to też taka pół pani pół ryba i syreny wyją też czasami na alarm albo w wozach strażackich. Jedno słowo a tyle syren – podsumował i próbował odejść, kiedy postanowiłam go zaskoczyć…

A wiesz, że czasem na pół panią i pół ptaka też mówią syrena?

Jego wzrok z lekką nutą zdziwienia wyraził w tym momencie wszystkie myśli, które przebiegły mu przez głowę. Sięgnęliśmy do mitologicznych źródeł, gdzie faktycznie potwierdziło się moje spostrzeżenie o syrenach (pół – ptakach) – w mitologii greckiej oraz o syrenach (pół – rybach) – w mitologii rzymskiej.

Te z rybim ogonem spodobały się dzieciakom znacznie bardziej, właśnie takie postanowiliśmy stworzyć, by upamiętnić nasze poranne syrenie pogadanki.

Nasze syreny powstały z użyciem rolek po papierze toaletowym, jeśli jesteście ciekawi jak stworzyć podobne zapraszamy Was na stronę, która do działań nas zainspirowała KLIK.

Chmurotworzenie

Czasami bywa i tak, że zupełnie niespodziewanie w nasze ręce trafia coś, z czym obcowanie sprawia nam niesamowitą frajdę.

Od dłuższego już czasu odkrywamy nowe masy plastyczne, te gotowe, jak i te, które tworzymy sami.

Jedna z przyjaciółek naszej rodziny, zupełnym przypadkiem, sprezentowała nam kosmetyk, który okazał się idealnym narzędziem do działań sensorycznych.

Z dalekiej Szkocji  przywieziono nam piankę kąpielową. Nie taką zwyczajną jednak, a “formowalną” (dokładnie: mouldable foam soap).

Pianka ta nie tylko nie rozpuszcza się na skutek manipulowania nią na wszelkiego rodzaju sposoby, ale pozwala na formowanie z siebie najróżniejszych kształtów.

Gęsta, łatwa w układaniu, nie pozostawiająca śladów (spiera się samą wodą)…  Jedyny problem z tą idealną – jak dla nas – zabawką polega na tym, że nie udało nam się jej znaleźć w polskich sklepach (póki co).

Stąd też prośba do naszych blogowych czytelników, gdyby udało się Wam podobny materiał gdzieś w Polsce odnaleźć, koniecznie dajcie znać…

Delikatna ciastolina domowej roboty

Plastelina, ciastolina, modelina, wszelkiego typu masy plastyczne to zdecydowanie najatrakcyjniejsza aktywność dla moich – i nie tylko moich –  dzieciaków. Kiedy więc nadarza się okazja, by móc wypróbować nieznany nam dotąd przepis na jedną z nich – próbujemy!

Jakiś czas temu odkryłam sposób na niezwykle delikatną ciastolinę, jednocześnie bardzo prostą w wykonaniu.

Wystarczy połączyć mąkę kukurydzianą z odpowiednią ilością odżywki do włosów. Składniki łączymy w proporcji 2:1 (dwie porcje mąki na jedną odżywki), mieszamy i już po chwili możemy cieszyć się wspaniałą zabawą.

W przypadku naszej zabawy obyło się bez barwników, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by masę barwnikami spożywczymi zabarwić. Ozdobić ją można również brokatem.

Spróbujecie?

Robot sylabowy czyli nauka czytania przez zabawę

Jestem zdania, że o pomysłach wartych uwagi powinno mówić się głośno, nie należy  jednak zapominać przy owym mówieniu, do kogo dany pomysł, czy też idea należy.

Jakiś czas temu na blogu Moje dzieci kreatywnie zachwycił mnie pomysł polegający na skonstruowaniu robota. W przypadku powyższego bloga był to robot edukacyjno – uczuciowy.

Pomysł spodobał się nam na tyle, że postanowiliśmy go na swoje potrzeby zmodyfikować. Ponieważ dzieciaki są właśnie w trakcie intensywnego poznawania liter w przedszkolu staramy się domowymi działaniami wspierać to, co w placówce się dzieje.

Sylabowe aktywności: zabawy i ćwiczenia są etapem pośrednim pomiędzy nauką liter a pisaniem słów i zdań.

Zabawy te bez najmniejszego problemu można wykorzystywać również z dziećmi, które całkiem dobrze radzą sobie z czytaniem i pisaniem. Dlaczego?

Dodatkową zaletą zabaw sylabowych jest doskonalenie percepcji wzrokowej i słuchowej dziecka, rozwijanie umiejętności kojarzenia i wykorzystywania znajomości słów, ćwiczenie pamięci i – w naszym przypadku również  – orientacji przestrzennej, doskonalenie starannej wymowy głosek oraz utrwalenie pisowni wykorzystywanych w zabawie wyrazów.

W jaki sposób zachęcić dziecko do zabaw sylabowych?

Przygotować materiały, które dla dziecka same w sobie stanowią atrakcję.

Dziś skupiliśmy się na stworzeniu sylabowego robota. Robota, który wykorzysta połączenia poznanych już przez dzieciaki liter (m, t, d, a, o, u, i) w sylabach, a także zachęci jego użytkowników do podejmowania prób tworzenia prostych zlepek sylabowych (czasem wyrazów) z nich.

Ponieważ dzieci zapoznają się z zapisem liter zarówno w postaci drukowanej (takiej jak w książkach) oraz pisanej dla utrwalenia zapisu pisanego sylaby łączone z liter “wielkich” z pomocą robota należy odczytać w całości i odnaleźć ich zapis odpowiadający pismu odręcznemu.

 

Zabawa połączona z nauką! Czyż nie o to właśnie chodzi?

Grafiki inspirowane

Nie pamiętam już dokładnie gdzie ani w jakich okolicznościach trafiłam na zdjęcie jednej z prac brazylijskiego artysty Romero Britto. Od tamtej pory jednak stworzenie rysunków inspirowanych jego twórczością siedziało w mojej głowie.

Dzieła Britto są niezwykłe! Gdy pokazałam je dzieciom – syn i córka nie mogli oderwać od nich oczu. Kolorowe, pełne wzorów, pozytywne, z charakterystycznym czarnym konturem. To było coś, czego wspólnie postanowiliśmy się podjąć.

Wystarczyło jedno wolne popołudnie, by złapać w dłoń kartkę, ołówek, marker i akwarele…

Spójrzcie co udało nam się stworzyć!