Odrobinę inne spojrzenie na przedszkolne kąciki zainteresowań

Dzisiejszy wpis postanowiłam zadedykować nauczycielkom/nauczycielom (tak znam też panów pracujących w przedszkolu) przedszkoli.

Dominującą aktywnością dziecka w wieku przedszkolnym jest zabawa i jednocześnie ruch. Dzieci w tym przedziale wiekowym cechuje coś jeszcze – niebywała ciekawość i zdaje się niezaspokojona chęć poznawania wszystkiego co nowe, ale i odkrywania na nowo tego co nieco starsze.

Zastanów się proszę teraz przez moment…

Dziecko, skore do zabawy, chętne by poznawać świat…

Pomyśl proszę raz jeszcze…

Wasza sala przedszkolna, kąciki zainteresowań…

Pewnie jeszcze nie wiesz do czego zmierzam? W sali bogato wyposażony kącik przyrody, plastyczny, muzyczny, książki, zabawek, może i regionalny albo jeszcze jakiś…

Jak wygląda obcowanie dzieci z wyżej wymienionymi?

Czy złapałaś się właśnie na tym, że ilekroć maluch złapie w swoje ręce szyszkę z kącika przyrody, czy któryś z instrumentów z kącika muzycznego, od razu reagujesz: “Proszę odłóż to!”.

Tak! Piękne, przedszkolne, kąciki zainteresowań mają też to do siebie, że najczęściej są, jednak nie są dla dzieci. Nie pozwala się lub bardzo rzadko pozwala się, by dzieci pobawiły się zbiorami w nich, by mogły manipulować przedmiotami bądź same mogły wymyślać zabawy je wykorzystujące.

W minionym roku po ponad czteroletniej przerwie wróciłam do pracy. Myślę, że powrót ten (choć – nie ukrywam – ciężki) był najlepszym co w ostatnim czasie mogło mnie spotkać. Dlaczego? Bo wraz z nim dołączyłam do niezwykle interesującego “projektu”, który całkowicie zmienił mój sposób myślenia dotyczący nie tylko prowadzenia zajęć z najmłodszymi (metoda projektów, metoda QTA – modelowania dialogów), ale również zorganizowania przestrzeni w sali przedszkolnej.

Projekt, a raczej program, o którym mowa zwie się T@blit i zakłada, że to właśnie dziecko samo dochodzić będzie do wniosków dotyczących pewnych określonych tematów, nauczyciel ma je w tym wszystkim jedynie wspierać (po blisko 9 miesiącach pracy mogę śmiało stwierdzić, że tak właśnie jest).

By nasze działania móc skoncentrować na właściwych rekwizytach w sali stworzone zostało tzw. Centrum Badawcze. To nic innego jak kącik związany z aktualnie omawianym tematem – kilka półeczek, może regał,  krzesełka, koniecznie stoliczek. Na półkach mnóstwo rekwizytów, książki, lupy, lornetki, właściwe do działania pojemniczki. To wszystko zaaranżowane jednak tak, by zachęcało dziecko do działania, często samodzielnego, i zabawy.

Tu smyk nie usłyszy: “Nie ruszaj, odłóż!” Wręcz przeciwnie tu zachęcać będzie się najmłodszych, by obmyślali nowe sposoby wykorzystania przedmiotów, by poznawały je, eksperymentowały z nimi.

Długo zastanawiałam się jak zorganizować wspomniane miejsce, szukałam inspiracji w sieci, przeglądałam katalogi agencji reklamowych, przyglądałam się nawet banerom, billboardom, napisom 3d. Zdecydowałam, że właśnie taki napis (3d) nada naszemu kącikowi odrobinę profesjonalizmu. Z pomocą przyszedł mi styrodur oraz nieużywany już regał z przedszkolnego straganu. Kiedy już zaplanowałam co i jak – niczym doświadczony producent billboardów i napisów reklamowych zaczęłam przygotowywać owo niezwykłe miejsce.

Powstało Centrum Badawcze z prawdziwego zdarzenia, które już następnego dnia zapełniło się materiałami związanymi z omawianym przez dzieci tematem.

Nie muszę chyba dodawać, że przygotowane przeze mnie miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. Dzieciaki niechętnie opuszczają zabawę w nim, z wielką chęcią natomiast wymyślają co rusz nowe aktywności ze zbiorami w Centrum związanymi.

Sami, razem z rodzicami, uczestniczą również w wzbogacaniu zbiorów Centrum.

Dlaczego o tym piszę?

Bo wydawać by się mogło, że możliwość zabawy, obserwacji oraz manipulacji przedmiotami, by móc je bliżej poznać jest sprawą oczywistą. Pamiętamy o tym jako rodzice, często zapominamy jako nauczyciele (kiedy na ostatnich dwóch kursach doszkalających opowiadałam o tym, jak w mojej placówce bawią się, a przez tę zabawę uczą, dzieci, koleżanki “po fachu” robiły naprawdę duże oczy).

Pora więc otworzyć się na nowe i udostępnić dzieciom możliwość zabawy – bezpiecznej, swobodnej, pełnej inspiracji. Jestem pewna, że najmłodsi taką formę zabawy poznawczej docenią bardziej, a na pozytywne efekty tej zmiany długo czekać nie będzie trzeba.

P.S. Żałuję bardzo, że nie mogę pokazać Wam tutaj zdjęć, jak reagują dzieciaki na zabawy w Centrum Badawczym właśnie (brak zgód na publikację w tym miejscu), jeśli jednak ktoś chciałby zgłębić temat programu zwanego Tablit, aranżacji sali z nim związanej oraz zabaw, jakie z dziećmi w ramach jego realizacji podejmujemy zapraszam w miejsce temu poświęcone: tablitoweprzedszkolaki.bloog.pl

Pajączek – mini teatrzyk – KREATYWNIE Z KIDEA

Szczęśliwie okazało się, że mijający właśnie weekend stanowił niezwykle pogodny czas obfitujący w spacery i zabawy na świeżym powietrzu.

Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie wykorzystali faktu, iż coraz szybciej wieczorami zapada zmrok. Kiedy na dworze coraz chłodniej i ciemniej, my siadamy wygodnie i coś tworzymy. Spędzamy razem czas  – rozmawiamy, śmiejemy się, wzajemnie sobie pomagamy – rozwijamy przy tym naszą wyobraźnię, a także sprawność dłoni i palców.

Tym razem padło na… pająka…

Przygotowaliśmy:

– koło z czarnej tektury

– mniejsze kółko ze sztywnego papieru

pisaki wymazywalne Kidea

– mazaki metaliczne Kidea

– kredki sześciokątne Kidea

– klej, szpatułkę, nożyczki oraz druciki kreatywne i ruchome oczka.

Na dużym, czarnym kole narysowaliśmy pajęczynę, koło nacięliśmy mniej więcej w 1/3 jego wysokości, by właśnie w tym miejscu przełożyć kukiełkę pajączka.

Kukiełka powstała przez pomalowanie sztywnej tekturki, doklejenie do niej szpatułki, ruchomych oczu oraz drucików kreatywnych.

To wszystko! Aż tyle i tylko tyle, by móc mini teatrzyk pajączkowy popołudniami urządzać.

Spróbujecie?

Zróbmy sobie książkę czyli EYE SPY BOOK w naszym wykonaniu

Tygodniowa nieobecność w domu odrobinę pokrzyżowała nam plany dotyczące kreatywnych wyczynów, dopiero co wróciliśmy, więc z głowami pełnymi świeżych pomysłów oraz rękoma pełnymi sił, by nowe aktywności podejmować do zabaw kreatywnych się zabieramy.

Gotowi? Zatem 3, 2, 1, zaczynamy…

Dzieciaki osiągnęły właśnie taki wiek, kiedy z dnia na dzień ich zainteresowanie wszelkiego typu książkami staje się coraz bardziej widoczne. Każdego dnia w swojej biblioteczce odkrywają coś na nowo. Często zdarza się tak, że coś co czytaliśmy i oglądaliśmy dawno temu ponownie nabiera świeżości.

Kiedy więc zaproponowałam szkrabom, że sami stworzymy książkę, z wielką radością i równie sporym zainteresowaniem do działania przystąpili. Dodałam jednak, że nie będzie to ot taka sobie książka, a książka przy której i główka i oczka będą musiały odrobinę popracować.

Pracujące oczka i głowa jeszcze bardziej “młodzież” zainteresowały, nie było więc na co dłużej czekać, tylko do działania się zabierać.

Do wykonania wspomnianej potrzebne nam było tło (kartka z bloku technicznego), mnóstwo drobnych i jeszcze drobniejszych gadżetów oraz aparat.

Zadanie dzieciaków polegało na ułożeniu całej masy elementów na naszym tle, wtedy ja pstrykałam zebranym zdjęcie…

Następnie wybieraliśmy kilka przedmiotów z zebranych, które pośród wszystkich ułożonych na tle chcielibyśmy spróbować odszukać…

Zostawialiśmy więc na karcie tylko kilka z nich i ponownie pstrykaliśmy zdjęcie:

W ten oto sposób powstawały kolejne karty naszej, nietypowej książki:

A kiedy kilka z nich zostało już przygotowanych, wydrukowaliśmy je, zalaminowaliśmy i nim kolejne książkowe karty do segregatora, by stworzyć książkę powędrowały, poszczególne z nich od razu przetestowane w praktyce zostały.

Zabawa kartami książki za granicami naszego kraju zwanej EYE SPY BOOK tak bardzo się spodobała, że już niebawem zamierzamy stworzyć kolejne jej strony, oczywiście doskonale się przy tym bawiąc i ćwicząc wzrok oraz nasze umysły jednocześnie.

A Wam jak się nasza książkowa zabawa podoba? Spróbujecie stworzyć swoje własne książki podobną metodą?

A może tak plakat?

Są takie słowa, zdania, które chcielibyśmy zachować na potem. Cytaty, które starannie przepisujemy, by zostały z nami na dłużej.

Nic bardziej prostego. Nadszedł czas, kiedy wszelkiego typu sentencje bądź słowa mogą stanowić ozdobę Waszego kąta. Wystarczy odpowiednio je wykaligrafować, by stworzyć z nich plakat.

Bez obaw nie musisz mieć idealnego charakteru pisma, wystarczy komputer oraz najprostszy program graficzny (ja korzystam z Photoscape, każdy inny również sobie z tym poradzi) lub nawet edytor tekstowy, a także różnorodność czcionek (te pobrać można np. na fonty24.pl)

Po wybraniu czcionki przystępujemy do odpowiedniego ułożenia słów. Metodą prób i błędów dobieramy taki układ wyrazów, jaki spodoba się nam najbardziej.

Na sam koniec zostawiamy drukowanie plakatów.

Dobieramy do nich odpowiednie ramki bądź przyklejamy do ściany w wybranym miejscu. Ozdoba gotowa!

Gdyby ktoś z Was chciał skorzystać z plakatów zaprezentowanych powyżej, wystarczy kliknąć TUTAJ i pobrać je na dysk swojego komputera.

Mała drukarnia

Pamiętam jak dziś, kiedy w szkole podstawowej w ramach zajęć z plastyki przygotowywaliśmy exlibrisy, które następnie odbijaliśmy w ramach pieczęci na czystych kartkach papieru.

W czasach, o których mowa materiały plastyczne nie były tak łatwo dostępne jak dziś, dlatego jako podłoże do stworzenia wspomnianej pieczęci służyły nam skrawki linoleum, w moich stronach potocznie zwane gumolitem.

Jakiś czas temu przypomniałam sobie o moich szkolnych poczynaniach plastycznych i od tego właśnie momentu w mojej głowie zaczęła krążyć myśl, jak wspomniane exlibrisy przenieść na grunt dzisiejszy, jednocześnie dopasowując ich wykonanie do możliwości oraz wieku moich szkrabów.

Z pomocą przyszły mi dzieciaki i możliwość obserwowania ich zabaw z plasteliną.

Pomysł stworzenia sposobu wzorca do przedrukowania oraz stworzenia samej odbitki miałam dopracowany, pozostało znaleźć chwilę czasu, by móc stworzenie domowej drukarni w czyn wprowadzić.

Zimowe, ponure, ciemne i zimne wieczory okazały się doskonałym czasem, by moją ideę do życia powołać.

Przygotowaliśmy:

– tekturową podkładkę

– plastelinę

– folię aluminiową

– pędzle gąbkowe

– farby plakatowe

– czyste kartki

oraz silikonowy wałek,

zakasaliśmy rękawy i do działania przystąpiliśmy.

 

W pierwszej kolejności skupiliśmy się na wykonaniu pokaźnej ilości plastelinowych “wężyków”. Następnie ułożyliśmy z nich obraz (płaskorzeźbę, relief)

Gotową płaskorzeźbę plastelinową nakryliśmy folią aluminiową – szczelnie dociskając folię do każdej wypukłości.

Tak przygotowaną formę pokryliśmy przy pomocy gąbkowych pędzli farbą.

Ostatni krok działań małych drukarzy polegał na ułożeniu na formie czystej kartki i przewalcowaniu jej silikonowym wałkiem.

Im mocniej, tym lepiej! Po ściągnięciu kartki z formy naszym oczom ukazały się odbitki naszej płaskorzeźby.

 

Zabawa w drukarzy sprawiła nam wiele frajdy. Z każdą kolejną godziną działania wciągała nas bardzo. Nie skłamię, gdy napiszę, że stworzyliśmy kilkadziesiąt odbitek samochodów oraz kilkanaście odbitek liter.

I tutaj właśnie wkradł się nam przysłowiowy drukarski chochlik. Na przyszłość musimy zapamiętać, że każda odbitka jest lustrzanym odbiciem wzoru, dlatego przy tworzeniu następnej literowej formy będziemy pamiętać o tym, by litery zapisać odwrotnie.

Wspaniałej, drukarskiej zabawy i Wam życzymy!

Kwiaty, kwiatki i kwiatuszki

Wiosna, a właściwie to już prawie lato mają to do siebie, że gdzie nie spojrzeć otaczają nas kwitnące rośliny. Swoimi kolorami, zapachem, a czasem nawet kształtem kwiaty przyciągają nasze oczy.

Myślę, że to właśnie ze względu na swoje piękno zdobią kartki okolicznościowe, poprawiają nasze samopoczucie, a nawet łagodzą spory.

Poszukiwaliśmy ostatnimi czasy kwiecistych wzorów (łatwych w wykonaniu), które mogłyby z powodzeniem ozdobić kartki okazjonalne. Znaleźliśmy!

Oto sposób nie niezwykle proste, a jednocześnie efektownie graficznie kwiaty na kartki, plakaty oraz grafiki.

By stworzyć takie grafiki wystarczy naprawdę niewiele, bo skrawek kartki, mazak lub marker (my wykorzystaliśmy dwa – jeden cieńszy, drugi nieco grubszy) oraz owalne kształty wycięte z kolorowego papieru.

Cała sztuka przy tworzeniu tych niezwykle prostych grafik polega na wymyśleniu i wykorzystaniu prostych wzorów (kropki, kreski, kratki) i ozdobieniu nimi poszczególnych części rośliny.

 

Myślicie, że to trudne zadanie?

Oto prace moich domowych przedszkolaków… Można? Można!

Spróbujecie? Jeśli tak – koniecznie podzielcie się z nami swoimi interpretacjami o TUTAJ

Puchnąca farba domowej roboty

Zastanawiałaś (łeś) się kiedyś  jakie wydarzenia, chwile, momenty z Twojego dzieciństwa najmocniej “załapały się” Twojej pamięci? Czy były to obejrzane – konkretne – odcinki bajek, gry komputerowe, które udało Ci się przejść, czy na przykład fakt, że razem z mamą uszyłaś (łeś) samodzielnie maskotkę, czy też momenty, kiedy pomagałaś (łeś) tacie podczas domowego majsterkowania – tym samym wspólnymi siłami stworzyliście karmnik czy domek dla lalek…

Owszem i nam zdarzy się spędzać czas przed telewizorem (treści, które oglądamy wcześniej odpowiednio dobieramy), jednak w zdecydowanej większości chwil realizujemy się kreatywnie. Tak było też dziś. Przepis na tzw. puffy paint czyli nic innego jak na puchnącą farbę po raz pierwszy wykorzystaliśmy blisko 4 lata temu, dziś postanowiłam, że wrócimy do niego i spróbujemy stworzyć kilka kolejnych, wypukłych malunków.

Przygotowałam filiżankę mąki, 3 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę soli oraz wodę. Składniki wymieszałam, dodając do nich tyle wody, by swoją konsystencją powstała papka przypominała odrobinę gęściejsze ciasto naleśnikowe. Powstałą masę podzieliłam na dwie części, do każdej z części dodałam odrobinę barwnika spożywczego, tym samym tworzone właśnie farby zabarwiłam (równie dobrze użyć do tego można farb temperowych/plakatowych).

Kolorową masę wlałam do woreczków, w których następnie nakłułam maleńkie otworki. Malowanie przy pomocy wyciskanej farby mogliśmy rozpocząć. Malunki powstawały na kartkach z bloku technicznego formatu A5, myślę jednak, iż kartki godnie zastąpiłyby również skrawki styropianu bądź tektury. Po chwili ogromnej radości oraz wielkiego kolorystycznego galimatiasu powstało kilka ciekawych,  mniej lub bardziej rozlewających się wzorów.

By nasze kolorowe dzieła mogły spuchnąć, wyrosnąć, należy je (zgodnie z instrukcją) na 30 sekund włożyć do kuchenki mikrofalowej (moc 900/1000).  Tak też uczyniliśmy. Gotowe – spuchnięte – prace zachwyciły nas bardzo, zresztą sami spójrzcie co udało nam się przy pomocy naszych rąk oraz mikrofalówki stworzyć.

Pulchne, miłe w dotyku, odrobinę przypominające piankę, trójwymiarowe obrazki, aż się prosiły, by małymi (i nie tylko) rączkami móc je podotykać. A doznania podczas dotykania są naprawę nie do opisania. Dzieciaki więc z chęcią kolorowe pagórki dotykały, upychały, “spłaszczały”, a nawet skubały… Skusicie się by i w Waszych czterech kątach taką zabawę przeprowadzić? Dla odmiany pokażę Wam jeszcze jak prezentują się puchnące farby zabarwione farbami (zamiast barwników spożywczych):

Mamo a dlaczego? Czyli o wielkich pytaniach małych ludzi?

Marzyło mi się już od pewnego czasu, by położyć się na ciepłym piasku i wygrzać styrane codziennością kości. Taka chwila relaksu okraszona letnim upałem i szumem morza… Raj!

Rzeczywistość naszego pobytu nad morzem nie wyglądała aż tak sielankowo (co oczywiście nie znaczy, że było źle).

Dzieciaki zachwycone, a jednocześnie ciekawe morza i plaży usiedzieć na miejscu nie potrafiły, a jeśli już im się moment odpoczynku zdarzał, wtedy z kolei mocy językowej nabierały.

Mamo… a dlaczego morze szumi?

Mamuś… a dlaczego te kamyczki są takie płaskie?

Mamo… a skąd się biorą fale?

Mamusiu… a co jedzą mewy?

Mamo… a ten glon jak się nazywa?

Mamuś… a ten piasek to dlaczego taki kolorowy i z takich małych ziarenek się składa?

Fuj… mamuś wiedziałaś, że morze jest słone? A dlaczego morze jest słone?

 

Kiedy już się rozpocznie bombardowanie pytaniami to trwa ono i trwa. Znacie ten stan, kiedy buzie dzieciaków się nie zamykają, a Ty z przerażeniem stwierdzasz, że z każdym kolejnym pytaniem wiesz mniej…

Pytaniowe ataki są u nas na porządku dziennym. Przyzwyczajam się powoli do nich, staram się odpowiadać na pytania zadawane przez moje szkraby zgodnie z prawdą i możliwościami mojej wiedzy. Przychodzi jednak taki czas – ostatnio coraz częściej – kiedy po pomoce w przygotowaniu odpowiedzi sięgnąć muszę.

Nie tak dawno w moje ręce trafiła książka autorstwa Wojciecha Mikołuszko “Wielkie pytania małych ludzi”. Z ogromną ciekawością zajrzałam do niej, by już po chwili odkryć, że książka idealnie wpasowała się w aktualne trendy pytaniowe moich szkrabów.

Nie skłamię jeśli napiszę, że blisko 50% pytań zawartych we wspomnianej pozycji w ostatnim czasie usłyszałam z ust moich dzieciaków.

Był późny wieczór, kiedy sięgnęłam po nią pierwszy raz. Sama, bez szkrabów. Lubię w ten sposób najpierw sprawdzić treść książki, by upewnić się, czy nie jest to jakiś bubel w pięknej okładce. Na szczęście “Wielkie pytania małych ludzi” do rozczarowujących pozycji nie należą.

Lekkie pióro autora, naukowe, wyczerpujące, a jednocześnie przystępne dla młodego (i nie tylko) czytelnika odpowiedzi sprawiły, że książką wciągnęła mnie bardzo.

Czytałam kolejne pytania i uśmiechając się pod nosem (bo jak tu się nie uśmiechnąć czytając pytanie: “Gdzie leci woda z sedesu z tą kupą i sikami?”  lub “Dlaczego ja muszę chodzić do fryzjera, a kot Toffik nie?”) zgłębiałam odpowiedzi na nie.

Autor traktuje dzieciaki i ich wątpliwości bardzo poważnie.

W myśl zasady, że tylko dzieci i geniusze nie boją się zadawać najtrudniejszych pytań i dziwić zjawiskom, które uchodzą uwadze większości dorosłych autor mierzy się z 51 pytaniami. “Przeszukuje książki, naukowe czasopisma, rozmawia z badaczami i popularyzatorami nauki, by udzielić jak najprawdziwszych i najbardziej aktualnych odpowiedzi. Nie ma dla niego pytań zbyt prostych, ani zbyt naiwnych. W każdym jest do odkrycia jakaś niezwykła, zaskakująca prawda.”

Smaczku opracowaniu dodają, jakby rodem z komiksu, ilustracje Joanny Rzezak.

Następnego dnia zaprezentowałam książkę dzieciakom.

To, że i ktoś inny pyta o rzeczy, które i je ciekawią wprawiło szkraby w zdumienie. Co więcej to, że naukowcy tego świata tłumaczą dla nich jak coś działa – spodobało im się jeszcze bardziej.

Czytamy więc każdego dnia po kilka pytań (oraz odpowiedzi), pogłębiając tym samym naszą wiedzę.

Spryciarze nowo zdobyte informacje wykorzystują niemal od razu pytając pozostałych członków rodziny czy wiedzą, że… i jednocześnie wprawiając ich niejednokrotnie w osłupienie…

Jeśli i Wam na co dzień towarzyszy ciekawski świata przedszkolak (pierwszo-, drugo- albo trzecioklasista) bądź po prostu chcielibyście poznać odpowiedzi na poniższe pytania, zaopatrzenie się w książkę Wielkie pytania małych ludzi gorąco Wam polecamy:

– Jak wygląda nic?

– Dlaczego samochody jeżdżą?

– Po co wymyślono czas?

– Dlaczego woda w morzu jest słona?

– Jak lew ma na nazwisko?

– Dlaczego nie można samemu się połaskotać?

– Dlaczego piana w coli opada, a w piwie nie?

– Gdzie leci woda z sedesu z tą kupą i sikami?

– Dlaczego były dinozaury?

– Dlaczego śnieg jest biały, a lód przeźroczysty?

– Dlaczego tęcza tworzy półkole?

– Skąd biorą się nasiona kwiatów?

– Jak powstały woda i Ziemia?

– Dlaczego ludzie nie mają skrzydeł?

– Jak działają czułki mrówek?

– Dlaczego pomidor jest warzywem, skoro powstaje jak owoc?

– Czy mech jest miękki, jeśli się go nie dotknie?

– Dlaczego mówimy gęsia, a nie kacza skórka?

– Kto karmi smoka?

– Po co żyjemy, skoro umieramy?

– Dlaczego w czasie podskoku Ziemia nie ucieka nam spod nóg?

– Co się myśli, jak się nie myśli?

– Czy istniały ptaki zdolne pożerać małe dzieci?

– Dlaczego panie nie mają wąsów?

– Kto pierwszy włożył nogę do oceanu?

– Dlaczego mamy zimą czym oddychać, a nie mamy zielonego pojęcia?

– Dlaczego włosy się kręcą?

– Co by się stało z Ziemią, gdyby wpadła do czarnej dziury?

– Jak smakuje chmura?

– Ilu ludzi było na początku i jakim językiem mówili?

– Dlaczego muzyka wesoła jest wesoła, a smutna – smutna?

– Dlaczego kupa ptaka jest biała, a psa czarna?

– Dlaczego nie ma małych baobabów?

– Dlaczego w wannie powstaje wir, gdy wypuszcza się wodę?

– Po co człowiek ma temperaturę 36,6 stopnia?

– Jak dinozaury radziły sobie z trąbami powietrznymi?

– Dlaczego, żeby urodziło się dziecko, wystarczy mama i tata, i już nikogo więcej nie trzeba?

– Czy można przejść pod łukiem tęczy?

– Czy głowa kleszcza jest twardsza od młotka?

– Dlaczego lekarstwa są niedobre?

– Dlaczego ja muszę chodzić do fryzjera, a kot Toffik nie?

– Dlaczego w ciemnościach nie widać kolorów?

– Czy bliźniaki płaczą w tym samym momencie?

– Co i jak widzi kameleon?

– Po co kocurom sutki?

– Czy krew pachnie ładnie, czy brzydko?

– Ile waży Ziemia?

– Czy zwierzęta popełniają samobójstwo?

– Co by było, jakby nie było chorób?

– Dlaczego naukowcy są mądrzy?

My z kolei po zgłębieniu wiedzy książkowej zabieramy się za eksperymentowanie, które pozwoli nam podane przez autora informacje potwierdzić i jednocześnie nową wiedzę utrwalić.

* * *

Wielkie pytania małych ludzi. Wojciech Mikołuszko. Wydawnictwo Agora S.A.

Uważność i spokój żabki

Współczesne dzieci są często zestresowane, rozkojarzone, mają trudności z koncentracją uwagi. Czy jako rodzic/opiekun/nauczyciel zastanawiałeś się kiedyś jak pomóc dziecku wyciszyć się, jak sprawić by opanowało do perfekcji sztukę skupiania uwagi na konkretnej rzeczy, czynności?

DzieciństwoDzieciństwo kojarzymy z beztroską, umiejętnością życia chwilą obecną. Dzieci posiadają naturalne umiejętności w praktykowaniu uważności, dzięki czemu ich życie jest łatwiejsze i szczęśliwsze, niż dorosłych. Dzieci są na początku, zupełnie naturalnie, mistrzami teraźniejszości. W miarę, jak rosną, uczą się wybiegać w przyszłość i wracać do przeszłości.

Z czasem większość dzieci traci wspaniałą umiejętność skupienia na chwili obecnej. Mogą oczywiście ponownie się jej nauczyć, gdy dorosną. Ale czy nie byłoby prościej i logiczniej pomóc im zachować i pielęgnować ten cenny kapitał?

Po co dzieciom ćwiczenia uważności?

Współczesne dzieci atakowane są wielką ilością bodźców: gry, smartfony, tablety i inne rozpraszacze wpływają znacząco na ich umiejętność koncentrowania się. Są równie zestresowane, co dorośli. Niektóre miewają, z powodu stresu, kłopoty z zaśnięciem. Inne odczuwają ciągły niepokój. Jak zatrzymać wir myśli, gdzie szukać „przycisku pauzy”?
Rodzice i nauczyciele często czują się zupełnie bezradni wobec tego problemu.

Praktykowanie uważności, bo o niej tu mowa, może zdziałać cuda dla współczesnych dzieci: zestresowanych, roztargnionych, niespokojnych. Może im pomóc znaleźć swoje centrum i spokój wewnętrzny. Oczywiście, może im pomóc odeprzeć niezliczone ataki stymulantów, jakimi są bombardowane we współczesnym świecie, tak bardzo szkodliwe dla naszych umysłów.

Uważność może im dać coś znacznie więcej, niż wsparcie wobec tych wyzwań. Uważność pomoże im stać się bardziej ludźmi, mniej konsumentami i pracownikami, a bardziej świadomie obecnymi w tym świecie ludźmi, dostrzegającymi jego kruchość i piękno.

Wspólne praktykowanie uważności to niewątpliwie najpiękniejszy prezent, jaki rodzice mogą dać dziecku. Prezent, który będzie mu służył przez całe życie.

Uważność i spokój żabkiĆwiczenia uważności zawarte w książce „Uważność i spokój żabki” Eline Snel są narzędziem znakomicie dostosowanym do potrzeb dzieci. Dzięki nim dzieci mogą nauczyć się spokoju i świadomego reagowania.

Poprzez swoją prostotę i – jak się okazuje – skuteczność  Snel odnosi ogromne sukcesy w USA i północnej Europie. Działania Eline Snel są wprost inspirowane metodą uważności (mindfulness), stworzoną i dopracowaną przez Jona Kabat – Zinna. Opierają się one na ćwiczeniach oddechowych, które pomagają się stopniowo skupić na tu i teraz i nabrać dystansu w stosunku do odczuwanego niepokoju i krążących w głowie zmartwień.

Uważność jest narzędziem prostym i skutecznym. Nadaje się dla dzieci znakomicie i przynosi – co niezwykle istotne – niemal natychmiastowe rezultaty.

O autorce

Eline Snel jest holenderską terapeutką. Stworzyła w Holandii Akademię Nauczania Uważności, w ramach której prowadzi kursy dla nauczycieli, psychologów, rodziców i dzieci. Dobroczynny wpływ jej metody na dzieci jest tak wielki, że holenderskie ministerstwo edukacji postanowiło wszystkim nauczycielom, którzy sobie tego zażyczą, zafundować szkolenie w Akademii.

Na wskroś praktyczna, książka Eline Snel powstała na bazie jej doświadczeń w pracy z dziećmi. Przez kolejne rozdziały przewija się wiele historii, często poruszających, jej małych podopiecznych i tego jak proste ćwiczenia uważności pomogły rozwiązać ich dziecięce problemy.

Autorka pisze w sposób przystępny dla każdego, zarówno pedagoga czy psychologa jak i rodzica, jednocześnie przejawiając ogromna wrażliwość i czułość dla małych i dużych odbiorców jej metody. W każdym przypadku zachęca ona do zaakceptowania swojego stanu i swoich uczuć, do potraktowania siebie z troską i łagodnością oraz do wykonywania tego, co w danej chwili jest dla nas komfortowe i dostępne.

Książce towarzyszy płyta CD zawierająca 11 ćwiczeń (czas trwania całości -1 godzina), do których głosu użyczyła Agnieszka Marszałek – certyfikowany nauczyciel uważności MBSR (Mindfulness Based Stress Reduction) i trener rozwoju osobistego, nauczycielka oraz muzykolog.

ĆWICZENIA NA PŁYCIE CD:

Nr 1. Spokój i uważność żabki. Ćwiczenie medytacji dla dzieci w wieku 7–12 lat

Nr 2. Mała żabka. Ćwiczenie medytacji dla dzieci w wieku 5–12 lat

Nr 3. Skupienie na oddechu. Kierowanie i przekierowywanie uwagi. Dla dzieci w wieku 7–12 lat i starszych

Nr 4. Test spaghetti. Ćwiczenie rozluźniające dla dzieci w wieku 5–12 lat i starszych

Nr 5. Przycisk pauzy. Ćwiczenie kontrolowania reakcji. Dla dzieci w wieku 7–12 lat i starszych

Nr 6. Pierwsza pomoc przy trudnych uczuciach. Dla dzieci w wieku 7–12 lat i starszych

Nr 7. Bezpieczne miejsce. Wizualizacje dla dzieci w każdym wieku

Nr 8. Fabryka trosk. Radzenie sobie ze zmartwieniami. Dla dzieci w wieku 7–12 lat i starszych

Nr 9. Doładowanie energii. Kiedy coś nam odbiera siły. Dla dzieci w wieku 5–12 lat

Nr 10. Tajemnica komnaty serca. Ćwiczenie życzliwości. Dla dzieci w wieku 7–12 lat.

Nr 11. Śpij dobrze. Dla dzieci w każdym wieku

Naszą przygodę z uważnością dopiero rozpoczynamy, o jej postępach zapewne damy Wam znać niebawem. Gdyby ktoś jednak, podobnie jak i my zechciał zgłębić tajemnice uważności już dziś – zapraszamy Was na stronę Wydawnictwa [KLIK]. Tam poznacie szczegóły dotyczące pozycji, a także będziecie mogli przeczytać fragment polecanej przez nas książki.
* * *

tytuł: „Uważność i spokój żabki” Wyd. CoJaNaTo
autorka: Eline Snel
tłumaczenie: Matylda Falkiewicz
160 stron
okładka miękka ze skrzydełkami
format: 142×225 mm
bezpłatny dodatek: płyta CD z 11 ćwiczeniami

 

Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach

Na ostatni dzień naszego pobytu na Śląsku zostawiliśmy sobie śląską perełkę. O jakiej perle ona bredzi pewnie pomyślicie? Ano o jednym z najbardziej zaskakujących muzeów w okolicy, o muzeum innym niż pozostałe śląskie muzea, o placówce stosunkowo “świeżej”, bo otwartej pod koniec 2014 roku.

Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach, bo tym razem o nim mowa, stawia na historię opowiedzianą w nowoczesny sposób z wykorzystaniem multimediów (filmów, interaktywnych tabletów, infokiosków, itp.)

W panujący w muzeum klimat początku XX wieku wprowadza nas około 15 – minutowa projekcja filmu. Główny bohater opowieści to Franek, młodzieniec, którego historia przeplata się z historią powstań. Tę postać spotkać możemy również w kolejnych salach muzeum.W ramach ciekawostki dodam, że rolę narratora filmu (starszego Franka) zagrał Franciszek Pieczka, zaś jego filmowych kompanów m. in. Marian Dziędziel, Krzysztof Respondek czy Robert Talarczyk.

Po obejrzeniu, bądź co bądź, wzruszającej historii udajemy się piętro wyżej, gdzie postać multimedialnego przewodnika prowadzi nas od lustrzanej sali Pałacu Wersalskiego, przez mieszkania powstańców śląskich, uliczki śląskich miast, aż do drukarni propagandowych materiałów czy też sal szkolnych z tamtych lat…

 

Na koniec zwiedzania poznaje nam poznanie etapu powstańczych walk.

Co istotne, szczególnie dla rodziców i ich pociech, Muzeum Powstań Śląskich jest doskonale przygotowane na odwiedziny najmłodszych. Wystawa nie szokuje przemocą, poza tym dla dzieci przygotowano specjalną trasę zwiedzania. W budynku Muzeum porozwieszane są tablice z zadaniami i objaśnieniami dla młodych zwiedzających.

Cóż mamy napisać więcej: “naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości…” /kard. Stefan Wyszyński/
Muzeum Powstań Śląskich – polecamy gorąco! Czy warto – naszym zdaniem bardzo – oceńcie jednak sami!

* * *

Strona www Muzeum [KLIK]