Stolik świetlny DIY

Light Box to świetlna tablica dla dzieci słabowidzących, pomagająca w poznawaniu kształtów, figur i kolorów. Na przedniej stronie urządzenia znajduje się podświetlona tablica, która pozwala na wyraźne oglądanie umieszczonych na niej elementów.
Razem z urządzeniem wykorzystuje się dodatkowe materiały edukacyjne (figury przestrzenne, kolorowe folie prezentujące podstawowe figury geometryczne oraz przedmioty codziennego użytku).
Light Box odpowiada sytuacjom życiowym, gdzie w jasnym otoczeniu pojawiają się ciemniejsze obiekty. Podświetlany blat oświetla twarz dziecka. Układane na nim przedmioty można zobaczyć w kontraście do jasnego tła tworzonego przez stolik. Dziecko może po nie sięgać, jak również dotykać blatu rękami, stukać w niego, widzieć własne ręce, stopy. Gdy dziecko widzi najsilniejszy bodziec wzrokowy, jakim jest światło, można pracować stopniowo nad wodzeniem oczami, sięgać ręką w ich kierunku. Jedną z terapeutycznych funkcji stolika Light Box jest to, że dziecko może rozwijać poczucie bodźca wzrokowego, a co za tym idzie zrozumienie, że może patrzeć.
Poprzez tło o zwiększonym kontraście, eliminację jaskrawego światła i redukcję otaczających bodźców wzrokowych stolik Light Box sprawia, że wykonywanie ćwiczeń wzroku jest łatwe do przeprowadzenia. Co więcej, jasno kolorowe części używane na stoliku są atrakcyjnym obiektem dla dziecka, a innowacyjność materiałów motywuje uczniów do używania, a więc i rozwijania wzroku.

Dziecko bawiąc się poznaje kolory i kształty, rozwija koordynację wzrokowo  – ruchową, uczy się rozpoznawania i doboru pasujących do siebie elementów, ćwiczy pamięć wzrokową. (źródło:KLIK) Ze względu na powyższe Light Box’y często wykorzystywane są również w zabawach dzieci dobrze widzących.

Z profesjonalnym Light Box’em spotykamy się średnio raz w tygodniu podczas zajęć u tyflopedagoga, na potrzeby domowe do tej pory wykorzystywaliśmy nieco mniejszą tablicę. Kiedy jednak na zaprzyjaźnionym blogu Projekt: Człowiek zaprezentowano stolik świetlny wykonany – i tutaj uwaga – z blatu ikea’owskiego stolika lack po prostu musieliśmy spróbować stworzyć własny. Tym bardziej, że blat taki od pewnego czasu zalegał nam w garażowych czeluściach.

Do wykonania domowego Light Box’a przydać się mogą:

– stolik bądź sam blat stolika lack

– nożyk do tapet

– świetlówki (ilość w zależności od upodobania i założonego efektu)

– pleksi

– mleczna okleina

– folia ozdobna do ewentualnego udekorowania brzegów blatu.

 

Blat stolika szwedzkiego projektu jest o tyle wdzięczny, że przeciąć pozwolił się zwykłym nożykiem do tapet.

Po nacięciu krawędzi otworu wystarczyło pozbyć się zbędnego kawałka płyty oraz tekturowego wypełnienia przypominającego plaster miodu.

Następny krok w działaniu polegał na zamontowaniu we wnętrzu stolika świetlówek. Zamontowaliśmy cztery świetlówki, po jednej na każdy bok blatu.

Na górę nałożyliśmy pleksi, którą następnie przytwierdziliśmy do całości za pomocą mlecznej okleiny.

Brzegi stolika umocniliśmy czerwoną folią okleinową.

Na tym zakończyliśmy tworzenie własnego Light boxa, od tego momentu rozpoczęła się wciągająca zabawa światłem i kolorami…

Odkąd powstał Light Box, a miało to miejsce już kilka dni temu, nie było dnia, kiedy dzieciaki nie zachwycałyby się wieczorną zabawą inspirowaną jego światłem.

Coś czuję, że ten stan potrwa jeszcze trochę.

Domowa pracownia lalkarska

Jeszcze trochę i czeka nas kolejna noc muzeów. Planujemy – co od pewnego czasu stało się naszą rodzinną tradycją – ponownie wziąć w niej udział. Zbliżające się wydarzenie było okazją, by zerknąć na zdjęcia związane z nocami muzeów sprzed lat.

Podczas jednej z naszych nocnych wypraw odwiedziliśmy galerię pełną teatralnych lalek. Galerię, której postaci grają bądź też odgrywały role na deskach poznańskich teatrów (m. in. Teatru Animacji).

Oglądane zdjęcia stały się inspiracją do rozmów na temat zawodu lalkarza oraz sposobów tworzenia bajkowych, scenicznych, postaci.

Z użyciem przyborów, które mieliśmy pod ręką postanowiliśmy stworzyć swoją własną lalkę.

Z papieru, starych gazet skręciliśmy formę głowy. Następnie obtoczyliśmy ją watą. Powstały kształt włożyliśmy w nogawkę cienkiej rajstopy. Uformowaliśmy z waty kształt brwi, nosa oraz ust. Obszyliśmy powstałe kształty igłą i nitką. Z resztek rajstopy doszyliśmy postaci włosy, zaś z użyciem markerów i kartki stworzyliśmy oczy. Tym oto sposobem powstała pierwsza z naszych lalek.

Musimy ją jeszcze odpowiednio ubrać i znaleźć dla niej rolę.

Tworzenie bajkowej postaci spodobało się nam tak bardzo, że w trakcie, gdy publikowany jest ten post tworzy się właśnie następna.Jak podoba się Wam taki sposób na zapoznanie dziecka z mało znanym, aczkolwiek interesującym, zawodem?

Minionkowa matematyka

Minionki nadal u nas na fali. Popularność minionkowych postów świadczy o tym, że i wśród Was cieszą się one sporą sympatią. Postanowiliśmy wykorzystać owe zainteresowanie, by znaleźć chwilę na zabawę, która przemyci również odrobinę matematyki.

Bo tak jak się okazuje wcale nie musi być taka straszna, zresztą sami zobaczcie…

Przygotowałam postaci Minionków. W kieszonce ich spodni umieściłam karteczki z zapisanymi cyframi, by poznać zapis na karteczce należy ją w pierwszej kolejności z kieszonki wyciągnąć.

Na klamerkach zapisałam proste działania.

Zadanie dzieci polega na dopasowaniu odpowiednich działań do wyniku (znajdującego się w kieszonce Minionka).

Dla ułatwienia liczenia dziecko możne wspomóc się liczmanami, które ma pod ręką (klocki, kredki, palce, itp.)

Czy i u Was Minionki i matematyka mogłyby iść w parze?

Zgodne rodzeństwo! O poradniku autorstwa N. i K. Minge słow kilka…

„Dzieci trzeba tak wychowywać, aby podawały sobie ręce, a nie podstawiały nogi.” T. Rybak

Ile razy zastanawiałaś(łeś) się co zrobić, by w swoich dzieciak rozbudzić umiejętność współdziałania, wspierania się nawzajem czy też samodzielnego rozwiązywania mniejszych konfliktów? Ile razy rwałaś(łeś) sobie włosy z głowy, bo dosyć miałaś(łeś) już sprzeczek rodzeństwa? Starałaś(łeś) się na nie reagować, jednak Twoje pogadanki o „właściwym” zachowaniu okazywały się zwykle mało skuteczne?

„Bycie rodzicem to zadanie niełatwe, a wychowanie więcej niż jednego dziecka jest po prostu trudne…” stwierdzają  Natalia i Krzysztof Minge, psycholodzy z wieloletnim doświadczeniem, rodzice trójki dzieci, autorzy  poradnika „Zgodne rodzeństwo. Jak wspierać dzieci w budowaniu trwałej więzi”.

Ostatnimi czasy jestem jakaś antyksiażkowa. Kiedyś czytałam zdecydowanie więcej. Teraz zmęczenie, intensywność prowadzonego życia, praca, studia podyplomowe, terapia i rehabilitacja syna, a ostatnio męczące nas od ponad dwóch tygodni choróbsko daje się mi we znaki. Kiedy mam chwilę nakrywam się kocem i staram, choć na chwilę, zamknąć oczy, by zregenerować siły. Moje dzieciaki wyczuwają moją słabość i jak na zgrane – bliźniacze – rodzeństwo przystało pozwalają mamie na chwilę wytchnienia.

Moje pociechy są zżyte ze sobą – nawet bardzo. Od pierwszych dni swojego życia są razem, rehabilitowani razem, wychowywani – rzecz oczywista – też razem. Często zdarza się tak, że kiedy jednego coś boli, to i drugi odczuwa skutki tego bólu, smucą się razem, weselą razem, bawią razem, głód najczęściej też odczuwają w jednym momencie.

Abyście nie odnieśli mylnego wrażenia, po tym, co przeczytaliście wyżej, nasze życie, jak i pewnie wielu z Was, to nie tylko sielanka.

Jak w czasie wzlotów, ale i upadków wspierać swoje dzieci podpowiada wspomniany wyżej poradnik. Autorzy – psycholodzy oraz przede wszystkim rodzice – państwo Minge, o rodzeństwie, wzajemnych pomiędzy nimi relacjach, wzlotach i upadkach wiedzą całkiem sporo. Co więcej potrafią tę wiedzę w zrozumiały sposób wyjaśnić innym rodzicom. Forma oraz treść książki przekonały mnie do siebie na tyle, że mimo mojej czasowej “antyksiążkowości” po tę sięgnęłam z zaciekawieniem.

Już we wstępie autorzy słusznie zaznaczają, że bycie rodzicem jest niełatwe. Dodają również, że nie zawsze rodzice mają wpływ na interakcję między swoimi pociechami, piszą także o tym, że nie każdej sprzeczce czy konfliktowi uda się zapobiec

Ciekawe prawda?

Wiele równie ciekawych spostrzeżeń znajduje się w dalszej części poradnika.

Jeśli masz więcej niż jedno dziecko lub chcesz je mieć – ten poradnik jest właśnie dla Ciebie. Książka podpowie Ci między innymi:

– jak przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa,

– jak postępować, gdy na świecie pojawi się maleństwo,

– w jaki sposób budować relację przywiązania między rodzeństwem,

– dlaczego i jak nie obciążać starszych dzieci swoimi problemami,

– dlaczego nie powinno się dzieci porównywać,

– w jaki sposób unikać zbędnych konfliktów rodzinnych,

– jak reagować na przemoc i agresję,

– jak zbliżyć skonfliktowane rodzeństwo,

– i wreszcie jak wdrożyć dzieci do obowiązków domowych.

A wszystko po to, by wesprzeć Cię w samodzielnym podejmowaniu mądrych decyzji, które będą wystarczająco dobre zarówno dla Ciebie (Was – rodziców), jak i dla Waszych pociech.

W każdym z 10 rozdziałów znajdziesz więc opisy sytuacji – ćwiczenia, wskazówki oraz rzeczy do zapamiętania.

„Zgodne rodzeństwo…” jest pozycją dla  rodzica chcącego zainwestować w przyszłość swoich pociech.

Gwarantuję, że każdy z nas znajdzie w nim choć fragment, który przyciągnie go jak naprawdę dobra książka obyczajowa, kryminalna, czy romantyczna (w zależności od tego, w jakich gatunkach się rozczytujesz).

„Zgodne rodzeństwo. Jak wspierać dzieci w budowaniu trwałej więzi” Natalia i Krzysztof Minge. Wyd. Samo Sedno – polecam!

Plastelinowe millefiori

Millefiori (z włoskiego tysiąc kwiatów) to znana od starożytności technika wytwarzania szkła mozaikowego. Millefiori uzyskiwane jest poprzez wtapianie w szkło fragmentów wielobarwnych prętów szkła mozaikowego.

Ponieważ szkło nie jest zbyt szczęśliwym tworzywem, jeśli chodzi o najmłodszych. Rozgrzane pręty szkła tym bardziej – skupiliśmy się na odtworzeniu niezwykle ciekawej techniki przy użyciu plasteliny.

W pierwszej kolejności wybraliśmy kolory, z których stworzyliśmy plastelinowe “pręty”.

Następnie stworzone “pręty” pocięliśmy na cienkie plastry, którymi okleiliśmy wybrane przez nas naczynie.

Po kilku podjętych przez nas próbach z millefiori stwierdzamy, że im pręty cieńsze, tym efekt bardziej spektakularny.Technika ta nie należy do najtrudniejszych, tym bardziej zachęcamy Was do ozdabiania nią tego, co tylko Wam na myśl przyjdzie (słoiki, wazony, drewniane pudełka).

Ukończoną pracę warto jednak zabezpieczyć – dla trwałości – lakierem bezbarwnym.

Spróbujecie?

Co zrobić gdy Twoje dziecko zostało YFOL’em?

Do dziś pamiętam pierwszy zestaw klocków Lego, który dostałam od rodziców. Dla dzisiejszych dzieciaków nie byłoby to nic nadzwyczajnego, jednak wtedy, dla mnie, czarny rumak z niewielkim powozem i rycerzem to było dopiero coś. Wyczekany, wymarzony, pewexowski.

Tak zaczęła się moja przygoda z najpopularniejszymi klockami na świecie.

Kiedy na świat przyszły moje pociechy wiedziałam, że prędzej lub później i one zabaw z niezwykłymi klockami zakosztują. Tak też się stało! Początkowo skupiliśmy się na serii Duplo, by po ukończeniu przez dzieciaki piątego roku życia rozpocząć tworzenie rodzinnego królestwa Lego.

O czym rodzice najprawdziwszego, małego, fana klocków lego powinni wiedzieć?

Obcowanie z klockami Lego rozwija wyobraźnię i kreatywność. Tworzenie, a wcześniej wymyślanie, własnych konstrukcji to jest właśnie to, o czym mały fan duńskich klocków marzy. Dlatego na dobry początek warto zainteresować się posiadaniem nie tylko gotowych zestawów, a klocków, które dziecko będzie mogło samo dowolnie w zestawy komponować.

Zabawy klockami Lego rozwijają również koordynację wzrokowo – ruchową oraz orientację przestrzenną.

Dzięki zabawie klockami maluch uczy się także rozpoznawania kształtów, przeliczania klocków bądź ich elementów, pracuje też w tym czasie nad koncentracją uwagi i precyzją działania.

Nie wiem jak to wygląda u Was, ale my często tworzymy razem, całą rodziną. Wspólne budowanie to świetna zabawa, a także  nauka współpracy (nie do końca uświadamiana sobie „praca” nad umiejętnościami społecznymi). Jest to również okazja do wzbogacania słownictwa.

Możliwość manipulowania klockami wpływa również pozytywnie na zdolności manualne dziecka.

Nawet sortowanie klocków według kształtów czy rozmiarów ma swoje korzyści, uczy nas klasyfikowania i planowania.

Jedynym minusem, jaki dopatruję w byciu mamą fanów Lego to fakt, że od czasu do czasu zdarza mi się nastąpić boso na jakiś zagubiony klocek, choć od momentu, gdy kupiliśmy równie fajne, jak same klocki pojemniki podobnych sytuacji zdarza się mniej.

Wracając do tematu posta, co zrobić, gdy Twoje dziecko zostało YFOL’em?

Zacznijmy od rozszyfrowania zagadkowego akronimu. YFOL to nic innego jak Young fan of Lego – młody fan Lego.

Co więc z tym zrobić? Moim zdaniem nic, zupełnie nic – no może zainwestować w domowe obuwie z grubszymi podeszwami 🙂

Jak to jest u Was z klockami Lego? Czy Wasze pociechy również są fanami duńskich klocków?

Solne obrazki

Po kolorową sól ostatnio sięgaliśmy jakieś cztery lata temu… Ale ten czas leci! Dziś, dzięki Moje Dzieci Kreatywnie i ich pomysłowi na obrazki solą malowane, po kuchenną przyprawę sięgnęliśmy ponownie.

Z pomocą kolorowej kredy tablicowej zabarwiliśmy sól (wystarczy do miseczki wsypać odpowiednią ilość soli i mieszać ją za pomocą kolorowej kredy, pył kredy zabarwia sól), by następnie z użyciem kleju Magic i kolorowanki wydrukowanej na kartce z bloku technicznego stworzyć solny obraz.

Aplikowanie kleju na poszczególne elementy kolorowanki i posypywanie ich kolorową solą wymaga sporej uwagi. Dziecko planuje najpierw, którym elementem się zajmie, a później poświęca mu chwilę, dlatego aktywność tę polecamy wszystkim szkrabom, by mogły między innymi swoją koncentrację uwagi “gimnastykować”. Przy okazji także i ich ręce mogą ponownie popracować. Nie zapominamy w tym miejscu również o niezwykle istotnej koordynacji oko – ręka.

Do posypywania elementów solą polecamy użyć łyżeczki.

Wspaniałej i kolorowej zabawy Wam życzymy!

Kolorowa ciastolina bez gotowania

Od czasu do czasu lubimy sięgać do historii bloga, by odszukać najbardziej atrakcyjne – dla nas – zabawy kreatywne, które moglibyśmy nieco odświeżyć, a które zapewniłyby nam rozrywkę w poranki witające nas wątpliwą pogodą.

Sięgnęliśmy więc po cieszący się również wśród Was sporą popularnością (przynajmniej tak wskazują statystyki bloga) przepis na ciastolinę bez gotowania i praktycznie cały ranek spędziliśmy wyklejając wszystko to, co tylko przyszło nam na myśl.

Jeśli nie pamiętacie naszego przepisu lub nie mieliście, jak dotąd, przyjemności zabawy opisywaną masą przypominamy…

Składniki podane w kolejności wsypywania ich do miski:

– 2 szklanki mąki pszennej

– 1 szklanka soli (drobnej, nie kryształki)

– 2 łyżki oleju roślinnego

– 2 łyżki (płaskie) proszku do pieczenia

– 1, 5 szklanki wrzącej wody (takiej co to dopiero się przegotowała)

– do wody dodaliśmy 1 łyżkę barwnika spożywczego (w razie jego braku próbowaliśmy też z odrobiną farby plakatowej, również się udało).

Całość mieszamy jakimś mieszadłem, najlepiej drewnianym, bo to słabiej przejmuje ciepło. Kiedy gorąca woda wsiąknie w resztę składników masa zrobi się ciepła, jednak pozwoli nam już na wyrobienie ręczne. Wyrabiamy więc przez chwilę masę rękami, aż konsystencją ciastolinę sklepową zacznie przypominać.

Gotowe!

Mamy nadzieję, że spróbujecie i będziecie się bawić równie dobrze jak my.

Sposób na LEGO (DIY)

Kiedy Sylwia z bloga Mama w domu po raz pierwszy pokazała jeden ze sposobów na uporządkowanie lego od razu wiedziałam, że ten z ramką będzie dla nas  – fanów lego – idealny.

Troszkę zwlekaliśmy z wprowadzeniem podpatrzonych u Sylwii rozwiązań u nas, jednak kiedy ostatecznie przygotowaniem ramki się zajęliśmy, wszystko wyszło tak, jakby było tak od początku.

Tym oto sposobem “luźne” postaci lego znalazły swoje stałe miejsce, dzięki któremu o wiele łatwiej je odnaleźć i do zabaw lego światem dołączyć.

Maszyna do liczenia – liczenie na konkretach

Kształtowanie umiejętności liczenia (dodawania i odejmowania) obejmuje proces począwszy od liczenia konkretnych przedmiotów przez liczenie na palcach aż do rachowania w pamięci.

Liczenie wywodzi się z rytmu i gestu wskazywania. Najpierw dziecko wyodrębnia z otoczenia to, co chce policzyć. Może to uczynić wzrokiem albo gestem. Następnie dotyka lub wskazuje przedmioty i określa je liczebnikami. Często na rytm dotykania nakłada się rytm oddechu i rytm bicia serca, dlatego niektórych przedmiotów dotyka więcej niż jeden raz. W miarę ćwiczenia dziecko dąży do precyzji. Licząc stara się przestrzegać reguły jeden do jednego: jeden liczony przedmiot, jeden gest wskazujący i jeden wypowiedziany liczebnik.

Dziecko stosunkowo późno zaczyna rozumieć, że wynik liczenia nie zależy od tego, czy liczy “od początku” czy “od końca”. Ważne jest, aby policzyć wszystkie przedmioty. Do tych prawidłowości liczenia dziecko musi dojść w wyniku samodzielnych doświadczeń.

Trzeba więc zachęcać dziecko do liczenia, pokazywać jak się liczy, liczyć razem z nim, podpowiadać liczebniki itp. (na podstawie E. Gruszczyk – Kolczyńska, E. Zielińska: Dziecięca matematyka. Warszawa 1997)

Choć radzimy sobie z dodawaniem i odejmowaniem w pamięci bez większego problemu od czas do czasu w formie zabawy lubimy wrócić do aktywności związanych z liczeniem tzw. “konkretów”.

Jak Wam się nasza maszyna licząca podoba?