Gotuj z Martyną i Tomkiem – warsztaty kulinarne dla małych i dużych

Od dawien dawna jedzenie odgrywa niezwykle ważną rolę w życiu człowieka. Składano je w ofierze dla bogów, ważne wydarzenia, uroczystości czy święta nie mogły obejść się bez suto zastawionego stołu. Z upływem lat potrawy oraz styl ich przygotowywania i podawania zmieniał się, doskonalił by przybrać nowe, zaawansowane w formie i smaku kompozycje.

Długo zastanawialiśmy się co przygotować, jakie przepisy zaprezentować. Postawiliśmy na prostotę – wszak zgodnie z tezą Epikura “proste potrawy sprawiają nam tyle przyjemności, co wystawne uczty…”

Tym razem bez żadnych wstępów, bez teorii, skupiliśmy się na dobrej zabawie, na działaniu. Przygotowaliśmy cztery propozycje, na cztery pory dnia: śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja.

Celowo w naszym menu pominęliśmy drugie śniadanie zakładając, że to pora na lekką, owocową przekąskę.

Dosyć paplaniny. Gotowi na przygotowane przez nas kulinarne show?

Zatem startujemy!

ŚNIADANIE – SMACZNE I ZDROWE KANAPKI

Poranny posiłek powinien dostarczać nam tyle energii, abyśmy mieli siłę na stawienie czoła nowym obowiązkom i zadaniom. Dlaczego to takie ważne? To co jemy ma wpływ nie tylko na nasze samopoczucie fizyczne, ale i psychiczne. Wykazano, że osoby, które jedzą poranny posiłek są mniej podatne na depresję, milsze dla otoczenia, odporniejsze na stres, a ich układ immunologiczny działa efektywniej, co oznacza, że rzadziej chorują. Mają także bardziej optymistyczny stosunek do życia, a nawet lepsze wyniki w nauce. O śniadaniu nie można zapominać szczególnie w diecie dzieci. Odpowiednio skomponowane, daje maluchowi siłę i witalność oraz dobre samopoczucie. Dodaje energii każdej komórce, umożliwiając prawidłowy rozwój fizyczny i psychiczny. Dzięki temu dziecko nie odczuwa męczącego głodu i może skupić się na zabawie czy nauce.

Składniki:

– chleb graham

– masło

– pomidor

– oliwki

– wędlina

– zielony ogórek

– ser żółty

– ser camembert

– jajko ugotowane na twardo

oraz dwóch kreatywnych kucharzy…

RADA DLA RODZICÓW NIEJADKÓW: Zaangażowanie dziecka do samodzielnego bądź wspólnego (z rodzicem, rodzeństwem) przygotowania dania może przekonać małego niejadka do spróbowania nowych smaków.

OBIAD – PYRY Z GZIKIEM

Myśleliśmy i myśleliśmy, jakie danie obiadowe zaprezentować, wtedy wpadliśmy wspólnie na pomysł, by reszcie świata pokazać coś charakterystycznego dla Poznania, dla Wielkopolski. Nie jestem rodowitą Wielkopolanką, może więc dlatego tyle trwało odkrycie myśli, by potrawą obiadową stały się pyry z gzikiem…

Pyry z gzikiem czyli nic innego jak ziemniaki z odpowiednio przyprawionym twarożkiem.

Składniki:

– ziemniaki- twarożek, prawdziwy, dobrej jakości

– śmietana 18%

– cebula

– szczypiorek

– koper świeży

– pieprz i sól

RADA DLA RODZICÓW NIEJADKÓW: Większość dzieci negatywnie reaguje na nowe jedzenie, ale z czasem je akceptuje. Maluchy zwykle potrzebują około 10 -15 –razowego kontaktu z nową potrawą zanim ją zjedzą.

PODWIECZOREK – SAŁATKA JABŁKOWO – MARCHEWKOWA

Podwieczorek to uzupełniający posiłek dnia. W naszym domu panuje zasada, że na prawdziwe słodkości (czekoladę, cukierki, lizaki, ciasta) pozwalamy sobie jedynie w sobotę, w pozostałe dni podwieczorek stanowią owoce, warzywa, różnego rodzaju sałatki bądź owocowe koktajle. Z racji tego, że nasz deser przygotowywaliśmy w środku tygodnia skupiliśmy się na przygotowaniu uwielbianej przez nas sałatki z jabłek i marchwi.

Składniki:

– marchew

– jabłka

– odrobina cukru (w naszym przypadku trzcinowego)

– sok z cytryny do skropienia gotowej sałatki.

RADA DLA RODZICÓW NIEJADKÓW: Nie ma określonych potraw i produktów, które są ważne dla zdrowia, a tylko grupy pokarmowe. Warzywa i owoce są w zasadzie na tym samym poziomie piramidy żywieniowej, więc nie panikujmy, jeśli dziecko nie je szpinaku i brokuł, jeśli je jabłka i pomidory.

KOLACJA – TARTA Z POMIDORAMI, OLIWKAMI I CEBULĄ

Kolacja to ostatni posiłek dnia. Powinna być ona urozmaicona, a jednocześnie lekka. Taka właśnie jest krucha, a przy tym dziecinnie prosta w przygotowaniu (co za moment postaramy się pokazać) tarta. Ze względu na smakowe upodobania smyków przygotowaliśmy ją z pomidorami, odrobiną cebulki i oliwkami.

Nasz przepis na tartę sprawdza się doskonale z każdym dodatkiem, próbowaliśmy jej na słodko, z truskawkami, palce lizać!

Składniki:

– 250 g mąki pszennej

– 125 g masła

– 1 łyżeczka soli

– 2 łyżki oleju słonecznikowego

– 1/2 szklanki wody

– pomidory

– cebula

– oliwki

Ciasto tarty wyrabia się z kolejno dodawanych składników. Dobrze, by dodawane masło było w temperaturze pokojowej, wtedy łatwiej wyrobić ciasto, gdy masło jest bardziej schłodzone, dla ułatwienia dobrze pociąć je nożem na mniejsze kawałki.

Gotowe, wyrobione ciasto (owinięte w folię aluminiową) wkładamy na około 30 minut do lodówki bądź na około 15 minut do zamrażalnika. Następnie rozwałkowujemy je na cienki placek, o średnicy która umożliwi wyłożenie nim formy na tartę aż po same brzegi. Ciasto nakłuwamy widelcem, po czym pieczemy w nagrzanym do 200 stopni C piekarniku przez jakieś 10 – maksymalnie 15 – minut. Po tym czasie wyjmujemy formę z piekarnika, ciasto obkładamy – w naszym przypadku pomidorami, cebulą oraz oliwkami i zapiekamy przez kolejne 15 minut bądź odrobinę dłużej.

Prawda, że proste?

Co istotne tarta smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno.

RADA DLA RODZICÓW NIEJADKÓW: Najlepszym sposobem na nauczenie dzieci jedzenia różnorodnych potraw jest spożywanie ich w domu przez wszystkich członków rodziny, którzy jednocześnie pozytywnie wyrażają się o jedzeniu.

Na zakończenie naszych kulinarnych poczynań, które przyniosły nam wiele dobrej zabawy, mnóstwo inspiracji oraz zachęciły nas do eksperymentowania w kuchni – wszystkim naszym czytelnikom oraz innym uczestnikom warsztatów życzymy: smacznego!

 

Szpiegowska torba małego odkrywcy

Zatrzymaj się na chwilę, weź głęboki oddech i spójrz na świat oczami twojej pociechy. Co widzisz? Wszystko!  Tak zazwyczaj na podobne pytanie odpowiadają moich wychowankowie. Oczy dziecka są ciekawe świata, co chwilkę zmieniają obiekt swojego zainteresowania i spoglądają gdzie indziej, bo przecież wszystko jest tak bardzo interesujące, że szkoda na dłużej zatrzymywać się w jednym miejscu. Dzieci więc z natury są niezwykle ciekawskie, co tylko pomaga im odkrywać nowe rzeczy, poszukiwać nowych rozwiązań.

Blisko pięć lat temu znalazłam sposób, by ciekawskie maluchy zająć na dłuższą chwilę, a jednocześnie zaoferować im całkiem sporą dawkę radości, dobrej zabawy, a także ćwiczeń, które usprawnią je – przede wszystkim (choć nie tylko) – manualnie…

 

Przy okazji przenosin bloga w nowe miejsce postanowiłam nieco odświeżyć wpis, w którym pokazuję jak stworzyć szpiegowską torbę małego odkrywcy.

 

Słyszeliście kiedyś o szpiegowskiego torbie? Jeśli nie to bez paniki, zaraz wyjaśnię w czym rzecz. Szpiegowska torba (z ang. spy bag) to nic innego jak woreczek pełen jakiegoś sypkiego materiału, w którym ukryte są niewielkie niespodzianki. Zadanie dziecka bawiącego się szpiegowską torebką polega na odszukaniu owych ukrytych niespodzianek zgodnie z załączoną instrukcją.

By móc w ogóle pracę nad wspomnianą rozpocząć na dobry początek należało odnaleźć kilka skarbów, które we wspomnianej umieścić by można.

Zajęło mi to dłuższą chwilę, bo każdy z odnalezionych przedmiotów nagle okazywał się tym jedynym i ulubionym, co za tym idzie maluchy nie chciały się z nim za nic w świecie rozstać.

Koniec końców dziesięć maleńkich skarbów udało nam się wyszukać… można było ruszać dalej z robotą.

W następnej kolejności moja praca skupiła się na pozszywaniu skrawków filcu oraz wszyciu w nie “ekranu” z folii po opakowaniu flamastrów.

Dosyć sprawnie udało mi się z torebką uporać, dlatego do gotowej czym prędzej skarby wrzuciłam, by po chwili zasypać je znaczną ilością – w moim przypadku – ryżu.

Już po chwili torba pełna niespodzianek maluchom została zaprezentowana.

Pierwsze zetknięcie dzieciaków ze szpiegowską saszetką było dosyć przypadkowe. Dzieciaki na chybił trafił przesypywały zawartość torebki z boku na bok odnajdując bądź też nie kilku specjalnych gości pośród ryżu.

Poszukiwania maluchom ułatwiła specjalnie ku temu przygotowana “podpowiedź”. “Podpowiedź” co w torebce odnaleźć mogą i czego szukać powinni…

Od tego momentu szpiegowskie działania nie były już tak chaotyczne i wszystkie z wyróżnionych na “instrukcji” przedmiotów natychmiast udało się odnaleźć.

Jak Wam się pomysł ze szpiegowską torbą podoba? Jak sądzicie, czy i Waszym szkrabom taka forma poszukiwań przypadłaby do gustu?

Drukarka figurek 3D – BunchBot

Roboty, droidy, autoboty wszystko co zmechanizowane i skomputeryzowane bądź ma w sobie nazwę „bot” jest u nas w chwili obecnej na topie. Dlatego, gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy o BunchBocie oczy dzieciaków zaszkliły się, a na ich twarzach pojawiły się uśmiechy.

Kilka dni oczekiwania i wspomniany robot znalazł się w naszych rękach.

Kim, a właściwie to czym jest Bunchbot?

Ponad dwa lata temu w nasze ręce trafiły klocki rzepy tzw. Bunchems. Klocki, o których mowa, to niewielkie kuleczki przypominające strukturą i wyglądem roślinne „rzepy” znane zapewne niejednemu z nas z czasów naszego dzieciństwa. Pamiętacie?

Bunchems nadają się doskonale do tworzenia przestrzennych budowli. Są na tyle „czepliwe”, by podczas zabawy bez problemu łączyć się w całość, jednocześnie na tyle delikatne, by móc masować dłonie dziecka nimi się bawiącego oraz na tyle elastyczne, by nie zrobić uczestnikom zabawy żadnej krzywdy.

Atutem Bunchems są również ich piękne i intensywne kolory oraz fakt, że klocki możemy łączyć ze sobą i rozłączać w nieskończoność, a te nie tracą przy tym wcale na jakości (sile zaczepienia).

Co może dać dziecku zabawa Bunchems?

Po pierwsze zabawa Bunchems, jak każdymi innymi klockami, rozwija wyobraźnię i kreatywność.

Po drugie rozwija koordynację wzrokowo – ruchową. Budowanie z klocków wymaga skoordynowania kilku działań jednocześnie.

Po trzecie wspólne budowanie z klocków to świetna zabawa, a jednocześnie nauka współpracy, radzenia sobie z konkurencją czy trudnymi emocjami.Umiejętności społeczne nabywane – między innymi – w czasie zabawy klockami stanowią istotną część naszego życia.

Po czwarte sortowanie klocków, a potem układanie z nich skomplikowanych konstrukcji, wymaga ogromnego skupienia i dokładności, rozwijana w tym czasie koncentracja i precyzja działania okażą się w późniejszym życiu równie ważne.

Po piąte klocki mogą być świetną pomocą podczas nauki liczenia, a także doskonałym pretekstem do zabaw matematycznych.

Po szóste z powodzeniem można je wykorzystywać podczas pogłębiania wiedzy z zakresu orientacji przestrzennej.

Po siódme klasyfikowanie i planowanie czyli sortowanie klocków np. wg kolorów, a potem planowanie wykonania skomplikowanych budowli to skuteczny trening strategicznego myślenia.

Po ósme  manipulowanie klockami w oczywisty sposób wpływa pozytywnie na zdolności manualne dziecka.

Po dziewiąte Bunchems mają jeszcze jedną istotną cechę. Używanie klocków rzepów to nic innego jak dodatkowa stymulacja dotykowa dłoni oraz rąk dziecka.

W naszej zabawie towarzyszy nam kilka połączonych zestawów klocków rzepów oraz akcesoriów, które dziecięcą kreatywność podczas budowania klockami pobudzają: korony, kapelusze, oczy, ręce, nogi, gwiazdy, serca, skrzydła, okulary, rogi i wiele innych kształtów.

Wracając jednak do pytania czym jest owy wspomniany BunchBot?

Zabawa klockami rzepami spodobała się nam bardzo. Niech świadczy chociażby o tym fakt, że od blisko dwóch lat klocki te wciąż są w naszym użyciu. Przyszedł jednak moment, kiedy zaczęliśmy się zastanawiać co dalej? Jak zabawę rzepami urozmaicić, by w dalszym ciągu była atrakcyjna… i tu swoje zastosowanie znalazł wspomniany BunchBot zwany również drukarką figurek 3D.

Choć tak naprawdę z robotami, o jakich myśleliśmy, BunchBot nie ma zbyt wiele wspólnego, to okazało się, że dzięki niemu nasza zabawa Bunchems’ami nabrała zupełnie innego wymiaru.

BunchBot to niewielkie urządzenie skonstruowane tak, by pomóc w formowaniu kształtów, figurek, postaci z rzepów. Cała zabawa polega na dokładnym odwzorowaniu ułożenia rzepów z instrukcji (oj skupić się tu trzeba bardzo – ćwiczymy zatem koncentrację uwagi, koordynację oko – ręka oraz zdolność widzenia przestrzennego) krok po kroku, nałożeniu nakładki drukującej i wypchnięciu z jej pomocą prawie gotowej figurki z BunchBota. Proste prawda?

Producent w instrukcji oferuje kilka propozycji figurek, nic nie stoi na przeszkodzie, by kiedy już się pozna zasadę działania drukarki tworzyć swoje dzieła. Zabawa będzie na pewno przednia!

Nasz BunchBot towarzyszy nam dopiero od tygodnia, więc póki co cieszymy się nim budując zgodnie z instrukcją, kiedy przyjdzie czas przejść na wyższy poziom pokażemy Wam na pewno co zmajstrowaliśmy.

Obserwowałam moje dzieciaki bawiące się BunchBotem, dokładniej przyjrzałam się jego sposobowi funkcjonowania. Po raz kolejny okazuje się, że to w prostocie tkwi wielka moc (nie ma w naszym robocie ani grama elektroniki, światełek, dźwięków i innych tzw. „bajerów”, a mimo to skupia uwagę dzieci przez całkiem długi czas).

Co tu dużo pisać – spójrzcie raz jeszcze na kolory naszego zestawu oraz jego strukturę, a także możliwości, jakie dane klocki  nam dają. A teraz raz jeszcze, prosto w oczy BunchBota…

Nie muszę chyba pisać nic więcej, poza tym, że my zarówno BunchBota, jak i klocki Bunchems polecamy!

Na sam koniec dodam od siebie, iż sporo naczytałam się w sieci o niebezpieczeństwie polegającym na wplątaniu się rzepów we włosy. Możliwe, że naszych kloców nie wplątaliśmy zbyt mocno, poza tym nasze włosy są jednak proste, a nie kręcone, a to zapewne również ułatwia sprawę, jednak z użyciem odżywki do włosów udało się nam klocki bez problemu z włosów ściągnąć. Tak czy siak przed rozpoczęciem zabawy warto pamiętać o tym, by włosy upiąć, by już na starcie wyeliminować jakiekolwiek ewentualne problemy.

Koszyczek wielkanocny – zając

Zrobiło się wokoło świątecznie… Zajączki, kurczaczki, pisklaczki, kolorowe jajka – sklepowe półki uginają się od ozdób wielkanocnych.

Święta tuż tuż… , więc w wolnej chwili postanowiliśmy pomyśleć o wprowadzeniu świątecznego nastroju w naszym domu.

Ja skupiłam się na rzeźbieniu zajączków w glinie, zaś dzieciaki tworzyły zajączkowe koszyki wielkanocne.

 

 

“Mąkolina” – czyli masa plastyczna przypominająca piasek

Wakacje, sobotnie popołudnie, piękna pogoda… do szczęścia brakowało nam tylko… lodów. Na szczęście do wytwórni tych najsmaczniejszych w okolicy mamy zaledwie kilka kroków, z czego oczywiście skorzystaliśmy.

W temacie lodów postanowiliśmy spędzić jednak również i wieczór.

Odświeżyliśmy tym samym przepis na mąkolinę, którą odkryliśmy ponad 2,5 roku temu, a która idealnie nam się dziś w zabawie sprawdziła. Wystarczyło wymieszać osiem szklanek mąki pszennej oraz jedną szklankę oleju jadalnego. Dla zabarwienia masy dodaliśmy natomiast szklankę soku z buraków.

Zabawa ponownie była doskonała!

 

Jeśli i Wy macie ochotę w warunkach domowych stworzyć kolorową piaskownicę – ta masa sprawdzi się Wam idealnie!

I Ty możesz zostać architektem!

Zabawy konstrukcyjne są jedną z naturalnych aktywności podejmowanych przez dzieci w wieku przedszkolnym. Wraz z mijającym czasem nabierają one precyzji oraz rozmachu w działaniu.

Jeszcze z czasów swojego dzieciństwa pamiętam jak długie godziny razem z zaprzyjaźnionymi dziećmi spędzałam na zabawach klockami lego sąsiada. Duńskie klocki nie były wtedy tak łatwo dostępne jak dziś, więc zadowalaliśmy się zdekompletowanymi zestawami podsyłanymi koledze przez rodzinę zza granicy.

Szybko okazało, że jedną z lepszych zabaw jest tworzenie domów, projektowanie kolejnych pokoi, budowanie poszczególnych sprzętów. Wyobraźnia szła w ruch, by pojedyncze klocki tworzyły łóżka, kanapy, telewizory, zlewozmywaki, lampy, konsole do gier, itp. Co prawda nie mogliśmy sobie tu pozwolić na ułożenie dywanu, aranżację ścian salonu, czy chociażby wybór tapety do przedpokoju, mimo to w rolę architektów wcielaliśmy się pełni dumy i zadowolenia z naszych tworów.

Nadszedł moment, kiedy swoje pociechy postanowiłam zaangażować w podobne działania (a te są o tyle specyficzne, że ograniczają się do aranżacji pomieszczenia widocznego jakby z lotu ptaka) i tak od pewnego czasu każdego dnia powstają kolejne projekty wnętrz.

Planujemy, budujemy i wyposażamy kolejne domostwa bawiąc się przy tym świetnie.

Budowaliście kiedyś podobne projekty? Czy może budowanie według instrukcji wolicie zdecydowanie bardziej niż samodzielne działania?

O fiszkowaniu… w moim wydaniu.

– Mamo a po co Ci tyle tych kolorowych karteczek poprzyklejanych w cały domu? – spytał syn zaniepokojony nowym elementem, a właściwie to ponad setką nowych elementów wnętrza.

– Uczę się słówek. A te karteczki to fiszki – pomagają mi w nauce – odparłam.

Ale mi na starość przyszło… – pomyślałam. Połączenie pracy zawodowej, obowiązków domowych, wychowania dzieciaków i studiów podyplomowych do najłatwiejszych nie należy. Mimo to, przez ostatnie 1,5 roku, starałam się dzielnie to znosić i teraz kiedy od zakończenia kolejnego już etapu mojej edukacji dzieli mnie tylko egzamin końcowy „prawie” oddycham z ulgą.

A jak to się wymawia mamo – syn wskazał palcem na jedno ze słówek… Nim jednak zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć dodał: szkoda, że na tych karteczkach nie możemy usłyszeć wymowy…

Dzieciaki przyzwyczaiły się do tego, że ostatnimi czasy wieczorami, kiedy tylko udało mi się znaleźć chwilę, siadałam ze słuchawkami i osłuchiwałam się z nowo poznanymi słówkami…

Wiesz, te fiszki tego nie mają, ale mam też takie, które  to potrafią!

Blisko dwa miesiące temu polecono mi miejsce w sieci, które już samą nazwą do fiszek nawiązuje. Fiszkoteka, bo o niej tu mowa, idzie jednak o krok dalej (niż moje kolorowe karteczki). Przygotowane przez portal fiszki są mniej więcej tym samym, co moje dotychczasowe karteczkowe pomoce, tyle tylko, że te fiszkotekowe są wersją multimedialną. Danemu słówku/wyrażeniu towarzyszy tu obrazek, słowo/wyrażenie odczytywane jest przez lektora, prawie zawsze do zestawu dołączony jest przykład użycia słowa w zdaniu.

Szybko uporałam się z rejestracją na stronie, a i sama obsługa portalu – jak się okazało – nie należy do trudnych. Po zalogowaniu do Fiszkoteki pozostaje nam tyko wybrać odpowiedni kurs (do wyboru mamy zarówno te tworzone przez profesjonalistów, jak i  bazy fiszek tworzone przez innych użytkowników, nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować przygotować własny zestaw słów/wyrażeń).

Zgłębiam sekrety multimedialnych fiszek od dłuższego czasu, a i tak jestem pewna, że nie wszystkie możliwości portalu udało mi się poznać.

Na dziś dzień wiem natomiast, że dostępne w serwisie fiszki możemy po prostu przeglądać, możemy też przepisywać samo słowo kluczowe, możemy także wybrać znaczenie danego słowa z listy czterech możliwych odpowiedzi, dostępna jest również opcja z odpowiedzią wiem/nie wiem oraz z samodzielnym wpisywaniem swojej odpowiedzi. Ile typów nauki i gustów –  tyle możliwości!

Czego jeszcze udało mi się o Fiszkotece dowiedzieć? Z serwisu można korzystać darmowo lub po wykupieniu tzw. konta Premium. To drugie daje nam szereg dodatkowych możliwości, m. in. takich jak przerzucenie zestawu słówek do pliku MP3, drukowanie fiszek, czy ściąg.

Fiszkoteka to nie tylko tak, jak w moim przypadku język angielski, to 24 języki obce, od najpopularniejszych – angielskiego, niemieckiego i hiszpańskiego, przez esperanto, grekę i łacinę, po – mniej popularne – litewski, islandzki, słowacki czy duński. To również nie tylko portal dla dorosłych. Znaleźć tu można także kursy dla najmłodszych. Za jeden z dziecięcych kursów zamierzamy się właśnie z moimi pociechami zabrać.

Muszę uczciwie Was ostrzec – multimedialne fiszkowanie wciąga!  Cóż więcej mogę dodać? Fiszkoteka spodobała mi się bardzo. Spora baza słów, możliwość skorzystania z portalu w aplikacji na smartfonie, codzienna wiadomość e-mail przypominająca o nauce.

Mam nadzieję, że dzięki fiszkotekowemu wsparciu lada chwila będę mogła cieszyć się zdobytym certyfikatem. Trzymajcie za mnie kciuki!

Mały Książę

Odkąd wybraliśmy się do kina na Małego Księcia, a miało to miejsce całkiem sporo czasu temu, odtąd Mały Książe towarzyszy nam w domowej codzienności… Tuż po filmie, który – jak większość z Was zapewne zdążyła się zorientować – zafundował nam odrobinę odmienną wersję historii, zakupiliśmy oryginał Małego Księcia z ilustracjami autora.

Przeczytaliśmy ją – na życzenie szkrabów – już kilkukrotnie, za każdym razem odkrywając coś nowego.

I kiedy wydawać mogłoby się, że w Małym Księciu już nic nie powinno nas zaskoczyć odkryliśmy wersję, która wpasowuje się w wszechobecne w dzisiejszych czasach nowe technologie, internet, smartfony oraz tablety.

I choć na co dzień z tableta raczej nie korzystamy (wciąż uważam, że na to dzieciaki mają jeszcze czas, co nie znaczy, że czasem tabletem się nie posiłkuję), to dla Małego Księcia od czasu do czasu robimy wyjątek.

 

Wydanie Małego Księcia Wydawnictwa Galaktyka – Rozszerzona Rzeczywistość – to poza klasyczną wersją książki również bonus w postaci  trójwymiarowych animacji, gier i wyzwań.

Z użyciem multimedialnych narzędzi książkowe ilustracje przenoszą się do świata wirtualnego. Tam z kolei poznajemy Księcia, jego planetę oraz przedstawiony w książce świat.

Legomalowanki

Jakiś czas temu mignęły mi, na którymś z zagranicznych blogów… Kiedy kilka dni temu zobaczyłam podobne tutaj – postanowiłam, że to świetny czas, by i u nas spróbować owy pomysł w życie wdrożyć.

Nie zwlekając ani chwili przygotowałam farbę, kilka różnych klocków lego oraz puste kartki. Zaczęło się wielkie tworzenie!

Cegła po cegle powstawały twierdze, domy oraz pałace.

Zabawa w małych, odrobinę nietypowych, budowniczych wciągnęła nas bardzo.

Koniecznie musicie i Wy spróbować!

Nitką malowane

– Aga ja Cię tak podziwiam, tej pomysłowości i talentu to Ci naprawdę zazdroszczę – mawia moja znajoma. A ja za każdym razem wmawiam jej, że owy talent to prawdopodobnie posiada większość z nas, niestety gdzieś “po drodze” wmówiono nam coś innego… i tak już zostało.

Mam nadzieję, że moje pociechy będą miały to szczęście, że wiary w ich możliwości plastyczne nikt zbyt szybko nie stłumi.

Póki co nie martwimy się tym zbytnio, za to bawimy się wszelkimi dostępnymi możliwościami, a że jest ich całkiem sporo, każda kolejna zabawa od poprzedniej czymś się różni.

Tym razem do stworzenia barwnych prac posłużyły nam farby i narzędzie malarskie w postaci nitki…

Malując nitką uwrażliwiamy dotyk (kontakt z chłodną, gęstą substancją, jaką jest farba), rozwijamy sprawność dłoni i palców (odpowiednie rozwijanie, nawijanie i układanie nici na kartce), rozwijamy koordynację oka i ręki, rozwijamy także naszą wyobraźnię – szczególnie wtedy, gdy po zakończonej aktywności opowiadamy o tym, co namalowaliśmy.

To jak? Skusicie się na podobną zabawę z Waszą pociechą?