Klocki GEO

Choć na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, matematyka towarzyszy nam na każdym kroku.

Zatrzymaj się na chwilę i zastanów ile razy w ciągu dnia coś przeliczasz, grupujesz, mierzysz, ważysz? Ile różnorodnych kształtów zarówno tych płaskich, jak przestrzennych Cię otacza? Sporo tego prawda?!

Swoją przygodę z matematyką w szkole zakończyłam na pierwszym roku studiów mierząc się ze statystyką. Nieco wcześniej stawiłam czoła matematyce na maturze (wtedy jeszcze nie była obowiązkowa). Radziłam sobie z wspomnianym przedmiotem całkiem dobrze, choć wyobraźnia przestrzenna, mam wrażenie, zawsze u mnie “szwankowała”. Cóż bywa!

Mimo przestrzennych niepowodzeń o dziwo doskonale dawałam sobie radę ze znaną i niezwykle popularną niegdyś grą zwaną tetris 3D.

Jakiś czas temu zaobserwowałam, że i moim dzieciakom pojęcie brył geometrycznych nie jest obce. Co więcej maluchy radzą sobie znacznie lepiej ode mnie z ich układaniem i odwzorowywaniem ich ułożenia.

Kiedy w ofercie ulubionego Wydawnictwa Epideixis wypatrzyłam Klocki GEO, wiedziałam, że ich posiadanie okaże się strzałem w dziesiątkę.

Klocki dotarły!

Niewielkie drewniane pudełko, w załączeniu książeczka i siedem drewnianych klocków w kolorach: czerwonym, niebieskim, zielonym, żółtym, fioletowym, białym oraz czarnym. Niby nic wielkiego, a jednak – jak się po chwili okazało – wyzwanie jakich mało.

W zabawie chodzi o to, by przy pomocy przestrzennych klocków odwzorować ich ułożenie zaprezentowane w książeczce. Zadanie wydaje się być prostym, szczególnie na pierwszych kilku stronach książeczki, na których ułożenia zaprezentowane są z podaniem kolorów klocków.

Sprawa nieco komplikuje się, kiedy na kolejnych kartach broszury prezentowane ułożenia są szare, pozostawiając dobór odpowiednich klocków nam. Nasz umysł musi się nieźle nagimnastykować, by kolejne (a jest ich aż 70 łącznie) ułożenia zrealizować.

Klocki GEO to wspaniała i wartościowa zabawa dla dzieci (szczególnie tych w wieku szkolnym), ale i dla dorosłych.

GEO bawią i uczą jednocześnie: kształtują umiejętność określania stosunków przestrzennych, rozwijają wyobraźnię, stymulują i uwrażliwiają na odbiór świata wieloma zmysłami.

Edukacja ukryta w zabawie to hasło najkrócej opisuje ideę jaka Klockom GEO przyświeca.

Wspólnymi siłami – całą rodziną – zmierzyliśmy się z całą 70 ułożeń [ZOBACZ NASZE UŁOŻENIA]. Przyznać muszę, iż odrobinę czasu nam to zajęło, co mogę również potwierdzić, to także fakt, iż z każdym kolejnym ułożeniem jest odrobinę łatwiej.
Bawiliśmy się z dziećmi prostymi ułożeniami, kiedy maluchy kładły się spać to my – rodzice – podejmowaliśmy wyzwanie tych trudniejszych.

GEO wciągnęły nas (i naszych znajomych, którzy w układanie zostali zaangażowani) bardziej niż moglibyśmy się tego spodziewać, dlatego też z czystym sumieniem przestrzenne klocki Epideixis’a możemy Wam polecić.

Ponieważ opisywane klocki przeznaczone są dla dzieci szkolnych, a nasze dzieciaki, kiedy klocki GEO do nas trafiły skończyły dopiero co 4,5 roku, dla smyków przygotowaliśmy kilka innych, dostosowanych do ich wieku, aktywności z GEO związanych:

BALANSUJĄCA WIEŻA

Układanie kolejno klocków w taki sposób, by budowla nie runęła. W ten sposób można bawić się samodzielnie, można w parze, wtedy każdy kolejny klocek dokładany jest przez graczy naprzemiennie.

ODWZOROWYWANIE BUDOWLI ZE ZDJĘĆ

Układanie budowli wzorując się na zdjęciu wspomnianej.

TETRIS

Stworzyłam kilka kart prezentujących bok powstałej z ułożenia figury, zadaniem dziecka było ułożenie jej w przestrzeni.

ZABAWA, ZABAWA I RAZ JESZCZE ZABAWA

Budowanie, burzenie, tworzenie garaży, zamków i twierdz z wykorzystaniem klocków GEO i nie tylko.

 

Wpis powstał przy współpracy z Wydawnictwem Epideixis.

Kosmonautą być!

Kosmos – ogromny, niezmierzony, pełen planet, gwiazd i innych ciał niebieskich.

Przestrzeń kosmiczna to temat, który u nas wciąż na topie, a i z moimi podopiecznymi raz na jakiś czas wybieram się podróż kosmiczną. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że kosmos to temat warty poruszenia. Kilka ciekawych kosmicznych inspiracji sprawdziło się w toku moich działań z przedszkolakami. Dziś przedstawię Wam jedną z nich.

W pierwszej kolejności zabraliśmy się za przygotowanie postaci kosmonauty.

By takową móc stworzyć niezbędne będzie wydrukowanie bądź narysowanie szablonu postaci kosmicznego podróżnika, nożyczki, skrawek przeźroczystej folii, taśma dwustronna bądź klej, farby albo mazaki oraz zdjęcie twarzy osoby, która rolę kosmonauty pełnić będzie.

Gotowi? No to zaczynamy!

W pierwszej kolejności zabieramy się za odpowiednie wycięcie kombinezonu astronauty…

W puste miejsce na jego hełmie wklejamy od wewnętrznej strony przeźroczysty skrawek folii oraz zdjęcie…

Na sam koniec zabieramy się za odpowiednie ozdobienie kombinezonu…

I oto w mig – kosmonauci gotowi!

O dziecięcym kolekcjonowaniu…

Przyszło mi dorastać w czasach, kiedy znaczną część dnia spędzało się poza domem, z koleżankami i kolegami, kiedy piękne, kolorowe, świecące i gadające zabawki nie istniały dla nas (być może zagraniczni równolatkowie już wtedy się nimi cieszyli), kiedy szaleństwem było posiadanie zestawu lego lub lalki Barbie z Pewex’u.

Mieliśmy zdecydowanie mniej, jednak tak bardzo nie różniliśmy się od współczesnych dzieci. Podobnie jak dzisiejsze maluchy i my wciąż coś kolekcjonowaliśmy. Pamiętam jak dziś moją kolekcję kapsli wypełnioną woskiem ze świec i ozdobioną specjalnymi naklejkami. Owe specjalne pionki wykorzystywało się w tzw. grze w duce. Najlepiej wyważone kapsle można było wymienić nawet na 15 innych. To było szaleństwo! Pamiętam też radość z każdej mini zabawki z kolejnego jajka niespodzianki (pamiętacie te niebieskie hipopotamy?), z rozczuleniem wspominam również kiedy już jako nieco starsza – razem z bratem – kolekcjonowaliśmy puszki po kolorowych napojach, Przyznajcie się, kto z Was miał również ścianę lekkiego i niestety podatnego na podmuchy wiatru aluminium na meblościance?

Myślę, że zgodzicie się ze mną, że zjawisko kolekcjonowania – szczególnie tego dziecięco – młodzieżowego – upowszechniło się i nabrało szczególnego wymiaru u tych, których dzieciństwo przypadało na czasy późniejszego PRL’u. Wyraźnie zauważalna stała się  wówczas kreatywność w tworzeniu i kształtowaniu oraz pozyskiwaniu przedmiotów kolekcjonerskich – co widać chociażby, po moim krótkim wstępie.

Kolekcja przedszkolaka

Tworzenie przez dzieci kolekcji, czyli mniej lub bardziej świadome gromadzenie rzeczy związanych z określoną tematyką, ma podłoże najczęściej w potrzebie posiadania określonej kategorii przedmiotów, chociaż nie tylko… Wszak najróżniejsze przedmioty gromadzimy również dla ich wartości nazwijmy ją historycznej, czy też sentymentalnej.

Dziecięce kolekcjonowanie swój początek odnajduje już w wieku przedszkolnym.  Zjawisko dziecięcego kolekcjonowania ma zazwyczaj charakter dosyć „żywiołowy”, zaś jego głównymi patronami są najczęściej rodzice pociechy, którzy wspierają w dziecku kolekcjonerski zapał bądź też studzą go, jeśli wybrany cel uznają za nader wymajający lub będący zbyt dużym obciążeniem finansowym.

Zdarza się, że dziecięce pasje kontynuuje się  w wieku dorosłym, choć te wtedy zyskują (słusznie lub też nie) znacznie poważniejszą rangę.

Dlaczego pozwolić dziecku na tworzenie własnych kolekcji?

Kolekcjonowanie to ciekawy pomysł na hobby. Zbieranie przez Twoją pociechę skarbów, tworzenie z nich różnych zbiorów (nawet pozornie bez żadnej wartości) sprawia dziecku radość, uczy je cierpliwości, wytrwałości, daje również satysfakcję, odgrywa także ważną rolę w kontaktach społecznych – nic tak nie łączy jak wspólne pasje, kolekcje i rozmowy o nich.

Istotne jest to, by dziecięcą pasję umiejętnie ukierunkować. Wskazać przykłady wartościowych kolekcji, zainspirować dziecko własnymi zbiorami, doradzać, gdzie szukać inspiracji.

Przygoda z Hatchimals

Im moje dzieciaki większe – choć raczej powinnam napisać – starsze, tym przedmioty kolekcjonerskie mniejsze. Nie wiem czy to jakaś stała, czy też przypadek, ale w ostatnim czasie taką zależność da się zaobserwować. Może owa miniaturyzacja wynika z faktu, iż do szkoły łatwiej zabrać mini figurkę i zaprezentować koleżankom i kolegom, niż jakiś giga produkt.

Dlatego, gdy niespodziewanie tuż przed Wielkanocą wpadły w nasze ręce mini jajeczka  Hatchimals Colleggtibles byłam wręcz pewna, że owa przypadkowa przygoda stanie się początkiem kolejnej rozrastającej się kolekcji w naszym domu.

Czym są Hatchimals Colleggtibles?

To niewielkie jajka, w których ukryte są jeszcze mniejsze figurki magicznych zwierzaków. Owo mini jajko w strukturze bardzo przypomina to prawdziwe.

Na jajku nadrukowane jest fioletowe serduszko. Wspomniane serce należy tak długo pocierać, by zmieniło kolor – tym samym zmiękło – i pozwoliło na wyklucie się zwierzaczka.

Co w jajku znajdziemy?

Brokatowe nosorożce , pegazy, urocze gryfy, uśmiechnięte małpki, skrzydlate łosie i wiele innych fantastycznych i niezwykle uroczych zwierząt.

Każde z odnalezionych można przyporządkować do innej rodziny – pomaga nam w tym załączona do zestawu ulotka lub plakat.

Figurki Hatchimals serii 1 (druga ma się pojawić już w kwietniu) to blisko 70 postaci do zebrania. Sporo prawda?

Zapytacie po co to wszystko i ile to kosztuje?

Każda kolekcja ma swoją określoną wartość materialną, zdecydowanie największą dla właściciela kolekcji, ta jednak nie zawsze stanowi obiektywną wartość rynkową.

W naszym przypadku od najmłodszych lat właśnie przy okazji tworzenia dziecięcych kolekcji uczymy nasze pociechy wartości pieniądza lub po prostu wartości danej rzeczy.

W jaki sposób?

Moje dzieciaki od samego początku uczone są tego, by umieć podzielić się zabawkami z innymi. Jeśli mamy czegoś za dużo to albo dzielimy się tym z innymi, albo wymieniamy na coś innego, albo też – jeśli stan danej rzeczy na to pozwala sprzedajemy.

Mam to szczęście, że moje szkraby nie niszczą zabawek, szanują co ich i potrafią się nimi w odpowiedni sposób bawić. Szał czy fascynacja na konkretny rodzaj zabawki/sprzętu z czasem mija, jeśli na półkach lub w szafie zalegają zabawki/sprzęty, którymi dziećmi nie bawiły się od dłuższego czasu, najczęściej je sprzedajemy (za zgodą dzieci rzecz jasna). Pieniądze uzyskane ze sprzedaży zabawek, którymi szkraby się już nie bawią, pozwalają na zakup innych.

W ten oto sposób dzieci uczą się wartości pieniądza, wartości konkretnej rzeczy. Co jeszcze dzięki takiej postawie zyskujemy?

Pokój dzieciaków nie zniknie pod tonami niepotrzebnych nikomu zabawek, gdyż postępowanie nasze pozwala nam na zachowanie zabawkowej równowagi.

Myślicie, że i u Was sprawdziłoby się takie rozwiązanie?

 

Wracając jednak do naszych Hatchimalsów –  spójrzcie raz jeszcze na nie – czyż nie są urocze?

Jeśli jednak sam urok na Was nie działa to podpowiem, że doskonale sprawdzają się jako pomoc matematyczna w postaci liczmanów, idealnie udaje nam się z nimi również zabawa pt. „Kogo brakuje/Co się zmieniło?”.

Rządek kilku figurek ustawiam przed dziećmi, po czym albo ukrywam jedną bądź kilka figurek albo zmieniam ich kolejność. Zadanie dzieci polega na odkryciu co jest nie tak…

Lubicie tego typu zabawy?