Najlepszy prezent? Czas spędzony razem!

Gdyby dano Ci możliwość dokonania pewnego wyboru. Twoje zadanie polegałoby na dobraniu sobie towarzystwa, spośród wszystkich ludzi żyjących na świecie, z którym spędziłabyś/spędziłbyś dłuższą chwilę: zjadł kolację, zrobił zakupy, obejrzał film, prowadził rozmowę. Kim byłaby osoba, którą wybrałaś/wybrałeś?

Zastanawiałaś/zastanawiałeś się kiedyś nad tym?

Towarzysząca nam na co dzień pogoń oraz tempo życia sprawiają, że zapominamy o tym co najważniejsze. Zapominamy o tym, że nasze pociechy potrzebują przede wszystkim bezwarunkowej akceptacji, bezpieczeństwa, wzajemnego szacunku i zaufania, a także czasu spędzanego z rodzicami (nie tylko tuż obok nich). Żadna – nawet najdroższa i najpiękniejsza zabawka – nie jest w stanie zastąpić najmłodszym powyższych wartości.

Od czasu mojego powrotu do obowiązków zawodowych chwil, które w pełni mogłabym poświęcić swoim pociechom z dnia na dzień jest coraz mniej. Mam czasem wrażenie, że wyszarpuję ich fragmenty z każdego dnia, tak by móc stworzyć z tego jakoś sensowną całość. Czasem myślę, że to wszystko nie tak powinno być, jednak po chwili biorę się w garść, by sprawić, by owe chwile spędzone razem były czasem albo jak najbardziej wartościowym, albo dającym nam sporo dobrej zabawy.

Za każdym razem czas spędzony razem okazuje się najlepszym lekarstwem na nasze aktualne bolączki, czy są to wspólnie przygotowywane posiłki, rozgrywki w gry planszowe, twórcze szaleństwo, wycieczki, zabawy, spacery, rozmowy, itd.

W ostatnim czasie postanowiliśmy spróbować czegoś zupełnie odmiennego niż nasze dotychczasowe rozrywki. Sięgnęliśmy po jedyną w Polsce grę, która łączy w sobie wirtualną rzeczywistość (bez użycia gogli VR) i tradycyjny ruch, sięgnęliśmy po Kazooloo DMX. To gra, której opakowanie na myśl przywodzi nam klasyczną płytę winylową. Po otwarciu pudełka naszym oczom ukazuje się również krążek (choć nie winylowy), który należy położyć na podłodze, w taki sposób, by zapewnić graczom odpowiednią ilość miejsca do rozegrania rozgrywki.

Przyznam szczerze, iż miałam pewne obawy związane z w/w grą. Nie jestem miłośniczką gier komputerowych czy też elektronicznych. Do pewnego momentu odgraniczałam dzieciakom dostęp do tego typu rozrywek, ponieważ wiem jak te potrafią „wciągać” i jakie negatywne skutki przynosić. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, iż żyjemy w czasach, w których technologia i jej rozwój pędzi tak bardzo, że nie sposób ją ignorować. Dzieciaki z klasy córki i syna co rusz wymieniają się między sobą nowymi odkryciami świata wirtualnego (nie koniecznie takimi, jakie chciałabym by moje dzieci poznawały).

Uznałam, że moje pociechy osiągnęły taki wiek, że pewnych rozgrywek mogą spróbować, by sami mogli uznać, czy to „zabawa” dla nich.  Jestem przekonana, iż kontrolowana zabawa, świadomość gracza, że to tylko gra, a nie rzeczywistość, rozmowa na temat zasad danej gry pomogą młodym graczom wejść w wirtualny świat i jednocześnie uniknąć pewnych zagrożeń oraz nieporozumień. Myślę, iż rozsądne podchodzenie do obecności nowych technologii i użytkowania ich przez dziecko to nic złego.

Kazooloo DMX w opinii producenta oraz polskiego dystrybutora Gonzo Toys przeznaczona jest dla dzieci w wieku 7+.

By móc zagrać w Kazooloo DMX potrzebny jest wspomniany krążek (dysk), który kładziemy na podłodze. Na nasze urządzenie mobilne (telefon, tablet) musimy natomiast pobrać ze sklepu AppStore lub Google Play odpowiednią aplikację. Postępujemy zgodnie z instrukcjami aplikacji, by dojść do momentu, w którym należy skierować kamerę urządzenia na planszę (dysk) ułożony na podłodze. Gdy plansza zostanie przez nasze urządzenie zeskanowana rozpoczyna się nasze działanie.

Działania owe polegają na niszczeniu robotów, które nas atakują. Brzmi to podobnie, jak scenariusz setek gier komputerowych, które „kradną dziesiątki minut” naszym dzieciakom, a czasem i nam, na co dzień.  Czym więc różni się od nich Kazooloo od innych?

Po pierwsze tym, że w grze tej nie ma ran, krwi, odpadających kończyn, itp. Oj tak, niestety i takie gry dla równolatków moich dzieci widziałam. Kazooloo przypomina nam odrobinę walkę Transformerów z Deceptikonami, a że opowieści o kosmicznych robotach nie są nam obce, tym bardziej gra przypadła nam do gustu.

Udział w rozgrywce Kazooloo w odróżnieniu od innych gier wymaga aktywności fizycznej – ruchu. Próbując zniszczyć złego robota musimy jednocześnie trochę się nagimnastykować. Biegamy, skaczemy, ruszamy się  wokół dysku zamiast siedzieć i wpatrywać się w ekran monitora komputerowego czy smartfona. To tylko pozorne, bezwładne ruchy, bo tak naprawdę, by móc pokonywać kolejne etapy gry musimy wykazać się spostrzegawczością, zwinnością, refleksem oraz całkiem dobrą koordynacją ruchowo – wzrokową.

W czasie gry wszystkie owe cechy i funkcje, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy, są dodatkowo rozwijane.

Jest jeszcze jedna całkiem pozytywna cecha Kazooloo, której dopatrzyłam się w czasie rozgrywania jednej z zaplanowanych przez moje dzieci akcji (o tak, moje pociechy do rozgrywek dodają dodatkowo własną fabułę ratowania świata, itp.). W czasie, gdy w grę gra się w kilka osób konieczna jest odpowiednia komunikacja w zespole oraz podejmowanie ścisłej współpracy i to nie tylko między rówieśnikami, a również międzypokoleniowo (bo jak się okazało, gra spodobała się nie tylko pociechom, ale i ich tacie).

 Zanim oddałam w ręce moich dzieciaków smartfony, sama rozegrałam kilka rund i podejrzałam samouczek gry w języku polskim – pamiętajcie, że dobrze wiedzieć, czym bawią się i w co grają Wasze dzieci.

W aplikacji dostępnych jest kilka opcji i poziomów, różne misje, które można rozgrywać samodzielnie lub z wirtualnym wsparciem, czy też tworząc drużynę z inną osobą, która ma dostęp do aplikacji. Nagrodami za wysiłek jest przetrwanie oraz klejnoty, które gwarantują nam dalsze działania.

Odkąd posiadamy Kazooloo dzieciaki rozegrały w grze kilkanaście rund. Za każdym razem uznawały, że gra dała im całkiem sporo emocji. Przygotowane na rozsądne korzystania z tego typu rozrywki syn i córka po chwili dobrej i energicznej zabawy odłożyli smartfony i uznali, że dla równowagi fajnie porobić też coś w ich odczuciu mniej intensywnego, co da na chwilę odpocząć ich oczom, rękom i nogom.

Przez kolejne dni korzystanie z Kazooloo wyglądało u nas podobnie, chwila szalonej i pełnej emocji rozrywki, a po niej odrobina odpoczynku. Jestem dumna z moich dzieciaków, bo o to w tym wszystkim chodzić właśnie powinno, po pierwsze, by czas spędzony razem, czy to przy grze, czy przy innych aktywnościach okazał się dla nas najlepszym prezentem, po drugie, by z owego prezentu móc korzystać w sposób świadomy i zrównoważony.

Więcej informacji o Kazooloo DMX znajdziecie na stronach ich dystrybutora: www.gonzotoys-sklep.pl
https://www.facebook.com/aquadragons2019
https://www.instagram.com/gonzotoys

Kupić Kazooloo DMX można tylko i wyłącznie tutaj: KLIK

Istnieje również druga wersja gry, w której zamiast robotów pojawiają się smoki.

Wpis powstał przy współpracy z Gonzo Toys

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *