Weekend w Toruniu (z dziećmi)

Od pewnego czasu chodził mi po głowie pomysł, by na weekend wybrać się do Torunia. To jedno z miast, o którym słyszałam wiele dobrego, a którego nie udało mi się jak dotąd zobaczyć.

W minioną środę sięgnęłam po telefon i z użyciem aplikacji – dosyć spontanicznie – zarezerwowałam weekendowy pobyt w mieście Mikołaja Kopernika.

Podekscytowani uznaliśmy, iż skupimy się na atrakcjach, które przybliżą nam historię i tradycje miasta, a które będą odpowiednie zarówno dla dorosłych, jak i nieco młodszych odbiorców. Poza tym postanowiliśmy, iż trochę rozruszamy nasze zasiedziałe “kości” i po mieście będziemy poruszać się tylko pieszo. To miała nam zapewnić m.in. doskonała lokalizacja wynajętego apartamentu, bo zaledwie 10 do 12 minut piechotą od toruńskiego Rynku.

Wyszukaliśmy w sieci informacje na temat toruńskich atrakcji, spośród których wybraliśmy te najbardziej nam odpowiadające: Planetarium, Żywe Muzeum Piernika, Dom Legend Toruńskich, Krzywa Wieża, pomnik Mikołaja Kopernika, Flisaka, pieska Filusia, osiołka, smok toruński, ruiny zamku krzyżackiego, itd.

DZIEŃ PIERWSZY

Po przyjeździe na miejsce nasze pierwsze kroki skierowaliśmy w kierunku toruńskiego Starego Miasta. Tak właściwie to znaczna część atrakcji, które zamierzaliśmy zobaczyć lub w których chcieliśmy wziąć udział zlokalizowana jest właśnie tutaj. Ponieważ chcieliśmy ograniczyć stanie w kolejkach, dlatego – gdzie było to możliwe – zarezerwowaliśmy bilety lub kupiliśmy je przez internet (Żywe Muzeum Piernika, Dom Legend Toruńskich, Planetarium).

Pierwszy spacer doprowadził nas pod bramy Planetarium (http://planetarium.torun.pl/). Seans co prawda zarezerwowany mieliśmy dopiero na dzień następny, ale zależało nam, by zorientować się, jak szybko uda się nam tu dotrzeć z naszego miejsca noclegowego.

Dzieciaki zdecydowały, iż chcą wziąć udział w seansie naukowym “dla dorosłych”. Wybraliśmy animację pt.: “Makrokosmos” (bilet normalny 16 zł, bilet ulgowy 12 zł, najkorzystniejszy dla naszej 3 okazał się bilet rodzinny 33 zł).

“Makrokosmos” to wirtualna podróż do granic poznawalności Wszechświata, gdzie piękno i harmonia mieszają się z monstrualnymi zjawiskami. Niezwykłe animacje oparte na najnowszych badaniach ukazują Ziemię jako drobinę zawieszoną w wielowymiarowej przestrzeni. Startując z jej powierzchni, napotykamy sztuczne satelity, planety, gwiazdy, galaktyki, by w końcu ogarnąć Wszechświat w największej skali. „Makrokosmos” to także opowieść o poszerzaniu wyobraźni i wiedzy o Kosmosie. To dzięki Kopernikowi zrozumiano, że nasz świat jest tylko jedną z wielu planet, a granice Kosmosu sięgają znacznie dalej niż nam się wydawało.

źródło: KLIK

Oprócz seansów przy planetarium zorganizowano dwie interaktywne wystawy. Pozostając w tematyce kosmicznej wybraliśmy się do najprawdziwszej bazy na Marsie. Wspomniana wystawa to przestrzeń zaaranżowana niczym baza kosmiczna. To miejsce, w którym odwiedzający jako członkowie załogi mają do wykonania określone zadania niezbędne do tego, by przeżyć poza Ziemią. Naszą misją stało się tu monitorowanie stanu bazy, usuwanie drobnych awarii, ale również badanie próbek gruntu Czerwonej Planety. Coś w sam raz dla miłośników kosmicznych przygód (bilet normalny 12 zł, bilet ulgowy 10 zł, bilet rodzinny 24 zł)!

Wśród niesamowitych toruńskich uliczek podążyliśmy dalej, by po chwili ujrzeć toruńską Krzywą Wieżę. Na miejscu jest możliwe wejście do wnętrza wieży (bilet ulgowy 5 zł, bilet normalny 7 zł). W izbie tej zobaczyć możemy szaty, zbroje oraz broń z minionych epok, stąd również można wejść na mur obronny, by podziwiać przepływającą tuż obok Wisłę.

Zachęceni pięknym widokiem udaliśmy się w kierunku rzeki, by móc przespacerować się ciągnącym się wzdłuż niej Bulwarem Filadelfijskim. Odwiedziliśmy całkiem sporo miast, przez które Wisła przepływa, jednak mieliśmy wrażenie, że tutaj jej koryto jest szczególnie szerokie.

Na rzece przycumowanych jest kilka barek, które pełnią funkcję restauracji, a nawet hosteli. Na jednej z nich postanowiliśmy się posilić.

Kontynuując spacer dotarliśmy do miejsca, w którym niegdyś znajdował się dawny most, a które dziś zdobią setki kłódek.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na chwilę na toruńskim Rynku, by podziwiać pomniki Mikołaja Kopernika, osiołka, Flisaka i żab oraz pieska Filusia.

Pierwszą z zaplanowanych na ten dzień, tzw. zorganizowanych atrakcji, był nasz udział w interaktywnym pokazie w Żywym Muzeum Piernika (https://muzeumpiernika.pl/). Na całość atrakcji zarezerwować trzeba ok. 1,5 godziny.

Udział w pokazie to swoista podróż w czasie. Na początku pod okiem Mistrza Piernikarskiego i uczonej Wiedźmy Korzennej przenosimy się do czasów średniowiecza, gdzie poznajemy wszelkie rytuały związane z wypiekiem piernika. Samodzielnie przygotowujemy tutaj również ciasto, by następnie przy użyciu niezwykle pięknych drewnianych form wypiec z niego najprawdziwsze pierniki figuralne.

W drugiej części spotkania przenosimy się do manufaktury z początku XX wieku. Tutaj goście zobaczą oryginalne niemieckie maszyny służące do wypieku pierników, zabytkowy piec, zaś każdy chętny będzie mógł samodzielnie przyozdobić piernik lukrem (dodatkowo płatne 5 zł).

Pokaz, o czym już wspomniałam, jest interaktywny, to znaczy w jego bieg angażowani są widzowie. Prowadzący “szkółkę młodych piernikarzy” wkładają dużo serca w swoje działanie. To z kolei procentuje uśmiechami na twarzy gości. Całość atrakcji jest niesamowicie dopracowana, a humorystyczne wstawki towarzyszące działaniu dodają całości “smaczku” (bilet normalny 24 zł, bilet ulgowy 19 zł).

Tego dnia przespacerowaliśmy się jeszcze wzdłuż niesamowitych uliczek wokół toruńskiego Rynku, dzięki czemu odkryliśmy całkiem smaczne miejsce – gruzińską piekarnię Nazuki (ul. Podmurna 14).

DZIEŃ DRUGI

Następnego dnia czekał nas pokaz w Planetarium, natomiast na popołudnie zaplanowaliśmy wysłuchanie kilku niesamowitych opowieści w Domu Legend Toruńskich (https://domlegend.pl)

O Planetarium i jego niesamowitych atrakcjach wspomniałam już wcześniej. Popołudniu natomiast – zgodnie z planem – poznaliśmy sześć toruńskich opowieści. Opowieści niezwykłych, bo po pierwsze takich, w których bieg zaangażowano nas, po drugie naszpikowanych żartem i ciekawostkami z historii.

Od środka poznaliśmy szczegóły wizyty Władysława Jagiełło w Toruniu i jego brudnej przygody z mieszczką Barbarą i jej nieczystościami; niczym legendarny Flisak sami spróbowaliśmy utrzymać się na tratwie, by wyprowadzić żaby z miasta; zamknięto nas w klatce jak gagatków sprzed wielu, wielu lat; poznaliśmy legendę dotyczącą toruńskiego dzwonu Tuba Dei; opowieść o Krzyżakach w mieście oraz legendę związaną z powstaniem Krzywej Wieży. Poczuć losy toruńskich bohaterów na własnej skórze to było niesamowite doświadczenie, które bez najmniejszej wątpliwości polecamy każdemu (bilet normalny 19 zł, bilet ulgowy 14 zł).

“Rzut beretem” od Domu Legend Toruńskich odnaleźć można pewnego tajemniczego stwora, którego podobno w XVIII wieku tutaj zaobserwowano, co skrzętnie zanotowano w pismach miejskich. Ów zwierz, to nikt inny jak smok – na szczęście ten współczesny to jedynie ceramiczna rzeźba/instalacja (Przedzamcze 20)

Smoka widziano, jak leciał w kierunku zamku krzyżackiego. Dziś co prawda po zamku pozostały już tylko ruiny, ale to właśnie w tym kierunku udaliśmy się w następnej kolejności.

Po kolejnym dniu pełnym toruńskich wrażeń postanowiliśmy w drodze powrotnej do apartamentu jeszcze uważniej przyjrzeć się pewnym toruńskim “ozdobnikom”. W najmniej oczekiwanych miejscach w mieście odnaleźć można figurki: raz są to koty zwisające z parapetów, innym razem kuropatwy na płotkach, jeszcze innym razem różnego rodzaju postaci (rycerze, czytelnicy, grajkowie, itp.).

Dla najmłodszych mieszkańców Torunia, ale również i dla młodych turystów miasto przygotowało jeszcze jedną atrakcję, którą udało się nam podczas naszych spacerów odkryć – Plac Zabaw Piernikowe Miasteczko.

My co prawda z jego uroków nie skorzystaliśmy, ale wygląda to naprawdę dobrze (urządzenia zabawowe, ścianka wspinaczkowa, mini golf, stoły do ping ponga, wodne miasteczko, itp.)

DZIEŃ TRZECI

Tego dnia pozwoliliśmy sobie jedynie na krótki spacer w okolicy i zakup wycieczkowych pamiątek. Wszystko po to, by przed powrotem nie zmęczyć się zbytnio i by sił na powrót nam wystarczyło.

Wizyta w Toruniu, choć krótka, wywarła na nas niesamowite wrażenie. Począwszy od apartamentu (jego aranżacji, wyposażenia i położenia), sympatycznego i niezwykle pomocnego właściciela nieruchomości (gdyby ktoś z Was miał ochotę skorzystać z noclegu, tam gdzie my – KLIK), po atrakcje przygotowane przez miasto oraz jego mieszkańców dla gości.  Do Torunia zamierzamy jeszcze wrócić, by poznać miejsca, których tych razem nie zdołaliśmy zobaczyć, a jest ich jeszcze całkiem sporo.

A Wy byliście w Toruniu? Jak wspominacie tę wizytę? Co jeszcze udało się Wam zobaczyć? Co polecacie?

A może dopiero zamierzacie się do Torunia wybrać?

Będzie nam miło, gdy podzielicie się z nami swoimi toruńskimi planami bądź wspomnieniami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *