“Poznaję Układ Słoneczny”

Uważam, że ciekawe pomysły należy wspierać, dlatego dziś postanowiłam Wam powiedzieć o pewnym projekcie…

W głowie autorki bloga „Zakręcona mama”, a jednocześnie właścicielki sklepu Pepito.pl – Sklep i klubik dla dzieci zrodził się pomysł stworzenia niezwykłych, kosmicznych puzzli oraz książeczki dla najmłodszych.

Cóż takiego w nich niezwykłego?
Twórcy wspomnianych puzzli i książeczki postanowili wypowiedzieć „wojnę” tandecie dziecięcej.
Uważają (moim zdaniem słusznie), iż maluchy w wieku 3 – 6 lat zasługują na ambitną poprzeczkę i dobrą zabawę, która niesie ze sobą wiedzę oraz rozwija możliwości. Niestety niewiele jest takich propozycji wydawniczych na rynku.

Jestem nauczycielką przedszkola, realizuję z moimi wychowankami mnóstwo projektów, w tym i projekt o kosmosie. To prawda, że mało jest „dobrych” pomocy do zajęć dla dzieci w tym wieku.

Żeby myśl pomysłodawczyni mogła zostać zrealizowana potrzebne jest wsparcie.
W życiu bywa niestety tak, że gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o finanse.
Jeśli i Wy uważacie, że opisaną inicjatywę warto wesprzeć kliknijcie o tu –> https://polakpotrafi.pl/projekt/kosmiczne-puzzle i dorzućcie swoje parę groszy, by już niebawem móc cieszyć się nową, „dobrą” pozycją na rynku, a przy okazji mieć świadomość, iż to dzięki Tobie miała szansę zaistnieć.

Na wsparcie projektu  pozostało 12 dni.

Pomożesz?

 

Tablica na “ważne sprawy” DIY. Zrób to z Rafciem Śrubką!

Ospa zatrzymała nas na kolejne dwa tygodnie w domu.

Piękna pogoda za oknem nie ułatwia siedzenia w czterech ścianach. Spędzamy czas grając w gry planszowe, rysując, czytając oraz – jak to my – coś tworząc. Posiłkujemy się również od czasu do czasu bajkami. Mamy kilka ulubionych tytułów pełnometrażowych, do których lubimy wracać. Lubimy też pewne serie.

Jakiś czas temu syn upodobał sobie opowieści o Rafciu Śrubce. Młodym konstruktorze i wynalazcy, który w każdym kolejnym odcinku serii pokonuje pewne trudności z wykorzystaniem swoich umiejętności majsterkowicza oraz pomocnych robotów.

– Mamo, mamo… zobacz co tym razem Rafcio wymyślił. On jest genialny! – krzyknął podekscytowany – Wiesz, ja też bym czasem chciał być takim konstruktorem… – dodał po chwili.

Myślę, że w tym miejscu zrozumiemy się doskonale, kiedy napiszę, że jak każda mama uchyliłabym moim pociechom nieba. Wiadomo, iż wszystko w granicach zdrowego rozsądku, kiedy jednak jestem w stanie marzenie swojego dziecka spełnić, nie ponosząc jednocześnie wysokich kosztów (bo nie ma co ukrywać, że niektórych marzeń póki co spełnić ze względu na fundusze nie jestem w stanie) nie trzeba mi dwa razy o tym mówić.

W czasie gdy pierworodny bawił się w swoim pokoju figurkami Rafcia Śrubki i Robozaura od Spin Mastera wymyślając co rusz to nowe historie oraz składając wspomniane w różnych konfiguracjach (bo w przypadku tych zabawek jest to możliwe, a wszystko po to, by z każdego kolejnego zestawu móc tworzyć dowolne rodzaje sprzętów pomocowych Rafcia, zaś po uzbieraniu całej kolekcji z tej serii móc zbudować jedną ogromną super maszynę) przygotowałam kilka kawałków sklejki, które pozostały nam po naszych wcześniejszych działaniach, klej do drewna, farbę tablicową, pistolet do kleju oraz klej, kilka luźnych klocków lego, gumki recepturki oraz kilka niewielkich gwoździ…

– Tomku pamiętasz jak spodobała się nam jakiś czas temu mini tablica na ważne sprawy – zagaiłam.

– Pamiętam… – odpowiedział nie przerywając zabawy.

– A chciałbyś spróbować zrobić sam podobną? – dodałam.

– Mamo to tak jak Rafcio!

No i zaczęliśmy tworzyć. Najpierw z trzech listew stworzyliśmy stelaż dla reszty.

Pozostałe cztery listwy dokleiliśmy klejem do stelaża. Dwie pozostawiliśmy w stanie surowym, dwie pomalowaliśmy czarną farbą tablicową.

Część przestrzeni  z surowego drewna postanowiliśmy przeznaczyć do przechowywania zdjęć lub krótkich notatek. Specjalnie po to wbiliśmy niewielkie gwoździe w taki sposób, by móc porozciągać pomiędzy nimi gumki recepturki, tworząc tym samym sieć, w którą nasze notatki wplątywać możemy.

W pozostałej części klejem na gorąco dokleiliśmy kilka klocków lego. Te stanowić będą mini wieszaczki, które przedłużyć można w dowolny sposób dopinając kolejne klocki do tablicy.

Pomyślane – wykonane! – podsumował nasze tworzenie syn.

Gotowa tablica zawisła w pokoju dzieciaków.

Syn dumny ze swoich poczynań wrócił do swojej super zabawy.

Z pokoju obok co chwilę dobiega mnie dźwięk tupiącego i ryczącego Robozaura (zabawka posiada taką opcję) i prezentującego mu swoje tablicowe dzieło Rafcia.

A Ciebie do czego zainspirowała dziś Twoja ulubiona bajka/film?


Wpis powstał przy współpracy z marką Spin Master.

Jesienne jabłuszko

Gdy dzieciaki zaczęły uczęszczanie do przedszkola, te od razu zaczęło nam się dawać  we znaki. Przypuszczam, że w tej chwili w podobnej sytuacji są setki rodziców nowych przedszkolaków. Poza całą masą atrakcji, jaka w związku z uczęszczaniem do przedszkola nas spotykała, któreś z dzieciaków co chwilę przywlekło z przedszkola jakiegoś wirusa do domu. Znacie to?

Tamtejszy czas można by podsumować cytatem, z tamtych właśnie dni: “Zaledwie tydzień byliśmy zdrowi, w niedzielę zaczęło ponownie rozkładać córkę.
Perspektywa najbliższych dni jawi się nam jako czas spędzony w czterech ścianach. Znów! Planujemy więc czym przez najbliższy czas zajmować się będziemy.
Dziś padło na owoce sezonowe – bez opamiętania tworzymy więc jesienne jabłuszka…”

Znacie tę rzeczywistość?

Małe czerwone jabłuszko czyli kilka słów o budowie jabłka

– Mamo czy każdy z nas jest z czegoś zbudowany?
– Tak Tomku.
– A jak zbudowane jest jabłko?
Wróciliśmy wtedy po chorobie do przedszkola, powróciliśmy zdrowi, silniejsi (oby!). Razem z siłami powróciły też pytania.
Skorzystaliśmy w tym przypadku z doświadczenia mądrzejszych i  kartom przedstawiającym cykl “narodzin” jabłka oraz jego budowę dokładniej się przyglądnęliśmy. Podobnie zresztą jak samym owocom.
Zresztą zobaczcie sami, w jaki sposób wiedzę o jabłku i jego budowie zgłębić postanowiliśmy.

“Ambasadorka przyjaźni”

– Mamo zastanawiałaś się kiedyś skąd wzięły się te wszystkie słowa w naszym języku? – spytał pewnego razu syn  przechodząc tuż obok…

Nie odezwałam się ani słowem… czekając na ciąg dalszy dziecięcych wywodów…

– Dajmy  na to taki “przyjaciel” – kontynuował…

Skąd wiemy, że “przyjaciel” to określenie tego najbliższego znajomego, a w ogóle to dlaczego przyjaciel, a nie np. “parówka”. Uśmiechnął się pod uchem i pognał dalej.

Na tyle zainteresował jednak tematem siostrę, że ta nie dając za wygraną zaangażowała brata w zabawę z neologizmami w roli głównej. Tworzyli słowa, poszukiwali ich definicji, ostatecznie zabrali się jednak za analizę tego, od którego wszystko się zaczęło.

– Przyjaciel to może być przy – czyli przy Tobie, ja – czyli ja jestem przy, cie – czyli przy Tobie. Rozebrali słowo – doskonałe wytłumaczenie jego znaczenia znaleźli – wszak przyjaciel to nikt inny jak ktoś naprawdę bliski i ważny tuż przy nas (niekoniecznie fizycznie).

Rozważania i rozmyślania przyjacielskie trwały jeszcze chwilę. Zastanawialiśmy się, skąd biorą się przyjaciele, jak to się dzieje, że znajdują się blisko nas, skąd wzięło się przysłowie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”.

I gdy tak myśleliśmy, dyskutowaliśmy i gdybaliśmy doszliśmy do wniosku, że prawdziwe przyjaźnie stają się o wiele trwalsze, gdy się je pielęgnuje.

“Pielęgnuje” to kolejne trudne słowo, z którym syn i córka postanowili się zmierzyć, choć tu nie poszło im to już tak łatwo jak z przyjacielem.

W każdym razie dbanie o przyjaźń i przyjaciela przyjaźni pomaga. Co więcej dzieciaki doszły do wniosku, że nie musi być to dbanie materialne, choć takie zdecydowanie łatwiej nam osiągnąć. Wystarczy od czasu do czasu coś dla przyjaciela zrobić, porozmawiać z nim, wspierać go, pomagać mu, spędzić czas. O wiele łatwiejsze staje się to, gdy ma się go “pod ręką”…

 

Mamo, a czy mogłabym dla swojej przyjaciółki zrobić sama wisiorek lub bransoletkę?– zapytała córka po chwili.

– Oczywiście – odpowiedziałam.

Sama doskonale pamiętam czasy, kiedy  agrafką przypiętą do jeansów na wysokości kolana wyplatałam bransoletki z muliny, by potem podarować je moim najbliższym. Bo choć wymiar materialnych podarków w przyjaźni nie jest najważniejszy, to rzeczy stworzone samodzielnie i podarowane przez tę najbliższą osobę pamięta się długo.

Świat poszedł do przodu, stał się bardziej skomplikowany, a jednocześnie bogaty w wiele ułatwień/udogodnień. Dziś nie trzeba już godzinami pleść muliny, a i tak całkiem sympatyczne rzeczy stworzyć można.

 

Córka złapała w ręce jeden ze swoich sprzętów z serii Cool Maker i zabrała się za tworzenie bransoletek, a dokładniej bransoletek przyjaźni, fundując tym samym mnie odrobinę powrotu do przeszłości.

Raz dwa zaplotła na urządzeniu sznurki, okręciła kilkanaście razy korbkę i już pierwsza z bransoletek była gotowa.

– Mamo, zrobię taką sama dla siebie – będziemy z Klarą mieć takie same!

W kilka chwil powstała kolejna. 

Cool Maker Kumikreator to dosyć niezwykłe urządzenie. Za każdym razem, gdy córka go używa patrzę i próbuję rozszyfrować ruch poszczególnych jego elementów i fakt, jak ktoś mógł wpaść na coś tak sprytnego.

Jego obsługa jest naprawdę prosta, choć na samym początku warto dokładnie przyjrzeć się instrukcji, by zobaczyć jak dobrze sznurki w urządzeniu zainstalować.

Wystarczy, że do przejrzystych „beczułek” załaduje się kolorowe szpulki, odpowiednio je unieruchomi i przez chwilę pokręci korbką. W ciągu krótszym niż pięć minut powstaje skomplikowany splot.

Tworzenie ułatwiają gotowe elementy zestawu: zakończenia, naklejki, zapięcia, a nawet doskonale obmyślona miara będąca szablonem pokazującym, jaka długość bransoletki jest nam potrzebna.

Dla ułatwienia zestaw Cool Maker Kumikreator zawiera instrukcję pokazującą, jak stworzyć aż 10 wzorów bransoletek. Na prostej grafice pokazano, w którą beczułkę, który kolor szpulki należy włożyć. Kolory oczywiście można mieszać na tysiące albo i więcej sposobów.

Co więcej każdą z bransoletek można spersonalizować innym rodzajem zapięcia (kolorem), dodatkowymi zawieszkami (tych nie ma w zestawie, ale co za problem, by coś samemu stworzyć chociażby ze sznurka) to sprawia, że najprawdopodobniej stworzona przez Ciebie biżuteria będzie jedyna w swoim rodzaju – w sam raz dla bliskiej Ci osoby.

Urządzenie nie tylko działa cuda, ale przy okazji cieszy oko. Zachwyca kolorem oraz starannością wykonania.

Wracając jednak do samego kreatora. W czasie, gdy Wam o nim pisze powstają kolejne bransoletkowe dzieła, po dwa, trzy dla tych najbliższych, dla przyjaciół, rodziny…

Każdy nowy splot zostaje pięknie zapakowany i opisany.

To istne biżuteryjno – przyjacielskie szaleństwo, które potrawa zapewne jeszcze tak długo na ile wystarczy nam zapasów kolorowych sznurków. A jest ich całkiem sporo…

Mamo, jak nazwałabyś osobę, która stara się być przyjacielska i dobra dla innych, stara się im pomagać, wspierać i zawsze pamiętać o tych najbliższych – spytała córka, pakując kolejny zestaw biżuterii.

– Ambasador przyjaźni*, zdecydowanie można Cię uznać za ambasadorkę przyjaźni kochanie!

 

*Czy są na sali instruktorzy ZHP? Jako była drużynowa zuchowa dokładnie pamiętam, gdy z moją gromadą zdobywałam sprawność AMBASADORA PRZYJAŹNI. Pamiętacie i Wy? Nawiązanie do przyjacielskiego, dobrego, pomocnego zachowania chyba zawsze będzie mi się z tym kojarzyć.


Wpis powstał przy współpracy z marką Spin Master.

“Fried eggs” – zabawa utrwalająca słownictwo (język angielski w przedszkolu)

Po chwili namysłu, a właściwie to po części za namową koleżanek, które ostatnimi czasy przyglądały się prowadzonym przeze mnie zajęciom językowym postanowiłam, że na blogu stworzone zostanie osobne miejsce dla zabaw stricte związanych z nauczaniem języka angielskiego w przedszkolu. Mam nadzieję, że to miejsce pozwoli nieco ożywić odrobinę zastanego (oj tak przyznaję się, że od czasu, kiedy uprzednia platforma, na której od ponad 6 lat istniał blog została zamknięta trudno znaleźć mi tyle czasu, by kreatywnik przeniesiony na własny serwer znów tętnił życiem jak kiedyś) bloga, a jednocześnie zainspiruje osoby tu zaglądające do nowych, ciekawych zabaw.

Zatem startujemy!

Jako pierwszą pokażę Wam ostatnimi czasy ulubioną zabawę moich przedszkolaków.

To zabawa, która pozwala utrwalić słownictwo praktycznie z każdego zakresu. Z moimi przedszkolakami utrwalamy je na różne sposoby, choć tym najulubieńszym stało się ostatnio smażenie jajek.

W zabawie “Fried eggs” zadaniem dziecka jest wybranie jednego jajka, obrócenie go za pomocą łopatki, rozpoznanie i wypowiedzenie słowa w języku angielskim (na podstawie obrazka) oraz odłożenie jajka na talerzyk.

Podczas czynności wykonywanych przez dziecko, nauczyciel podaje instrukcję w języku angielskim. Dla przykładu może to brzmieć tak:

Choose one egg please…

Turn it…

What’s this?

Yes, this is… well done/good job/great…

Put the egg on the plate…

Przy jednej okazji utrwalamy słownictwo, osłuchujemy się z językiem, a do tego rozwijamy dziecięcą motorykę, wszak manewrowanie łopatką i jajkiem do najprostszych nie należy

Jeśli chcielibyście również z Waszymi wychowankami przygotować jajka smażone, tym samym utrwalić słownictwo poniżej załączam pliki do dwustronnego wydrukowania (z tematyką “toys”) oraz kartę z samymi jajkami do dowolnego zagospodarowania. Wystarczy je pobrać/zapisać – wydrukować dwustronnie (tyle razy ile potrzeba) i zalaminować.

Spróbujecie?

5 sposobów na jesienne drzewo

Piękna, słoneczna, pogoda pozwoliła nam większość niedzielnego popołudnia spędzić poza domem. Tzn. tylko połowie z nas, bo druga część wciąż zmaga się z ospą.

Udało nam się urządzić dosyć owocne kasztanobranie, ale o tym innym razem… Te z kolei pozwoliło nam przyjrzeć się zmianom zachodzącym w przyrodzie jesienią. Te niby oczywiste – dostrzeżone naocznie okazały się jeszcze piękniejsze.

Zainspirowani kolorami jesieni po powrocie do domu zorganizowaliśmy nasze działania wokół tworzenia jesiennych drzew. Oto pięć jesiennych aktywności dla dzieci w różnym wieku.

DRZEWO Z LISTKAMI Z ROLKI PO PAPIERZE TOALETOWYM

Do stworzenia wspomnianego wykorzystaliśmy pocięte na kawałki rolki po papierze toaletowym, klej w płynie, skrawki maty korkowej, pędzelek i farby plakatowe oraz kolorową kartkę papieru.

W jaki sposób powstało nasze drzewko? Zobaczcie sami…

DRZEWO Z LISTKAMI Z ODBICIAMI OPUSZKÓW PALCÓW

Po raz kolejny wykorzystaliśmy klej w płynie, skrawki maty korkowej,  farby plakatowe oraz kolorową kartkę papieru. Tym razem jednak listki stworzyły kolorowe odbicia palców dziecka.

 

DRZEWO Z LISTKAMI WYCIĘTYMI DZIURKACZEM KREATYWNYM
Po raz kolejny wykorzystaliśmy klej w płynie, skrawki maty korkowej, oraz kolorowe kartki papieru, a także dziurkacz kreatywny.
Wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcie, by zobaczyć jak powstało to drzewko.

LAS Z KOLOROWEGO PAPIERU
Do stworzenia leśnego pejzażu wykorzystaliśmy kształty wycięte z kolorowego papieru (owale) oraz pisaki ze stożkową końcówką.
Papier nakleiliśmy w odpowiedni sposób, by pisakami narysować na nich gałęzie i pnie. Proste prawda?

DRZEWO PRZESTRZENNE

Wszystkie powstałe w naszym twórczym “szale” ścinki uformowaliśmy w kształt drzewa, oblepiliśmy je taśmą malarską, następnie pomalowaliśmy farbami plakatowymi na kolor brązowy. Pień powstałego przez nas drzewa ozdobiliśmy wyciętymi dziurkaczem kreatywnym listkami.

Jak Wam się podobają nasze drzewa?

Skusicie się, by spróbować wykonać któreś z nich?

Liście kolorowe lecą nam na głowę

Choć za oknem temperaturowo prawie lato, to jednak po tracących liście drzewach poznać, że to jednak już jesień.

Każdego dnia coraz więcej liści znajdujemy pod drzewami, a że o tej porze mienią się one pięknymi kolorami nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zabrali tych najbardziej kolorowych ze sobą do domu.

Ogrzewając się po porannym spacerze ciepłą herbatą z miodem wykorzystaliśmy zebrany z rana materiał przyrodniczy do stworzenia mini zoo.

Co przyda się Wam do stworzenia liściastego zwierzyńca?

Kolorowe liście, ruchome oczka, pisaki w naszym przypadku wymazywalne Kidea, klej oraz kartki.

Na czym polegać będzie Wasze działanie?

Na odpowiednim ułożeniu liściastych kompozycji, przyklejeniu ich do kartki, doklejeniu ruchomych oczek oraz dorysowaniu pisakami brakujących szczegółów.

Proste prawda?

Powiedziałabym, że nawet bardzo, a jednak rozruszanie naszej wyobraźni zaowocowało całkiem fajną, kreatywną zabawą.

Spróbujecie?

Jesienne drzewo pomponowe

Zapytałam dzieciaki z czym kojarzy im się jesień. Odpowiedzieli prawie natychmiastowo i niezwykle zgodnie, że z drzewami pełnymi kolorowych liści…

Jesienne drzewo, nad którego wykonaniem skupiliśmy się tym razem utworzył pień z patyka znalezionego podczas jednego z jesiennych spacerów, styropianowa kula oblepiona sporą ilością odpowiednio kolorystycznie dobranych pomponów oraz odrobina ciastoliny stanowiąca podstawę całości.

Upominek dla nauczyciela

Dzień Edukacji Narodowej, dzień który przyjęło się nazywać Dniem Nauczyciela, dzień, w którym myślę, że warto choć skromnie podziękować wszystkim tym, którzy tajniki nauki przed nami otwierają, dzięki którym wiedzę zgłębiać możemy. Bo choć zazwyczaj sobie tego nie uświadamiamy to musicie przyznać, że to nauczyciele właśnie (nie tylko Ci szkolni/przedszkolni) często o wiele więcej czasu spędzają z Waszą (naszą) pociechą w ciągu dnia, niż Wy (my) sami.

Takie czasy! Takie życie!

Mam wrażenie, że 14 października to “święto” od kilku lat odrobinę zapominane, pomijane. Czy to celowo, czy też zupełnie nieświadomie przez prędkość życia, w jakiej w ostatnim czasie przyszło nam żyć, tego jeszcze nie wiem. Faktem jest, że nie pamiętamy.

I od razu dodam, że nie chodzi tu o jakieś wielkie prezenty, trwonione pieniądze lecz o pamięć, najzwyklejszą pamięć. Często upominek wykonany własnoręcznie cieszy nawet bardziej niż “milion monet”.

Zgodzicie się ze mną?

Z okazji zbliżającego się 14 października przygotowaliśmy dla Was propozycję stworzenia kwiatka innego niż te klasyczne. Na pewno przypadnie do gustu osobie lubiącej kwiaty doniczkowe.

Do naszych działań wykorzystaliśmy:

– niewielką puszkę (wypełnioną ziemią)

– masę piankową samoutwardzalną od Kidea

– małą wykałaczkę (do osadzenia kwiatka w ziemi)

– kawałek kartki z bloku

– długopisy żelowe

oraz klej i nożyczki.

W pierwszej kolejności z pianki ulepiliśmy niewielkie kulki, które następnie odpowiednio płaszczyliśmy, by uformować z nich liście rośliny.

Piankowe listki połączyliśmy w całość, by powstało coś na kształt sukulenta. Od spodu w piankę wkłuliśmy wykałaczkę i to właśnie na niej osadziliśmy kwiat w ziemi.

Z bloku wycięliśmy niewielkie serduszko, które stanowić będzie etykietę dla kwiatowego prezentu. Przykleiliśmy ją w odpowiednim miejscu na puszcze/doniczce.

Prosty, oryginalny, a jednocześnie prawie niezniszczalny kwiatowy upominek gotowy.

 

Proste prawda?

 

Wpis powstał przy współpracy z marką Kidea w ramach serii “Kreatywnie z Kidea”.