Klocki GEO

Choć na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, matematyka towarzyszy nam na każdym kroku.

Zatrzymaj się na chwilę i zastanów ile razy w ciągu dnia coś przeliczasz, grupujesz, mierzysz, ważysz? Ile różnorodnych kształtów zarówno tych płaskich, jak przestrzennych Cię otacza? Sporo tego prawda?!

Swoją przygodę z matematyką w szkole zakończyłam na pierwszym roku studiów mierząc się ze statystyką. Nieco wcześniej stawiłam czoła matematyce na maturze (wtedy jeszcze nie była obowiązkowa). Radziłam sobie z wspomnianym przedmiotem całkiem dobrze, choć wyobraźnia przestrzenna, mam wrażenie, zawsze u mnie “szwankowała”. Cóż bywa!

Mimo przestrzennych niepowodzeń o dziwo doskonale dawałam sobie radę ze znaną i niezwykle popularną niegdyś grą zwaną tetris 3D.

Jakiś czas temu zaobserwowałam, że i moim dzieciakom pojęcie brył geometrycznych nie jest obce. Co więcej maluchy radzą sobie znacznie lepiej ode mnie z ich układaniem i odwzorowywaniem ich ułożenia.

Kiedy w ofercie ulubionego Wydawnictwa Epideixis wypatrzyłam Klocki GEO, wiedziałam, że ich posiadanie okaże się strzałem w dziesiątkę.

Klocki dotarły!

Niewielkie drewniane pudełko, w załączeniu książeczka i siedem drewnianych klocków w kolorach: czerwonym, niebieskim, zielonym, żółtym, fioletowym, białym oraz czarnym. Niby nic wielkiego, a jednak – jak się po chwili okazało – wyzwanie jakich mało.

W zabawie chodzi o to, by przy pomocy przestrzennych klocków odwzorować ich ułożenie zaprezentowane w książeczce. Zadanie wydaje się być prostym, szczególnie na pierwszych kilku stronach książeczki, na których ułożenia zaprezentowane są z podaniem kolorów klocków.

Sprawa nieco komplikuje się, kiedy na kolejnych kartach broszury prezentowane ułożenia są szare, pozostawiając dobór odpowiednich klocków nam. Nasz umysł musi się nieźle nagimnastykować, by kolejne (a jest ich aż 70 łącznie) ułożenia zrealizować.

Klocki GEO to wspaniała i wartościowa zabawa dla dzieci (szczególnie tych w wieku szkolnym), ale i dla dorosłych.

GEO bawią i uczą jednocześnie: kształtują umiejętność określania stosunków przestrzennych, rozwijają wyobraźnię, stymulują i uwrażliwiają na odbiór świata wieloma zmysłami.

Edukacja ukryta w zabawie to hasło najkrócej opisuje ideę jaka Klockom GEO przyświeca.

Wspólnymi siłami – całą rodziną – zmierzyliśmy się z całą 70 ułożeń [ZOBACZ NASZE UŁOŻENIA]. Przyznać muszę, iż odrobinę czasu nam to zajęło, co mogę również potwierdzić, to także fakt, iż z każdym kolejnym ułożeniem jest odrobinę łatwiej.
Bawiliśmy się z dziećmi prostymi ułożeniami, kiedy maluchy kładły się spać to my – rodzice – podejmowaliśmy wyzwanie tych trudniejszych.

GEO wciągnęły nas (i naszych znajomych, którzy w układanie zostali zaangażowani) bardziej niż moglibyśmy się tego spodziewać, dlatego też z czystym sumieniem przestrzenne klocki Epideixis’a możemy Wam polecić.

Ponieważ opisywane klocki przeznaczone są dla dzieci szkolnych, a nasze dzieciaki, kiedy klocki GEO do nas trafiły skończyły dopiero co 4,5 roku, dla smyków przygotowaliśmy kilka innych, dostosowanych do ich wieku, aktywności z GEO związanych:

BALANSUJĄCA WIEŻA

Układanie kolejno klocków w taki sposób, by budowla nie runęła. W ten sposób można bawić się samodzielnie, można w parze, wtedy każdy kolejny klocek dokładany jest przez graczy naprzemiennie.

ODWZOROWYWANIE BUDOWLI ZE ZDJĘĆ

Układanie budowli wzorując się na zdjęciu wspomnianej.

TETRIS

Stworzyłam kilka kart prezentujących bok powstałej z ułożenia figury, zadaniem dziecka było ułożenie jej w przestrzeni.

ZABAWA, ZABAWA I RAZ JESZCZE ZABAWA

Budowanie, burzenie, tworzenie garaży, zamków i twierdz z wykorzystaniem klocków GEO i nie tylko.

 

Wpis powstał przy współpracy z Wydawnictwem Epideixis.

Kosmonautą być!

Kosmos – ogromny, niezmierzony, pełen planet, gwiazd i innych ciał niebieskich.

Przestrzeń kosmiczna to temat, który u nas wciąż na topie, a i z moimi podopiecznymi raz na jakiś czas wybieram się podróż kosmiczną. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że kosmos to temat warty poruszenia. Kilka ciekawych kosmicznych inspiracji sprawdziło się w toku moich działań z przedszkolakami. Dziś przedstawię Wam jedną z nich.

W pierwszej kolejności zabraliśmy się za przygotowanie postaci kosmonauty.

By takową móc stworzyć niezbędne będzie wydrukowanie bądź narysowanie szablonu postaci kosmicznego podróżnika, nożyczki, skrawek przeźroczystej folii, taśma dwustronna bądź klej, farby albo mazaki oraz zdjęcie twarzy osoby, która rolę kosmonauty pełnić będzie.

Gotowi? No to zaczynamy!

W pierwszej kolejności zabieramy się za odpowiednie wycięcie kombinezonu astronauty…

W puste miejsce na jego hełmie wklejamy od wewnętrznej strony przeźroczysty skrawek folii oraz zdjęcie…

Na sam koniec zabieramy się za odpowiednie ozdobienie kombinezonu…

I oto w mig – kosmonauci gotowi!

O dziecięcym kolekcjonowaniu…

Przyszło mi dorastać w czasach, kiedy znaczną część dnia spędzało się poza domem, z koleżankami i kolegami, kiedy piękne, kolorowe, świecące i gadające zabawki nie istniały dla nas (być może zagraniczni równolatkowie już wtedy się nimi cieszyli), kiedy szaleństwem było posiadanie zestawu lego lub lalki Barbie z Pewex’u.

Mieliśmy zdecydowanie mniej, jednak tak bardzo nie różniliśmy się od współczesnych dzieci. Podobnie jak dzisiejsze maluchy i my wciąż coś kolekcjonowaliśmy. Pamiętam jak dziś moją kolekcję kapsli wypełnioną woskiem ze świec i ozdobioną specjalnymi naklejkami. Owe specjalne pionki wykorzystywało się w tzw. grze w duce. Najlepiej wyważone kapsle można było wymienić nawet na 15 innych. To było szaleństwo! Pamiętam też radość z każdej mini zabawki z kolejnego jajka niespodzianki (pamiętacie te niebieskie hipopotamy?), z rozczuleniem wspominam również kiedy już jako nieco starsza – razem z bratem – kolekcjonowaliśmy puszki po kolorowych napojach, Przyznajcie się, kto z Was miał również ścianę lekkiego i niestety podatnego na podmuchy wiatru aluminium na meblościance?

Myślę, że zgodzicie się ze mną, że zjawisko kolekcjonowania – szczególnie tego dziecięco – młodzieżowego – upowszechniło się i nabrało szczególnego wymiaru u tych, których dzieciństwo przypadało na czasy późniejszego PRL’u. Wyraźnie zauważalna stała się  wówczas kreatywność w tworzeniu i kształtowaniu oraz pozyskiwaniu przedmiotów kolekcjonerskich – co widać chociażby, po moim krótkim wstępie.

Kolekcja przedszkolaka

Tworzenie przez dzieci kolekcji, czyli mniej lub bardziej świadome gromadzenie rzeczy związanych z określoną tematyką, ma podłoże najczęściej w potrzebie posiadania określonej kategorii przedmiotów, chociaż nie tylko… Wszak najróżniejsze przedmioty gromadzimy również dla ich wartości nazwijmy ją historycznej, czy też sentymentalnej.

Dziecięce kolekcjonowanie swój początek odnajduje już w wieku przedszkolnym.  Zjawisko dziecięcego kolekcjonowania ma zazwyczaj charakter dosyć „żywiołowy”, zaś jego głównymi patronami są najczęściej rodzice pociechy, którzy wspierają w dziecku kolekcjonerski zapał bądź też studzą go, jeśli wybrany cel uznają za nader wymajający lub będący zbyt dużym obciążeniem finansowym.

Zdarza się, że dziecięce pasje kontynuuje się  w wieku dorosłym, choć te wtedy zyskują (słusznie lub też nie) znacznie poważniejszą rangę.

Dlaczego pozwolić dziecku na tworzenie własnych kolekcji?

Kolekcjonowanie to ciekawy pomysł na hobby. Zbieranie przez Twoją pociechę skarbów, tworzenie z nich różnych zbiorów (nawet pozornie bez żadnej wartości) sprawia dziecku radość, uczy je cierpliwości, wytrwałości, daje również satysfakcję, odgrywa także ważną rolę w kontaktach społecznych – nic tak nie łączy jak wspólne pasje, kolekcje i rozmowy o nich.

Istotne jest to, by dziecięcą pasję umiejętnie ukierunkować. Wskazać przykłady wartościowych kolekcji, zainspirować dziecko własnymi zbiorami, doradzać, gdzie szukać inspiracji.

Przygoda z Hatchimals

Im moje dzieciaki większe – choć raczej powinnam napisać – starsze, tym przedmioty kolekcjonerskie mniejsze. Nie wiem czy to jakaś stała, czy też przypadek, ale w ostatnim czasie taką zależność da się zaobserwować. Może owa miniaturyzacja wynika z faktu, iż do szkoły łatwiej zabrać mini figurkę i zaprezentować koleżankom i kolegom, niż jakiś giga produkt.

Dlatego, gdy niespodziewanie tuż przed Wielkanocą wpadły w nasze ręce mini jajeczka  Hatchimals Colleggtibles byłam wręcz pewna, że owa przypadkowa przygoda stanie się początkiem kolejnej rozrastającej się kolekcji w naszym domu.

Czym są Hatchimals Colleggtibles?

To niewielkie jajka, w których ukryte są jeszcze mniejsze figurki magicznych zwierzaków. Owo mini jajko w strukturze bardzo przypomina to prawdziwe.

Na jajku nadrukowane jest fioletowe serduszko. Wspomniane serce należy tak długo pocierać, by zmieniło kolor – tym samym zmiękło – i pozwoliło na wyklucie się zwierzaczka.

Co w jajku znajdziemy?

Brokatowe nosorożce , pegazy, urocze gryfy, uśmiechnięte małpki, skrzydlate łosie i wiele innych fantastycznych i niezwykle uroczych zwierząt.

Każde z odnalezionych można przyporządkować do innej rodziny – pomaga nam w tym załączona do zestawu ulotka lub plakat.

Figurki Hatchimals serii 1 (druga ma się pojawić już w kwietniu) to blisko 70 postaci do zebrania. Sporo prawda?

Zapytacie po co to wszystko i ile to kosztuje?

Każda kolekcja ma swoją określoną wartość materialną, zdecydowanie największą dla właściciela kolekcji, ta jednak nie zawsze stanowi obiektywną wartość rynkową.

W naszym przypadku od najmłodszych lat właśnie przy okazji tworzenia dziecięcych kolekcji uczymy nasze pociechy wartości pieniądza lub po prostu wartości danej rzeczy.

W jaki sposób?

Moje dzieciaki od samego początku uczone są tego, by umieć podzielić się zabawkami z innymi. Jeśli mamy czegoś za dużo to albo dzielimy się tym z innymi, albo wymieniamy na coś innego, albo też – jeśli stan danej rzeczy na to pozwala sprzedajemy.

Mam to szczęście, że moje szkraby nie niszczą zabawek, szanują co ich i potrafią się nimi w odpowiedni sposób bawić. Szał czy fascynacja na konkretny rodzaj zabawki/sprzętu z czasem mija, jeśli na półkach lub w szafie zalegają zabawki/sprzęty, którymi dziećmi nie bawiły się od dłuższego czasu, najczęściej je sprzedajemy (za zgodą dzieci rzecz jasna). Pieniądze uzyskane ze sprzedaży zabawek, którymi szkraby się już nie bawią, pozwalają na zakup innych.

W ten oto sposób dzieci uczą się wartości pieniądza, wartości konkretnej rzeczy. Co jeszcze dzięki takiej postawie zyskujemy?

Pokój dzieciaków nie zniknie pod tonami niepotrzebnych nikomu zabawek, gdyż postępowanie nasze pozwala nam na zachowanie zabawkowej równowagi.

Myślicie, że i u Was sprawdziłoby się takie rozwiązanie?

 

Wracając jednak do naszych Hatchimalsów –  spójrzcie raz jeszcze na nie – czyż nie są urocze?

Jeśli jednak sam urok na Was nie działa to podpowiem, że doskonale sprawdzają się jako pomoc matematyczna w postaci liczmanów, idealnie udaje nam się z nimi również zabawa pt. „Kogo brakuje/Co się zmieniło?”.

Rządek kilku figurek ustawiam przed dziećmi, po czym albo ukrywam jedną bądź kilka figurek albo zmieniam ich kolejność. Zadanie dzieci polega na odkryciu co jest nie tak…

Lubicie tego typu zabawy?

 

Gotuj z Martyną i Tomkiem – warsztaty kulinarne dla małych i dużych

Od dawien dawna jedzenie odgrywa niezwykle ważną rolę w życiu człowieka. Składano je w ofierze dla bogów, ważne wydarzenia, uroczystości czy święta nie mogły obejść się bez suto zastawionego stołu. Z upływem lat potrawy oraz styl ich przygotowywania i podawania zmieniał się, doskonalił by przybrać nowe, zaawansowane w formie i smaku kompozycje.

Długo zastanawialiśmy się co przygotować, jakie przepisy zaprezentować. Postawiliśmy na prostotę – wszak zgodnie z tezą Epikura “proste potrawy sprawiają nam tyle przyjemności, co wystawne uczty…”

Tym razem bez żadnych wstępów, bez teorii, skupiliśmy się na dobrej zabawie, na działaniu. Przygotowaliśmy cztery propozycje, na cztery pory dnia: śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja.

Celowo w naszym menu pominęliśmy drugie śniadanie zakładając, że to pora na lekką, owocową przekąskę.

Dosyć paplaniny. Gotowi na przygotowane przez nas kulinarne show?

Zatem startujemy!

ŚNIADANIE – SMACZNE I ZDROWE KANAPKI

Poranny posiłek powinien dostarczać nam tyle energii, abyśmy mieli siłę na stawienie czoła nowym obowiązkom i zadaniom. Dlaczego to takie ważne? To co jemy ma wpływ nie tylko na nasze samopoczucie fizyczne, ale i psychiczne. Wykazano, że osoby, które jedzą poranny posiłek są mniej podatne na depresję, milsze dla otoczenia, odporniejsze na stres, a ich układ immunologiczny działa efektywniej, co oznacza, że rzadziej chorują. Mają także bardziej optymistyczny stosunek do życia, a nawet lepsze wyniki w nauce. O śniadaniu nie można zapominać szczególnie w diecie dzieci. Odpowiednio skomponowane, daje maluchowi siłę i witalność oraz dobre samopoczucie. Dodaje energii każdej komórce, umożliwiając prawidłowy rozwój fizyczny i psychiczny. Dzięki temu dziecko nie odczuwa męczącego głodu i może skupić się na zabawie czy nauce.

Składniki:

– chleb graham

– masło

– pomidor

– oliwki

– wędlina

– zielony ogórek

– ser żółty

– ser camembert

– jajko ugotowane na twardo

oraz dwóch kreatywnych kucharzy…

RADA DLA RODZICÓW NIEJADKÓW: Zaangażowanie dziecka do samodzielnego bądź wspólnego (z rodzicem, rodzeństwem) przygotowania dania może przekonać małego niejadka do spróbowania nowych smaków.

OBIAD – PYRY Z GZIKIEM

Myśleliśmy i myśleliśmy, jakie danie obiadowe zaprezentować, wtedy wpadliśmy wspólnie na pomysł, by reszcie świata pokazać coś charakterystycznego dla Poznania, dla Wielkopolski. Nie jestem rodowitą Wielkopolanką, może więc dlatego tyle trwało odkrycie myśli, by potrawą obiadową stały się pyry z gzikiem…

Pyry z gzikiem czyli nic innego jak ziemniaki z odpowiednio przyprawionym twarożkiem.

Składniki:

– ziemniaki- twarożek, prawdziwy, dobrej jakości

– śmietana 18%

– cebula

– szczypiorek

– koper świeży

– pieprz i sól

RADA DLA RODZICÓW NIEJADKÓW: Większość dzieci negatywnie reaguje na nowe jedzenie, ale z czasem je akceptuje. Maluchy zwykle potrzebują około 10 -15 –razowego kontaktu z nową potrawą zanim ją zjedzą.

PODWIECZOREK – SAŁATKA JABŁKOWO – MARCHEWKOWA

Podwieczorek to uzupełniający posiłek dnia. W naszym domu panuje zasada, że na prawdziwe słodkości (czekoladę, cukierki, lizaki, ciasta) pozwalamy sobie jedynie w sobotę, w pozostałe dni podwieczorek stanowią owoce, warzywa, różnego rodzaju sałatki bądź owocowe koktajle. Z racji tego, że nasz deser przygotowywaliśmy w środku tygodnia skupiliśmy się na przygotowaniu uwielbianej przez nas sałatki z jabłek i marchwi.

Składniki:

– marchew

– jabłka

– odrobina cukru (w naszym przypadku trzcinowego)

– sok z cytryny do skropienia gotowej sałatki.

RADA DLA RODZICÓW NIEJADKÓW: Nie ma określonych potraw i produktów, które są ważne dla zdrowia, a tylko grupy pokarmowe. Warzywa i owoce są w zasadzie na tym samym poziomie piramidy żywieniowej, więc nie panikujmy, jeśli dziecko nie je szpinaku i brokuł, jeśli je jabłka i pomidory.

KOLACJA – TARTA Z POMIDORAMI, OLIWKAMI I CEBULĄ

Kolacja to ostatni posiłek dnia. Powinna być ona urozmaicona, a jednocześnie lekka. Taka właśnie jest krucha, a przy tym dziecinnie prosta w przygotowaniu (co za moment postaramy się pokazać) tarta. Ze względu na smakowe upodobania smyków przygotowaliśmy ją z pomidorami, odrobiną cebulki i oliwkami.

Nasz przepis na tartę sprawdza się doskonale z każdym dodatkiem, próbowaliśmy jej na słodko, z truskawkami, palce lizać!

Składniki:

– 250 g mąki pszennej

– 125 g masła

– 1 łyżeczka soli

– 2 łyżki oleju słonecznikowego

– 1/2 szklanki wody

– pomidory

– cebula

– oliwki

Ciasto tarty wyrabia się z kolejno dodawanych składników. Dobrze, by dodawane masło było w temperaturze pokojowej, wtedy łatwiej wyrobić ciasto, gdy masło jest bardziej schłodzone, dla ułatwienia dobrze pociąć je nożem na mniejsze kawałki.

Gotowe, wyrobione ciasto (owinięte w folię aluminiową) wkładamy na około 30 minut do lodówki bądź na około 15 minut do zamrażalnika. Następnie rozwałkowujemy je na cienki placek, o średnicy która umożliwi wyłożenie nim formy na tartę aż po same brzegi. Ciasto nakłuwamy widelcem, po czym pieczemy w nagrzanym do 200 stopni C piekarniku przez jakieś 10 – maksymalnie 15 – minut. Po tym czasie wyjmujemy formę z piekarnika, ciasto obkładamy – w naszym przypadku pomidorami, cebulą oraz oliwkami i zapiekamy przez kolejne 15 minut bądź odrobinę dłużej.

Prawda, że proste?

Co istotne tarta smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno.

RADA DLA RODZICÓW NIEJADKÓW: Najlepszym sposobem na nauczenie dzieci jedzenia różnorodnych potraw jest spożywanie ich w domu przez wszystkich członków rodziny, którzy jednocześnie pozytywnie wyrażają się o jedzeniu.

Na zakończenie naszych kulinarnych poczynań, które przyniosły nam wiele dobrej zabawy, mnóstwo inspiracji oraz zachęciły nas do eksperymentowania w kuchni – wszystkim naszym czytelnikom oraz innym uczestnikom warsztatów życzymy: smacznego!

 

Szpiegowska torba małego odkrywcy

Zatrzymaj się na chwilę, weź głęboki oddech i spójrz na świat oczami twojej pociechy. Co widzisz? Wszystko!  Tak zazwyczaj na podobne pytanie odpowiadają moich wychowankowie. Oczy dziecka są ciekawe świata, co chwilkę zmieniają obiekt swojego zainteresowania i spoglądają gdzie indziej, bo przecież wszystko jest tak bardzo interesujące, że szkoda na dłużej zatrzymywać się w jednym miejscu. Dzieci więc z natury są niezwykle ciekawskie, co tylko pomaga im odkrywać nowe rzeczy, poszukiwać nowych rozwiązań.

Blisko pięć lat temu znalazłam sposób, by ciekawskie maluchy zająć na dłuższą chwilę, a jednocześnie zaoferować im całkiem sporą dawkę radości, dobrej zabawy, a także ćwiczeń, które usprawnią je – przede wszystkim (choć nie tylko) – manualnie…

 

Przy okazji przenosin bloga w nowe miejsce postanowiłam nieco odświeżyć wpis, w którym pokazuję jak stworzyć szpiegowską torbę małego odkrywcy.

 

Słyszeliście kiedyś o szpiegowskiego torbie? Jeśli nie to bez paniki, zaraz wyjaśnię w czym rzecz. Szpiegowska torba (z ang. spy bag) to nic innego jak woreczek pełen jakiegoś sypkiego materiału, w którym ukryte są niewielkie niespodzianki. Zadanie dziecka bawiącego się szpiegowską torebką polega na odszukaniu owych ukrytych niespodzianek zgodnie z załączoną instrukcją.

By móc w ogóle pracę nad wspomnianą rozpocząć na dobry początek należało odnaleźć kilka skarbów, które we wspomnianej umieścić by można.

Zajęło mi to dłuższą chwilę, bo każdy z odnalezionych przedmiotów nagle okazywał się tym jedynym i ulubionym, co za tym idzie maluchy nie chciały się z nim za nic w świecie rozstać.

Koniec końców dziesięć maleńkich skarbów udało nam się wyszukać… można było ruszać dalej z robotą.

W następnej kolejności moja praca skupiła się na pozszywaniu skrawków filcu oraz wszyciu w nie “ekranu” z folii po opakowaniu flamastrów.

Dosyć sprawnie udało mi się z torebką uporać, dlatego do gotowej czym prędzej skarby wrzuciłam, by po chwili zasypać je znaczną ilością – w moim przypadku – ryżu.

Już po chwili torba pełna niespodzianek maluchom została zaprezentowana.

Pierwsze zetknięcie dzieciaków ze szpiegowską saszetką było dosyć przypadkowe. Dzieciaki na chybił trafił przesypywały zawartość torebki z boku na bok odnajdując bądź też nie kilku specjalnych gości pośród ryżu.

Poszukiwania maluchom ułatwiła specjalnie ku temu przygotowana “podpowiedź”. “Podpowiedź” co w torebce odnaleźć mogą i czego szukać powinni…

Od tego momentu szpiegowskie działania nie były już tak chaotyczne i wszystkie z wyróżnionych na “instrukcji” przedmiotów natychmiast udało się odnaleźć.

Jak Wam się pomysł ze szpiegowską torbą podoba? Jak sądzicie, czy i Waszym szkrabom taka forma poszukiwań przypadłaby do gustu?

Drukarka figurek 3D – BunchBot

Roboty, droidy, autoboty wszystko co zmechanizowane i skomputeryzowane bądź ma w sobie nazwę „bot” jest u nas w chwili obecnej na topie. Dlatego, gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy o BunchBocie oczy dzieciaków zaszkliły się, a na ich twarzach pojawiły się uśmiechy.

Kilka dni oczekiwania i wspomniany robot znalazł się w naszych rękach.

Kim, a właściwie to czym jest Bunchbot?

Ponad dwa lata temu w nasze ręce trafiły klocki rzepy tzw. Bunchems. Klocki, o których mowa, to niewielkie kuleczki przypominające strukturą i wyglądem roślinne „rzepy” znane zapewne niejednemu z nas z czasów naszego dzieciństwa. Pamiętacie?

Bunchems nadają się doskonale do tworzenia przestrzennych budowli. Są na tyle „czepliwe”, by podczas zabawy bez problemu łączyć się w całość, jednocześnie na tyle delikatne, by móc masować dłonie dziecka nimi się bawiącego oraz na tyle elastyczne, by nie zrobić uczestnikom zabawy żadnej krzywdy.

Atutem Bunchems są również ich piękne i intensywne kolory oraz fakt, że klocki możemy łączyć ze sobą i rozłączać w nieskończoność, a te nie tracą przy tym wcale na jakości (sile zaczepienia).

Co może dać dziecku zabawa Bunchems?

Po pierwsze zabawa Bunchems, jak każdymi innymi klockami, rozwija wyobraźnię i kreatywność.

Po drugie rozwija koordynację wzrokowo – ruchową. Budowanie z klocków wymaga skoordynowania kilku działań jednocześnie.

Po trzecie wspólne budowanie z klocków to świetna zabawa, a jednocześnie nauka współpracy, radzenia sobie z konkurencją czy trudnymi emocjami.Umiejętności społeczne nabywane – między innymi – w czasie zabawy klockami stanowią istotną część naszego życia.

Po czwarte sortowanie klocków, a potem układanie z nich skomplikowanych konstrukcji, wymaga ogromnego skupienia i dokładności, rozwijana w tym czasie koncentracja i precyzja działania okażą się w późniejszym życiu równie ważne.

Po piąte klocki mogą być świetną pomocą podczas nauki liczenia, a także doskonałym pretekstem do zabaw matematycznych.

Po szóste z powodzeniem można je wykorzystywać podczas pogłębiania wiedzy z zakresu orientacji przestrzennej.

Po siódme klasyfikowanie i planowanie czyli sortowanie klocków np. wg kolorów, a potem planowanie wykonania skomplikowanych budowli to skuteczny trening strategicznego myślenia.

Po ósme  manipulowanie klockami w oczywisty sposób wpływa pozytywnie na zdolności manualne dziecka.

Po dziewiąte Bunchems mają jeszcze jedną istotną cechę. Używanie klocków rzepów to nic innego jak dodatkowa stymulacja dotykowa dłoni oraz rąk dziecka.

W naszej zabawie towarzyszy nam kilka połączonych zestawów klocków rzepów oraz akcesoriów, które dziecięcą kreatywność podczas budowania klockami pobudzają: korony, kapelusze, oczy, ręce, nogi, gwiazdy, serca, skrzydła, okulary, rogi i wiele innych kształtów.

Wracając jednak do pytania czym jest owy wspomniany BunchBot?

Zabawa klockami rzepami spodobała się nam bardzo. Niech świadczy chociażby o tym fakt, że od blisko dwóch lat klocki te wciąż są w naszym użyciu. Przyszedł jednak moment, kiedy zaczęliśmy się zastanawiać co dalej? Jak zabawę rzepami urozmaicić, by w dalszym ciągu była atrakcyjna… i tu swoje zastosowanie znalazł wspomniany BunchBot zwany również drukarką figurek 3D.

Choć tak naprawdę z robotami, o jakich myśleliśmy, BunchBot nie ma zbyt wiele wspólnego, to okazało się, że dzięki niemu nasza zabawa Bunchems’ami nabrała zupełnie innego wymiaru.

BunchBot to niewielkie urządzenie skonstruowane tak, by pomóc w formowaniu kształtów, figurek, postaci z rzepów. Cała zabawa polega na dokładnym odwzorowaniu ułożenia rzepów z instrukcji (oj skupić się tu trzeba bardzo – ćwiczymy zatem koncentrację uwagi, koordynację oko – ręka oraz zdolność widzenia przestrzennego) krok po kroku, nałożeniu nakładki drukującej i wypchnięciu z jej pomocą prawie gotowej figurki z BunchBota. Proste prawda?

Producent w instrukcji oferuje kilka propozycji figurek, nic nie stoi na przeszkodzie, by kiedy już się pozna zasadę działania drukarki tworzyć swoje dzieła. Zabawa będzie na pewno przednia!

Nasz BunchBot towarzyszy nam dopiero od tygodnia, więc póki co cieszymy się nim budując zgodnie z instrukcją, kiedy przyjdzie czas przejść na wyższy poziom pokażemy Wam na pewno co zmajstrowaliśmy.

Obserwowałam moje dzieciaki bawiące się BunchBotem, dokładniej przyjrzałam się jego sposobowi funkcjonowania. Po raz kolejny okazuje się, że to w prostocie tkwi wielka moc (nie ma w naszym robocie ani grama elektroniki, światełek, dźwięków i innych tzw. „bajerów”, a mimo to skupia uwagę dzieci przez całkiem długi czas).

Co tu dużo pisać – spójrzcie raz jeszcze na kolory naszego zestawu oraz jego strukturę, a także możliwości, jakie dane klocki  nam dają. A teraz raz jeszcze, prosto w oczy BunchBota…

Nie muszę chyba pisać nic więcej, poza tym, że my zarówno BunchBota, jak i klocki Bunchems polecamy!

Na sam koniec dodam od siebie, iż sporo naczytałam się w sieci o niebezpieczeństwie polegającym na wplątaniu się rzepów we włosy. Możliwe, że naszych kloców nie wplątaliśmy zbyt mocno, poza tym nasze włosy są jednak proste, a nie kręcone, a to zapewne również ułatwia sprawę, jednak z użyciem odżywki do włosów udało się nam klocki bez problemu z włosów ściągnąć. Tak czy siak przed rozpoczęciem zabawy warto pamiętać o tym, by włosy upiąć, by już na starcie wyeliminować jakiekolwiek ewentualne problemy.

Koszyczek wielkanocny – zając

Zrobiło się wokoło świątecznie… Zajączki, kurczaczki, pisklaczki, kolorowe jajka – sklepowe półki uginają się od ozdób wielkanocnych.

Święta tuż tuż… , więc w wolnej chwili postanowiliśmy pomyśleć o wprowadzeniu świątecznego nastroju w naszym domu.

Ja skupiłam się na rzeźbieniu zajączków w glinie, zaś dzieciaki tworzyły zajączkowe koszyki wielkanocne.

 

 

“Mąkolina” – czyli masa plastyczna przypominająca piasek

Wakacje, sobotnie popołudnie, piękna pogoda… do szczęścia brakowało nam tylko… lodów. Na szczęście do wytwórni tych najsmaczniejszych w okolicy mamy zaledwie kilka kroków, z czego oczywiście skorzystaliśmy.

W temacie lodów postanowiliśmy spędzić jednak również i wieczór.

Odświeżyliśmy tym samym przepis na mąkolinę, którą odkryliśmy ponad 2,5 roku temu, a która idealnie nam się dziś w zabawie sprawdziła. Wystarczyło wymieszać osiem szklanek mąki pszennej oraz jedną szklankę oleju jadalnego. Dla zabarwienia masy dodaliśmy natomiast szklankę soku z buraków.

Zabawa ponownie była doskonała!

 

Jeśli i Wy macie ochotę w warunkach domowych stworzyć kolorową piaskownicę – ta masa sprawdzi się Wam idealnie!

I Ty możesz zostać architektem!

Zabawy konstrukcyjne są jedną z naturalnych aktywności podejmowanych przez dzieci w wieku przedszkolnym. Wraz z mijającym czasem nabierają one precyzji oraz rozmachu w działaniu.

Jeszcze z czasów swojego dzieciństwa pamiętam jak długie godziny razem z zaprzyjaźnionymi dziećmi spędzałam na zabawach klockami lego sąsiada. Duńskie klocki nie były wtedy tak łatwo dostępne jak dziś, więc zadowalaliśmy się zdekompletowanymi zestawami podsyłanymi koledze przez rodzinę zza granicy.

Szybko okazało, że jedną z lepszych zabaw jest tworzenie domów, projektowanie kolejnych pokoi, budowanie poszczególnych sprzętów. Wyobraźnia szła w ruch, by pojedyncze klocki tworzyły łóżka, kanapy, telewizory, zlewozmywaki, lampy, konsole do gier, itp. Co prawda nie mogliśmy sobie tu pozwolić na ułożenie dywanu, aranżację ścian salonu, czy chociażby wybór tapety do przedpokoju, mimo to w rolę architektów wcielaliśmy się pełni dumy i zadowolenia z naszych tworów.

Nadszedł moment, kiedy swoje pociechy postanowiłam zaangażować w podobne działania (a te są o tyle specyficzne, że ograniczają się do aranżacji pomieszczenia widocznego jakby z lotu ptaka) i tak od pewnego czasu każdego dnia powstają kolejne projekty wnętrz.

Planujemy, budujemy i wyposażamy kolejne domostwa bawiąc się przy tym świetnie.

Budowaliście kiedyś podobne projekty? Czy może budowanie według instrukcji wolicie zdecydowanie bardziej niż samodzielne działania?

O fiszkowaniu… w moim wydaniu.

– Mamo a po co Ci tyle tych kolorowych karteczek poprzyklejanych w cały domu? – spytał syn zaniepokojony nowym elementem, a właściwie to ponad setką nowych elementów wnętrza.

– Uczę się słówek. A te karteczki to fiszki – pomagają mi w nauce – odparłam.

Ale mi na starość przyszło… – pomyślałam. Połączenie pracy zawodowej, obowiązków domowych, wychowania dzieciaków i studiów podyplomowych do najłatwiejszych nie należy. Mimo to, przez ostatnie 1,5 roku, starałam się dzielnie to znosić i teraz kiedy od zakończenia kolejnego już etapu mojej edukacji dzieli mnie tylko egzamin końcowy „prawie” oddycham z ulgą.

A jak to się wymawia mamo – syn wskazał palcem na jedno ze słówek… Nim jednak zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć dodał: szkoda, że na tych karteczkach nie możemy usłyszeć wymowy…

Dzieciaki przyzwyczaiły się do tego, że ostatnimi czasy wieczorami, kiedy tylko udało mi się znaleźć chwilę, siadałam ze słuchawkami i osłuchiwałam się z nowo poznanymi słówkami…

Wiesz, te fiszki tego nie mają, ale mam też takie, które  to potrafią!

Blisko dwa miesiące temu polecono mi miejsce w sieci, które już samą nazwą do fiszek nawiązuje. Fiszkoteka, bo o niej tu mowa, idzie jednak o krok dalej (niż moje kolorowe karteczki). Przygotowane przez portal fiszki są mniej więcej tym samym, co moje dotychczasowe karteczkowe pomoce, tyle tylko, że te fiszkotekowe są wersją multimedialną. Danemu słówku/wyrażeniu towarzyszy tu obrazek, słowo/wyrażenie odczytywane jest przez lektora, prawie zawsze do zestawu dołączony jest przykład użycia słowa w zdaniu.

Szybko uporałam się z rejestracją na stronie, a i sama obsługa portalu – jak się okazało – nie należy do trudnych. Po zalogowaniu do Fiszkoteki pozostaje nam tyko wybrać odpowiedni kurs (do wyboru mamy zarówno te tworzone przez profesjonalistów, jak i  bazy fiszek tworzone przez innych użytkowników, nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować przygotować własny zestaw słów/wyrażeń).

Zgłębiam sekrety multimedialnych fiszek od dłuższego czasu, a i tak jestem pewna, że nie wszystkie możliwości portalu udało mi się poznać.

Na dziś dzień wiem natomiast, że dostępne w serwisie fiszki możemy po prostu przeglądać, możemy też przepisywać samo słowo kluczowe, możemy także wybrać znaczenie danego słowa z listy czterech możliwych odpowiedzi, dostępna jest również opcja z odpowiedzią wiem/nie wiem oraz z samodzielnym wpisywaniem swojej odpowiedzi. Ile typów nauki i gustów –  tyle możliwości!

Czego jeszcze udało mi się o Fiszkotece dowiedzieć? Z serwisu można korzystać darmowo lub po wykupieniu tzw. konta Premium. To drugie daje nam szereg dodatkowych możliwości, m. in. takich jak przerzucenie zestawu słówek do pliku MP3, drukowanie fiszek, czy ściąg.

Fiszkoteka to nie tylko tak, jak w moim przypadku język angielski, to 24 języki obce, od najpopularniejszych – angielskiego, niemieckiego i hiszpańskiego, przez esperanto, grekę i łacinę, po – mniej popularne – litewski, islandzki, słowacki czy duński. To również nie tylko portal dla dorosłych. Znaleźć tu można także kursy dla najmłodszych. Za jeden z dziecięcych kursów zamierzamy się właśnie z moimi pociechami zabrać.

Muszę uczciwie Was ostrzec – multimedialne fiszkowanie wciąga!  Cóż więcej mogę dodać? Fiszkoteka spodobała mi się bardzo. Spora baza słów, możliwość skorzystania z portalu w aplikacji na smartfonie, codzienna wiadomość e-mail przypominająca o nauce.

Mam nadzieję, że dzięki fiszkotekowemu wsparciu lada chwila będę mogła cieszyć się zdobytym certyfikatem. Trzymajcie za mnie kciuki!