Dzieci odkrywają Śląskie. Wyprawa inspirowana przewodnikiem.

Lada chwila minie trzynaście lat odkąd zamieszkałam w Poznaniu. To spory kawał czasu spędzony przeze mnie w stolicy wielkopolski.

Pochodzę ze Śląska, tu się urodziłam, tu wychowałam. To właśnie w południowej części kraju spędziłam większą część swojego życia i do tej części Polski pałam największą sympatią.

Kopalnia dobrej zabawy

Jeszcze do niedawna Śląsk kojarzono przede wszystkim z kopalniami oraz z dużą ilością zanieczyszczeń. Na szczęście ten wizerunek powoli odchodzi w zapomnienie. O tym, że Śląsk ma nam naprawdę dużo do zaoferowania, w tym również dzieciom, pisałam już kilkukrotnie. Okazuje się (co mnie bardzo cieszy), że nie tylko ja jestem takiego zdania. Autorzy bloga Podróże Hani od dawna prezentują śląskie atrakcje w sieci. Jakiś czas temu zebrali je wszystkie by mogły się one ukazać w  przewodniku, który pokazuje, że Śląskie to skarbnica dobrej zabawy, pełna atrakcji i miejsc wartych zobaczenia.

Znane – nieznane

Wydawało mi się, że całkiem sporo wiem o otoczeniu swojego rodzinnego miasta (z premedytacją używam tu czasu przeszłego), tymczasem przewodnik zaskoczył mnie co najmniej kilkoma, jeśli nie kilkunastoma nowinkami. Korzystając z okazji, że to właśnie na Śląsku spędzamy wakacje postanowiliśmy z “Dzieci odkrywają Śląskie” skorzystać.

A korzystać jest z czego, bo publikacja na 96 stronach mieści aż 21 rozdziałów z opisami śląskich miast i miasteczek oraz znajdujących się w nich atrakcji dla dzieci, również tych mniej znanych, wskazówki co do noclegów, gastronomii, a także przydatne adresy.

Pierwsza z przewodnikowych niespodzianek

Jakieś 45 km od Katowic znajduje się miasto, którego jedna z atrakcji stanowi przestrzeń idealną zarówno dla małych, jak i dużych. Jest tam pięknie, kolorowo, spokojnie, cicho (przynajmniej do momentu, w którym wspomnianego nie opanują dzieciaki). Goczałkowice Zdrój i mieszczące się w nich Ogrody pokazowe Kapias to magiczne miejsce.

Ogrody – jak podaje przewodnik – powstały z miłości i pasji do kwiatów. Państwo Kapias, chcieli pokazać, co można ”wyczarować” ze sprzedawanych w ich centrum roślin.

W ten oto sposób powstał 4 ha ogród podzielony na wiele tematycznych części. Znaleźć tu można ogród wiejski, letni, zimowy, tajemniczy, zmysłów, romantyczny, japoński, śródziemnomorski i wiele innych ciekawych zakątków.

O najmłodszych gościach ogrodów również pomyślano. Dla dyspozycji dzieciaków jest całkiem spory plac zabaw z ogrodowym domkiem, tyrolką, piaskownicą, zjeżdżalniami, itp.

Na terenie ogrodu znajduje się również kawiarnia, w której można zjeść przepyszne lody (nasz faworyt to limonka z miętą i porzeczka ze śmietanką) oraz restauracja, w której zjeść możemy coś konkretniejszego.

Wybraliśmy się do Ogrodów Kapias w środku tygodnia, dlatego mieliśmy przyjemność cieszenia się praktycznie pustymi alejkami opisywanego miejsca. Zajrzeliśmy – dzięki temu – do każdego ich zakątka,  zakosztowaliśmy gry w szachy czy bule, podziwialiśmy również ogrodowy krajobraz z tamtejszego tarasu widokowego.

To pierwsza z naszych wypraw, do której zainspirował nas przewodnik “Dzieci odkrywają Śląskie”, biorąc pod uwagę fakt ile wrażeń nam dostarczyła, z całą pewnością nie ostatnia!

Ogrody pokazowe Kapias i co dalej?

O Ogrodach Kapias dowiedzieliśmy się dzięki “Dzieci odkrywają Śląskie”, spróbujecie zgadnąć, jakie jeszcze miejsca (wcześniej nam nieznane) odkrył przed nami przewodnik?

Czy to na pewno dla mnie?

Jeśli nie jesteś pewien czy przewodnik i Tobie mógłby się przydać. Nie jesteś pewna/pewien, czy Śląsk to miejsce dla Ciebie i Twojej rodziny, a może wręcz odwrotnie jesteś pewna/pewien, że śląska ziemia niczym Cię już nie zaskoczy –  spróbuj zastanowić się na tym, czy wiesz, że:

– w Bielsku-Białej działa Prywatne Muzeum Literatury im. Władysława Reymonta?

– w kilku miejscach na Śląsku w ciągu godziny można nawdychać się takiej ilości jodu jak w ciągu 3 dni nad morzem?

– w Świnnej na Żywiecczyźnie pasjonaci nauki swoimi prostymi, acz niezwykle efektownymi eksperymentami mogą zawstydzić naukowców z Centrum Nauki Kopernik?

– w Gliwicach działa Muzeum Techniki Sanitarnej?

– w Cieszynie można oglądać budowlę, którą na co dzień trzymacie w portfelu?

– na zboczu góry Żar jest TO MIEJSCE, czyli punkt, w którym nie działa grawitacja?

– z jednej zapałki można wyrzeźbić prawdziwe dzieło sztuki? I w dodatku zobaczyć je… w Częstochowie?

– jest miasto, w którym w ciągu jednego dnia można najpierw znaleźć się na Dzikim Zachodzie, a potem prześledzić historię ludzkości i… ognia?

– Katowice to jedno z najbardziej zielonych miast w Polsce?

– jedna ze śląskich kopalni już niedługo może znaleźć się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO?

Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedź była negatywna, przewodnik z całą pewności Ci się przyda.

Przewodnik “Dzieci odkrywają Śląskie” – w wersji drukowanej  oraz pdf  – zakupić można TUTAJ, do czego serdecznie zachęcamy.

 

 

Letnie orzeźwienie – przepis na pyszny i zdrowy koktajl owocowo – warzywny

Wakacje to czas, kiedy ciepło dodaje nam tyle energii, że sił na jedzenie jakby mniej. Częściej schładzamy się wodą i innymi napojami, niż zapychamy czymś konkretnym.

Sporo już czasu temu odkryliśmy przepis na na przepyszny – warzywno – owocowy napój/koktajl. Idealny na upalny czas.

Składniki niezbędne do stworzenia koktajlu:

– dwa banany

– sok z 1 limonki

– liście szpinaku

– szklanka 100% soku jabłkowego.

Całość miksujemy w blenderze, aż do osiągnięcia gęstej, aczkolwiek płynnej konsystencji.

Może wygląda nie za ciekawie, ale jest naprawdę dobry, a przy tym zdrowy. Na zdrowie!

 

Na Szrenicę z dzieckiem? Dlaczego nie!

W połowie 2014 roku, a więc kilka dobrych lat temu wzięliśmy udział w organizowanym przez PTTK konkursie “Turystyczna rodzinka”. Jakiś czas później, jako jedną z niewielu rodzin, wyróżniono nas nagrodą w postaci weekendowego pobytu w schronisku na Hali Szrenickiej.

Skrzętnie przygotowywaliśmy się do wyjazdu – mapa, przewodnik, lista niezbędnych rzeczy, sprzęt potrzebny w górach, właściwe obuwie, ubiór oraz plecaki, w które całość można zapakować. Dzieciaki aktywnie włączyły się we wspólne przygotowania.

Gdy nastał dzień wyjazdu – spakowaliśmy się – i wyruszyliśmy ku przygodzie. Zdecydowaliśmy, że podejmiemy próbę samodzielnego podejścia na Szrenicę. Według opowieści znajomych, którzy jak się później okazało na szczyt wjeżdżali kolejką, podejście miało nie być bardzo męczące i przede wszystkim możliwe do zdobycia przez dzieci (ówczesne 5-latki). Pełni sił oraz entuzjazmu ruszyliśmy ku górze. Po  drodze mieliśmy chwilę zwątpienia, szczególnie gdy kilka osób mijanych na szlaku wątpiło w powodzenie naszej wędrówki. Komentarze: “O Boże! A Państwo z dziećmi! Podziwiamy odwagę!” słyszeliśmy na szlaku kilkukrotnie.

Z tego miejsca pozdrawiamy serdecznie pana spod Wodospadu Kamieńczyka, który nastraszył nas tak bardzo przed dalszą wędrówką, że aż posiłkowaliśmy się telefonem do schroniska z zapytaniem, czy w razie kryzysu ktoś ze schroniska mógłby po nas przyjechać. (Tu należą się podziękowania dla obsługi schroniska, bo nie dosyć, że zaoferowali nam już na starcie wsparcie, to przez kolejne trzy dni goszczono nas po królewsku, w  warunkach, których nie powstydziłby się niejeden hotel. Wiem, wiem, że nie o to chodzi, a jednak schronisko na Hali Szrenickiej pokazuje, że można).

Na szczęście wyprawa ratunkowa nie była potrzebna. Po 5 godzinach wędrówki, w tym kilku…nastu przerwach na regenerację dotarliśmy na Halę Szrenicką.

Tego dnia pozwoliliśmy sobie na dłuższy spacer w okolicy hali, natomiast dzień później po dodatkowej godzinie marszu zdobyliśmy szczyt Szrenicy.

Wyprawa w góry okazała się niesamowitą, aczkolwiek, wyczerpującą przygodą. Wszystko to, co udało się nam w górach zobaczyć wynagrodziło jednak wszelkie zmęczenie…

Już teraz planujemy kolejne górskie wyprawy, choć mamy nadzieję skupić się na nieco “lżejszych szklakach”, zapowiadają się więc wakacje, a może i rodzinne ferie w górach?

Kilka dobrych rad dla osób wybierających się na Szrenicę:

– do Szklarskiej Poręby dojechaliśmy samochodem. Zaparkowaliśmy na parkingu strzeżonym, który jak się okazało strzeżony był tylko w godzinach 8:00 – 16:00. Później to już samowolka. Żeby być choć odrobinę spokojniejszym, gdy zostawiamy samochód na parkingu – tak jak my – na kilka dni proponujemy wziąć numer telefonu od obsługi parkingu. Zawsze można następnego dnia zadzwonić i zapytać czy z pojazdem wszystko ok.

– zadbajcie o dobre obuwie (Wasze i dzieciaków). Spora część trasy (szczególnie ta prowadząca do Wodospadu Kamieńczyka) to dosyć nierówne, wystające kamienie. W zwykłych butach sportowych poczujecie każdy z łbów kamieni na stopie. Dzieciaki zaopatrzone w buty trekingowe nawet nie jęknęły, że coś jest nie tak.

– wybierając się w góry z dzieckiem – szczególnie latem – nie zapomnijcie o posmarowaniu maluchów kremem z filtrem, nakryciu głowy dla dzieci oraz wodzie (nie wspominam tutaj o zmiennej, górskiej pogodzie, więc warto wziąć ze sobą ubrania na różną pogodę).

– wiecie, że od dłuższego już czas dostępna jest aplikacja RATUNEK od GOPR. Wystarczy zainstalować ją w smartfonie, by w razie potrzeby móc z niej skorzystać. Aplikacja ta jest zintegrowana z numerem ratunkowym w górach 601 100 300, połączenie powinno zostać wybrane automatycznie. Dodatkowo w trakcie działania aplikacja wysyła SMS do dyżurnego GOPR-u z informacją o Twojej lokalizacji. Oczywiście GPS musi być włączony, jeśli nie będzie to aplikacja wyświetli stosowną prośbę.

– z Hali Szrenickiej na szczyt Szrenicy prowadzą dwie drogi – jedna bardziej stroma – wybrukowana kamieniami, druga – ubita/”gruntowa” – prowadząca tuż obok Końskich Łbów – mniej stroma i mniej wyboista. Idzie się nią odrobinę dłużej, ale jest to zdecydowanie łagodniejsze podejście. Właśnie to wybraliśmy z dziećmi.

– Na Szrenicę ze Szklarskiej Poręby wjechać bądź zjechać można również wyciągiem krzesełkowym, ten kursuje w wyznaczonych godzinach (tylko do godziny 16:00).

– ponieważ stąd to zaledwie “krok” do naszych południowych sąsiadów, warto pamiętać o zabraniu dla dzieci paszportu bądź dowodu tymczasowego.

CENY ( na rok 2015):

– parking “Pod Wodospadem Kamieńczyka” – 40 zł (za dwie pełne doby)

– Wodospad Kamieńczyk – czynny 9 – 17 – cena 5 zł bilet normalny, 2,5 ulgowy (nasze dzieciaki w wieku 5 lat zwolnione od opłaty).

– opłata za wstęp do Karkonowskiego Parku Narodowego – jednodniowa normalna 6 zł, trzydniowa normalna 15 zł (nasze dzieciaki w wieku 5 lat zwolnione od opłaty).

– wyciąg krzesełkowy 2-osobowy na Szrenicę (ze Szklarskiej Poręby). Składa się z dwóch części, w połowie drogi konieczna jest przesiadka. Podróż na górę/w dół trwa ok. 30/40 minut i kosztuje 28 zł. Wyciąg działa codziennie w godz. 9-16.00.

 

Dziękujemy PTTK za cudowną przygodę!

Kolorowe papugi – kreatywne wakacje z Kidea

Dzieciaki rozpoczęły wakacje, ja z kolei odliczam dni do mojego urlopu już na palcach tylko jednej ręki. Podobnie jak w minionych latach i w tym roku odwiedzimy moje rodzinne strony. W oparciu o nie postaramy się zorganizować całą masę atrakcji.

Nim jednak na podbój południowej części naszego kraju ruszymy, postanowiliśmy się skupić na lokalnych rozrywkach.

W kwietniu bieżącego roku w jednej z galerii poznańskich swoje drzwi dla zwiedzających otworzyła Papugarnia Kakadu, wtedy też odwiedziliśmy ją po raz pierwszy. Zafascynowani niezwykle kolorowym miejscem i możliwością obcowania w minioną sobotę odwiedziliśmy ją po raz kolejny. I choć efekt wow za drugim razem był już nieco mniejszy, tak czy siak wciąż pod wrażeniem kolorowych ptaków pozostajemy.

Ponieważ temat papug u nas wciąż na topie, od rozmów do działania postanowiliśmy przejść.

Przygotowaliśmy:

– kartkę białego bloku technicznego

– ołówek

– nożyczki

– dwie słomki do napojów (jedna nieco szersza od drugiej)

– kawałek taśmy klejącej oraz kawałek taśmy dwustronnej

– pisaki Kidea – KLIK

– kredki bezdrzewne Kidea – KLIK

– kredki wykręcane Kidea – KLIK

Zabraliśmy się za działanie.

Kartkę zagięliśmy na pół…

Narysowaliśmy na jednej ze stron kartki kształt papugi, który następnie wycięliśmy i pokolorowaliśmy z użyciem pisaków i kredek…

Gotowe, kolorowe papugi, przykleiliśmy do szerszej słomki (z jednej strony “zamkniętej”- zaklejonej)…

Tym oto sposobem powstały dwie kolorowe papugi. Gotowe papugi, jak na ptaki przystało, potrafią latać – wystarczy nałożyć je na węższą słomkę i  z odpowiednią siłą dmuchnąć w nią.

O właśnie tak…

Papugi ślizgały się po naszym stole urządzając najprawdziwszy papuzi wyścig, jednocześnie ucząc dzieciaki dawkowania odpowiedniej ilości powietrza w słomkę (ćwiczenia oddechowe). Nasze papugi mogą również latać w powietrzu. Wykonują wtedy całkiem sporo zabawnych, papuzich ewolucji.

Jak Wam się podobają nasze kolorowe ptaki?

Skusicie się, by wykonać podobne?

 

Wpis powstał przy współpracy z marką Kidea.

O szyciu, życiu i czasie spędzanym razem z dziećmi…

Zdarza się Wam czasem zatrzymać gdzieś w biegu i złapać myśl: „gdzie ten świat tak pędzi?”

Najczęściej na co dzień nie uświadamiamy sobie tego, że nie wiedzieć kiedy i dlaczego bierzemy udział w zwariowanym wyścigu. Biegniemy, ścigamy się, przepuszczamy przez palce ważne chwile, kompletnie nie zwracając uwagi na to, co najważniejsze.

Od czasu mojego powrotu do obowiązków zawodowych chwil, które w pełni mogłabym poświęcić swoim pociechom z dnia na dzień jest coraz mniej. Mam czasem wrażenie, że wyszarpuję ich fragmenty z każdego dnia, tak by móc stworzyć z tego jakoś sensowną całość. Czasem myślę, że to wszystko nie tak powinno być, jednak po chwili biorę się w garść, by sprawić, by owe momenty spędzone razem były czasem jak najbardziej wartościowym.

Co robimy, by spędzać czas razem, a nie tylko obok?

Jednym z naszych sposobów na spędzanie czasu razem jest dzielenie się swoimi pasjami.

Nie zdziwi to chyba nikogo, że bardzo lubimy wszelkiego rodzaju aktywności plastyczne, choć im jesteśmy starsi sięgamy też częściej po inne działania.

Od dłuższego już czasu dzieciaki przyglądały się moim poczynaniom związanym z szyciem. Nie jestem profesjonalistką, nie radzę sobie z wszystkimi wykrojami, ale najprostsze rzeczy uszyć potrafię. Moja maszyna kusiła ich bardzo, więc pod bacznym okiem pozwoliłam im na podejmowanie prób prawie samodzielnego szycia.

Nie było to najbezpieczniejsze rozwiązanie. Za każdym razem obawiałam się palców przeszytych przez igłę lub też dłoni uszkodzonych przez  maszynową„stopkę”.

Nie raz przekonałam się o tym, iż najciekawsze, najlepsze i najsensowniejsze rozwiązania najczęściej przychodzą same. Kiedy więc po raz kolejny wstrzymywałam oddech z obawy o paluchy córki i syna rozwiązanie znalazło się samo. Prezent z okazji Dnia Dziecka okazał się idealnym rozwiązaniem dla rwących się do szycia kilkulatków i bojących się o palce dzieciaków matki.

W nasze ręce trafiła maszyna do szycia Spin Master Cool Maker.

Choć prezent tuż po rozpakowaniu wywołał efekt wow, postanowiliśmy wstrzymać się nieco z jego oceną, ochłonąć i na spokojnie podzielić się z Wami naszymi przemyśleniami.

Po blisko miesięcznym testowaniu na sposoby wszelakie ze śmiałością stwierdzić możemy, że maszyna Cool Maker okazała się być bezpiecznym (w pełni zabezpieczone „stopka” i „igła”) prezentem doskonałym. Solidnie wykonana, w pięknych, soczystych kolorach już samym swoim wyglądem zachęca do sięgnięcia po nią. Na jej korzyść przemawia również całe mnóstwo akcesoriów dodatkowych załączonych do zestawu (sznurki, włóczki, różnego rodzaju tkaniny, gotowe szablony do uszycia mini poduszek, itp.).

Nowe, turkusowo – różowe cudeńko szybko nas przekonało do siebie.

Choć urządzenie to nie do końca szyje, tak jak towarzysząca nam wcześniej „dorosła” maszyna, nie ma jednak najmniejszego problemu, by z jego użyciem połączyć załączone do zestawu tkaniny.

Tkaniny przypominające w dotyku cienki filc łączą się same ze sobą, inne tkaniny najlepiej łączyć z użyciem sznurka przypominającego włóczkę.

By obcować z  maszyną Cool Maker nie potrzebne są żadne umiejętności krawieckie. Wystarczy włączyć maszynę, wcisnąć przycisk i rozpocząć tworzenie.

Zostanie małą krawcową prawdopodobnie nigdy nie było tak łatwe.

Z pomocą maszyny w rękach mojej latorośli w mig powstały poduszeczki oraz gumka do włosów. Bez problemu poradziłyśmy sobie również z córką ze stworzeniem pomponów. Maszyna posiada do tego specjalną dokładkę.

Niepozorny upominek zafundował nam mnóstwo wspólnej, kreatywnej zabawy. Projektowanie, samodzielne szycie wzorów dało moim pociechom coś jeszcze. Zabawa tego typu rozwija dziecięcą wyobraźnię, zdolności manualne, wspomaga rozwój koordynacji wzrokowo-ruchowej, a także zmysł estetyki, że nie wspomnę już o tym, iż wreszcie mogę spokojnie złapać oddech nie przejmując się tym, co stanie się z palcami moich dzieciaków.

Myślicie, że i Waszym pociechom spodobałoby się “szyciowe” spędzanie wspólnego czasu?

 

 

Poznaj z nami Poznań i okolice: Park Orientacji Przestrzennej

Szewcowi bez butów zdarza się chodzić…

Choć do szewca mi daleko, a w powyższym stwierdzeniu niekoniecznie o dosłowność chodzi, dziś przekonałam się, że brak obuwia szczególnie, kiedy jest się jakieś dzieścia kilometrów od domu to nic miłego.

Z drugiej strony nie ma się co dziwić, że moje baleriny nie wytrzymały. Intensywność dzisiejszego dnia, dającego się we znaki upału oraz przebytych kilometrów solidnie wykończyły i nas. Summa summarum skończyło się na tym, że z butem na jednej nodze oraz cholewką bez podeszwy na drugiej (to tak dla zachowania pozorów) wylądowałam w najbliższym sklepie obuwniczym.

Cóż takiego robiliśmy, że moje buty ucierpiały?

Spędziliśmy jeden z najbardziej intensywnych dni w ostatnim czasie. A wszystko to za sprawą odkrycia miejsca, o którym tak naprawdę niewielu wie. Park Orientacji Przestrzennej w pobliskich Owińskach (gmina Czerwonak) to wyjątkowy kompleks. To przede wszystkim przestrzeń służąca rehabilitacji i rewalidacji osób z dysfunkcją wzroku (Park działa przy Ośrodku Szkolno – Wychowawczym dla Osób Niewidomych), to również niezwykłe miejsce, pełne nowych doświadczeń oraz dobrej zabawy, dla osób (takich jak my) spoza Ośrodka.

Park urządzono tak, by niewidome i słabowidzące dzieci mogły oswajać się z dużym miastem bez wychodzenia poza jego teren. Biblioteka dźwięków, odtworzenie architektonicznych modeli rzeczywistych miejsc oraz cała masa przyrządów dydaktycznych (zabawki dźwiękowe, równoważnie, huśtawki, tory przeszkód, itp.) skutecznie to ułatwiają.

Z tych ostatnich, odwiedzając Park jako gość indywidualny, korzystać można do woli. Bez oporów, a także bez ograniczeń (no może poza ograniczeniami dotyczącymi bezpieczeństwa) więc użytkowaliśmy:

– sprężynowe bujaki:

– najróżniejsze karuzele badające, a jednocześnie i usprawniające nasz zmysł równowagi,

– wszelkie mosty i mosteczki,

– zjazd tyrolski,

– trampoliny,

– gniazda na wysokościach zawieszone,

– urządzenia dźwiękowe (grający most),

– ścianki wspinaczkowe,

– oraz wszelkie inne sprzęty do zabawy (i nie tylko) służące…

Zaś na koniec, by odrobinę odsapnąć odwiedziliśmy tutejszych mieszkańców oraz uroki ogrodu przynależącego do Parku, stylizowanego na barokowy, podziwialiśmy…

Park Orientacji Przestrzennej to przepiękne, barwne i niezwykle atrakcyjne miejsce. Co powiecie na fakt, że cała masa tutejszych atrakcji dostępna jest za równe zero złotych?

Dokładnie tak! Wystarczy tylko wybrać się tutaj w odpowiednim czasie (wtedy, kiedy akurat nie odbywają się na jego terenie zajęcia dydaktyczne), by zafundować maluchowi całą masę atrakcji, na przeżycie których – w innych miejscach – szanse byłby znikome.

To co – zamierzacie odwiedzić Park w Owińskach? My na pewno już niebawem ponownie się tam wybierzemy.

W dni powszednie:

Dla turystów indywidualnych w godzinach 9.00-11.00

Dla grup zorganizowanych (wymagana telefoniczna lub mailowa rezerwacja)

W soboty:

Dla turystów indywidualnych w godzinach 10.00-14.00

Dla grup zorganizowanych (wymagana telefoniczna rezerwacja)

W niedzielę i święta:

Park nieczynny

W okresie wakacji Park Orientacji Przestrzennej otwarty jest dla gości indywidualnych od poniedziałku do niedzieli w godzinach 8.30-15.00.

Pędzlomania czyli zmalujmy coś byle czym

Ile razy w pośpiechu zastanawialiście się czym na prędko zająć malucha. A tu pomocy brak, a wykonanie czegoś nagliło bardzo. Mawiają “biednemu wiatr w oczy”, jak na złość dzieciak tego dnia sam zająć się nie potrafił i cały czas wisiał u Waszego boku. I nam czasami zdarzają się takie dni.Odkryliśmy jednak sposób, który pomaga nam je przetrwać…

Zdradzę Wam sekret czym – w takim właśnie dniu – zająć malucha, by móc pozwolić sobie na dokończenie spraw niedokończonych, naglący wręcz.

Klamerki to sprzęt, który dostępny jest w większości domów, do tego będzie potrzebne nam jeszcze coś.  Tym czymś w naszym przypadku stały się:

– pomponik

– wata

– kawałek filcu

– fragment sznurowadła

– fragment wstążeczki

– rzep (część drapiąca)

– kartka papieru

– kawałek gąbki

– wacik kosmetyczny

– piórka

– woreczek

– tektura karbowana

jednak równie dobrze mogą to być przedmioty, a właściwie ich fragmenty dostępne w Waszych domach. W tej kwestii ogranicza Was tylko Wasza i Waszych pociech pomysłowość.

Wystarczy dodać jeden do jednego i z klamerki oraz wyżej wspomnianych elementów stworzyć domowej roboty pędzle. Teraz do szczęścia jest Wam potrzebna tylko odrobina farby  – zabawa na długie godziny murowana!

Zobaczcie sami!

5 sposobów na klocki rzepy (Bunchems)

Piękna pogoda zachęca do spacerów, zabaw na świeżym powietrzu  oraz eksplorowania najbliższej okolicy. Niestety bywa i tak, że mimo słońca za oknem gdzieś obok pojawia się czynnik zmuszający nas do spędzania czasu w czterech ścianach.

Tym razem dopadło nas paskudztwo zwane rumieniem zakaźnym. To ono od blisko tygodnia wymusza na nas unikanie wyjść.

Dzieciaki doskonale radzą sobie ze znalezieniem sposobu na spędzenie chwil w domu, mimo to i ja staram się wskazać im co najmniej kilka alternatyw spędzania czasu tak, by jednocześnie dać im swobodę wyboru decydowania o tym, co robić będą.

Ponieważ w ostatnim czasie sporym zainteresowaniem cieszą się u nas rzepowe klocki Bunchems, dziś pokażę Wam kilka aktywności z ich wykorzystaniem.

1. GRA SPRAWNOŚCIOWA “ŁOWIMY RYBY”

Do przygotowania gry usprawniającej motorykę dziecka oraz  koordynację oko -ręka wystarczy przygotować kilka kolorowych szablonów rybek. My stworzyliśmy je obrysowując nasze dłonie. Do rybki doklejamy (w naszym przypadku na taśmę dwustronną, choć zdecydowanie trwalszym rozwiązaniem byłoby użycie kleju na gorąco) rzep. Następnie wykorzystując jakiś patyk lub inny drewniany sprzęt (chociażby łyżkę) tworzymy wędkę zakończoną również rzepem.

Nie pozostaje nic inne jak przyjęcie chwilowej roli wędkarza i wyłowieni wszystkich bunchemsowych ryb z naszego zbiornika wodnego.

2. AKCJA SEGREGACJA

Klasyfikowanie, segregowanie, to umiejętność matematyczna, którą nasze pociechy rozwijają od najmłodszych lat. Początkowo skupiamy się na segregowaniu w oparciu o jedną cechę (np. kolor czy wielkość, itp), by z czasem utrudniać zadanie wprowadzając coraz to więcej wytycznych.

Bunchems mają bogatą gamę kolorystyczną, co automatycznie nasuwa możliwość ich wykorzystania podczas ćwiczenia klasyfikowania. Wystarczy przygotować  wycięte z tekturki koła w podobnych kolorach, by zachęcić dziecko do segregowania. Segregowanie według kolorów samo w sobie może wydać się zbyt proste, dlatego polecamy, by ową czynność nieco uatrakcyjnić, jednocześnie utrudnić i użyć do niego pęsetę (dodatkowo poza kompetencjami matematycznymi rozwijamy tutaj też motorykę małą dziecka).

Nic nie stoi na przeszkodzie, by na naszych tekturowych podkładkach wypisać odpowiednie liczby. Wtedy na daną podkładkę ułożyć musimy tylko wskazaną ilość rzepów.

3. OBRAZKOWE KODOWANIE

Kodowanie stało się w ostatnim czasie bardzo modne. Ulegliśmy odrobinie modzie i z wykorzystaniem Bunchems oraz dwóch tabelek opisanych w podobny sposób jak w popularnej grze w statki skupiliśmy się na przekazywaniu zakodowanej informacji.

W pierwszej kolejności jedna z osób stworzyła rysunek, by następnie w postaci kodu: “2c pomarańczowy, 2e pomarańczowy, 8d zielony, itp.” – nie pokazując co stworzyła – przekazać obraz drugiej osobie.

W ten sam sposób podawaliśmy sobie drogę przez labirynt ułożony z Bunchems właśnie.

4. ZABAWY Z ALFABETEM

Kolejna zabawa to rewelacyjna aktywność utrwalająca znajomość liter pisanych polskiego alfabetu. Wypełnianie wybranymi Bunchems kolejnych liter 0raz tworzenie w następnej kolejności wybranych wyrazów to to, z czym nawet  najbardziej oporni nauce czytania powinni sobie poradzić.

Gdyby ktoś z Was chciał skorzystać z naszych szablonów liter – można je pobrać TUTAJ 

5. WIECZORNE PODCHODY

Nie wiem czy wiecie, ale w ofercie klocków Bunchems znajdują się również takie, które świecą w ciemności.

W naszym posiadaniu są dwa świecące zestawy: smoki oraz jednorożce.

Poza tworzeniem klasycznych bunchemsowych konstrukcji wykorzystaliśmy świecące klocki do przygotowania wieczorno/nocnych podchodów. Naświetlone strzałki rozłożone po całym domu doprowadziły nas do niespodzianki…

Na końcu naszych podchodów czekała na nas (o czym już wyżej wspomniałam) niespodzianka – jak to zwykle w podchodach bywa – ogromne jajo Hatchimals, nie jednak takie zwyczajne, bo pełne Bunchems właśnie. Po wykluciu się rzepów zgodnie z instrukcją stworzyliśmy słodkiego pingwinka Penguala.

Odczytywanie i tworzenie według instrukcji, obcowanie z klockami, które stymulują sensorycznie nasze dłonie, a wreszcie osiągnięcie zaplanowanego efektu w postaci gotowej konstrukcji to całkiem spora dawka pozytywnych oddziaływań na naszą pociechę.

Jak Wam podobają się nasze rzepowe pomysły?

Tak naprawdę całkiem sporo z nich odnieść można do każdego rodzaju klocków, jeśli jednak nasuwają się Wam jeszcze jakieś pomysły na wykorzystanie rzepów w zabawie – koniecznie się nimi z nami podzielcie.

Klocki GEO

Choć na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, matematyka towarzyszy nam na każdym kroku.

Zatrzymaj się na chwilę i zastanów ile razy w ciągu dnia coś przeliczasz, grupujesz, mierzysz, ważysz? Ile różnorodnych kształtów zarówno tych płaskich, jak przestrzennych Cię otacza? Sporo tego prawda?!

Swoją przygodę z matematyką w szkole zakończyłam na pierwszym roku studiów mierząc się ze statystyką. Nieco wcześniej stawiłam czoła matematyce na maturze (wtedy jeszcze nie była obowiązkowa). Radziłam sobie z wspomnianym przedmiotem całkiem dobrze, choć wyobraźnia przestrzenna, mam wrażenie, zawsze u mnie “szwankowała”. Cóż bywa!

Mimo przestrzennych niepowodzeń o dziwo doskonale dawałam sobie radę ze znaną i niezwykle popularną niegdyś grą zwaną tetris 3D.

Jakiś czas temu zaobserwowałam, że i moim dzieciakom pojęcie brył geometrycznych nie jest obce. Co więcej maluchy radzą sobie znacznie lepiej ode mnie z ich układaniem i odwzorowywaniem ich ułożenia.

Kiedy w ofercie ulubionego Wydawnictwa Epideixis wypatrzyłam Klocki GEO, wiedziałam, że ich posiadanie okaże się strzałem w dziesiątkę.

Klocki dotarły!

Niewielkie drewniane pudełko, w załączeniu książeczka i siedem drewnianych klocków w kolorach: czerwonym, niebieskim, zielonym, żółtym, fioletowym, białym oraz czarnym. Niby nic wielkiego, a jednak – jak się po chwili okazało – wyzwanie jakich mało.

W zabawie chodzi o to, by przy pomocy przestrzennych klocków odwzorować ich ułożenie zaprezentowane w książeczce. Zadanie wydaje się być prostym, szczególnie na pierwszych kilku stronach książeczki, na których ułożenia zaprezentowane są z podaniem kolorów klocków.

Sprawa nieco komplikuje się, kiedy na kolejnych kartach broszury prezentowane ułożenia są szare, pozostawiając dobór odpowiednich klocków nam. Nasz umysł musi się nieźle nagimnastykować, by kolejne (a jest ich aż 70 łącznie) ułożenia zrealizować.

Klocki GEO to wspaniała i wartościowa zabawa dla dzieci (szczególnie tych w wieku szkolnym), ale i dla dorosłych.

GEO bawią i uczą jednocześnie: kształtują umiejętność określania stosunków przestrzennych, rozwijają wyobraźnię, stymulują i uwrażliwiają na odbiór świata wieloma zmysłami.

Edukacja ukryta w zabawie to hasło najkrócej opisuje ideę jaka Klockom GEO przyświeca.

Wspólnymi siłami – całą rodziną – zmierzyliśmy się z całą 70 ułożeń [ZOBACZ NASZE UŁOŻENIA]. Przyznać muszę, iż odrobinę czasu nam to zajęło, co mogę również potwierdzić, to także fakt, iż z każdym kolejnym ułożeniem jest odrobinę łatwiej.
Bawiliśmy się z dziećmi prostymi ułożeniami, kiedy maluchy kładły się spać to my – rodzice – podejmowaliśmy wyzwanie tych trudniejszych.

GEO wciągnęły nas (i naszych znajomych, którzy w układanie zostali zaangażowani) bardziej niż moglibyśmy się tego spodziewać, dlatego też z czystym sumieniem przestrzenne klocki Epideixis’a możemy Wam polecić.

Ponieważ opisywane klocki przeznaczone są dla dzieci szkolnych, a nasze dzieciaki, kiedy klocki GEO do nas trafiły skończyły dopiero co 4,5 roku, dla smyków przygotowaliśmy kilka innych, dostosowanych do ich wieku, aktywności z GEO związanych:

BALANSUJĄCA WIEŻA

Układanie kolejno klocków w taki sposób, by budowla nie runęła. W ten sposób można bawić się samodzielnie, można w parze, wtedy każdy kolejny klocek dokładany jest przez graczy naprzemiennie.

ODWZOROWYWANIE BUDOWLI ZE ZDJĘĆ

Układanie budowli wzorując się na zdjęciu wspomnianej.

TETRIS

Stworzyłam kilka kart prezentujących bok powstałej z ułożenia figury, zadaniem dziecka było ułożenie jej w przestrzeni.

ZABAWA, ZABAWA I RAZ JESZCZE ZABAWA

Budowanie, burzenie, tworzenie garaży, zamków i twierdz z wykorzystaniem klocków GEO i nie tylko.

 

Wpis powstał przy współpracy z Wydawnictwem Epideixis.

Kosmonautą być!

Kosmos – ogromny, niezmierzony, pełen planet, gwiazd i innych ciał niebieskich.

Przestrzeń kosmiczna to temat, który u nas wciąż na topie, a i z moimi podopiecznymi raz na jakiś czas wybieram się podróż kosmiczną. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że kosmos to temat warty poruszenia. Kilka ciekawych kosmicznych inspiracji sprawdziło się w toku moich działań z przedszkolakami. Dziś przedstawię Wam jedną z nich.

W pierwszej kolejności zabraliśmy się za przygotowanie postaci kosmonauty.

By takową móc stworzyć niezbędne będzie wydrukowanie bądź narysowanie szablonu postaci kosmicznego podróżnika, nożyczki, skrawek przeźroczystej folii, taśma dwustronna bądź klej, farby albo mazaki oraz zdjęcie twarzy osoby, która rolę kosmonauty pełnić będzie.

Gotowi? No to zaczynamy!

W pierwszej kolejności zabieramy się za odpowiednie wycięcie kombinezonu astronauty…

W puste miejsce na jego hełmie wklejamy od wewnętrznej strony przeźroczysty skrawek folii oraz zdjęcie…

Na sam koniec zabieramy się za odpowiednie ozdobienie kombinezonu…

I oto w mig – kosmonauci gotowi!