“Mąkolina” – czyli masa plastyczna przypominająca piasek

Wakacje, sobotnie popołudnie, piękna pogoda… do szczęścia brakowało nam tylko… lodów. Na szczęście do wytwórni tych najsmaczniejszych w okolicy mamy zaledwie kilka kroków, z czego oczywiście skorzystaliśmy.

W temacie lodów postanowiliśmy spędzić jednak również i wieczór.

Odświeżyliśmy tym samym przepis na mąkolinę, którą odkryliśmy ponad 2,5 roku temu, a która idealnie nam się dziś w zabawie sprawdziła. Wystarczyło wymieszać osiem szklanek mąki pszennej oraz jedną szklankę oleju jadalnego. Dla zabarwienia masy dodaliśmy natomiast szklankę soku z buraków.

Zabawa ponownie była doskonała!

 

Jeśli i Wy macie ochotę w warunkach domowych stworzyć kolorową piaskownicę – ta masa sprawdzi się Wam idealnie!

I Ty możesz zostać architektem!

Zabawy konstrukcyjne są jedną z naturalnych aktywności podejmowanych przez dzieci w wieku przedszkolnym. Wraz z mijającym czasem nabierają one precyzji oraz rozmachu w działaniu.

Jeszcze z czasów swojego dzieciństwa pamiętam jak długie godziny razem z zaprzyjaźnionymi dziećmi spędzałam na zabawach klockami lego sąsiada. Duńskie klocki nie były wtedy tak łatwo dostępne jak dziś, więc zadowalaliśmy się zdekompletowanymi zestawami podsyłanymi koledze przez rodzinę zza granicy.

Szybko okazało, że jedną z lepszych zabaw jest tworzenie domów, projektowanie kolejnych pokoi, budowanie poszczególnych sprzętów. Wyobraźnia szła w ruch, by pojedyncze klocki tworzyły łóżka, kanapy, telewizory, zlewozmywaki, lampy, konsole do gier, itp. Co prawda nie mogliśmy sobie tu pozwolić na ułożenie dywanu, aranżację ścian salonu, czy chociażby wybór tapety do przedpokoju, mimo to w rolę architektów wcielaliśmy się pełni dumy i zadowolenia z naszych tworów.

Nadszedł moment, kiedy swoje pociechy postanowiłam zaangażować w podobne działania (a te są o tyle specyficzne, że ograniczają się do aranżacji pomieszczenia widocznego jakby z lotu ptaka) i tak od pewnego czasu każdego dnia powstają kolejne projekty wnętrz.

Planujemy, budujemy i wyposażamy kolejne domostwa bawiąc się przy tym świetnie.

Budowaliście kiedyś podobne projekty? Czy może budowanie według instrukcji wolicie zdecydowanie bardziej niż samodzielne działania?

O fiszkowaniu… w moim wydaniu.

– Mamo a po co Ci tyle tych kolorowych karteczek poprzyklejanych w cały domu? – spytał syn zaniepokojony nowym elementem, a właściwie to ponad setką nowych elementów wnętrza.

– Uczę się słówek. A te karteczki to fiszki – pomagają mi w nauce – odparłam.

Ale mi na starość przyszło… – pomyślałam. Połączenie pracy zawodowej, obowiązków domowych, wychowania dzieciaków i studiów podyplomowych do najłatwiejszych nie należy. Mimo to, przez ostatnie 1,5 roku, starałam się dzielnie to znosić i teraz kiedy od zakończenia kolejnego już etapu mojej edukacji dzieli mnie tylko egzamin końcowy „prawie” oddycham z ulgą.

A jak to się wymawia mamo – syn wskazał palcem na jedno ze słówek… Nim jednak zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć dodał: szkoda, że na tych karteczkach nie możemy usłyszeć wymowy…

Dzieciaki przyzwyczaiły się do tego, że ostatnimi czasy wieczorami, kiedy tylko udało mi się znaleźć chwilę, siadałam ze słuchawkami i osłuchiwałam się z nowo poznanymi słówkami…

Wiesz, te fiszki tego nie mają, ale mam też takie, które  to potrafią!

Blisko dwa miesiące temu polecono mi miejsce w sieci, które już samą nazwą do fiszek nawiązuje. Fiszkoteka, bo o niej tu mowa, idzie jednak o krok dalej (niż moje kolorowe karteczki). Przygotowane przez portal fiszki są mniej więcej tym samym, co moje dotychczasowe karteczkowe pomoce, tyle tylko, że te fiszkotekowe są wersją multimedialną. Danemu słówku/wyrażeniu towarzyszy tu obrazek, słowo/wyrażenie odczytywane jest przez lektora, prawie zawsze do zestawu dołączony jest przykład użycia słowa w zdaniu.

Szybko uporałam się z rejestracją na stronie, a i sama obsługa portalu – jak się okazało – nie należy do trudnych. Po zalogowaniu do Fiszkoteki pozostaje nam tyko wybrać odpowiedni kurs (do wyboru mamy zarówno te tworzone przez profesjonalistów, jak i  bazy fiszek tworzone przez innych użytkowników, nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować przygotować własny zestaw słów/wyrażeń).

Zgłębiam sekrety multimedialnych fiszek od dłuższego czasu, a i tak jestem pewna, że nie wszystkie możliwości portalu udało mi się poznać.

Na dziś dzień wiem natomiast, że dostępne w serwisie fiszki możemy po prostu przeglądać, możemy też przepisywać samo słowo kluczowe, możemy także wybrać znaczenie danego słowa z listy czterech możliwych odpowiedzi, dostępna jest również opcja z odpowiedzią wiem/nie wiem oraz z samodzielnym wpisywaniem swojej odpowiedzi. Ile typów nauki i gustów –  tyle możliwości!

Czego jeszcze udało mi się o Fiszkotece dowiedzieć? Z serwisu można korzystać darmowo lub po wykupieniu tzw. konta Premium. To drugie daje nam szereg dodatkowych możliwości, m. in. takich jak przerzucenie zestawu słówek do pliku MP3, drukowanie fiszek, czy ściąg.

Fiszkoteka to nie tylko tak, jak w moim przypadku język angielski, to 24 języki obce, od najpopularniejszych – angielskiego, niemieckiego i hiszpańskiego, przez esperanto, grekę i łacinę, po – mniej popularne – litewski, islandzki, słowacki czy duński. To również nie tylko portal dla dorosłych. Znaleźć tu można także kursy dla najmłodszych. Za jeden z dziecięcych kursów zamierzamy się właśnie z moimi pociechami zabrać.

Muszę uczciwie Was ostrzec – multimedialne fiszkowanie wciąga!  Cóż więcej mogę dodać? Fiszkoteka spodobała mi się bardzo. Spora baza słów, możliwość skorzystania z portalu w aplikacji na smartfonie, codzienna wiadomość e-mail przypominająca o nauce.

Mam nadzieję, że dzięki fiszkotekowemu wsparciu lada chwila będę mogła cieszyć się zdobytym certyfikatem. Trzymajcie za mnie kciuki!

Mały Książę

Odkąd wybraliśmy się do kina na Małego Księcia, a miało to miejsce całkiem sporo czasu temu, odtąd Mały Książe towarzyszy nam w domowej codzienności… Tuż po filmie, który – jak większość z Was zapewne zdążyła się zorientować – zafundował nam odrobinę odmienną wersję historii, zakupiliśmy oryginał Małego Księcia z ilustracjami autora.

Przeczytaliśmy ją – na życzenie szkrabów – już kilkukrotnie, za każdym razem odkrywając coś nowego.

I kiedy wydawać mogłoby się, że w Małym Księciu już nic nie powinno nas zaskoczyć odkryliśmy wersję, która wpasowuje się w wszechobecne w dzisiejszych czasach nowe technologie, internet, smartfony oraz tablety.

I choć na co dzień z tableta raczej nie korzystamy (wciąż uważam, że na to dzieciaki mają jeszcze czas, co nie znaczy, że czasem tabletem się nie posiłkuję), to dla Małego Księcia od czasu do czasu robimy wyjątek.

 

Wydanie Małego Księcia Wydawnictwa Galaktyka – Rozszerzona Rzeczywistość – to poza klasyczną wersją książki również bonus w postaci  trójwymiarowych animacji, gier i wyzwań.

Z użyciem multimedialnych narzędzi książkowe ilustracje przenoszą się do świata wirtualnego. Tam z kolei poznajemy Księcia, jego planetę oraz przedstawiony w książce świat.

Legomalowanki

Jakiś czas temu mignęły mi, na którymś z zagranicznych blogów… Kiedy kilka dni temu zobaczyłam podobne tutaj – postanowiłam, że to świetny czas, by i u nas spróbować owy pomysł w życie wdrożyć.

Nie zwlekając ani chwili przygotowałam farbę, kilka różnych klocków lego oraz puste kartki. Zaczęło się wielkie tworzenie!

Cegła po cegle powstawały twierdze, domy oraz pałace.

Zabawa w małych, odrobinę nietypowych, budowniczych wciągnęła nas bardzo.

Koniecznie musicie i Wy spróbować!

Nitką malowane

– Aga ja Cię tak podziwiam, tej pomysłowości i talentu to Ci naprawdę zazdroszczę – mawia moja znajoma. A ja za każdym razem wmawiam jej, że owy talent to prawdopodobnie posiada większość z nas, niestety gdzieś “po drodze” wmówiono nam coś innego… i tak już zostało.

Mam nadzieję, że moje pociechy będą miały to szczęście, że wiary w ich możliwości plastyczne nikt zbyt szybko nie stłumi.

Póki co nie martwimy się tym zbytnio, za to bawimy się wszelkimi dostępnymi możliwościami, a że jest ich całkiem sporo, każda kolejna zabawa od poprzedniej czymś się różni.

Tym razem do stworzenia barwnych prac posłużyły nam farby i narzędzie malarskie w postaci nitki…

Malując nitką uwrażliwiamy dotyk (kontakt z chłodną, gęstą substancją, jaką jest farba), rozwijamy sprawność dłoni i palców (odpowiednie rozwijanie, nawijanie i układanie nici na kartce), rozwijamy koordynację oka i ręki, rozwijamy także naszą wyobraźnię – szczególnie wtedy, gdy po zakończonej aktywności opowiadamy o tym, co namalowaliśmy.

To jak? Skusicie się na podobną zabawę z Waszą pociechą?

Śladami opon

Nie raz już wspomniałam, że malowanie farbami dla moich szkrabów jest jedną z “ulubieńszych” aktywności.

Każdy nasz kontakt z farbami prędzej czy później kończy się całkowitym umazaniem rąk i taplaniem się w farbiastej mazi do czasu aż wszystkie kolory wymieszają się na tyle, że powstanie coś na kształt smolistej mazi.

Dając ujście zapędom moich smyków do babrania się w farbie oraz ich niezwykle mocno zakorzenionym zainteresowaniom motoryzacyjnym przygotowałam dziś dla nich atrakcję – malowanie samochodzikami.

Przygotowaliśmy dwa samochody wykonane z tworzywa (założyłam, że te łatwiej będzie później domyć), duży arkusz papieru oraz kilka kolorów farb, w których koła samochodów będzie można zamoczyć.

A kiedy już wszystko było gotowe – rozpoczął się twórczy szał, który dzieciakom dał naprawdę sporo dobrej zabawy…, a że każda – nawet najprostsza – z twórczych zabaw również rozwija malucha, o tym już chyba wspominać nie muszę…

Mamy nadzieję, że na podobne szaleństwo sobie pozwolicie.
Wspaniałej, kolorowej zabawy Wam życzymy!

Malowanie na folii

Odkąd razem z dzieciakami podejmuję działania twórcze, czyli odrobinę dłużej niż istnieje sam kreatywnik, wiem, że malować można praktycznie wszystkim, co więcej malować można także na wielu powierzchniach. Nawet na tych z pozoru nie nadających się do tego.

A że często bywa tak, że malowanie na czymś co kartką nie jest – jest po prostu ciekawsze – wytargaliśmy z szuflady koszulki foliowe oraz farby – pędzle i za tworzenie arcydzieł się zabraliśmy.

Szybko okazało się, że malowanie na folii wcale do najłatwiejszych zadań nie należy. Farba nie wsiąka w kartkę, więc podczas pracy można się konkretnie natrudzić, by pomysł na folię przelać, można się też solidnie ubrudzić.

Nie zrażają się jednak niczym brnęliśmy w swoich działaniach krok po kroku dalej. W ten oto sposób powstało kółkowe dzieło…, które szybę okna zdobi, tworząc tym samym swoisty, własnoręcznie przygotowany witrażyk.

Spróbujecie i Wy swoich sił w tworzeniu witraży- przeźroczy na foliowych koszulkach? A może już próbowaliście – podzielcie się więc z nami Waszymi doświadczeniami w tej dziedzinie.

Fluorescencyjne akwarium (UV)

Sporo czasu minęło od momentu, kiedy stworzyliśmy nasze akwarium UV. Pierwszy wpis o nim pojawiła się na blogu w 2013 roku. Ponieważ jednak co jakiś czas pytacie o nie i sposób jego tworzenia – postanowiliśmy (specjalnie dla Was) pokazać je raz jeszcze.

Pomysły na stworzenie pomocy, które pozwoliłyby pobudzić wzrok syna do “działania” pojawił się u nas tuż po tym, jak po ponad czterech miesiącach od narodzin dzieciaków wypisano nas ze szpitala.

Dał się nam wtedy jednak we znaki brak doświadczenia oraz brak wyobrażenia jak wspomniane mogłyby wyglądać. Początkowo więc ograniczaliśmy się do działań związanych z kontrastem czerni i bieli (z elementami czerwieni).

Kiedy podczas uczestnictwa w jednym z turnusów rehabilitacyjnych zobaczyłam, jaki podziw na twarzach dzieciaków wzbudziła tamtejsza sala doświadczania świata i jej fluorescencyjne elementy (w tym i akwarium) – postanowiłam, że w domu, angażując w proces tworzenia dzieciaki, wykonamy podobne.

Kupiłam żarówkę UV oraz fluorescencyjne lakiery (używane w tuningu samochodowym do malowania wskazówek licznikowych), w sklepie zoologicznym zaopatrzyłam się w kamyki(gdyby nie trwająca wtedy zima pewnie sami nazbieralibyśmy kamyków na podwórku), a także w rosliny akwariowe. Od zaprzyjaźnionego sklepikarza dostałam duży plastikowy (czyli bezpieczny) słój po lizakach.

W pierwszej kolejności zabrałam się za pomalowanie kamyków lakierami (lakiery pachną podobnie jak większość lakierów do paznokci, zapach do przyjemnych nie należy, więc nie narażałam na niego dzieciaków).

Pomalowana w niektórych miejscach została również akwariowa roślinka…

Wysuszone elementy zostały włożone (tym razem już z pomocą dzieciaków) do słoja. Tylną  ścianę naszego akwarium ozdobiliśmy wydrukowanym, zalaminowanym i również maźniętym lakierami fluorescencyjnymi zdjęciem rafy koralowej.

W efekcie końcowym nasze domowe, fluorescencyjne, akwarium prezentuje się tak:

Fluorescencyjne akwarium w oryginale to imitacja wodnego świata. Elementy znajdujące się w akwarium  reagują na światło ultrafioletowe, co zapewnia dużą kontrastowość widzianych bodźców.

Ćwiczenia wykorzystujące do działań akwarium realizują wszystkie etapy rozwoju wzroku:
– fiksację czyli skupianie wzroku
– skokowość – zdolność do podążania wzrokiem za poruszającym się przedmiotem
– rotację – zdolność do poruszania oczami we wszystkich kierunkach.

Czeka nas jeszcze odrobina pracy, by rozbudować nasz wodny – odrobinę zapomniany – świat, tymczasem zaprezentujemy Wam oryginał, który nas zainspirował…

Jak Wam się nasz pomysł podoba?

Mamo, a dlaczego? Pytania dzieci – odpowiedzi dorosłych – kable wysokiego napięcia

Wracaliśmy z przedszkola… Było dosyć późno, bo plan mam w tym roku taki, że to właśnie ja placówkę zamykam. Czekamy więc ze szkrabami za ostatnim rodzicem odbierającym swoje pociechy i możemy wracać do domu.

Wracaliśmy w ciszy, to chyba zmęczenie dało nam się we znaki.  Nie było pytań, jak zwykle, nie było terkotania o wszystkim i o niczym, była – dziwna wręcz – cisza, którą przerwało zaledwie jedno pytanie:

Dlaczego ptaków nie kopie prąd jak one sobie tak siedzą a kable wysokiego napięcia mają między nogami?

Co odpowiedzielibyście, gdyby i Was zapytał o coś podobnego (wtedy jeszcze) 4 – latek? My poradziliśmy sobie tak:

Prąd nie razi ptaków, bo przez nie nie przepływa. Prąd ma to do siebie, że wybiera nośnik, który stawia najmniejszy opór. W tym przypadku opór jest znacznie mniejszy w metalowym przewodzie niż w ciele ptaka. Do porażenia mogłoby dojść, gdyby ptak równocześnie dotknął czegoś innego – ziemi, drugiego przewodu czy słupa.

Nasze poszukiwania tematycznie z prądem związane połączyliśmy również z rozmową o bezpieczeństwie, wszak o tym zapominać nie można.