Magiczna ciastolina (bez gotowania) inspirowana Krainą Lodu

Choroby mają to do siebie, że atakują znienacka, niezwykle podstępnie, zazwyczaj wtedy, kiedy ich “obecność” jest nam do szczęścia w ogóle niepotrzebna.
Dwójka chorych, marudnych, dzieciaków w domu, do tego matka, którą rozbolał ząb i mimo interwencji dentystycznej boli nadal. Wydawałoby się, że takie połączenie naprawdę nic dobrego przynieść nie może, a tymczasem przyniosło kilka godzin doskonałej, magicznej, mieniącej się brokatem zabawy.
Zainspirowani jednym z naszych ulubionych obrazów – Krainą Lodu, wykorzystując przy tym nasz przepis na ciastolinę bez gotowania, wygrzebaliśmy z kreatywnej szuflady zbiory brokatu oraz niebieską farbę temperową. Stworzyliśmy tym samym magiczną, mieniącą się “kryształkami lodu” ciastolinę, która przez następne kilka godzin towarzyszyła nam w iście zimowej zabawie.
Jeśli wciąż nie skusiliście się, by wypróbować nasz ciastolinowy przepis serdecznie Was do tego zachęcamy…

 

Składniki podane w kolejności wsypywania ich do miski:

– 2 szklanki mąki pszennej

– 1 szklanka soli (drobnej, nie kryształki)

– 2 łyżki oleju roślinnego

– 2 łyżki (płaskie) proszku do pieczenia

– 1, 5 szklanki wrzącej wody (takiej co to dopiero się przegotowała)

– do całości dodaliśmy trochę niebieskiej farby temperowej oraz dużoooo brokatu.

Całość mieszamy jakimś mieszadłem, najlepiej drewnianym, bo to słabiej przejmuje ciepło. Kiedy gorąca woda wsiąknie w resztę składników masa zrobi się ciepła, jednak pozwoli nam już na wyrobienie ręczne. Wyrabiamy więc przez chwilę masę rękami, aż konsystencją ciastolinę sklepową zacznie przypominać.

Ciecz nienewtonowska raz jeszcze…

Co jakiś czas staramy się wracać do “starych”, sprawdzonych już wcześniej, aktywności. Tak było i tym razem, kiedy uziemieni przez niesprzyjającą pogodę w domu “zabijaliśmy” czas zabawami z cieczą nienewtonowską.

Ciecz nienewtonowska nazywana również płynem nienewtonowskim, to niesamowita substancja, która w zależności od siły z jaką na nią działamy zachowuje się albo jak ciecz, albo ciało stałe.

Tę niesamowitą substancję stworzyć można w niezwykle prosty sposób w warunkach domowych. Wystarczą dwie szklanki mąki ziemniaczanej i około 1 i 1/4 szklanki wody. Mąkę powoli wsypujemy do wody, mieszamy, a gdy uzyskamy substancję o konsystencji przypominającej gęstą farbę możemy rozpocząć naszą zabawę…

 

Delikatna ciastolina domowej roboty

Plastelina, ciastolina, modelina, wszelkiego typu masy plastyczne to zdecydowanie najatrakcyjniejsza aktywność dla moich (i nie tylko moich) dzieciaków. Kiedy więc nadarza się okazja, by móc wypróbować nieznany nam dotąd przepis na jedną z nich – próbujemy!

Ponad rok temu odkryliśmy nowy sposób na niezwykle delikatną ciastolinę, jednocześnie bardzo prostą w wykonaniu. Od tamtej pory co jakiś czas do niej powracamy.

Wystarczy połączyć mąkę kukurydzianą z odpowiednią ilością odżywki do włosów. Składniki łączymy w proporcji 2:1 (dwie porcje mąki na jedną porcję odżywki), mieszamy i już po chwili możemy cieszyć się wspaniałą zabawą.

W przypadku naszej zabawy obyło się bez barwników, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by masę barwnikami spożywczymi zabarwić. Ozdobić ją można również brokatem.

Co Wy na to? Spróbujecie wykonać podobną?

“Mąkolina” – czyli masa plastyczna przypominająca piasek

Wakacje, sobotnie popołudnie, piękna pogoda… do szczęścia brakowało nam tylko… lodów. Na szczęście do wytwórni tych najsmaczniejszych w okolicy mamy zaledwie kilka kroków, z czego oczywiście skorzystaliśmy.

W temacie lodów postanowiliśmy spędzić jednak również i wieczór.

Odświeżyliśmy tym samym przepis na mąkolinę, którą odkryliśmy ponad 2,5 roku temu, a która idealnie nam się dziś w zabawie sprawdziła. Wystarczyło wymieszać osiem szklanek mąki pszennej oraz jedną szklankę oleju jadalnego. Dla zabarwienia masy dodaliśmy natomiast szklankę soku z buraków.

Zabawa ponownie była doskonała!

 

Jeśli i Wy macie ochotę w warunkach domowych stworzyć kolorową piaskownicę – ta masa sprawdzi się Wam idealnie!

Kolorowa ciastolina bez gotowania

Od czasu do czasu lubimy sięgać do historii bloga, by odszukać najbardziej atrakcyjne – dla nas – zabawy kreatywne, które moglibyśmy nieco odświeżyć, a które zapewniłyby nam rozrywkę w poranki witające nas wątpliwą pogodą.

Sięgnęliśmy więc po cieszący się również wśród Was sporą popularnością (przynajmniej tak wskazują statystyki bloga) przepis na ciastolinę bez gotowania i praktycznie cały ranek spędziliśmy wyklejając wszystko to, co tylko przyszło nam na myśl.

Jeśli nie pamiętacie naszego przepisu lub nie mieliście, jak dotąd, przyjemności zabawy opisywaną masą przypominamy…

Składniki podane w kolejności wsypywania ich do miski:

– 2 szklanki mąki pszennej

– 1 szklanka soli (drobnej, nie kryształki)

– 2 łyżki oleju roślinnego

– 2 łyżki (płaskie) proszku do pieczenia

– 1, 5 szklanki wrzącej wody (takiej co to dopiero się przegotowała)

– do wody dodaliśmy 1 łyżkę barwnika spożywczego (w razie jego braku próbowaliśmy też z odrobiną farby plakatowej, również się udało).

Całość mieszamy jakimś mieszadłem, najlepiej drewnianym, bo to słabiej przejmuje ciepło. Kiedy gorąca woda wsiąknie w resztę składników masa zrobi się ciepła, jednak pozwoli nam już na wyrobienie ręczne. Wyrabiamy więc przez chwilę masę rękami, aż konsystencją ciastolinę sklepową zacznie przypominać.

Gotowe!

Mamy nadzieję, że spróbujecie i będziecie się bawić równie dobrze jak my.

Zimowa kraina (przepis na domowy śnieg)

Po raz pierwszy przepisu na sztuczny śnieg użyliśmy w 2014 roku. Wtedy nie był jeszcze tak popularny i niewiele osób o nim słyszało. Od tamtej pory, bez względu na pogodę panującą za oknem, kiedy zachciewa się nam śniegu – wracamy do naszego przepisu.

Zima w pełni, choć śniegu brak, stąd też nasze chęci do białego puchu jakby większe.

By stworzyć zabawę nie z tej ziemi, nieco na dłużej zająć swoje szkraby wystarczy opakowanie (puszka) pianki do golenia (im mniej pachnąca tym lepiej) oraz ok 6 opakowań 80 g sody oczyszczonej.

Wszystko razem mieszamy, co pozwoli nam uzyskać masę w konsystencji, lepkości i temperaturze zbliżonej do prawdziwego śniegu.

Spróbujecie?

 

Slime czyli glut boraksowy

Ciągnący się glut obserwowany na anglojęzycznych blogach od dawna zaprzątał naszą głowę. Zabawa glutkiem stworzonym z użyciem płynnego kleju szkolnego, wody i odrobiny boraksu jawiła się jako świetna frajda.

Potem jednak trafiły do mnie informacje związane z wątpliwościami wobec bezpieczeństwa  jednego ze składników masy – boraksu [KLIK], chwilę później sporo czytałam o tym, że straszenie boraksem to jedynie spisek firm farmaceutycznych [KLIK].

Postanowiliśmy stworzyć boraksową masę, zachowując przy tym bezpieczeństwo w postaci rękawiczek (co sprawiło, iż zabawa jeszcze bardziej zyskała na atrakcyjności).

Wymieszaliśmy płynny klej szkolny z wodą (zabarwioną barwnikiem lub farbką) w proporcji 1:1 (1 szklanka kleju + 1 szklanka wody), 1 szklankę wody wymieszaliśmy z 1 łyżeczką boraksu. Następnie wodę z boraksem powoli wlewaliśmy do klejowej masy, tak by ta zyskała na sprężystości.

W taki oto sposób powstała masa, która skradła całkiem sporą część naszego czasu.

Sami zobaczcie jak wygląda i czy nie zachęca swoim wyglądem do zabawy?

Chmurotworzenie

Czasami bywa i tak, że zupełnie niespodziewanie w nasze ręce trafia coś, z czym obcowanie sprawia nam niesamowitą frajdę.

Od dłuższego już czasu odkrywamy nowe masy plastyczne, te gotowe, jak i te, które tworzymy sami.

Jedna z przyjaciółek naszej rodziny, zupełnym przypadkiem, sprezentowała nam kosmetyk, który okazał się idealnym narzędziem do działań sensorycznych.

Z dalekiej Szkocji  przywieziono nam piankę kąpielową. Nie taką zwyczajną jednak, a “formowalną” (dokładnie: mouldable foam soap).

Pianka ta nie tylko nie rozpuszcza się na skutek manipulowania nią na wszelkiego rodzaju sposoby, ale pozwala na formowanie z siebie najróżniejszych kształtów.

Gęsta, łatwa w układaniu, nie pozostawiająca śladów (spiera się samą wodą)…  Jedyny problem z tą idealną – jak dla nas – zabawką polega na tym, że nie udało nam się jej znaleźć w polskich sklepach (póki co).

Stąd też prośba do naszych blogowych czytelników, gdyby udało się Wam podobny materiał gdzieś w Polsce odnaleźć, koniecznie dajcie znać…

Delikatna ciastolina domowej roboty

Plastelina, ciastolina, modelina, wszelkiego typu masy plastyczne to zdecydowanie najatrakcyjniejsza aktywność dla moich – i nie tylko moich –  dzieciaków. Kiedy więc nadarza się okazja, by móc wypróbować nieznany nam dotąd przepis na jedną z nich – próbujemy!

Jakiś czas temu odkryłam sposób na niezwykle delikatną ciastolinę, jednocześnie bardzo prostą w wykonaniu.

Wystarczy połączyć mąkę kukurydzianą z odpowiednią ilością odżywki do włosów. Składniki łączymy w proporcji 2:1 (dwie porcje mąki na jedną odżywki), mieszamy i już po chwili możemy cieszyć się wspaniałą zabawą.

W przypadku naszej zabawy obyło się bez barwników, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by masę barwnikami spożywczymi zabarwić. Ozdobić ją można również brokatem.

Spróbujecie?