Malowanie na folii

Odkąd razem z dzieciakami podejmuję działania twórcze, czyli odrobinę dłużej niż istnieje sam kreatywnik, wiem, że malować można praktycznie wszystkim, co więcej malować można także na wielu powierzchniach. Nawet na tych z pozoru nie nadających się do tego.

A że często bywa tak, że malowanie na czymś co kartką nie jest – jest po prostu ciekawsze – wytargaliśmy z szuflady koszulki foliowe oraz farby – pędzle i za tworzenie arcydzieł się zabraliśmy.

Szybko okazało się, że malowanie na folii wcale do najłatwiejszych zadań nie należy. Farba nie wsiąka w kartkę, więc podczas pracy można się konkretnie natrudzić, by pomysł na folię przelać, można się też solidnie ubrudzić.

Nie zrażają się jednak niczym brnęliśmy w swoich działaniach krok po kroku dalej. W ten oto sposób powstało kółkowe dzieło…, które szybę okna zdobi, tworząc tym samym swoisty, własnoręcznie przygotowany witrażyk.

Spróbujecie i Wy swoich sił w tworzeniu witraży- przeźroczy na foliowych koszulkach? A może już próbowaliście – podzielcie się więc z nami Waszymi doświadczeniami w tej dziedzinie.

Fluorescencyjne akwarium (UV)

Sporo czasu minęło od momentu, kiedy stworzyliśmy nasze akwarium UV. Pierwszy wpis o nim pojawiła się na blogu w 2013 roku. Ponieważ jednak co jakiś czas pytacie o nie i sposób jego tworzenia – postanowiliśmy (specjalnie dla Was) pokazać je raz jeszcze.

Pomysły na stworzenie pomocy, które pozwoliłyby pobudzić wzrok syna do “działania” pojawił się u nas tuż po tym, jak po ponad czterech miesiącach od narodzin dzieciaków wypisano nas ze szpitala.

Dał się nam wtedy jednak we znaki brak doświadczenia oraz brak wyobrażenia jak wspomniane mogłyby wyglądać. Początkowo więc ograniczaliśmy się do działań związanych z kontrastem czerni i bieli (z elementami czerwieni).

Kiedy podczas uczestnictwa w jednym z turnusów rehabilitacyjnych zobaczyłam, jaki podziw na twarzach dzieciaków wzbudziła tamtejsza sala doświadczania świata i jej fluorescencyjne elementy (w tym i akwarium) – postanowiłam, że w domu, angażując w proces tworzenia dzieciaki, wykonamy podobne.

Kupiłam żarówkę UV oraz fluorescencyjne lakiery (używane w tuningu samochodowym do malowania wskazówek licznikowych), w sklepie zoologicznym zaopatrzyłam się w kamyki(gdyby nie trwająca wtedy zima pewnie sami nazbieralibyśmy kamyków na podwórku), a także w rosliny akwariowe. Od zaprzyjaźnionego sklepikarza dostałam duży plastikowy (czyli bezpieczny) słój po lizakach.

W pierwszej kolejności zabrałam się za pomalowanie kamyków lakierami (lakiery pachną podobnie jak większość lakierów do paznokci, zapach do przyjemnych nie należy, więc nie narażałam na niego dzieciaków).

Pomalowana w niektórych miejscach została również akwariowa roślinka…

Wysuszone elementy zostały włożone (tym razem już z pomocą dzieciaków) do słoja. Tylną  ścianę naszego akwarium ozdobiliśmy wydrukowanym, zalaminowanym i również maźniętym lakierami fluorescencyjnymi zdjęciem rafy koralowej.

W efekcie końcowym nasze domowe, fluorescencyjne, akwarium prezentuje się tak:

Fluorescencyjne akwarium w oryginale to imitacja wodnego świata. Elementy znajdujące się w akwarium  reagują na światło ultrafioletowe, co zapewnia dużą kontrastowość widzianych bodźców.

Ćwiczenia wykorzystujące do działań akwarium realizują wszystkie etapy rozwoju wzroku:
– fiksację czyli skupianie wzroku
– skokowość – zdolność do podążania wzrokiem za poruszającym się przedmiotem
– rotację – zdolność do poruszania oczami we wszystkich kierunkach.

Czeka nas jeszcze odrobina pracy, by rozbudować nasz wodny – odrobinę zapomniany – świat, tymczasem zaprezentujemy Wam oryginał, który nas zainspirował…

Jak Wam się nasz pomysł podoba?

Malowanie na mleku

Co rusz poszukujemy nowych pomysłów, które mogłyby wzbogacić nasze i tak już dosyć bogate (zważając chociażby na nasz dorobek blogowy) doświadczenie twórcze.

Czasami te przychodzą nam spontanicznie do głowy, czasami na jakiś ciekawy pomysł natkniemy się na innym blogu kreatywnością się zajmującym. Tak też było w tym przypadku. Kiedy u Dzikiej Jabłoni podejrzałam pomysł na malowanie na/po mleku po prostu nie mogliśmy tego nie wypróbować.

Płaskie talerze zalane zostały cienką warstwą mleka (krowiego), w osobnych naczynkach zabarwiłam wodę przy pomocy farb (równie dobrze można użyć w tym celu barwników spożywczych). Nie pozostało nic innego jak z pomocą słomek oraz strzykawek (jak na złośliwość rzeczy martwych przystało nie byłam w stanie w domowych zakamarkach dziś znaleźć ani jednego kroplomierze) zabrać się za malowanie.

Na początku dosyć nieśmiało szkraby sięgały po kolory, jednak gdy zobaczyły rozpływające się na białej powierzchni cudowne esy floresy, od razu do pracy się ośmieliły.

Rozpoczęło się najprawdziwsze, mleczne, zaklinanie barw…

… a ile frajdy przy tym było.

Wielkie zakraplanie trwało i trwało, i trwało… Dzieciaki spędziły blisko 1,5 godziny zakraplając talerze kolejnymi kolorami. Można by rzec wsiąknęli na dobre (a to niezbyt często się zdarza).

Tym bardziej Dzikiej Jabłoni dziękujemy za inspirację, a Was do spróbowania swych sił w malowaniu na/po mleku zachęcamy.

Coś z niczego – jajko z liczbową niespodzianką

Czasami zdarza się, że niepozorne przedmioty z naszego otoczenia przyjmują rolę dziecięcych czasoumilaczów. Co więcej często sprawdzają się one lepiej niż zabawki z najwyższej półki cenowej.

Kubeczki po jogurtach w kształcie jajka służyły nam już jako część słuchowego memo, wykorzystywaliśmy je również jako element kręgli. Tym razem postanowiliśmy przy ich pomocy stworzyć konsolę służącą do zabawy. Zabawy, która jednocześnie w dziecięcy świat przemyca elementy królowej nauk – matematyki.

Górną część kubeczków oblepiliśmy odpowiednią ilością naklejek. Owej ilości przyporządkowaliśmy liczbę, którą zapisaliśmy w dolnej części kubeczka. Wszystko dokleiliśmy do tekturowego wieczka pudełka, tworząc tym samym mobilną konsolę.

Zadanie dzieci ma polegać na dopasowaniu do odpowiedniej cyfry ilość naklejek. Do zabaw matematycznych dochodzi tutaj rozwijanie sprawności manualnej, gdyż dopasowanie wieczka do dolnej części kubeczka wymaga  chwili skupienia i odpowiedniej manipulacji dłonią.

Dodatkową opcję zabawy stanowić może przyporządkowanie liczmanów (w naszym przypadku żelków) do liczb zapisanych w dnie kubeczka.

Gliniane zające

Trzy tygodnie dzielą nas od Wielkanocy. Sezon na pisklęta, króliki i pisanki uważam więc oficjalnie za otwarty.

Od jakiegoś czasu szukamy ciekawych inspiracji na majsterki wielkanocne, pomysł na stworzenie zajęczych podstawek na jajka podsunęła nam babcia, która już jakiś czas szuka czegoś “w ten deseń”.

W ruch poszła więc samoutwardzalna glinka, ręce dzieciaków oraz farby… Oto, co udało nam się wspólną pracą osiągnąć…

Jak Wam się podobają nasze zajączki?

Ko… Ko… Ko… Kurczaki wielkanocne

Uświadomiłam sobie, że tak właściwie to całkiem niewiele dni dzieli nas od zbliżających się Świąt.

Byłam pewna, że mam nieco więcej czasu na ogarnięcie wiosennych porządków, świątecznych przygotowań i skromnych upominków dla bliskich. To wszystko połączyć jeszcze jakoś muszę z pracą, studiami, rehabilitacją syna i domowymi obowiązkami. Będzie jak zwykle intensywnie.

W tym roku jakby mniej zająców, jaj i kurczaków na blogach kreatywnych, stąd pewnie to moje mylne poczucie czasu:). Może ich wysyp zaleje nas dopiero za jakiś czas, a może już tyle ciekawych propozycji przez kilka lat zostało zaprezentowanych, że trudno czytelnika czymś jeszcze zaskoczyć…

Kurczaczki, kurczaki, kurczęta – jeden z symboli wielkanocnych. Jak dotąd skupialiśmy się raczej na zajączkach i pisankach, dlatego dziś postanowiliśmy, że to właśnie małe kurki będą grały rolę pierwszoplanową.

Przygotowanie siedzącego kurczaka nie należy do trudnych. Złożony  z kartki stożek wystarczy w odpowiedni sposób przyozdobić grzebieniem, skrzydłami, dziobem, oczami i nogami…

Gdy zdecydujesz się na wykonanie tej ozdoby razem z młodszym dzieckiem – przygotuj maluchowi wycięte elementy i razem je posklejajcie. Starszak bez problemu sam poradzi sobie ze stworzeniem kurczaka.

Zwijanie stożka, klejenie poszczególnych elementów, tworzenie harmonijkowych nóg kurczaka – manipulowanie małymi rączkami w taki właśnie sposób pozwala im się rozwijać (usprawniać dłonie i palce).

Kiedy dodamy do tego czas spędzony razem z rodzicem – otrzymamy już cały pakiet korzyści.

Pajączek – mini teatrzyk – KREATYWNIE Z KIDEA

Szczęśliwie okazało się, że mijający właśnie weekend stanowił niezwykle pogodny czas obfitujący w spacery i zabawy na świeżym powietrzu.

Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie wykorzystali faktu, iż coraz szybciej wieczorami zapada zmrok. Kiedy na dworze coraz chłodniej i ciemniej, my siadamy wygodnie i coś tworzymy. Spędzamy razem czas  – rozmawiamy, śmiejemy się, wzajemnie sobie pomagamy – rozwijamy przy tym naszą wyobraźnię, a także sprawność dłoni i palców.

Tym razem padło na… pająka…

Przygotowaliśmy:

– koło z czarnej tektury

– mniejsze kółko ze sztywnego papieru

pisaki wymazywalne Kidea

– mazaki metaliczne Kidea

– kredki sześciokątne Kidea

– klej, szpatułkę, nożyczki oraz druciki kreatywne i ruchome oczka.

Na dużym, czarnym kole narysowaliśmy pajęczynę, koło nacięliśmy mniej więcej w 1/3 jego wysokości, by właśnie w tym miejscu przełożyć kukiełkę pajączka.

Kukiełka powstała przez pomalowanie sztywnej tekturki, doklejenie do niej szpatułki, ruchomych oczu oraz drucików kreatywnych.

To wszystko! Aż tyle i tylko tyle, by móc mini teatrzyk pajączkowy popołudniami urządzać.

Spróbujecie?

Zróbmy sobie książkę czyli EYE SPY BOOK w naszym wykonaniu

Tygodniowa nieobecność w domu odrobinę pokrzyżowała nam plany dotyczące kreatywnych wyczynów, dopiero co wróciliśmy, więc z głowami pełnymi świeżych pomysłów oraz rękoma pełnymi sił, by nowe aktywności podejmować do zabaw kreatywnych się zabieramy.

Gotowi? Zatem 3, 2, 1, zaczynamy…

Dzieciaki osiągnęły właśnie taki wiek, kiedy z dnia na dzień ich zainteresowanie wszelkiego typu książkami staje się coraz bardziej widoczne. Każdego dnia w swojej biblioteczce odkrywają coś na nowo. Często zdarza się tak, że coś co czytaliśmy i oglądaliśmy dawno temu ponownie nabiera świeżości.

Kiedy więc zaproponowałam szkrabom, że sami stworzymy książkę, z wielką radością i równie sporym zainteresowaniem do działania przystąpili. Dodałam jednak, że nie będzie to ot taka sobie książka, a książka przy której i główka i oczka będą musiały odrobinę popracować.

Pracujące oczka i głowa jeszcze bardziej “młodzież” zainteresowały, nie było więc na co dłużej czekać, tylko do działania się zabierać.

Do wykonania wspomnianej potrzebne nam było tło (kartka z bloku technicznego), mnóstwo drobnych i jeszcze drobniejszych gadżetów oraz aparat.

Zadanie dzieciaków polegało na ułożeniu całej masy elementów na naszym tle, wtedy ja pstrykałam zebranym zdjęcie…

Następnie wybieraliśmy kilka przedmiotów z zebranych, które pośród wszystkich ułożonych na tle chcielibyśmy spróbować odszukać…

Zostawialiśmy więc na karcie tylko kilka z nich i ponownie pstrykaliśmy zdjęcie:

W ten oto sposób powstawały kolejne karty naszej, nietypowej książki:

A kiedy kilka z nich zostało już przygotowanych, wydrukowaliśmy je, zalaminowaliśmy i nim kolejne książkowe karty do segregatora, by stworzyć książkę powędrowały, poszczególne z nich od razu przetestowane w praktyce zostały.

Zabawa kartami książki za granicami naszego kraju zwanej EYE SPY BOOK tak bardzo się spodobała, że już niebawem zamierzamy stworzyć kolejne jej strony, oczywiście doskonale się przy tym bawiąc i ćwicząc wzrok oraz nasze umysły jednocześnie.

A Wam jak się nasza książkowa zabawa podoba? Spróbujecie stworzyć swoje własne książki podobną metodą?

Mała drukarnia

Pamiętam jak dziś, kiedy w szkole podstawowej w ramach zajęć z plastyki przygotowywaliśmy exlibrisy, które następnie odbijaliśmy w ramach pieczęci na czystych kartkach papieru.

W czasach, o których mowa materiały plastyczne nie były tak łatwo dostępne jak dziś, dlatego jako podłoże do stworzenia wspomnianej pieczęci służyły nam skrawki linoleum, w moich stronach potocznie zwane gumolitem.

Jakiś czas temu przypomniałam sobie o moich szkolnych poczynaniach plastycznych i od tego właśnie momentu w mojej głowie zaczęła krążyć myśl, jak wspomniane exlibrisy przenieść na grunt dzisiejszy, jednocześnie dopasowując ich wykonanie do możliwości oraz wieku moich szkrabów.

Z pomocą przyszły mi dzieciaki i możliwość obserwowania ich zabaw z plasteliną.

Pomysł stworzenia sposobu wzorca do przedrukowania oraz stworzenia samej odbitki miałam dopracowany, pozostało znaleźć chwilę czasu, by móc stworzenie domowej drukarni w czyn wprowadzić.

Zimowe, ponure, ciemne i zimne wieczory okazały się doskonałym czasem, by moją ideę do życia powołać.

Przygotowaliśmy:

– tekturową podkładkę

– plastelinę

– folię aluminiową

– pędzle gąbkowe

– farby plakatowe

– czyste kartki

oraz silikonowy wałek,

zakasaliśmy rękawy i do działania przystąpiliśmy.

 

W pierwszej kolejności skupiliśmy się na wykonaniu pokaźnej ilości plastelinowych “wężyków”. Następnie ułożyliśmy z nich obraz (płaskorzeźbę, relief)

Gotową płaskorzeźbę plastelinową nakryliśmy folią aluminiową – szczelnie dociskając folię do każdej wypukłości.

Tak przygotowaną formę pokryliśmy przy pomocy gąbkowych pędzli farbą.

Ostatni krok działań małych drukarzy polegał na ułożeniu na formie czystej kartki i przewalcowaniu jej silikonowym wałkiem.

Im mocniej, tym lepiej! Po ściągnięciu kartki z formy naszym oczom ukazały się odbitki naszej płaskorzeźby.

 

Zabawa w drukarzy sprawiła nam wiele frajdy. Z każdą kolejną godziną działania wciągała nas bardzo. Nie skłamię, gdy napiszę, że stworzyliśmy kilkadziesiąt odbitek samochodów oraz kilkanaście odbitek liter.

I tutaj właśnie wkradł się nam przysłowiowy drukarski chochlik. Na przyszłość musimy zapamiętać, że każda odbitka jest lustrzanym odbiciem wzoru, dlatego przy tworzeniu następnej literowej formy będziemy pamiętać o tym, by litery zapisać odwrotnie.

Wspaniałej, drukarskiej zabawy i Wam życzymy!

Kwiaty, kwiatki i kwiatuszki

Wiosna, a właściwie to już prawie lato mają to do siebie, że gdzie nie spojrzeć otaczają nas kwitnące rośliny. Swoimi kolorami, zapachem, a czasem nawet kształtem kwiaty przyciągają nasze oczy.

Myślę, że to właśnie ze względu na swoje piękno zdobią kartki okolicznościowe, poprawiają nasze samopoczucie, a nawet łagodzą spory.

Poszukiwaliśmy ostatnimi czasy kwiecistych wzorów (łatwych w wykonaniu), które mogłyby z powodzeniem ozdobić kartki okazjonalne. Znaleźliśmy!

Oto sposób nie niezwykle proste, a jednocześnie efektownie graficznie kwiaty na kartki, plakaty oraz grafiki.

By stworzyć takie grafiki wystarczy naprawdę niewiele, bo skrawek kartki, mazak lub marker (my wykorzystaliśmy dwa – jeden cieńszy, drugi nieco grubszy) oraz owalne kształty wycięte z kolorowego papieru.

Cała sztuka przy tworzeniu tych niezwykle prostych grafik polega na wymyśleniu i wykorzystaniu prostych wzorów (kropki, kreski, kratki) i ozdobieniu nimi poszczególnych części rośliny.

 

Myślicie, że to trudne zadanie?

Oto prace moich domowych przedszkolaków… Można? Można!

Spróbujecie? Jeśli tak – koniecznie podzielcie się z nami swoimi interpretacjami o TUTAJ