Kolorowa ciastolina bez gotowania

Od czasu do czasu lubimy sięgać do historii bloga, by odszukać najbardziej atrakcyjne – dla nas – zabawy kreatywne, które moglibyśmy nieco odświeżyć, a które zapewniłyby nam rozrywkę w poranki witające nas wątpliwą pogodą.

Sięgnęliśmy więc po cieszący się również wśród Was sporą popularnością (przynajmniej tak wskazują statystyki bloga) przepis na ciastolinę bez gotowania i praktycznie cały ranek spędziliśmy wyklejając wszystko to, co tylko przyszło nam na myśl.

Jeśli nie pamiętacie naszego przepisu lub nie mieliście, jak dotąd, przyjemności zabawy opisywaną masą przypominamy…

Składniki podane w kolejności wsypywania ich do miski:

– 2 szklanki mąki pszennej

– 1 szklanka soli (drobnej, nie kryształki)

– 2 łyżki oleju roślinnego

– 2 łyżki (płaskie) proszku do pieczenia

– 1, 5 szklanki wrzącej wody (takiej co to dopiero się przegotowała)

– do wody dodaliśmy 1 łyżkę barwnika spożywczego (w razie jego braku próbowaliśmy też z odrobiną farby plakatowej, również się udało).

Całość mieszamy jakimś mieszadłem, najlepiej drewnianym, bo to słabiej przejmuje ciepło. Kiedy gorąca woda wsiąknie w resztę składników masa zrobi się ciepła, jednak pozwoli nam już na wyrobienie ręczne. Wyrabiamy więc przez chwilę masę rękami, aż konsystencją ciastolinę sklepową zacznie przypominać.

Gotowe!

Mamy nadzieję, że spróbujecie i będziecie się bawić równie dobrze jak my.

Sposób na LEGO (DIY)

Kiedy Sylwia z bloga Mama w domu po raz pierwszy pokazała jeden ze sposobów na uporządkowanie lego od razu wiedziałam, że ten z ramką będzie dla nas  – fanów lego – idealny.

Troszkę zwlekaliśmy z wprowadzeniem podpatrzonych u Sylwii rozwiązań u nas, jednak kiedy ostatecznie przygotowaniem ramki się zajęliśmy, wszystko wyszło tak, jakby było tak od początku.

Tym oto sposobem “luźne” postaci lego znalazły swoje stałe miejsce, dzięki któremu o wiele łatwiej je odnaleźć i do zabaw lego światem dołączyć.

Maszyna do liczenia – liczenie na konkretach

Kształtowanie umiejętności liczenia (dodawania i odejmowania) obejmuje proces począwszy od liczenia konkretnych przedmiotów przez liczenie na palcach aż do rachowania w pamięci.

Liczenie wywodzi się z rytmu i gestu wskazywania. Najpierw dziecko wyodrębnia z otoczenia to, co chce policzyć. Może to uczynić wzrokiem albo gestem. Następnie dotyka lub wskazuje przedmioty i określa je liczebnikami. Często na rytm dotykania nakłada się rytm oddechu i rytm bicia serca, dlatego niektórych przedmiotów dotyka więcej niż jeden raz. W miarę ćwiczenia dziecko dąży do precyzji. Licząc stara się przestrzegać reguły jeden do jednego: jeden liczony przedmiot, jeden gest wskazujący i jeden wypowiedziany liczebnik.

Dziecko stosunkowo późno zaczyna rozumieć, że wynik liczenia nie zależy od tego, czy liczy “od początku” czy “od końca”. Ważne jest, aby policzyć wszystkie przedmioty. Do tych prawidłowości liczenia dziecko musi dojść w wyniku samodzielnych doświadczeń.

Trzeba więc zachęcać dziecko do liczenia, pokazywać jak się liczy, liczyć razem z nim, podpowiadać liczebniki itp. (na podstawie E. Gruszczyk – Kolczyńska, E. Zielińska: Dziecięca matematyka. Warszawa 1997)

Choć radzimy sobie z dodawaniem i odejmowaniem w pamięci bez większego problemu od czas do czasu w formie zabawy lubimy wrócić do aktywności związanych z liczeniem tzw. “konkretów”.

Jak Wam się nasza maszyna licząca podoba?

Dobre bakterie

Bakterie i wirusy towarzyszą nam wszędzie. Czasami mam wrażenie, że wspomniane tylko czyhają na odpowiednią chwilę, aby nas niespodziewanie zaatakować i wyrządzić krzywdę naszemu organizmowi… Wiemy, że nie można ich dostrzec gołym okiem, co powoduje, że nawet nie przypuszczamy, kiedy zostajemy przez nie zaatakowani.

Temat bakterii i wirusów narodził się w naszym domu przy okazji mojej walki z zapaleniem krtani… I tak od słowa do słowa dotarliśmy do wiedzy dotyczącej tzw. “dobrych bakterii”, czyli drobnoustrojów żyjących w naszych organizmach, regulujących jego prawidłowe działanie.

Wiecie, że każdy z nas ma około 90 bilionów dobrych bakterii? To daje jakieś dwa kilogramy bakterii, bez których nie moglibyśmy żyć i cieszyć się dobrym zdrowiem.

By poznać te, które nam zagrażają,a także te które żyją w nas sięgnęliśmy po obrazy spod mikroskopu. Gama kształtów i kolorów wśród dostępnych obrazów nas zaskoczyła.

Postanowiliśmy samodzielnie stworzyć modele naszych “obrońców”. Wykorzystaliśmy kosmate myjki, pompony, ruchome oczy oraz klej na gorąco. W kilka chwil stworzyliśmy cudaczne pacynki, które przypominać będą nam o niewidocznym dla nas świecie dziejącym się tuż obok.

Złoty organizer na biurko DIY

Mam w domu małą artystkę! Miałam nadzieję, że córka wda się we mnie i tak właśnie się stało. Obrazy, obrazki, szkice i inne mniej lub bardziej twórcze dzieła powstają w naszych czterech ścianach każdego dnia (na kilogramy!!!). Aktywność małej artystki powoduje powstawanie galimatiasu na jej biurku. O ile ten z łatwością się tworzy, o tyle trudniej się go pozbyć…

Znaleźliśmy wyjście z danej sytuacji. Każde z narzędzi ma teraz swoje miejsce. Nie byle jakie, bo złote (oj tak – złoto w rękach małej artystki to jest to)!

Wspólnymi siłami stworzyliśmy organizer na biurko. Początkowo miał być nieco mniejszy, ale ostatecznie rozrósł się do rozmiaru, którego wymagały od niego akcesoria dzieciaków.

Do stworzenia wspomnianego użyliśmy kawałka sztywnej tektury oraz przyklejonych do niego niepotrzebnych szklanek, słoików oraz nakrętek. Na sam koniec pomalowaliśmy całość złotym sprejem, odczekaliśmy aż wszystko wyschnie i dobrą godzinę później mogliśmy cieszyć się nowością.

Początkowo każdy z pojemników miał być ułożony tuż obok siebie w rzędzie, jednak ostatecznie połączenie ich w jedną całość bardziej spodobało się dzieciakom.

Jak Wam się podoba nasze złote dzieło?

Nam tak bardzo przypadło do gustu, że zastanawiamy się nad wykonaniem czegoś podobnego do wykorzystania jednak jako schowka na biżuterię.

Walentynkowe drzewko miłości

Pamiętacie popularne niegdyś drzewka szczęścia? Konar i gałęzie pozwijane z delikatnych drucików, listki z kamyczków (nie jestem pewna czy wspomniane kamyczki to minerały czy też kamienie półszlachetne, zresztą teraz  to już nieistotne).

Wspominam o tym, bo wizja stojących na półce miniaturowych drzewek od pewnego czasu krążyła po mojej głowie. Dlaczego?

Kilka dni temu, kiedy to autorka zaprzyjaźnionego bloga ogłosiła konkurs walentynkowy, dzieciaki nie zastanawiając się ani chwili stwierdziły, że wykonają serduszkowy lampion i drzewko miłości właśnie. O ile wizja wykonania lampionu przedstawiona przez syna pokryła się z moim wyobrażeniem, o tyle wizja wykonania drzewka na samym początku stanowiła dla mnie czarną magię. Długo myślałam jak stworzyć bezpieczne (niekoniecznie druciane) drzewko, jak je ustawić, jak uformować. Summa summarum pomysł przyszedł sam…

Przygotowałam:

– skrawki papieru

– taśmę malarską

– plastikowe wieczko

– brązową farbę

– pędzel

– klej magic oraz

– ozdoby – kuleczki styropianowe, czerwone piórka, cekiny, brokat, świecące serca.

Pierwszy krok działań polegał na uformowaniu ze skrawków papieru kształtu drzewa. Poszczególne jego elementy zostały połączone przy pomocy taśmy malarskiej ze sobą. Taśmą również połączono konar drzewa i plastikowe wieczko. W następnej kolejności pomalowaliśmy nasze drzewko według uznania, by na samym końcu ozdobić je brokatem, cekinami i innymi świecidełkami.

Jak Wam się podoba?

Jak myślicie czy taki prezent przypadnie do gusty ukochanym osobom Waszych szkrabów?

Pomponowe zabawy sprawnościowo – matematyczne

Budzik w telefonie właśnie brutalnie wybudził Cię ze snu.

Co robisz?

Oczywiście, łapiesz go w swoje ręce i wyłączasz albo też sprawnie stukając placami po wyświetlaczu ustawiasz jeszcze pięciominutowy czas drzemki. Wspomniana drzemka przedłuża się do minut kilkunastu…

Po chwili pędem zbierasz się do pracy. Ubierasz się w pośpiechu, Twoje ręce wciągają na Ciebie kolejne elementy garderoby, korzystasz z toalety, łapiesz (rękami rzecz jasna) jakąś kanapkę, by posilić się nią w samochodzie…

 

Zastanawiałaś(łeś) się kiedyś nad tym jak bardzo przydają się Tobie ręce? Jak często posługujesz się nimi każdego dnia?

Śmiem zaryzykować stwierdzenie, iż większość podejmowanych przez nas aktywności dotyczy rąk właśnie. Złapanie kubka, zjedzenie jogurtu łyżeczką, wciągnięcie na tyłek bielizny po skorzystaniu z toalety. Wiele czynności wykonujemy automatycznie, bez zastanowienia, nie uświadamiając sobie wartości jaką stanowią dla nas ręce i dłonie właśnie...

 

Myślenie o tych pozornie prostych czynnościach spędza mi sen powiek.

Syn jest dzieckiem z MPD (Mózgowe Porażenie Dziecięce). Z hemiplegią prawostronną, która jest skutkiem uszkodzenia jego mózgu, zmagamy się od urodzenia. Intensywna rehabilitacja, ćwiczenia przez zabawę w domu przynoszą efekty – choćby taki, że smyk po latach ćwiczeń jest w stanie złapać jakikolwiek przedmiot prawą ręką. Niestety ruchu obrotowego prawego nadgarstka jak dotąd nie udało się nam w pełni wypracować.

Błahostka wydawałoby się złapać kubek w dłoń i napić się herbaty… a jednak nie zawsze.

 

Większość z nas nie przywiązuje wagi do tego, jak bardzo ważny jest rozwój manualny naszych pociech. Nie tylko maluchów potrzebujących większego wsparcia, jak mój syn, ale dzieci zdrowych, w pełni sprawnych. Kiedy Jaś za młodu nie opanuje szeregu ruchów dłoni/rąk, wtedy Janowi na pewno dokuczać będą problemy z posługiwaniem się sztućcami, utrzymaniem długopisu w ręce, czy zawiązaniem sznurowadła…

Dlatego tak ważne jest niewyręczanie dzieci w czynnościach dnia codziennego. Jeśli szkrab czerpie wielką radość i satysfakcję z samodzielnego jedzenia łyżką czy widelcem – pozwólmy mu na to, kiedy próbuje się sam ubierać – niech ma na to szansę, niech pomaga mamie ściereczką myć szybę okienną, niech ściera kurze z półki w swoim pokoju, niech wywiesza pranie zapinając je klamerkami.

Nie powinniśmy również zapominać o tym jak ważne jest podejmowanie zabaw rozwijających motorykę małą (sprawność dłoni i palców dziecka). Do zestawu opisywanych już przeze mnie aktywności dołączam dziś kolejną…tym razem pomponową.

Przygotujcie pompony, pęsetę oraz pojemniczki, do których pompony możemy przekładać. My wykorzystaliśmy żółtka po jajkach niespodziankach…

Aby zabawę odrobinę urozmaicić wprowadziliśmy do niej cyfry. Zadanie dzieciaków polegało na odpowiednim policzeniu pomponów i dopasowaniu ich do odpowiedniej cyfry.

Dla utrudnienia pompony wkładaliśmy do rolek po papierze toaletowym, których zawartość odkrywaliśmy dopiero po zakończeniu dopasowywania odpowiedniej ilości elementów. Wtedy sprawdzaliśmy poprawność wykonanego działania…

Zabawa z pomponami przybierać może dziesiątki innych kombinacji. Materiałowe kuleczki segregować można według koloru, wielkości, według przygotowanych wcześniej kart. Tutaj ogranicza Was tylko pomysłowość i chęci do podjęcia aktywności.

To co skusicie się na podobną zabawę?

 

Myjnia samochodowa DIY

Motoryzacja jest naszą wspólną pasją. Miłość do samochodów przejęły od nas również dzieciaki. Syn i córka częściej wybierają w zabawie samochodziki, niż jakiekolwiek inne atrakcje.

Ponieważ aktualnie chorujemy, postanowiłam dla szkrabów, właściwie to z ich pomocą, przygotować niespodziankę. Niespodziankę oczywiście z motoryzacją związaną. Stworzyliśmy – wspólnymi siłami – myjnię samochodową.

Do jej stworzenia wykorzystaliśmy wszystko to, co pod ręką akurat znaleźliśmy.

Przemyśleliśmy dokładnie kolejne etapy mycia w tworzonym przez nas kartonowym budynku, opracowaliśmy cennik. Przyznać muszę, że dosyć abstrakcyjny, bo za mycie zapłaci się u nas zaledwie 10 zł, za nabłyszczenie – 15, zaś polerowanie lakieru samochodowego to koszt zaledwie 20 zł. Przyznacie, że ceny korzystne, ale to dzieciaki same wszystko wymyślały.

Zakasaliśmy rękawy, wszystko w całość połączyliśmy, by po chwili móc się dobrze bawić.

To co znajdą się chętni, by u nas swój wóz do porządku doprowadzić?

Malowanie bez brudzenia

Kreatywność w parze z czystością i porządkiem nie zawsze idzie. Mój pedantyzm (którego intensywność z momentem pojawienia się na świecie szkrabów powoli traci na sile) nie raz został wystawiony na próbę. Póki co jakoś daję radę ;), ale kto wie ile jeszcze (żart).

Nie od dziś wiadomo, że dzieci (a przynajmniej znaczna ich część) ciągnie ku zabawom brudzącym, ciaplającym, paćkającym, itp.  Co więcej radość osiągana podczas takowej rośnie wprost proporcjonalnie do powstającego wokoło bałaganu.

Jeśli i Wam nie raz stawało serce na widok radosnej twórczości Waszych pociech i tylko z racji na fakt, by zapewnić dziecku ciekawe atrakcje przygryzaliście wargi… dziś mamy dla Was coś extra.

Wyobraźcie sobie, że Wasz smyk miesza farby dłońmi, następnie na świeżo stworzonej kolorowej powierzchni maluje palcami, a przy tym nic a nic się nie brudzi?

To naprawdę możliwe!

Już piszę w czym rzecz.

Przygotujcie farby oraz… woreczek strunowy (to taki worek z zapięciem zatrzaskowym) im większy, tym lepszy.

Do woreczka wlejcie po trochu farb, w różnych kolorach.

Woreczek szczelnie zamknijcie, następnie połóżcie go przed maluchem i pozwólcie mu działać…

Delikatnie pocierając powierzchnię woreczka rozcieramy i mieszamy farby w jego wnętrzu… A gdy te odpowiednio wymieszane zostają woreczek zyskuje jeszcze jedno zastosowanie. Tworzy on podłoże do pisania i rysowania… Wierzcie lub nie, ale zabawa w malowanie i odciskanie dłoni w woreczkowej mazi szybko się nie kończy.

By spotęgować efekt powstałych malunków, wystarczy woreczek podnieść i w stronę światła skierować. Uzyskamy coś na kształt ciekawego, maziastego witrażu.

Podoba Wam się propozycja czystego malowania?

Spróbujecie swoich sił w nim?

Sensoryczne ptaki

Jestem nauczycielką przedszkola, uwielbiam swoją pracę, często ubolewam jednak nad tym, że przygotowywanie ciekawych zajęć, co za tym idzie ciekawych pomocy do nich zajmuje mi aż tyle czasu. Jest to czas, który odbieram (nie bez wyrzutów sumienia) sobie, swojej rodzinie, swoim dzieciom.

W takich momentach zazdroszczę koleżankom, które o 15 wychodząc z pracy nie muszą o niej myśleć aż do dnia następnego.

Znalazłam rozwiązanie, które choć po części, daje mi możliwość przygotowania ciekawych gadżetów dla podopiecznych, a które jednocześnie pozwala mi na spędzanie czasu z moimi szkrabami.

Od pewnego czasu podwijamy rękawy i przygotowujemy pomoce do powadzonych przeze mnie zajęć wspólnymi siłami.

Tak było i tym razem, kiedy wpadłam na pomysł, by w ramach realizacji projektu POWIETRZE przygotować dla wychowanków kilka sylwet ptaków, które nie tylko pozwolą pokazać dzieciom, jak piękne i kolorowe gatunki żyją w Polsce, ale też dają możliwość obcowania dzieciom z różnymi fakturami, tym samym pozwolą na pobudzanie (rozwijanie) zmysłu dotyku, a także wzroku.

Od pomysłu szybko przeszliśmy do realizacji, w ten oto sposób powstało kilka sensorycznych ptaków, które mam nadzieję już w poniedziałek dają wiele radości “moim 3 – latkom”.

Jak myślicie, spodobają się dzieciakom?