Na Dzikim Zachodzie czyli wizyta Westernowym Miasteczku TWINPIGS w Żorach

Tak właściwie to spory kawałek czasu minął odkąd zamieszkałam w Poznaniu. Mieście tylko pozornych sprzeczności, mieście idealnie łączącym to, co stare i nowe, mieście pełnym zieleni, wreszcie mieście z mnóstwem atrakcji oraz ciekawych wydarzeń.

Pochodzę ze Śląska, z miejscowości, która najczęściej kojarzy się z kopaniami, węglem i niestety brudem. Od lat obserwuję moje rodzinne miasto, widzę jak się zmienia, jest coraz bardziej zielone, ma też coraz więcej do zaoferowania zarówno jego mieszkańcom, jak i przyjezdnym.

 

O tym, że Śląsk i jego okolice stają się coraz bardziej atrakcyjne pisałam już kilkukrotnie wspominając chociażby o Zabytkowej Kopalni Guido, Zagrodzie Żubrów w Pszczynie, Ogrodach Kapias, Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach, Chorzowskim ZOO, czy Leśnym Parku Niespodzianek w Ustroniu.

 

I tym razem pozwolę sobie wspomnieć Wam o atrakcji, która mieści się w topowych pozycjach przewodników atrakcji śląskich, a która wczoraj kompletnie niespodziewanie skradła i nasze serca.

 

Raczej nie planujemy naszych wypadów z dużym wyprzedzeniem, najczęściej okazuje się, że najfajniejsze i najciekawsze miejsca odwiedzamy przypadkiem. I tym razem równie spontanicznie wyruszyliśmy na wyprawę, której celem stało się westernowe miasteczko położone nieopodal naszej wakacyjnej miejscówki.

Żorski TWINPIGS Westernowy Park Rozrywki, bo o nim dziś opowiedzieć Wam zamierzam, to jeden z kilku śląskich parków rozrywki.  Przyznam szczerze, że po wczorajszej wizycie w nim póki co, parki i inne atrakcje odwiedzane przez nas wcześniej zeszły na dalszy plan…

TWINPIGS to miejsce  wystylizowane na niewielkie miasteczko rodem z Dzikiego Zachodu. Na głównej ulicy (Main Street) atrakcji przyjrzymy się zabudowie w iście amerykańskim stylu z minionych lat: szkółka niedzielna, bank, saloon, biuro szeryfa razem z celą więzienną, strzelnica, ogródek farmera to tylko część propozycji dla odwiedzających.

Zabudowa dopracowana w każdym calu robi spore wrażenie. Przechadzający się po kowbojskim miasteczku “aktorzy” – pracownicy atrakcji – dodają odwiedzonemu przez nas miejscu jeszcze więcej “smaczku”.

 

Kolejną część atrakcji miasteczka stanowią karuzele znajdujące się na terenie parku. Wirujące beczki (Karuzela Whiskey), koło młyńskie Far Fest (te możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej),  mini rollercoaster – Family Coaster, czy Karuzela Trapera to wyzwania zarówno dla nieco mniejszych, jak i dużych. To, o czym wspomnę ponownie za moment to fakt, że każda z karuzel dostępna jest w cenie biletu i z każdej z nich można korzystać ile się chce. Mini rollercoasterem jechaliśmy kilka razy, za każdym razem schodząc z karuzeli i ponownie ustawiając się (na nasze szczęście) w niewielkiej kolejce.

Na miejscu dostępna jest również ogromna przestrzeń zabawowa z mnóstwem drewnianych gier, zwierzyniec oraz kolejka wąskotorowa i usytuowane nad trasą kolejki Leśne Molo.

Dla najmłodszych tuż przy wejściu dostępna jest też strefa zabaw z dmuchańcami, hydroatrakcjami oraz płuczką złota.

Przyznaję, że frajdę z odnajdywania „grudek złota” wśród rzecznego żwiru miałam równie wielką, jeśli nie większą niż dzieciaki. Obawiam się, że tzw. gorączka złota zapewne w tamtych czasach dopadłaby mnie (o zgrozo!) z pewnością.

Atrakcją TWINPIGS są również kina. Trzy z nich to obiekty 5D (przy czym seans w “Batyskafie”, a szczególnie seans w “Tajemniczym Podziemiu” polecam widzom o mocnych nerwach, nie zdradzę tu więcej szczegółów, ale moje dzieciaki z seans w “Tajemniczym Podziemiu” dzielnie przetrwały zamykając oczy, za to seans w kinie 5D mieszczącym się tuż za bramą widoczną na poniższym zdjęciu podobał się im tak bardzo, że gdybym tylko na to się zgodziła obejrzałyby go kilkukrotnie), jedno z kin to kino 360 stopni (obraz wyświetlany jest na sklepieniu kuli – podobnie jak ma to miejsce w planetariach).

Na terenie parku o określonych porach odbywają się różnego typu pokazy: ujeżdżania koni, tańca kowbojskiego, zabawna inscenizacja napadu na bank, czy też pokaz umiejętności kowbojskich. W całym parku znajdziemy plakaty informujące nas o pokazach oraz o miejscu ich prezentacji. Warto korzystać z atrakcji parkowych tak, by i w pokazach wziąć udział.

Park w swej ofercie ma również bogate zaplecze kulinarne. Restauracja, kawiarnia, grill bar, saloon z pysznym amerykańskim jedzeniem – jest w czym wybierać. W restauracji, w której się stołowaliśmy (Old West) dostępne było również menu dziecięce oraz wegańskie.

To co zdecydowanie działa na plus parku to fakt, iż blisko 40 atrakcji dostępnych są w cenie biletu (kina, karuzele, przejażdżki konne, pokazy, parki linowe, obcowanie ze zwierzakami, itp.).

Podczas naszego zwiedzania tylko nowo otwarta strzelnica oraz przejażdżki na tzw. segway’ach były płatne.

Może nieco mniej oczywistym dla niektórych, ale równie ważnym aspektem (szczególnie kiedy podróżuje się z dzieckiem) jest fakt, iż na terenie całego parku dostępne są toalety (w tym też pokoje dla matki z dzieckiem). Odwiedzaliśmy już obiekty, w których zwracaliśmy z połowy drogi, by z toalety móc skorzystać, tu na szczęście nie będzie takiej konieczności.

 

Tak jak już wspomniałam na terenie woj. śląskiego parków rozrywki jest wiele, jestem jednak zdania, że Westernowy Park Rozrywki TWINPIGS to miejsce wyjątkowe, zdecydowanie warte odwiedzenia. Wczorajsza wizyta w w/w miejscu pomogła się nam przenieść w czasy, które do tej pory znaliśmy i podziwialiśmy tylko na ekranach telewizorów i kin.

Przyjemnie było choć przez chwilę móc poczuć się nieco inaczej. Pomogła nam w  tym również wizyta w fotograficznym studio miasteczka, w którym zostaliśmy wystylizowani na damy oraz kawalera z tamtych lat…

Myślę, że każdy z odwiedzających znajdzie tu coś dla siebie. Każdemu z naszej czwórki spodobało się tu coś innego, każde z nas jednak opuściło TWINPIGS, po blisko 6 godzinach, z ogromnym uśmiechem na twarzy.

Po naszej wczorajszej wizycie w Żorach emocje jeszcze nie opadły, tym bardziej gorąco Wam żorskie westernowe miasteczko polecamy!

 

Jeśli się tam wybierzecie, koniecznie dajcie znać jak było!

 

Więcej informacji o cenach oraz atrakcjach TWINPIGS znajdziecie na stronie www KLIK

 

 

 

 

 

 

Spotkanie z Pszczyńskimi Żubrami

„Pozwólcie przedstawić sobie: Pan Żubr we własnej osobie. No, pokaż się, żubrze. Zróbże minę uprzejmą, żubrze” /Jan Brzechwa/

I pokazał się nam, nawet nie jeden a kilka. Czy zrobiły uprzejmą minę pewności nie mamy, jednak sama możliwość obcowania z tymi dostojnymi zwierzętami sprawiła nam wiele radości.

Ostatni raz byłam tu ponad 20 lat temu… Dwa lata temu, w czasie wakacji, razem ze swoimi pociechami zafundowałam sobie powrót do przeszłości. Z samego rana spakowaliśmy się*  i wyruszyliśmy ku przygodzie…

Odwiedziliśmy Muzeum Zamkowe w Pszczynie oraz Zagrodę Żubrów. Mam wrażenie, że Muzeum Zamkowe nic a nic się nie zmieniło. Jest równie piękne i dostojne, co kilkadziesiąt lat temu. Choć jednak nie – dostrzegłam jedną niewielką różnicę – tym razem wydało mi się trochę mniejsze, chociaż to akurat może być spowodowane faktem, że kiedy byłam tu ostatnim razem miałam kilkadziesiąt centymetrów mniej.

Po zwiedzaniu Zamku w Pszczynie udaliśmy się na spacer po pobliskim parku, który – mimo iż początkowo tego nie planowaliśmy – doprowadził nas do Pokazowej Zagrody Żubrów.

W zagrodzie można zapoznać się ze zwyczajami nie tylko żubra, ale również poznać inne zwierzęta zamieszkujące tereny południowej Polski: muflony, jelenie, sarny, daniele oraz pozostałych mieszkańców obiektu: kaczki krzyżówki, kazarki rdzawe, bernikle, gęsi łabędzionose, łabędzie oraz pawie indyjskie…

Żubry można podziwiać tu z bliska (zza ogrodzenia) bądź z tarasu widokowego (dzięki windzie dostępny jest on również dla wózków). Najliczniejszą grupę “polskich bizonów” spotkamy w zagrodzie w godzinach, w których zwierzęta są karmione (dlatego dobrze sprawdzić godziny karmienia przed odwiedzeniem zagrody, można tego dokonać na stronie internetowej obiektu).

Na terenie zagrody znajduje się również obiekt muzealno – edukacyjny, w którym między innymi przyjrzeć możemy się postaciom zwierząt (eksponaty), czy też poznać żubrze historie (film 3d).

Zwiedzanie zamku oraz odwiedziny w zagrodzie żubrów zakończyliśmy wizytą w pobliskich Ogrodach Pokazowych Kapias.

Tę praktycznie całodniową wyprawę polecamy wszystkim, którym dłuższe spacerowanie nie straszne i którzy czerpią sporo przyjemności z obcowania z przyrodą.

 

Leśny Park Niespodzianek

Bielik to nie orzeł, zaś sowy wcale nie wydają z siebie dźwięku “huuu huuu”, a skrzeczą prawie jak papugi, co więcej te niezwykle ciekawe, a jednocześnie tajemnicze ptaki nie śpią w dzień i nie polują tylko i wyłącznie w nocy. Posiadają one za to długą, prawie łabędzią szyję, która dzięki gęstemu kołnierzowi piór nie jest widoczna, potrafią także usłyszeć bicie serca myszy z ponad 7 metrów, latają praktycznie bezszelestnie.

W ramach jeszcze jednej ciekawostki dodam, że ptak, który zagrał słynną sowę Harrego Pottera – Hedwigę był samcem, a nie samicą.

Te i dziesiątki innych, często zaskakujących, faktów mieliśmy okazję poznać i jednocześnie potwierdzić podczas naszej pierwszej (z trzech) wypraw do Leśnego Parku Niespodzianek w Ustroniu.

Ta z kolei miała miejsce blisko 4 lata temu.

Po raz pierwszy o Leśnym Parku Niespodzianek usłyszałam dobry rok temu. Na facebookowym profilu jednej ze znajomych zobaczyłam zdjęcia jej córki biegającej wśród zwierzaków. Urzekły mnie załączone fotografie i radość w oczach małej, która biła od dzieciaka znajomej na kilometry.

Od tamtej pory planowałam, że przy bliższej okazji wspomniane miejsce odwiedzimy. Plany udało się nam zrealizować szybciej niż byśmy tego się spodziewali. W jeden sobotnich poranków sierpnia 2014 roku wyruszyliśmy ku przygodzie.

Tuż po przekroczeniu bram parku powitali nas jego najodważniejsi mieszkańcy – kozy.

Tak, dobrze widzicie, witające nas zwierzęta po parku chodzą luzem i do tego można je karmić kupioną w kasie parku karmą (mieszanka ziaren zbóż i suszonych warzyw). Poza kozami swobodnie biegającymi mieszkańcami parku są również alpaki, daniele oraz muflony.

4

Zafascynowani zwierzętami towarzyszącymi nam w zwiedzaniu podążyliśmy dalej. Przyglądaliśmy się leśnym zwierzętom z bliska, bardzo bliska – dziki, sarny, jelenie, żubry, szopy, żbiki, jenoty, ptaki drapieżne i sowy to tylko część z menażerii zamieszkującej to miejsce.

W trakcie spaceru po parku warto poświęcić pół godziny, by wziąć udział w pokazie lotów ptaków drapieżnych i kolejne pół godziny w pokazie lotów sów.

W sokolarni spotkać można wiele gatunków ptaków drapieżnych. Dla nas loty prezentowali między innymi bielik amerykański imieniem Regan, orzeł aguja – Sheala, myszołów Bianka, o ile dobrze pamiętam to również kania ruda oraz któryś z sokołów.

Pokaz pozwala na przyglądnięcie się latającym ptakom z  bliska. Ptaki unoszą się wysoko na niebie, choć zdarza im się też przelecieć pomiędzy publicznością. Czasami tak blisko, że skrzydło bielika Regana strąciło córce kapelusz z głowy.

Osoba prowadząca pokaz, w jego trakcie dzieliła się z nami dziesiątkami informacji na temat latających właśnie ptaków, a czyniła to w sposób tak ciekawy, że zapamiętywaliśmy w mig wszystkie kolejno wypowiedziane fakty.

W drodze z sokolarni do sowiarni towarzyszyła nam ścieżka edukacyjna zakończona budynkiem Centrum Edukacji Przyrodniczo Leśnej.

W sowiarni również czeka na nas gro ciekawych informacji przedstawionych w niezwykle interesujący, czasem wręcz żartobliwy sposób. Podczas pokazu dowiedzieliśmy się, że sowy wcale nie śpią w dzień i nie polują tylko i wyłącznie w nocy.

Sowy polują wtedy, kiedy nadarzy się ku temu okazja,  czy to dzień czy noc, owszem zdarza im się polować nocą, ale to dlatego, że wtedy konkurencja jest mniejsza (ptaki drapieżne śpią) i często łatwiej zdobyć posiłek.

Sowy wcale nie wydają z siebie dźwięku “huu huu”, co zaprezentował nam przepięknie puchacz o imieniu Vergill. Sytuacja, która uświadomiła nam nasze braki w wiedzy była dosyć zabawną… Prowadzący zwrócił się do uczestników pokazu:

– Powiedzcie mi jak robi sowa?

Na co wszyscy zgromadzeni, wręcz chóralnie odrzekli:

– Huuu huuu!

Po czym zwrócił się do puchacza:

– Vergill jak robi sowa?

Sowa zaskrzeczała do mikrofonu, prawie jak papuga.

Pan zwrócił się więc ponownie do tłumu:

– No to jak robi sowa?

Tłum odpowiedział:

– Huu huuu!

– Vergill pokaż Państwu raz jeszcze jak robi sowa.

Puchacz ponownie zaskrzeczał.

Podczas pokazów poznaliśmy niewielkich rozmiarów płomykówkę Tytusa, wspomnianego już puchacza Vergilla, a także sowę śnieżną o imieniu Jadźka.

Skąd informacja, że filmowa bohaterka filmu Harry Potter była samcem? Samice sowy śnieżnej nie są tak śnieżnobiałe, jak sowa – aktor. Są nakrapiane czarnymi plamkami, zaś samce są właśnie dużo bielsze.

Przyglądaliśmy się prezentowanym sowom, wsłuchiwaliśmy się w opowieści o nich, by po zakończeniu pokazu udać się w dalszą drogę.

Park przygotował dla najmłodszych zwiedzających dodatkową atrakcję w postaci alei bajek, w której to można przyglądnąć się postaciom z popularnych opowieści, a także wysłuchać ich historii…

oraz ogromny, pełen atrakcji, plac zabaw.

Po ponad czterech godzinach spędzonych w Parku, zobaczeniu wszystkiego co zobaczyć można było, poznaniu wielu nowych faktów z życia zwierząt oraz krótkiej zabawie na placu zabaw postanowiliśmy wracać.

Miejsce, które odwiedziliśmy zauroczyło nas kompletnie, dlatego, kiedy nadarzy się ponowna okazja do jego odwiedzenia zapewne tu wrócimy.

ADRES:

Leśny Park Niespodzianek ul. Zdrojowa 16 – Ustroń

CENY BILETÓW (indywidualnych):

dorośli: 28 zł w tygodniu, 32 zł  w weekend

dzieci: 22 zł w tygodniu, 24 zł w weekend

woreczki karmy są dodatkowo płatne (kupiliśmy dwa woreczki, które po 15 minutach się nam skończyły, następny razem kupimy ich więcej)

NA CO WARTO ZWRÓCIĆ UWAGĘ:

Należę do osób przewidujących, dziecko plus dzikie zwierzęta nie zawsze muszą iść w parze. Wybierając się na wyprawę spakowałam ze sobą środek odkażający i zapas plastra. Maluchom czytałam uważnie ostrzeżenia umieszczone na parkowych wybiegach (dzikie zwierzę może ugryźć). Nie każdy z rodziców jest tak przewidujący. Kiedy para młodych opiekunów zapatrzona w siebie schodziła z góry, ich synek zdążył włożyć rękę za ogrodzenie jeleni szlachetnych, dorodny byk ugryzł malucha. Rana nie wyglądała najgorzej, ale opatrzenia wymagała – posłużyliśmy pomocą.

Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, by dziecko przed zwiedzaniem do kontaktu ze zwierzętami przygotować oraz by na taką wyprawę zabrać ze sobą apteczkę (zresztą ta towarzyszy nam w każdej podróży).

 

 

Wrocławskie Afrykarium czyli efekt WOW!

Efekt WOW dopadł całą naszą rodzinę ponad 4 lata temu i  póki co wciąż trwa. Trwać pewnie będzie tak długo, jak długo na zdjęcia i filmy wspominające tamtejszą oraz kolejne (bo w ciągu tych 4 lat opisywane miejsce odwiedziliśmy kilkukronie) wyprawy spoglądać będziemy.

Efekt wow – czyli cała masa niezwykle pozytywnych emocji i wrażeń. Zachwyt, fascynacja, radość, mnóstwo uśmiechów, zdziwienie oraz chęć pogłębiania wiedzy – to wszystko zafundowała nam wycieczka do wrocławskiego Afrykarium.

Wrocławskie Afrykarium to wyjątkowe miejsce, w którym podziwiać możemy pięć biotopów Czarnego Lądu, które to z kolei zamieszkuje aż 200 gatunków zwierząt, głównie ryb. Wyjątkowość nietypowego oceanarium sięga dalej, gdyż obiekt ten sam w sobie jest unikatowy na skalę światową – skupia się wyłącznie na faunie i florze Czarnego Lądu.

To wreszcie miejsce, gdzie w otoczeniu 15 mln litrów wody i 4500 gatunków roślin żyją ryby morskie i słodkowodne, w tym rekiny, płaszczki, strzępiele i pielęgnice, a także zwierzęta związane z wodą i Afryką – hipopotamy, krokodyle, mrówniki, golce i pierwsze w kraju manaty.

O naszych wyprawach do wrocławskiego ZOO i Afrykarium mogłabym pisać i pisać, jednak pewna jestem tego, że żadne słowa nie są w stanie oddać pięknych obrazów, które w Afrykarium zobaczyć można. Dlatego nie przedłużam i zapraszam Was do oglądania…

A gdyby ktoś z Was Afrykarium miał zamiar odwiedzić – polecamy poniedziałki. Wtedy za bilet rodzinny (2 osoby dorosłe i maksymalnie 3 dzieci) zapłacimy najmniej.

Więcej o Afrykarium – KLIK

 

 

Dzieci odkrywają Śląskie. Wyprawa inspirowana przewodnikiem.

Lada chwila minie trzynaście lat odkąd zamieszkałam w Poznaniu. To spory kawał czasu spędzony przeze mnie w stolicy wielkopolski.

Pochodzę ze Śląska, tu się urodziłam, tu wychowałam. To właśnie w południowej części kraju spędziłam większą część swojego życia i do tej części Polski pałam największą sympatią.

Kopalnia dobrej zabawy

Jeszcze do niedawna Śląsk kojarzono przede wszystkim z kopalniami oraz z dużą ilością zanieczyszczeń. Na szczęście ten wizerunek powoli odchodzi w zapomnienie. O tym, że Śląsk ma nam naprawdę dużo do zaoferowania, w tym również dzieciom, pisałam już kilkukrotnie. Okazuje się (co mnie bardzo cieszy), że nie tylko ja jestem takiego zdania. Autorzy bloga Podróże Hani od dawna prezentują śląskie atrakcje w sieci. Jakiś czas temu zebrali je wszystkie by mogły się one ukazać w  przewodniku, który pokazuje, że Śląskie to skarbnica dobrej zabawy, pełna atrakcji i miejsc wartych zobaczenia.

Znane – nieznane

Wydawało mi się, że całkiem sporo wiem o otoczeniu swojego rodzinnego miasta (z premedytacją używam tu czasu przeszłego), tymczasem przewodnik zaskoczył mnie co najmniej kilkoma, jeśli nie kilkunastoma nowinkami. Korzystając z okazji, że to właśnie na Śląsku spędzamy wakacje postanowiliśmy z “Dzieci odkrywają Śląskie” skorzystać.

A korzystać jest z czego, bo publikacja na 96 stronach mieści aż 21 rozdziałów z opisami śląskich miast i miasteczek oraz znajdujących się w nich atrakcji dla dzieci, również tych mniej znanych, wskazówki co do noclegów, gastronomii, a także przydatne adresy.

Pierwsza z przewodnikowych niespodzianek

Jakieś 45 km od Katowic znajduje się miasto, którego jedna z atrakcji stanowi przestrzeń idealną zarówno dla małych, jak i dużych. Jest tam pięknie, kolorowo, spokojnie, cicho (przynajmniej do momentu, w którym wspomnianego nie opanują dzieciaki). Goczałkowice Zdrój i mieszczące się w nich Ogrody pokazowe Kapias to magiczne miejsce.

Ogrody – jak podaje przewodnik – powstały z miłości i pasji do kwiatów. Państwo Kapias, chcieli pokazać, co można ”wyczarować” ze sprzedawanych w ich centrum roślin.

W ten oto sposób powstał 4 ha ogród podzielony na wiele tematycznych części. Znaleźć tu można ogród wiejski, letni, zimowy, tajemniczy, zmysłów, romantyczny, japoński, śródziemnomorski i wiele innych ciekawych zakątków.

O najmłodszych gościach ogrodów również pomyślano. Dla dyspozycji dzieciaków jest całkiem spory plac zabaw z ogrodowym domkiem, tyrolką, piaskownicą, zjeżdżalniami, itp.

Na terenie ogrodu znajduje się również kawiarnia, w której można zjeść przepyszne lody (nasz faworyt to limonka z miętą i porzeczka ze śmietanką) oraz restauracja, w której zjeść możemy coś konkretniejszego.

Wybraliśmy się do Ogrodów Kapias w środku tygodnia, dlatego mieliśmy przyjemność cieszenia się praktycznie pustymi alejkami opisywanego miejsca. Zajrzeliśmy – dzięki temu – do każdego ich zakątka,  zakosztowaliśmy gry w szachy czy bule, podziwialiśmy również ogrodowy krajobraz z tamtejszego tarasu widokowego.

To pierwsza z naszych wypraw, do której zainspirował nas przewodnik “Dzieci odkrywają Śląskie”, biorąc pod uwagę fakt ile wrażeń nam dostarczyła, z całą pewnością nie ostatnia!

Ogrody pokazowe Kapias i co dalej?

O Ogrodach Kapias dowiedzieliśmy się dzięki “Dzieci odkrywają Śląskie”, spróbujecie zgadnąć, jakie jeszcze miejsca (wcześniej nam nieznane) odkrył przed nami przewodnik?

Czy to na pewno dla mnie?

Jeśli nie jesteś pewien czy przewodnik i Tobie mógłby się przydać. Nie jesteś pewna/pewien, czy Śląsk to miejsce dla Ciebie i Twojej rodziny, a może wręcz odwrotnie jesteś pewna/pewien, że śląska ziemia niczym Cię już nie zaskoczy –  spróbuj zastanowić się na tym, czy wiesz, że:

– w Bielsku-Białej działa Prywatne Muzeum Literatury im. Władysława Reymonta?

– w kilku miejscach na Śląsku w ciągu godziny można nawdychać się takiej ilości jodu jak w ciągu 3 dni nad morzem?

– w Świnnej na Żywiecczyźnie pasjonaci nauki swoimi prostymi, acz niezwykle efektownymi eksperymentami mogą zawstydzić naukowców z Centrum Nauki Kopernik?

– w Gliwicach działa Muzeum Techniki Sanitarnej?

– w Cieszynie można oglądać budowlę, którą na co dzień trzymacie w portfelu?

– na zboczu góry Żar jest TO MIEJSCE, czyli punkt, w którym nie działa grawitacja?

– z jednej zapałki można wyrzeźbić prawdziwe dzieło sztuki? I w dodatku zobaczyć je… w Częstochowie?

– jest miasto, w którym w ciągu jednego dnia można najpierw znaleźć się na Dzikim Zachodzie, a potem prześledzić historię ludzkości i… ognia?

– Katowice to jedno z najbardziej zielonych miast w Polsce?

– jedna ze śląskich kopalni już niedługo może znaleźć się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO?

Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedź była negatywna, przewodnik z całą pewności Ci się przyda.

Przewodnik “Dzieci odkrywają Śląskie” – w wersji drukowanej  oraz pdf  – zakupić można TUTAJ, do czego serdecznie zachęcamy.

 

 

Na Szrenicę z dzieckiem? Dlaczego nie!

W połowie 2014 roku, a więc kilka dobrych lat temu wzięliśmy udział w organizowanym przez PTTK konkursie “Turystyczna rodzinka”. Jakiś czas później, jako jedną z niewielu rodzin, wyróżniono nas nagrodą w postaci weekendowego pobytu w schronisku na Hali Szrenickiej.

Skrzętnie przygotowywaliśmy się do wyjazdu – mapa, przewodnik, lista niezbędnych rzeczy, sprzęt potrzebny w górach, właściwe obuwie, ubiór oraz plecaki, w które całość można zapakować. Dzieciaki aktywnie włączyły się we wspólne przygotowania.

Gdy nastał dzień wyjazdu – spakowaliśmy się – i wyruszyliśmy ku przygodzie. Zdecydowaliśmy, że podejmiemy próbę samodzielnego podejścia na Szrenicę. Według opowieści znajomych, którzy jak się później okazało na szczyt wjeżdżali kolejką, podejście miało nie być bardzo męczące i przede wszystkim możliwe do zdobycia przez dzieci (ówczesne 5-latki). Pełni sił oraz entuzjazmu ruszyliśmy ku górze. Po  drodze mieliśmy chwilę zwątpienia, szczególnie gdy kilka osób mijanych na szlaku wątpiło w powodzenie naszej wędrówki. Komentarze: “O Boże! A Państwo z dziećmi! Podziwiamy odwagę!” słyszeliśmy na szlaku kilkukrotnie.

Z tego miejsca pozdrawiamy serdecznie pana spod Wodospadu Kamieńczyka, który nastraszył nas tak bardzo przed dalszą wędrówką, że aż posiłkowaliśmy się telefonem do schroniska z zapytaniem, czy w razie kryzysu ktoś ze schroniska mógłby po nas przyjechać. (Tu należą się podziękowania dla obsługi schroniska, bo nie dosyć, że zaoferowali nam już na starcie wsparcie, to przez kolejne trzy dni goszczono nas po królewsku, w  warunkach, których nie powstydziłby się niejeden hotel. Wiem, wiem, że nie o to chodzi, a jednak schronisko na Hali Szrenickiej pokazuje, że można).

Na szczęście wyprawa ratunkowa nie była potrzebna. Po 5 godzinach wędrówki, w tym kilku…nastu przerwach na regenerację dotarliśmy na Halę Szrenicką.

Tego dnia pozwoliliśmy sobie na dłuższy spacer w okolicy hali, natomiast dzień później po dodatkowej godzinie marszu zdobyliśmy szczyt Szrenicy.

Wyprawa w góry okazała się niesamowitą, aczkolwiek, wyczerpującą przygodą. Wszystko to, co udało się nam w górach zobaczyć wynagrodziło jednak wszelkie zmęczenie…

Już teraz planujemy kolejne górskie wyprawy, choć mamy nadzieję skupić się na nieco “lżejszych szklakach”, zapowiadają się więc wakacje, a może i rodzinne ferie w górach?

Kilka dobrych rad dla osób wybierających się na Szrenicę:

– do Szklarskiej Poręby dojechaliśmy samochodem. Zaparkowaliśmy na parkingu strzeżonym, który jak się okazało strzeżony był tylko w godzinach 8:00 – 16:00. Później to już samowolka. Żeby być choć odrobinę spokojniejszym, gdy zostawiamy samochód na parkingu – tak jak my – na kilka dni proponujemy wziąć numer telefonu od obsługi parkingu. Zawsze można następnego dnia zadzwonić i zapytać czy z pojazdem wszystko ok.

– zadbajcie o dobre obuwie (Wasze i dzieciaków). Spora część trasy (szczególnie ta prowadząca do Wodospadu Kamieńczyka) to dosyć nierówne, wystające kamienie. W zwykłych butach sportowych poczujecie każdy z łbów kamieni na stopie. Dzieciaki zaopatrzone w buty trekingowe nawet nie jęknęły, że coś jest nie tak.

– wybierając się w góry z dzieckiem – szczególnie latem – nie zapomnijcie o posmarowaniu maluchów kremem z filtrem, nakryciu głowy dla dzieci oraz wodzie (nie wspominam tutaj o zmiennej, górskiej pogodzie, więc warto wziąć ze sobą ubrania na różną pogodę).

– wiecie, że od dłuższego już czas dostępna jest aplikacja RATUNEK od GOPR. Wystarczy zainstalować ją w smartfonie, by w razie potrzeby móc z niej skorzystać. Aplikacja ta jest zintegrowana z numerem ratunkowym w górach 601 100 300, połączenie powinno zostać wybrane automatycznie. Dodatkowo w trakcie działania aplikacja wysyła SMS do dyżurnego GOPR-u z informacją o Twojej lokalizacji. Oczywiście GPS musi być włączony, jeśli nie będzie to aplikacja wyświetli stosowną prośbę.

– z Hali Szrenickiej na szczyt Szrenicy prowadzą dwie drogi – jedna bardziej stroma – wybrukowana kamieniami, druga – ubita/”gruntowa” – prowadząca tuż obok Końskich Łbów – mniej stroma i mniej wyboista. Idzie się nią odrobinę dłużej, ale jest to zdecydowanie łagodniejsze podejście. Właśnie to wybraliśmy z dziećmi.

– Na Szrenicę ze Szklarskiej Poręby wjechać bądź zjechać można również wyciągiem krzesełkowym, ten kursuje w wyznaczonych godzinach (tylko do godziny 16:00).

– ponieważ stąd to zaledwie “krok” do naszych południowych sąsiadów, warto pamiętać o zabraniu dla dzieci paszportu bądź dowodu tymczasowego.

CENY ( na rok 2015):

– parking “Pod Wodospadem Kamieńczyka” – 40 zł (za dwie pełne doby)

– Wodospad Kamieńczyk – czynny 9 – 17 – cena 5 zł bilet normalny, 2,5 ulgowy (nasze dzieciaki w wieku 5 lat zwolnione od opłaty).

– opłata za wstęp do Karkonowskiego Parku Narodowego – jednodniowa normalna 6 zł, trzydniowa normalna 15 zł (nasze dzieciaki w wieku 5 lat zwolnione od opłaty).

– wyciąg krzesełkowy 2-osobowy na Szrenicę (ze Szklarskiej Poręby). Składa się z dwóch części, w połowie drogi konieczna jest przesiadka. Podróż na górę/w dół trwa ok. 30/40 minut i kosztuje 28 zł. Wyciąg działa codziennie w godz. 9-16.00.

 

Dziękujemy PTTK za cudowną przygodę!

Poznaj z nami Poznań i okolice: Park Orientacji Przestrzennej

Szewcowi bez butów zdarza się chodzić…

Choć do szewca mi daleko, a w powyższym stwierdzeniu niekoniecznie o dosłowność chodzi, dziś przekonałam się, że brak obuwia szczególnie, kiedy jest się jakieś dzieścia kilometrów od domu to nic miłego.

Z drugiej strony nie ma się co dziwić, że moje baleriny nie wytrzymały. Intensywność dzisiejszego dnia, dającego się we znaki upału oraz przebytych kilometrów solidnie wykończyły i nas. Summa summarum skończyło się na tym, że z butem na jednej nodze oraz cholewką bez podeszwy na drugiej (to tak dla zachowania pozorów) wylądowałam w najbliższym sklepie obuwniczym.

Cóż takiego robiliśmy, że moje buty ucierpiały?

Spędziliśmy jeden z najbardziej intensywnych dni w ostatnim czasie. A wszystko to za sprawą odkrycia miejsca, o którym tak naprawdę niewielu wie. Park Orientacji Przestrzennej w pobliskich Owińskach (gmina Czerwonak) to wyjątkowy kompleks. To przede wszystkim przestrzeń służąca rehabilitacji i rewalidacji osób z dysfunkcją wzroku (Park działa przy Ośrodku Szkolno – Wychowawczym dla Osób Niewidomych), to również niezwykłe miejsce, pełne nowych doświadczeń oraz dobrej zabawy, dla osób (takich jak my) spoza Ośrodka.

Park urządzono tak, by niewidome i słabowidzące dzieci mogły oswajać się z dużym miastem bez wychodzenia poza jego teren. Biblioteka dźwięków, odtworzenie architektonicznych modeli rzeczywistych miejsc oraz cała masa przyrządów dydaktycznych (zabawki dźwiękowe, równoważnie, huśtawki, tory przeszkód, itp.) skutecznie to ułatwiają.

Z tych ostatnich, odwiedzając Park jako gość indywidualny, korzystać można do woli. Bez oporów, a także bez ograniczeń (no może poza ograniczeniami dotyczącymi bezpieczeństwa) więc użytkowaliśmy:

– sprężynowe bujaki:

– najróżniejsze karuzele badające, a jednocześnie i usprawniające nasz zmysł równowagi,

– wszelkie mosty i mosteczki,

– zjazd tyrolski,

– trampoliny,

– gniazda na wysokościach zawieszone,

– urządzenia dźwiękowe (grający most),

– ścianki wspinaczkowe,

– oraz wszelkie inne sprzęty do zabawy (i nie tylko) służące…

Zaś na koniec, by odrobinę odsapnąć odwiedziliśmy tutejszych mieszkańców oraz uroki ogrodu przynależącego do Parku, stylizowanego na barokowy, podziwialiśmy…

Park Orientacji Przestrzennej to przepiękne, barwne i niezwykle atrakcyjne miejsce. Co powiecie na fakt, że cała masa tutejszych atrakcji dostępna jest za równe zero złotych?

Dokładnie tak! Wystarczy tylko wybrać się tutaj w odpowiednim czasie (wtedy, kiedy akurat nie odbywają się na jego terenie zajęcia dydaktyczne), by zafundować maluchowi całą masę atrakcji, na przeżycie których – w innych miejscach – szanse byłby znikome.

To co – zamierzacie odwiedzić Park w Owińskach? My na pewno już niebawem ponownie się tam wybierzemy.

W dni powszednie:

Dla turystów indywidualnych w godzinach 9.00-11.00

Dla grup zorganizowanych (wymagana telefoniczna lub mailowa rezerwacja)

W soboty:

Dla turystów indywidualnych w godzinach 10.00-14.00

Dla grup zorganizowanych (wymagana telefoniczna rezerwacja)

W niedzielę i święta:

Park nieczynny

W okresie wakacji Park Orientacji Przestrzennej otwarty jest dla gości indywidualnych od poniedziałku do niedzieli w godzinach 8.30-15.00.

Zabytkowa kopalnia węgla kamiennego Guido – Zabrze

Blisko 3 godzinny spacer – i to nie byle jaki, bo odbyty pod ziemią – zafundowaliśmy sobie, razem z dzieciakami, w minionym tygodniu.

Przy okazji części wakacji spędzanych w moich rodzinnych stronach korzystamy z tutejszych atrakcji. Kopalnię Guido było dane mi już kiedyś zwiedzić, jednak, że miało to miejsce bardzo dawno temu owo zwiedzanie pamiętałam jakby przez mgłę. To co wtedy zrobiło na mnie ogromne wrażenie – dzięki czemu właśnie to po dziś dzień pamiętam – to zjazd górniczą windą (szolą) do odpowiedniego poziomu i głośność pracy niektórych maszyn.

Trochę z ciekawości, a jednocześnie chcąc urozmaicić wakacyjny pobyt pociechom uznałam, że czas, by wycieczkę w podziemia odświeżyć.Zaopatrzeni w kaski na głowach, w obecności przewodnika zjechaliśmy w dół.

POZIOM 170Szolą – w praktycznie całkowitych ciemnościach – zjechaliśmy w dół. Głębokość 170 m pokonujemy tu z prędkością ok. 4 metrów na sekundę. To znacznie szybciej niż znane nam prędkości wind z bloków mieszkaniowych, na szczęście nie na tyle szybko, by powodować jakiś dyskomfort.

Mimo, iż znaleźliśmy się 170 m pod ziemią okazało się, że w dalszym ciągu znajdujemy się ponad poziomem morza – o taka ciekawostka!

Na wskazanym poziomie poznajemy pokrótce historię założenia kopalni, zwiedzamy kopalniane stajnie, dowiadujemy się całkiem sporo o koniach pracujących w kopalniach na równi z górnikami.

To tutaj również zgłębiamy wiedzę na temat tego kim była św. Barbara i czyją jest patronką.

Poziom 170 nazwałabym poziomem “dla każdego”. To tutaj mają dostęp również dzieci poniżej 6 roku życia, to tutaj przemieszczanie się nie sprawia nam żadnej trudności.

POZIOM 320

Po zapoznaniu się z tajemnicami poziomu 170 ponownie udajemy się do szoli, by zjechać na poziom 320. Na tym poziomie zobaczyć można w jakich warunkach pracowali, ale też w dalszym ciągu pracują, górnicy (zgarbieni, na kolanach, czasem i na leżąco, przy niewiarygodnym hałasie maszyn,  a także w zagrożeniu życia – wybuchy gazów, zalewanie pokładów wodą, zawały, itp.).

Pochodzę ze Śląska, to tu się wychowałam, tu dorastałam. Mój dziadek i wujkowie byli górnikami – przyznam szczerze, że żadna opowieść członków rodziny nie zobrazowała tego, co zobaczyliśmy z dzieciakami pod ziemią. Trafiliśmy na przesympatyczną i niezwykle kompetentną panią przewodnik, której opowieści wzbogacone przez pokazy multimedialne dały nam poczuć choć przez chwilę na własnej skórze jaki to trudny zawód.

Po przejściu pochyłymi i miejscami niskimi korytarzami (trzeba je pokonywać schylając się) czekała na nas jeszcze jedna, a właściwie to dwie atrakcje poziomu. Pokonaliśmy część trasy podwieszaną, elektryczną kolejką (jedyna tego typu górnicza kolejka na świecie udostępniona turystom), by na sam koniec trafić do podziemnego pub’u, gdzie skosztować można śląskich specjałów (żurku, bigosu, chleba ze smalcem, itp.), a także – dla tych co mogą sobie na to pozwolić – napić się tutejszego piwa “Guido”.

Co tu dużo pisać – kopalnią Guido, tym co zobaczyliśmy, usłyszeliśmy, dotknęliśmy jesteśmy zachwyceni. Owy zachwyt pewnie na długo w nas zostanie.Jesteśmy też pewni, że za jakiś czas tu wrócimy. Może wtedy jednak bez pociech – wtedy na 100% wybierzemy opcję zwiedzania zwaną “szychta” lub też zwiedzanie w kompletnych ciemnościach poziomu 355.

 

Więcej o kopalni, panujących w niej warunkach, możliwościach zwiedzania (konieczności wcześniejszej rezerwacji zwiedzania!) przeczytacie TUTAJ.

Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach

Na ostatni dzień naszego pobytu na Śląsku zostawiliśmy sobie śląską perełkę. O jakiej perle ona bredzi pewnie pomyślicie? Ano o jednym z najbardziej zaskakujących muzeów w okolicy, o muzeum innym niż pozostałe śląskie muzea, o placówce stosunkowo “świeżej”, bo otwartej pod koniec 2014 roku.

Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach, bo tym razem o nim mowa, stawia na historię opowiedzianą w nowoczesny sposób z wykorzystaniem multimediów (filmów, interaktywnych tabletów, infokiosków, itp.)

W panujący w muzeum klimat początku XX wieku wprowadza nas około 15 – minutowa projekcja filmu. Główny bohater opowieści to Franek, młodzieniec, którego historia przeplata się z historią powstań. Tę postać spotkać możemy również w kolejnych salach muzeum.W ramach ciekawostki dodam, że rolę narratora filmu (starszego Franka) zagrał Franciszek Pieczka, zaś jego filmowych kompanów m. in. Marian Dziędziel, Krzysztof Respondek czy Robert Talarczyk.

Po obejrzeniu, bądź co bądź, wzruszającej historii udajemy się piętro wyżej, gdzie postać multimedialnego przewodnika prowadzi nas od lustrzanej sali Pałacu Wersalskiego, przez mieszkania powstańców śląskich, uliczki śląskich miast, aż do drukarni propagandowych materiałów czy też sal szkolnych z tamtych lat…

 

Na koniec zwiedzania poznaje nam poznanie etapu powstańczych walk.

Co istotne, szczególnie dla rodziców i ich pociech, Muzeum Powstań Śląskich jest doskonale przygotowane na odwiedziny najmłodszych. Wystawa nie szokuje przemocą, poza tym dla dzieci przygotowano specjalną trasę zwiedzania. W budynku Muzeum porozwieszane są tablice z zadaniami i objaśnieniami dla młodych zwiedzających.

Cóż mamy napisać więcej: “naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości…” /kard. Stefan Wyszyński/
Muzeum Powstań Śląskich – polecamy gorąco! Czy warto – naszym zdaniem bardzo – oceńcie jednak sami!

* * *

Strona www Muzeum [KLIK]