Perplexus – niesamowity labirynt 3D zamknięty w kuli

Lubimy rozwiązywać wszelkiego typu łamigłówki, przepadamy za krzyżówkami, cieszą nas wizyty w tzw. escape room’ach. Satysfakcja z dobrze rozwiązanego zadania jest ogromna, warta każdego – umysłowego i nie tylko – wysiłku włożonego w jego rozwiązanie.

Labirynty to także nasz konik, poczynając od tych tworzonych w polach kukurydzy, po te przygotowywane przez nas z użyciem klocków, czy tektury i plasteliny.

Ponieważ moje pociechy osiągnęły już słuszny wiek, jak to oni mawiają, są już “prawie młodzieżą” postanowiliśmy pójść o krok dalej.

Z początkiem czerwca w nasze ręce trafiła niezwykła kula. Przeźroczysta figura – Labirynt Perplexus Rookie od Spin Master, w której to zamknięty jest dosyć skomplikowany labirynt 3D (jak podaje producent o długości 5m!). Manewrując przezroczystą „piłką” gracze poruszają jednocześnie mała stalową kulką wewnątrz niej. Wybór odpowiedniej drogi w tym trójwymiarowym, przeczącym grawitacji, świecie nie jest prostą sprawą. Pośród wielu dróg, ukrytych jest aż 70 wyzwań, które dążąc do wygranej należy pokonać/przejść/przeturlać się po nich.

Zorientowanie się w jaki sposób obracać kulą i jakie zasady rządzą zamkniętym w niej labiryntem nie tylko będą doskonałą zabawą, ale również wspaniałym, rozwijającym umysł ćwiczeniem. Perplexus Rookie (czyli tzw. Debiutancki Etap) to gra niesamowita.

Labiryntowe wyzwanie poza dobra zabawą wspiera również rozwój małego gracza, kształtując liczne jego umiejętności: sprawność motoryczną – precyzję ruchów, koordynację wzrokowo – ruchową, cierpliwość oraz wyobraźnię przestrzenną, wzmacnia także koncentrację oraz pomaga się wyciszyć i zrelaksować.

Nasza wersja Perplexus’a to tzw. Rookie – wersja dla początkujących. Kula zbudowana jest tu z cienkiego, przeźroczystego tworzywa, co tylko ułatwia podglądanie naszych manewrów. „Przeźroczysta piłka” otoczona jest pierścieniem, który na myśl przynosi pierścienie Saturna – ten z kolei nie jest tylko ozdobą, gdyż pomaga on w zapewnieniu jeszcze pewniejszego chwytu gry, w trakcie manipulowania.

Wielkość łamigłówki wydaje się idealnie dobrana zarówno dla mniejszych jak i większych dłoni – jest bardzo lekka i łatwo się nią obraca. Żaden z członków naszej rodziny nie miał z tym problemu.

W środku zobaczyć możemy żółto – biało – szary labirynt.

Co trzeba zrobić, by udało się pokonać nam perplexus’ową zagadkę?

Wystarczy konsekwentnie trzymać poziom, nie rozpędzać za bardzo kulki i nie pogubić się w labiryncie, a rozwiązanie przyjdzie samo. Oczywiście utrzymanie odpowiedniej równowagi, nie rozpędzanie kulki okazuje się łatwe jedynie w teorii. Pamiętajcie jednak, że najważniejsze to nie zrażać się i konsekwentnie dążyć do celu, a przede wszystkim traktować to jako świetną, rozwijającą zabawę.

Pisząc o Perplexus’ie powinnam Was ostrzec – wyzwania Perplexus’a uzależniają, po pierwszym przejściu wracamy do niego, rozwiązujemy szybciej i intensywniej, za każdym razem jakby odrobinę inaczej…

Model, którego wyzwanie udało nam się podjąć i zrealizować gorąco Wam polecamy, gwarantujemy, że będziecie się dobrze z nim bawić!

My zaś rozglądamy się już za kolejnym, odrobinę bardziej rozbudowanym.

O szyciu, życiu i czasie spędzanym razem z dziećmi…

Zdarza się Wam czasem zatrzymać gdzieś w biegu i złapać myśl: „gdzie ten świat tak pędzi?”

Najczęściej na co dzień nie uświadamiamy sobie tego, że nie wiedzieć kiedy i dlaczego bierzemy udział w zwariowanym wyścigu. Biegniemy, ścigamy się, przepuszczamy przez palce ważne chwile, kompletnie nie zwracając uwagi na to, co najważniejsze.

Od czasu mojego powrotu do obowiązków zawodowych chwil, które w pełni mogłabym poświęcić swoim pociechom z dnia na dzień jest coraz mniej. Mam czasem wrażenie, że wyszarpuję ich fragmenty z każdego dnia, tak by móc stworzyć z tego jakoś sensowną całość. Czasem myślę, że to wszystko nie tak powinno być, jednak po chwili biorę się w garść, by sprawić, by owe momenty spędzone razem były czasem jak najbardziej wartościowym.

Co robimy, by spędzać czas razem, a nie tylko obok?

Jednym z naszych sposobów na spędzanie czasu razem jest dzielenie się swoimi pasjami.

Nie zdziwi to chyba nikogo, że bardzo lubimy wszelkiego rodzaju aktywności plastyczne, choć im jesteśmy starsi sięgamy też częściej po inne działania.

Od dłuższego już czasu dzieciaki przyglądały się moim poczynaniom związanym z szyciem. Nie jestem profesjonalistką, nie radzę sobie z wszystkimi wykrojami, ale najprostsze rzeczy uszyć potrafię. Moja maszyna kusiła ich bardzo, więc pod bacznym okiem pozwoliłam im na podejmowanie prób prawie samodzielnego szycia.

Nie było to najbezpieczniejsze rozwiązanie. Za każdym razem obawiałam się palców przeszytych przez igłę lub też dłoni uszkodzonych przez  maszynową„stopkę”.

Nie raz przekonałam się o tym, iż najciekawsze, najlepsze i najsensowniejsze rozwiązania najczęściej przychodzą same. Kiedy więc po raz kolejny wstrzymywałam oddech z obawy o paluchy córki i syna rozwiązanie znalazło się samo. Prezent z okazji Dnia Dziecka okazał się idealnym rozwiązaniem dla rwących się do szycia kilkulatków i bojących się o palce dzieciaków matki.

W nasze ręce trafiła maszyna do szycia Spin Master Cool Maker.

Choć prezent tuż po rozpakowaniu wywołał efekt wow, postanowiliśmy wstrzymać się nieco z jego oceną, ochłonąć i na spokojnie podzielić się z Wami naszymi przemyśleniami.

Po blisko miesięcznym testowaniu na sposoby wszelakie ze śmiałością stwierdzić możemy, że maszyna Cool Maker okazała się być bezpiecznym (w pełni zabezpieczone „stopka” i „igła”) prezentem doskonałym. Solidnie wykonana, w pięknych, soczystych kolorach już samym swoim wyglądem zachęca do sięgnięcia po nią. Na jej korzyść przemawia również całe mnóstwo akcesoriów dodatkowych załączonych do zestawu (sznurki, włóczki, różnego rodzaju tkaniny, gotowe szablony do uszycia mini poduszek, itp.).

Nowe, turkusowo – różowe cudeńko szybko nas przekonało do siebie.

Choć urządzenie to nie do końca szyje, tak jak towarzysząca nam wcześniej „dorosła” maszyna, nie ma jednak najmniejszego problemu, by z jego użyciem połączyć załączone do zestawu tkaniny.

Tkaniny przypominające w dotyku cienki filc łączą się same ze sobą, inne tkaniny najlepiej łączyć z użyciem sznurka przypominającego włóczkę.

By obcować z  maszyną Cool Maker nie potrzebne są żadne umiejętności krawieckie. Wystarczy włączyć maszynę, wcisnąć przycisk i rozpocząć tworzenie.

Zostanie małą krawcową prawdopodobnie nigdy nie było tak łatwe.

Z pomocą maszyny w rękach mojej latorośli w mig powstały poduszeczki oraz gumka do włosów. Bez problemu poradziłyśmy sobie również z córką ze stworzeniem pomponów. Maszyna posiada do tego specjalną dokładkę.

Niepozorny upominek zafundował nam mnóstwo wspólnej, kreatywnej zabawy. Projektowanie, samodzielne szycie wzorów dało moim pociechom coś jeszcze. Zabawa tego typu rozwija dziecięcą wyobraźnię, zdolności manualne, wspomaga rozwój koordynacji wzrokowo-ruchowej, a także zmysł estetyki, że nie wspomnę już o tym, iż wreszcie mogę spokojnie złapać oddech nie przejmując się tym, co stanie się z palcami moich dzieciaków.

Myślicie, że i Waszym pociechom spodobałoby się “szyciowe” spędzanie wspólnego czasu?

 

 

Klocki GEO

Choć na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, matematyka towarzyszy nam na każdym kroku.

Zatrzymaj się na chwilę i zastanów ile razy w ciągu dnia coś przeliczasz, grupujesz, mierzysz, ważysz? Ile różnorodnych kształtów zarówno tych płaskich, jak przestrzennych Cię otacza? Sporo tego prawda?!

Swoją przygodę z matematyką w szkole zakończyłam na pierwszym roku studiów mierząc się ze statystyką. Nieco wcześniej stawiłam czoła matematyce na maturze (wtedy jeszcze nie była obowiązkowa). Radziłam sobie z wspomnianym przedmiotem całkiem dobrze, choć wyobraźnia przestrzenna, mam wrażenie, zawsze u mnie “szwankowała”. Cóż bywa!

Mimo przestrzennych niepowodzeń o dziwo doskonale dawałam sobie radę ze znaną i niezwykle popularną niegdyś grą zwaną tetris 3D.

Jakiś czas temu zaobserwowałam, że i moim dzieciakom pojęcie brył geometrycznych nie jest obce. Co więcej maluchy radzą sobie znacznie lepiej ode mnie z ich układaniem i odwzorowywaniem ich ułożenia.

Kiedy w ofercie ulubionego Wydawnictwa Epideixis wypatrzyłam Klocki GEO, wiedziałam, że ich posiadanie okaże się strzałem w dziesiątkę.

Klocki dotarły!

Niewielkie drewniane pudełko, w załączeniu książeczka i siedem drewnianych klocków w kolorach: czerwonym, niebieskim, zielonym, żółtym, fioletowym, białym oraz czarnym. Niby nic wielkiego, a jednak – jak się po chwili okazało – wyzwanie jakich mało.

W zabawie chodzi o to, by przy pomocy przestrzennych klocków odwzorować ich ułożenie zaprezentowane w książeczce. Zadanie wydaje się być prostym, szczególnie na pierwszych kilku stronach książeczki, na których ułożenia zaprezentowane są z podaniem kolorów klocków.

Sprawa nieco komplikuje się, kiedy na kolejnych kartach broszury prezentowane ułożenia są szare, pozostawiając dobór odpowiednich klocków nam. Nasz umysł musi się nieźle nagimnastykować, by kolejne (a jest ich aż 70 łącznie) ułożenia zrealizować.

Klocki GEO to wspaniała i wartościowa zabawa dla dzieci (szczególnie tych w wieku szkolnym), ale i dla dorosłych.

GEO bawią i uczą jednocześnie: kształtują umiejętność określania stosunków przestrzennych, rozwijają wyobraźnię, stymulują i uwrażliwiają na odbiór świata wieloma zmysłami.

Edukacja ukryta w zabawie to hasło najkrócej opisuje ideę jaka Klockom GEO przyświeca.

Wspólnymi siłami – całą rodziną – zmierzyliśmy się z całą 70 ułożeń [ZOBACZ NASZE UŁOŻENIA]. Przyznać muszę, iż odrobinę czasu nam to zajęło, co mogę również potwierdzić, to także fakt, iż z każdym kolejnym ułożeniem jest odrobinę łatwiej.
Bawiliśmy się z dziećmi prostymi ułożeniami, kiedy maluchy kładły się spać to my – rodzice – podejmowaliśmy wyzwanie tych trudniejszych.

GEO wciągnęły nas (i naszych znajomych, którzy w układanie zostali zaangażowani) bardziej niż moglibyśmy się tego spodziewać, dlatego też z czystym sumieniem przestrzenne klocki Epideixis’a możemy Wam polecić.

Ponieważ opisywane klocki przeznaczone są dla dzieci szkolnych, a nasze dzieciaki, kiedy klocki GEO do nas trafiły skończyły dopiero co 4,5 roku, dla smyków przygotowaliśmy kilka innych, dostosowanych do ich wieku, aktywności z GEO związanych:

BALANSUJĄCA WIEŻA

Układanie kolejno klocków w taki sposób, by budowla nie runęła. W ten sposób można bawić się samodzielnie, można w parze, wtedy każdy kolejny klocek dokładany jest przez graczy naprzemiennie.

ODWZOROWYWANIE BUDOWLI ZE ZDJĘĆ

Układanie budowli wzorując się na zdjęciu wspomnianej.

TETRIS

Stworzyłam kilka kart prezentujących bok powstałej z ułożenia figury, zadaniem dziecka było ułożenie jej w przestrzeni.

ZABAWA, ZABAWA I RAZ JESZCZE ZABAWA

Budowanie, burzenie, tworzenie garaży, zamków i twierdz z wykorzystaniem klocków GEO i nie tylko.

 

Wpis powstał przy współpracy z Wydawnictwem Epideixis.

O dziecięcym kolekcjonowaniu…

Przyszło mi dorastać w czasach, kiedy znaczną część dnia spędzało się poza domem, z koleżankami i kolegami, kiedy piękne, kolorowe, świecące i gadające zabawki nie istniały dla nas (być może zagraniczni równolatkowie już wtedy się nimi cieszyli), kiedy szaleństwem było posiadanie zestawu lego lub lalki Barbie z Pewex’u.

Mieliśmy zdecydowanie mniej, jednak tak bardzo nie różniliśmy się od współczesnych dzieci. Podobnie jak dzisiejsze maluchy i my wciąż coś kolekcjonowaliśmy. Pamiętam jak dziś moją kolekcję kapsli wypełnioną woskiem ze świec i ozdobioną specjalnymi naklejkami. Owe specjalne pionki wykorzystywało się w tzw. grze w duce. Najlepiej wyważone kapsle można było wymienić nawet na 15 innych. To było szaleństwo! Pamiętam też radość z każdej mini zabawki z kolejnego jajka niespodzianki (pamiętacie te niebieskie hipopotamy?), z rozczuleniem wspominam również kiedy już jako nieco starsza – razem z bratem – kolekcjonowaliśmy puszki po kolorowych napojach, Przyznajcie się, kto z Was miał również ścianę lekkiego i niestety podatnego na podmuchy wiatru aluminium na meblościance?

Myślę, że zgodzicie się ze mną, że zjawisko kolekcjonowania – szczególnie tego dziecięco – młodzieżowego – upowszechniło się i nabrało szczególnego wymiaru u tych, których dzieciństwo przypadało na czasy późniejszego PRL’u. Wyraźnie zauważalna stała się  wówczas kreatywność w tworzeniu i kształtowaniu oraz pozyskiwaniu przedmiotów kolekcjonerskich – co widać chociażby, po moim krótkim wstępie.

Kolekcja przedszkolaka

Tworzenie przez dzieci kolekcji, czyli mniej lub bardziej świadome gromadzenie rzeczy związanych z określoną tematyką, ma podłoże najczęściej w potrzebie posiadania określonej kategorii przedmiotów, chociaż nie tylko… Wszak najróżniejsze przedmioty gromadzimy również dla ich wartości nazwijmy ją historycznej, czy też sentymentalnej.

Dziecięce kolekcjonowanie swój początek odnajduje już w wieku przedszkolnym.  Zjawisko dziecięcego kolekcjonowania ma zazwyczaj charakter dosyć „żywiołowy”, zaś jego głównymi patronami są najczęściej rodzice pociechy, którzy wspierają w dziecku kolekcjonerski zapał bądź też studzą go, jeśli wybrany cel uznają za nader wymajający lub będący zbyt dużym obciążeniem finansowym.

Zdarza się, że dziecięce pasje kontynuuje się  w wieku dorosłym, choć te wtedy zyskują (słusznie lub też nie) znacznie poważniejszą rangę.

Dlaczego pozwolić dziecku na tworzenie własnych kolekcji?

Kolekcjonowanie to ciekawy pomysł na hobby. Zbieranie przez Twoją pociechę skarbów, tworzenie z nich różnych zbiorów (nawet pozornie bez żadnej wartości) sprawia dziecku radość, uczy je cierpliwości, wytrwałości, daje również satysfakcję, odgrywa także ważną rolę w kontaktach społecznych – nic tak nie łączy jak wspólne pasje, kolekcje i rozmowy o nich.

Istotne jest to, by dziecięcą pasję umiejętnie ukierunkować. Wskazać przykłady wartościowych kolekcji, zainspirować dziecko własnymi zbiorami, doradzać, gdzie szukać inspiracji.

Przygoda z Hatchimals

Im moje dzieciaki większe – choć raczej powinnam napisać – starsze, tym przedmioty kolekcjonerskie mniejsze. Nie wiem czy to jakaś stała, czy też przypadek, ale w ostatnim czasie taką zależność da się zaobserwować. Może owa miniaturyzacja wynika z faktu, iż do szkoły łatwiej zabrać mini figurkę i zaprezentować koleżankom i kolegom, niż jakiś giga produkt.

Dlatego, gdy niespodziewanie tuż przed Wielkanocą wpadły w nasze ręce mini jajeczka  Hatchimals Colleggtibles byłam wręcz pewna, że owa przypadkowa przygoda stanie się początkiem kolejnej rozrastającej się kolekcji w naszym domu.

Czym są Hatchimals Colleggtibles?

To niewielkie jajka, w których ukryte są jeszcze mniejsze figurki magicznych zwierzaków. Owo mini jajko w strukturze bardzo przypomina to prawdziwe.

Na jajku nadrukowane jest fioletowe serduszko. Wspomniane serce należy tak długo pocierać, by zmieniło kolor – tym samym zmiękło – i pozwoliło na wyklucie się zwierzaczka.

Co w jajku znajdziemy?

Brokatowe nosorożce , pegazy, urocze gryfy, uśmiechnięte małpki, skrzydlate łosie i wiele innych fantastycznych i niezwykle uroczych zwierząt.

Każde z odnalezionych można przyporządkować do innej rodziny – pomaga nam w tym załączona do zestawu ulotka lub plakat.

Figurki Hatchimals serii 1 (druga ma się pojawić już w kwietniu) to blisko 70 postaci do zebrania. Sporo prawda?

Zapytacie po co to wszystko i ile to kosztuje?

Każda kolekcja ma swoją określoną wartość materialną, zdecydowanie największą dla właściciela kolekcji, ta jednak nie zawsze stanowi obiektywną wartość rynkową.

W naszym przypadku od najmłodszych lat właśnie przy okazji tworzenia dziecięcych kolekcji uczymy nasze pociechy wartości pieniądza lub po prostu wartości danej rzeczy.

W jaki sposób?

Moje dzieciaki od samego początku uczone są tego, by umieć podzielić się zabawkami z innymi. Jeśli mamy czegoś za dużo to albo dzielimy się tym z innymi, albo wymieniamy na coś innego, albo też – jeśli stan danej rzeczy na to pozwala sprzedajemy.

Mam to szczęście, że moje szkraby nie niszczą zabawek, szanują co ich i potrafią się nimi w odpowiedni sposób bawić. Szał czy fascynacja na konkretny rodzaj zabawki/sprzętu z czasem mija, jeśli na półkach lub w szafie zalegają zabawki/sprzęty, którymi dziećmi nie bawiły się od dłuższego czasu, najczęściej je sprzedajemy (za zgodą dzieci rzecz jasna). Pieniądze uzyskane ze sprzedaży zabawek, którymi szkraby się już nie bawią, pozwalają na zakup innych.

W ten oto sposób dzieci uczą się wartości pieniądza, wartości konkretnej rzeczy. Co jeszcze dzięki takiej postawie zyskujemy?

Pokój dzieciaków nie zniknie pod tonami niepotrzebnych nikomu zabawek, gdyż postępowanie nasze pozwala nam na zachowanie zabawkowej równowagi.

Myślicie, że i u Was sprawdziłoby się takie rozwiązanie?

 

Wracając jednak do naszych Hatchimalsów –  spójrzcie raz jeszcze na nie – czyż nie są urocze?

Jeśli jednak sam urok na Was nie działa to podpowiem, że doskonale sprawdzają się jako pomoc matematyczna w postaci liczmanów, idealnie udaje nam się z nimi również zabawa pt. „Kogo brakuje/Co się zmieniło?”.

Rządek kilku figurek ustawiam przed dziećmi, po czym albo ukrywam jedną bądź kilka figurek albo zmieniam ich kolejność. Zadanie dzieci polega na odkryciu co jest nie tak…

Lubicie tego typu zabawy?

 

Drukarka figurek 3D – BunchBot

Roboty, droidy, autoboty wszystko co zmechanizowane i skomputeryzowane bądź ma w sobie nazwę „bot” jest u nas w chwili obecnej na topie. Dlatego, gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy o BunchBocie oczy dzieciaków zaszkliły się, a na ich twarzach pojawiły się uśmiechy.

Kilka dni oczekiwania i wspomniany robot znalazł się w naszych rękach.

Kim, a właściwie to czym jest Bunchbot?

Ponad dwa lata temu w nasze ręce trafiły klocki rzepy tzw. Bunchems. Klocki, o których mowa, to niewielkie kuleczki przypominające strukturą i wyglądem roślinne „rzepy” znane zapewne niejednemu z nas z czasów naszego dzieciństwa. Pamiętacie?

Bunchems nadają się doskonale do tworzenia przestrzennych budowli. Są na tyle „czepliwe”, by podczas zabawy bez problemu łączyć się w całość, jednocześnie na tyle delikatne, by móc masować dłonie dziecka nimi się bawiącego oraz na tyle elastyczne, by nie zrobić uczestnikom zabawy żadnej krzywdy.

Atutem Bunchems są również ich piękne i intensywne kolory oraz fakt, że klocki możemy łączyć ze sobą i rozłączać w nieskończoność, a te nie tracą przy tym wcale na jakości (sile zaczepienia).

Co może dać dziecku zabawa Bunchems?

Po pierwsze zabawa Bunchems, jak każdymi innymi klockami, rozwija wyobraźnię i kreatywność.

Po drugie rozwija koordynację wzrokowo – ruchową. Budowanie z klocków wymaga skoordynowania kilku działań jednocześnie.

Po trzecie wspólne budowanie z klocków to świetna zabawa, a jednocześnie nauka współpracy, radzenia sobie z konkurencją czy trudnymi emocjami.Umiejętności społeczne nabywane – między innymi – w czasie zabawy klockami stanowią istotną część naszego życia.

Po czwarte sortowanie klocków, a potem układanie z nich skomplikowanych konstrukcji, wymaga ogromnego skupienia i dokładności, rozwijana w tym czasie koncentracja i precyzja działania okażą się w późniejszym życiu równie ważne.

Po piąte klocki mogą być świetną pomocą podczas nauki liczenia, a także doskonałym pretekstem do zabaw matematycznych.

Po szóste z powodzeniem można je wykorzystywać podczas pogłębiania wiedzy z zakresu orientacji przestrzennej.

Po siódme klasyfikowanie i planowanie czyli sortowanie klocków np. wg kolorów, a potem planowanie wykonania skomplikowanych budowli to skuteczny trening strategicznego myślenia.

Po ósme  manipulowanie klockami w oczywisty sposób wpływa pozytywnie na zdolności manualne dziecka.

Po dziewiąte Bunchems mają jeszcze jedną istotną cechę. Używanie klocków rzepów to nic innego jak dodatkowa stymulacja dotykowa dłoni oraz rąk dziecka.

W naszej zabawie towarzyszy nam kilka połączonych zestawów klocków rzepów oraz akcesoriów, które dziecięcą kreatywność podczas budowania klockami pobudzają: korony, kapelusze, oczy, ręce, nogi, gwiazdy, serca, skrzydła, okulary, rogi i wiele innych kształtów.

Wracając jednak do pytania czym jest owy wspomniany BunchBot?

Zabawa klockami rzepami spodobała się nam bardzo. Niech świadczy chociażby o tym fakt, że od blisko dwóch lat klocki te wciąż są w naszym użyciu. Przyszedł jednak moment, kiedy zaczęliśmy się zastanawiać co dalej? Jak zabawę rzepami urozmaicić, by w dalszym ciągu była atrakcyjna… i tu swoje zastosowanie znalazł wspomniany BunchBot zwany również drukarką figurek 3D.

Choć tak naprawdę z robotami, o jakich myśleliśmy, BunchBot nie ma zbyt wiele wspólnego, to okazało się, że dzięki niemu nasza zabawa Bunchems’ami nabrała zupełnie innego wymiaru.

BunchBot to niewielkie urządzenie skonstruowane tak, by pomóc w formowaniu kształtów, figurek, postaci z rzepów. Cała zabawa polega na dokładnym odwzorowaniu ułożenia rzepów z instrukcji (oj skupić się tu trzeba bardzo – ćwiczymy zatem koncentrację uwagi, koordynację oko – ręka oraz zdolność widzenia przestrzennego) krok po kroku, nałożeniu nakładki drukującej i wypchnięciu z jej pomocą prawie gotowej figurki z BunchBota. Proste prawda?

Producent w instrukcji oferuje kilka propozycji figurek, nic nie stoi na przeszkodzie, by kiedy już się pozna zasadę działania drukarki tworzyć swoje dzieła. Zabawa będzie na pewno przednia!

Nasz BunchBot towarzyszy nam dopiero od tygodnia, więc póki co cieszymy się nim budując zgodnie z instrukcją, kiedy przyjdzie czas przejść na wyższy poziom pokażemy Wam na pewno co zmajstrowaliśmy.

Obserwowałam moje dzieciaki bawiące się BunchBotem, dokładniej przyjrzałam się jego sposobowi funkcjonowania. Po raz kolejny okazuje się, że to w prostocie tkwi wielka moc (nie ma w naszym robocie ani grama elektroniki, światełek, dźwięków i innych tzw. „bajerów”, a mimo to skupia uwagę dzieci przez całkiem długi czas).

Co tu dużo pisać – spójrzcie raz jeszcze na kolory naszego zestawu oraz jego strukturę, a także możliwości, jakie dane klocki  nam dają. A teraz raz jeszcze, prosto w oczy BunchBota…

Nie muszę chyba pisać nic więcej, poza tym, że my zarówno BunchBota, jak i klocki Bunchems polecamy!

Na sam koniec dodam od siebie, iż sporo naczytałam się w sieci o niebezpieczeństwie polegającym na wplątaniu się rzepów we włosy. Możliwe, że naszych kloców nie wplątaliśmy zbyt mocno, poza tym nasze włosy są jednak proste, a nie kręcone, a to zapewne również ułatwia sprawę, jednak z użyciem odżywki do włosów udało się nam klocki bez problemu z włosów ściągnąć. Tak czy siak przed rozpoczęciem zabawy warto pamiętać o tym, by włosy upiąć, by już na starcie wyeliminować jakiekolwiek ewentualne problemy.

O fiszkowaniu… w moim wydaniu.

– Mamo a po co Ci tyle tych kolorowych karteczek poprzyklejanych w cały domu? – spytał syn zaniepokojony nowym elementem, a właściwie to ponad setką nowych elementów wnętrza.

– Uczę się słówek. A te karteczki to fiszki – pomagają mi w nauce – odparłam.

Ale mi na starość przyszło… – pomyślałam. Połączenie pracy zawodowej, obowiązków domowych, wychowania dzieciaków i studiów podyplomowych do najłatwiejszych nie należy. Mimo to, przez ostatnie 1,5 roku, starałam się dzielnie to znosić i teraz kiedy od zakończenia kolejnego już etapu mojej edukacji dzieli mnie tylko egzamin końcowy „prawie” oddycham z ulgą.

A jak to się wymawia mamo – syn wskazał palcem na jedno ze słówek… Nim jednak zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć dodał: szkoda, że na tych karteczkach nie możemy usłyszeć wymowy…

Dzieciaki przyzwyczaiły się do tego, że ostatnimi czasy wieczorami, kiedy tylko udało mi się znaleźć chwilę, siadałam ze słuchawkami i osłuchiwałam się z nowo poznanymi słówkami…

Wiesz, te fiszki tego nie mają, ale mam też takie, które  to potrafią!

Blisko dwa miesiące temu polecono mi miejsce w sieci, które już samą nazwą do fiszek nawiązuje. Fiszkoteka, bo o niej tu mowa, idzie jednak o krok dalej (niż moje kolorowe karteczki). Przygotowane przez portal fiszki są mniej więcej tym samym, co moje dotychczasowe karteczkowe pomoce, tyle tylko, że te fiszkotekowe są wersją multimedialną. Danemu słówku/wyrażeniu towarzyszy tu obrazek, słowo/wyrażenie odczytywane jest przez lektora, prawie zawsze do zestawu dołączony jest przykład użycia słowa w zdaniu.

Szybko uporałam się z rejestracją na stronie, a i sama obsługa portalu – jak się okazało – nie należy do trudnych. Po zalogowaniu do Fiszkoteki pozostaje nam tyko wybrać odpowiedni kurs (do wyboru mamy zarówno te tworzone przez profesjonalistów, jak i  bazy fiszek tworzone przez innych użytkowników, nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować przygotować własny zestaw słów/wyrażeń).

Zgłębiam sekrety multimedialnych fiszek od dłuższego czasu, a i tak jestem pewna, że nie wszystkie możliwości portalu udało mi się poznać.

Na dziś dzień wiem natomiast, że dostępne w serwisie fiszki możemy po prostu przeglądać, możemy też przepisywać samo słowo kluczowe, możemy także wybrać znaczenie danego słowa z listy czterech możliwych odpowiedzi, dostępna jest również opcja z odpowiedzią wiem/nie wiem oraz z samodzielnym wpisywaniem swojej odpowiedzi. Ile typów nauki i gustów –  tyle możliwości!

Czego jeszcze udało mi się o Fiszkotece dowiedzieć? Z serwisu można korzystać darmowo lub po wykupieniu tzw. konta Premium. To drugie daje nam szereg dodatkowych możliwości, m. in. takich jak przerzucenie zestawu słówek do pliku MP3, drukowanie fiszek, czy ściąg.

Fiszkoteka to nie tylko tak, jak w moim przypadku język angielski, to 24 języki obce, od najpopularniejszych – angielskiego, niemieckiego i hiszpańskiego, przez esperanto, grekę i łacinę, po – mniej popularne – litewski, islandzki, słowacki czy duński. To również nie tylko portal dla dorosłych. Znaleźć tu można także kursy dla najmłodszych. Za jeden z dziecięcych kursów zamierzamy się właśnie z moimi pociechami zabrać.

Muszę uczciwie Was ostrzec – multimedialne fiszkowanie wciąga!  Cóż więcej mogę dodać? Fiszkoteka spodobała mi się bardzo. Spora baza słów, możliwość skorzystania z portalu w aplikacji na smartfonie, codzienna wiadomość e-mail przypominająca o nauce.

Mam nadzieję, że dzięki fiszkotekowemu wsparciu lada chwila będę mogła cieszyć się zdobytym certyfikatem. Trzymajcie za mnie kciuki!

Klocki z drewna wyczarowane

Całkiem spora ilość klocków przewinęła się przez nasze ręce w ciągu kilku ostatnich lat. Jedne pojawiają się i od razu znikają – nie ciesząc się prawie w ogóle powodzeniem – inne zostają na dłużej.

Od pewnego czasu króluje u nas Lego, choć właściwie to napisać powinnam, że królowało, bo znalazł się właśnie niepozorny konkurent, którego o pierwsze miejsce ex aequo na podium nie posądzałabym.

Nim trafiły do nas zastanawiałam się czy aby na pewno tak “prosty” produkt jest odpowiedni dla starszych przedszkolaków… Już kilka chwil później moje pociechy (szczególnie syn) pokazały mi w jak bardzo złym kierunku podążały moje myśli związane z pudełkiem kolorowych klocków PILCH.

Nie, nie myślcie, że mam coś przeciw prostocie, czy naturalności. Uwielbiam drewniane produkty, nie raz na blogu pokazywałam, że to właśnie w prostocie tkwi siła. Obawiałam się raczej, czy 5-latkowi bombardowanemu zewsząd plastikową tandetą zabawa drewnianymi klockami nie wyda się nudna.

Obserwowanie moich dzieci podczas zabawy klockami PILCH sprawiło mi sporo przyjemności, przywróciło mi również wiarę w to, że jednak nie jest tak źle z dziecięcą intuicją. Klocki naturalne stanęły na wysokości zadania. Swoją prostotą, jakością wykonania oraz uniwersalnością zafascynowały dzieciaki, inspirując je do podejmowania co rusz to nowych form zabawy. Niezwykle istotnej zabawy!

Dlaczego wspomniana przeze mnie zabawa jest aż tak ważna?
Po pierwsze rozwija wyobraźnię i kreatywność. Zabawa klockami to samodzielne wymyślanie konstrukcji i tworzenie własnego małego świata.

Po drugie rozwija koordynację wzrokowo – ruchową. Budowanie z klocków wymaga skoordynowania kilku działań jednocześnie.

Po trzecie uczy rozpoznawania kształtów.

Po czwarte wspólne budowanie z klocków to świetna zabawa, a jednocześnie nauka współpracy, radzenia sobie z konkurencją czy trudnymi emocjami. Umiejętności społeczne nabywane – między innymi – w czasie zabawy klockami stanowią istotną część naszego życia.Po piąte sortowanie klocków, a potem układanie z nich wysokich wieży lub skomplikowanych konstrukcji, wymaga ogromnego skupienia i dokładności, rozwijana w tym czasie koncentracja i precyzja działania okażą się w późniejszym życiu równie ważne.

Po szóste opisywanie kształtów i wymiarów klocków, a także podawanie innym osobom instrukcji dotyczących ich układania, pomaga wzbogacić słownictwo dziecka.

Po siódme klocki mogą być świetną pomocą podczas nauki liczenia, a także doskonałym pretekstem do zabaw matematycznych.Po ósme z powodzeniem można je wykorzystywać podczas pogłębiania wiedzy z zakresu orientacji przestrzennej. “Wyżej”, “niżej”, “nad”, “pod”, “z lewej strony” – dziecko szybciej pojmuje te wyrażenia mogąc zilustrować je na przykładzie własnych budowli.

Po dziewiąte klasyfikowanie i planowanie czyli sortowanie klocków według kształtów czy rozmiarów, a potem planowanie wykonania skomplikowanych budowli to skuteczny trening strategicznego myślenia oraz  rozwiązywania problemów.
Po dziesiąte manipulowanie klockami w oczywisty sposób wpływa pozytywnie na zdolności manualne dziecka.

Czytając o powyżej opisanym dobrodziejstwie zabawy klockami i jednocześnie przekonując się o tym na co dzień, nie sposób odmówić im niezwykle istotnej roli jaką powinny pełnić (i pewnie najczęściej pełnią) w życiu Waszej pociechy.

Nie pozostaje mi nic innego, jak namówić Was do jak najczęstszych zabaw, jak najprostszymi i jak najbardziej uniwersalnymi klockami. A jeśli takowych jeszcze nie macie – serdecznie polecam właśnie te od PILCH – kolorowe lub naturalne.

W ramach ciekawostki dodam, że użytkownicy tuby z klockami PILCH znajdą w niej poza klockami coś jeszcze – małą niespodziankę – broszurę, która nie tylko podzieli się z Wami opiniami specjalistów na temat zabawy klockami, ale również zaproponuje Wam 50 sposobów na zabawę nimi oraz blisko 20 ruchowych ćwiczeń profilaktycznych z wykorzystaniem samego “opakowania”, co z całą pewnością jeszcze bardziej urozmaici zabawę małych odkrywców.


Więcej o produktach PILCH – KLIK

Klocki naturalne – KLIK

Klocki kolorowe – KLIK

Zgodne rodzeństwo! O poradniku autorstwa N. i K. Minge słow kilka…

„Dzieci trzeba tak wychowywać, aby podawały sobie ręce, a nie podstawiały nogi.” T. Rybak

Ile razy zastanawiałaś(łeś) się co zrobić, by w swoich dzieciak rozbudzić umiejętność współdziałania, wspierania się nawzajem czy też samodzielnego rozwiązywania mniejszych konfliktów? Ile razy rwałaś(łeś) sobie włosy z głowy, bo dosyć miałaś(łeś) już sprzeczek rodzeństwa? Starałaś(łeś) się na nie reagować, jednak Twoje pogadanki o „właściwym” zachowaniu okazywały się zwykle mało skuteczne?

„Bycie rodzicem to zadanie niełatwe, a wychowanie więcej niż jednego dziecka jest po prostu trudne…” stwierdzają  Natalia i Krzysztof Minge, psycholodzy z wieloletnim doświadczeniem, rodzice trójki dzieci, autorzy  poradnika „Zgodne rodzeństwo. Jak wspierać dzieci w budowaniu trwałej więzi”.

Ostatnimi czasy jestem jakaś antyksiażkowa. Kiedyś czytałam zdecydowanie więcej. Teraz zmęczenie, intensywność prowadzonego życia, praca, studia podyplomowe, terapia i rehabilitacja syna, a ostatnio męczące nas od ponad dwóch tygodni choróbsko daje się mi we znaki. Kiedy mam chwilę nakrywam się kocem i staram, choć na chwilę, zamknąć oczy, by zregenerować siły. Moje dzieciaki wyczuwają moją słabość i jak na zgrane – bliźniacze – rodzeństwo przystało pozwalają mamie na chwilę wytchnienia.

Moje pociechy są zżyte ze sobą – nawet bardzo. Od pierwszych dni swojego życia są razem, rehabilitowani razem, wychowywani – rzecz oczywista – też razem. Często zdarza się tak, że kiedy jednego coś boli, to i drugi odczuwa skutki tego bólu, smucą się razem, weselą razem, bawią razem, głód najczęściej też odczuwają w jednym momencie.

Abyście nie odnieśli mylnego wrażenia, po tym, co przeczytaliście wyżej, nasze życie, jak i pewnie wielu z Was, to nie tylko sielanka.

Jak w czasie wzlotów, ale i upadków wspierać swoje dzieci podpowiada wspomniany wyżej poradnik. Autorzy – psycholodzy oraz przede wszystkim rodzice – państwo Minge, o rodzeństwie, wzajemnych pomiędzy nimi relacjach, wzlotach i upadkach wiedzą całkiem sporo. Co więcej potrafią tę wiedzę w zrozumiały sposób wyjaśnić innym rodzicom. Forma oraz treść książki przekonały mnie do siebie na tyle, że mimo mojej czasowej “antyksiążkowości” po tę sięgnęłam z zaciekawieniem.

Już we wstępie autorzy słusznie zaznaczają, że bycie rodzicem jest niełatwe. Dodają również, że nie zawsze rodzice mają wpływ na interakcję między swoimi pociechami, piszą także o tym, że nie każdej sprzeczce czy konfliktowi uda się zapobiec

Ciekawe prawda?

Wiele równie ciekawych spostrzeżeń znajduje się w dalszej części poradnika.

Jeśli masz więcej niż jedno dziecko lub chcesz je mieć – ten poradnik jest właśnie dla Ciebie. Książka podpowie Ci między innymi:

– jak przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa,

– jak postępować, gdy na świecie pojawi się maleństwo,

– w jaki sposób budować relację przywiązania między rodzeństwem,

– dlaczego i jak nie obciążać starszych dzieci swoimi problemami,

– dlaczego nie powinno się dzieci porównywać,

– w jaki sposób unikać zbędnych konfliktów rodzinnych,

– jak reagować na przemoc i agresję,

– jak zbliżyć skonfliktowane rodzeństwo,

– i wreszcie jak wdrożyć dzieci do obowiązków domowych.

A wszystko po to, by wesprzeć Cię w samodzielnym podejmowaniu mądrych decyzji, które będą wystarczająco dobre zarówno dla Ciebie (Was – rodziców), jak i dla Waszych pociech.

W każdym z 10 rozdziałów znajdziesz więc opisy sytuacji – ćwiczenia, wskazówki oraz rzeczy do zapamiętania.

„Zgodne rodzeństwo…” jest pozycją dla  rodzica chcącego zainwestować w przyszłość swoich pociech.

Gwarantuję, że każdy z nas znajdzie w nim choć fragment, który przyciągnie go jak naprawdę dobra książka obyczajowa, kryminalna, czy romantyczna (w zależności od tego, w jakich gatunkach się rozczytujesz).

„Zgodne rodzeństwo. Jak wspierać dzieci w budowaniu trwałej więzi” Natalia i Krzysztof Minge. Wyd. Samo Sedno – polecam!

Co zrobić gdy Twoje dziecko zostało YFOL’em?

Do dziś pamiętam pierwszy zestaw klocków Lego, który dostałam od rodziców. Dla dzisiejszych dzieciaków nie byłoby to nic nadzwyczajnego, jednak wtedy, dla mnie, czarny rumak z niewielkim powozem i rycerzem to było dopiero coś. Wyczekany, wymarzony, pewexowski.

Tak zaczęła się moja przygoda z najpopularniejszymi klockami na świecie.

Kiedy na świat przyszły moje pociechy wiedziałam, że prędzej lub później i one zabaw z niezwykłymi klockami zakosztują. Tak też się stało! Początkowo skupiliśmy się na serii Duplo, by po ukończeniu przez dzieciaki piątego roku życia rozpocząć tworzenie rodzinnego królestwa Lego.

O czym rodzice najprawdziwszego, małego, fana klocków lego powinni wiedzieć?

Obcowanie z klockami Lego rozwija wyobraźnię i kreatywność. Tworzenie, a wcześniej wymyślanie, własnych konstrukcji to jest właśnie to, o czym mały fan duńskich klocków marzy. Dlatego na dobry początek warto zainteresować się posiadaniem nie tylko gotowych zestawów, a klocków, które dziecko będzie mogło samo dowolnie w zestawy komponować.

Zabawy klockami Lego rozwijają również koordynację wzrokowo – ruchową oraz orientację przestrzenną.

Dzięki zabawie klockami maluch uczy się także rozpoznawania kształtów, przeliczania klocków bądź ich elementów, pracuje też w tym czasie nad koncentracją uwagi i precyzją działania.

Nie wiem jak to wygląda u Was, ale my często tworzymy razem, całą rodziną. Wspólne budowanie to świetna zabawa, a także  nauka współpracy (nie do końca uświadamiana sobie „praca” nad umiejętnościami społecznymi). Jest to również okazja do wzbogacania słownictwa.

Możliwość manipulowania klockami wpływa również pozytywnie na zdolności manualne dziecka.

Nawet sortowanie klocków według kształtów czy rozmiarów ma swoje korzyści, uczy nas klasyfikowania i planowania.

Jedynym minusem, jaki dopatruję w byciu mamą fanów Lego to fakt, że od czasu do czasu zdarza mi się nastąpić boso na jakiś zagubiony klocek, choć od momentu, gdy kupiliśmy równie fajne, jak same klocki pojemniki podobnych sytuacji zdarza się mniej.

Wracając do tematu posta, co zrobić, gdy Twoje dziecko zostało YFOL’em?

Zacznijmy od rozszyfrowania zagadkowego akronimu. YFOL to nic innego jak Young fan of Lego – młody fan Lego.

Co więc z tym zrobić? Moim zdaniem nic, zupełnie nic – no może zainwestować w domowe obuwie z grubszymi podeszwami 🙂

Jak to jest u Was z klockami Lego? Czy Wasze pociechy również są fanami duńskich klocków?

Tres czyli powrót do przeszłości

Jestem szczęściarą! Miałam, ba… nadal mam wiele szczęścia. Jeden z powodów, dla których mogę mówić o sobie “szczęściara” uświadomiłam  sobie jakiś czas temu, kiedy w swobodnej, koleżeńskiej rozmowie opowiadałam znajomym – w podobnym do mojego wieku – jak wyglądały gry i zabawy mojego dzieciństwa. Koleżanki i koledzy nie mogli się nadziwić jakim cudem moi (oboje pracujący wówczas) rodzice znajdowali czas na wspólne atrakcje.

Doskonale pamiętam długie spacery z tatą, podczas których opowiadał nam o historii pobliskiego lasu, tłumacząc tym samym czym są pobombowe leje, czy też szczątki niemieckiego lotniska. Pamiętam popołudnia z bajkami puszczanymi z rzutnika Ania, wieczory z grą państwa miasta, statki czy kółkiem i krzyżyk. To ostatnie lubiliśmy szczególnie. Namiętnie urządzaliśmy kółko – krzyżykowe turnieje rodzinne, które już wtedy wzbudzały w nas wiele – na szczęście – pozytywnych emocji.

Wszystko to, cały ten czas poświęcony nam – dzieciom, relacje jakie dzięki temu powstały między nami i naszymi rodzicami sprawiają, że chciałabym, by i moje dzieci mogły w przyszłości powiedzieć, że mają ogromne szczęście…

Wracając do kółka i krzyżyka. Wydawnictwo Epidexis, dzięki jednej ze swoich pozycji, zafundowało mi powrót do przeszłości. Epidexis już jakiś czas temu wypuściło na rynek grę strategiczną bazująca po części na zasadach popularnej gry mojego dzieciństwa.

Gra Tres, bo o niej tu mowa, to gra przeznaczona dla dwóch graczy. Ich zadanie polega na zajmowaniu na przemian pól na planszy poprzez nakładanie krążków w swoim kolorze na umieszczone na planszy drążki. Brzmi skomplikowanie? Absolutnie jednak takie nie jest!

Każdy z graczy powinien dążyć do tego, aby jak najszybciej zająć swoim kolorem trzy miejsca w jeden linii (poziomo, pionowo lub po skosie). Co istotne może dokonać tego w płaszczyźnie lub w przestrzeni.

Osoba, której się to uda i jako pierwsza ułoży trzy swoje krążki w jednej linii – wygrywa.

Choć Tres wydaje się być tylko zabawą to jest to również aktywność, która wymaga skupienia i koncentracji. Uczestnictwo w grze pozwala ćwiczyć także spostrzegawczość oraz logiczne myślenie graczy.

To co? Skusicie się na rozgrywkę?

Wpis powstał przy współpracy z Epideixis.