Magiczna ciastolina (bez gotowania) inspirowana Krainą Lodu

Choroby mają to do siebie, że atakują znienacka, niezwykle podstępnie, zazwyczaj wtedy, kiedy ich “obecność” jest nam do szczęścia w ogóle niepotrzebna.
Dwójka chorych, marudnych, dzieciaków w domu, do tego matka, którą rozbolał ząb i mimo interwencji dentystycznej boli nadal. Wydawałoby się, że takie połączenie naprawdę nic dobrego przynieść nie może, a tymczasem przyniosło kilka godzin doskonałej, magicznej, mieniącej się brokatem zabawy.
Zainspirowani jednym z naszych ulubionych obrazów – Krainą Lodu, wykorzystując przy tym nasz przepis na ciastolinę bez gotowania, wygrzebaliśmy z kreatywnej szuflady zbiory brokatu oraz niebieską farbę temperową. Stworzyliśmy tym samym magiczną, mieniącą się “kryształkami lodu” ciastolinę, która przez następne kilka godzin towarzyszyła nam w iście zimowej zabawie.
Jeśli wciąż nie skusiliście się, by wypróbować nasz ciastolinowy przepis serdecznie Was do tego zachęcamy…

 

Składniki podane w kolejności wsypywania ich do miski:

– 2 szklanki mąki pszennej

– 1 szklanka soli (drobnej, nie kryształki)

– 2 łyżki oleju roślinnego

– 2 łyżki (płaskie) proszku do pieczenia

– 1, 5 szklanki wrzącej wody (takiej co to dopiero się przegotowała)

– do całości dodaliśmy trochę niebieskiej farby temperowej oraz dużoooo brokatu.

Całość mieszamy jakimś mieszadłem, najlepiej drewnianym, bo to słabiej przejmuje ciepło. Kiedy gorąca woda wsiąknie w resztę składników masa zrobi się ciepła, jednak pozwoli nam już na wyrobienie ręczne. Wyrabiamy więc przez chwilę masę rękami, aż konsystencją ciastolinę sklepową zacznie przypominać.

Kolorowa ciastolina bez gotowania

Od czasu do czasu lubimy sięgać do historii bloga, by odszukać najbardziej atrakcyjne – dla nas – zabawy kreatywne, które moglibyśmy nieco odświeżyć, a które zapewniłyby nam rozrywkę w poranki witające nas wątpliwą pogodą.

Sięgnęliśmy więc po cieszący się również wśród Was sporą popularnością (przynajmniej tak wskazują statystyki bloga) przepis na ciastolinę bez gotowania i praktycznie cały ranek spędziliśmy wyklejając wszystko to, co tylko przyszło nam na myśl.

Jeśli nie pamiętacie naszego przepisu lub nie mieliście, jak dotąd, przyjemności zabawy opisywaną masą przypominamy…

Składniki podane w kolejności wsypywania ich do miski:

– 2 szklanki mąki pszennej

– 1 szklanka soli (drobnej, nie kryształki)

– 2 łyżki oleju roślinnego

– 2 łyżki (płaskie) proszku do pieczenia

– 1, 5 szklanki wrzącej wody (takiej co to dopiero się przegotowała)

– do wody dodaliśmy 1 łyżkę barwnika spożywczego (w razie jego braku próbowaliśmy też z odrobiną farby plakatowej, również się udało).

Całość mieszamy jakimś mieszadłem, najlepiej drewnianym, bo to słabiej przejmuje ciepło. Kiedy gorąca woda wsiąknie w resztę składników masa zrobi się ciepła, jednak pozwoli nam już na wyrobienie ręczne. Wyrabiamy więc przez chwilę masę rękami, aż konsystencją ciastolinę sklepową zacznie przypominać.

Gotowe!

Mamy nadzieję, że spróbujecie i będziecie się bawić równie dobrze jak my.