O dziecięcym kolekcjonowaniu…

Przyszło mi dorastać w czasach, kiedy znaczną część dnia spędzało się poza domem, z koleżankami i kolegami, kiedy piękne, kolorowe, świecące i gadające zabawki nie istniały dla nas (być może zagraniczni równolatkowie już wtedy się nimi cieszyli), kiedy szaleństwem było posiadanie zestawu lego lub lalki Barbie z Pewex’u.

Mieliśmy zdecydowanie mniej, jednak tak bardzo nie różniliśmy się od współczesnych dzieci. Podobnie jak dzisiejsze maluchy i my wciąż coś kolekcjonowaliśmy. Pamiętam jak dziś moją kolekcję kapsli wypełnioną woskiem ze świec i ozdobioną specjalnymi naklejkami. Owe specjalne pionki wykorzystywało się w tzw. grze w duce. Najlepiej wyważone kapsle można było wymienić nawet na 15 innych. To było szaleństwo! Pamiętam też radość z każdej mini zabawki z kolejnego jajka niespodzianki (pamiętacie te niebieskie hipopotamy?), z rozczuleniem wspominam również kiedy już jako nieco starsza – razem z bratem – kolekcjonowaliśmy puszki po kolorowych napojach, Przyznajcie się, kto z Was miał również ścianę lekkiego i niestety podatnego na podmuchy wiatru aluminium na meblościance?

Myślę, że zgodzicie się ze mną, że zjawisko kolekcjonowania – szczególnie tego dziecięco – młodzieżowego – upowszechniło się i nabrało szczególnego wymiaru u tych, których dzieciństwo przypadało na czasy późniejszego PRL’u. Wyraźnie zauważalna stała się  wówczas kreatywność w tworzeniu i kształtowaniu oraz pozyskiwaniu przedmiotów kolekcjonerskich – co widać chociażby, po moim krótkim wstępie.

Kolekcja przedszkolaka

Tworzenie przez dzieci kolekcji, czyli mniej lub bardziej świadome gromadzenie rzeczy związanych z określoną tematyką, ma podłoże najczęściej w potrzebie posiadania określonej kategorii przedmiotów, chociaż nie tylko… Wszak najróżniejsze przedmioty gromadzimy również dla ich wartości nazwijmy ją historycznej, czy też sentymentalnej.

Dziecięce kolekcjonowanie swój początek odnajduje już w wieku przedszkolnym.  Zjawisko dziecięcego kolekcjonowania ma zazwyczaj charakter dosyć „żywiołowy”, zaś jego głównymi patronami są najczęściej rodzice pociechy, którzy wspierają w dziecku kolekcjonerski zapał bądź też studzą go, jeśli wybrany cel uznają za nader wymajający lub będący zbyt dużym obciążeniem finansowym.

Zdarza się, że dziecięce pasje kontynuuje się  w wieku dorosłym, choć te wtedy zyskują (słusznie lub też nie) znacznie poważniejszą rangę.

Dlaczego pozwolić dziecku na tworzenie własnych kolekcji?

Kolekcjonowanie to ciekawy pomysł na hobby. Zbieranie przez Twoją pociechę skarbów, tworzenie z nich różnych zbiorów (nawet pozornie bez żadnej wartości) sprawia dziecku radość, uczy je cierpliwości, wytrwałości, daje również satysfakcję, odgrywa także ważną rolę w kontaktach społecznych – nic tak nie łączy jak wspólne pasje, kolekcje i rozmowy o nich.

Istotne jest to, by dziecięcą pasję umiejętnie ukierunkować. Wskazać przykłady wartościowych kolekcji, zainspirować dziecko własnymi zbiorami, doradzać, gdzie szukać inspiracji.

Przygoda z Hatchimals

Im moje dzieciaki większe – choć raczej powinnam napisać – starsze, tym przedmioty kolekcjonerskie mniejsze. Nie wiem czy to jakaś stała, czy też przypadek, ale w ostatnim czasie taką zależność da się zaobserwować. Może owa miniaturyzacja wynika z faktu, iż do szkoły łatwiej zabrać mini figurkę i zaprezentować koleżankom i kolegom, niż jakiś giga produkt.

Dlatego, gdy niespodziewanie tuż przed Wielkanocą wpadły w nasze ręce mini jajeczka  Hatchimals Colleggtibles byłam wręcz pewna, że owa przypadkowa przygoda stanie się początkiem kolejnej rozrastającej się kolekcji w naszym domu.

Czym są Hatchimals Colleggtibles?

To niewielkie jajka, w których ukryte są jeszcze mniejsze figurki magicznych zwierzaków. Owo mini jajko w strukturze bardzo przypomina to prawdziwe.

Na jajku nadrukowane jest fioletowe serduszko. Wspomniane serce należy tak długo pocierać, by zmieniło kolor – tym samym zmiękło – i pozwoliło na wyklucie się zwierzaczka.

Co w jajku znajdziemy?

Brokatowe nosorożce , pegazy, urocze gryfy, uśmiechnięte małpki, skrzydlate łosie i wiele innych fantastycznych i niezwykle uroczych zwierząt.

Każde z odnalezionych można przyporządkować do innej rodziny – pomaga nam w tym załączona do zestawu ulotka lub plakat.

Figurki Hatchimals serii 1 (druga ma się pojawić już w kwietniu) to blisko 70 postaci do zebrania. Sporo prawda?

Zapytacie po co to wszystko i ile to kosztuje?

Każda kolekcja ma swoją określoną wartość materialną, zdecydowanie największą dla właściciela kolekcji, ta jednak nie zawsze stanowi obiektywną wartość rynkową.

W naszym przypadku od najmłodszych lat właśnie przy okazji tworzenia dziecięcych kolekcji uczymy nasze pociechy wartości pieniądza lub po prostu wartości danej rzeczy.

W jaki sposób?

Moje dzieciaki od samego początku uczone są tego, by umieć podzielić się zabawkami z innymi. Jeśli mamy czegoś za dużo to albo dzielimy się tym z innymi, albo wymieniamy na coś innego, albo też – jeśli stan danej rzeczy na to pozwala sprzedajemy.

Mam to szczęście, że moje szkraby nie niszczą zabawek, szanują co ich i potrafią się nimi w odpowiedni sposób bawić. Szał czy fascynacja na konkretny rodzaj zabawki/sprzętu z czasem mija, jeśli na półkach lub w szafie zalegają zabawki/sprzęty, którymi dziećmi nie bawiły się od dłuższego czasu, najczęściej je sprzedajemy (za zgodą dzieci rzecz jasna). Pieniądze uzyskane ze sprzedaży zabawek, którymi szkraby się już nie bawią, pozwalają na zakup innych.

W ten oto sposób dzieci uczą się wartości pieniądza, wartości konkretnej rzeczy. Co jeszcze dzięki takiej postawie zyskujemy?

Pokój dzieciaków nie zniknie pod tonami niepotrzebnych nikomu zabawek, gdyż postępowanie nasze pozwala nam na zachowanie zabawkowej równowagi.

Myślicie, że i u Was sprawdziłoby się takie rozwiązanie?

 

Wracając jednak do naszych Hatchimalsów –  spójrzcie raz jeszcze na nie – czyż nie są urocze?

Jeśli jednak sam urok na Was nie działa to podpowiem, że doskonale sprawdzają się jako pomoc matematyczna w postaci liczmanów, idealnie udaje nam się z nimi również zabawa pt. „Kogo brakuje/Co się zmieniło?”.

Rządek kilku figurek ustawiam przed dziećmi, po czym albo ukrywam jedną bądź kilka figurek albo zmieniam ich kolejność. Zadanie dzieci polega na odkryciu co jest nie tak…

Lubicie tego typu zabawy?