Ciecz nienewtonowska raz jeszcze…

Co jakiś czas staramy się wracać do “starych”, sprawdzonych już wcześniej, aktywności. Tak było i tym razem, kiedy uziemieni przez niesprzyjającą pogodę w domu “zabijaliśmy” czas zabawami z cieczą nienewtonowską.

Ciecz nienewtonowska nazywana również płynem nienewtonowskim, to niesamowita substancja, która w zależności od siły z jaką na nią działamy zachowuje się albo jak ciecz, albo ciało stałe.

Tę niesamowitą substancję stworzyć można w niezwykle prosty sposób w warunkach domowych. Wystarczą dwie szklanki mąki ziemniaczanej i około 1 i 1/4 szklanki wody. Mąkę powoli wsypujemy do wody, mieszamy, a gdy uzyskamy substancję o konsystencji przypominającej gęstą farbę możemy rozpocząć naszą zabawę…

 

Drukarka figurek 3D – BunchBot

Roboty, droidy, autoboty wszystko co zmechanizowane i skomputeryzowane bądź ma w sobie nazwę „bot” jest u nas w chwili obecnej na topie. Dlatego, gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy o BunchBocie oczy dzieciaków zaszkliły się, a na ich twarzach pojawiły się uśmiechy.

Kilka dni oczekiwania i wspomniany robot znalazł się w naszych rękach.

Kim, a właściwie to czym jest Bunchbot?

Ponad dwa lata temu w nasze ręce trafiły klocki rzepy tzw. Bunchems. Klocki, o których mowa, to niewielkie kuleczki przypominające strukturą i wyglądem roślinne „rzepy” znane zapewne niejednemu z nas z czasów naszego dzieciństwa. Pamiętacie?

Bunchems nadają się doskonale do tworzenia przestrzennych budowli. Są na tyle „czepliwe”, by podczas zabawy bez problemu łączyć się w całość, jednocześnie na tyle delikatne, by móc masować dłonie dziecka nimi się bawiącego oraz na tyle elastyczne, by nie zrobić uczestnikom zabawy żadnej krzywdy.

Atutem Bunchems są również ich piękne i intensywne kolory oraz fakt, że klocki możemy łączyć ze sobą i rozłączać w nieskończoność, a te nie tracą przy tym wcale na jakości (sile zaczepienia).

Co może dać dziecku zabawa Bunchems?

Po pierwsze zabawa Bunchems, jak każdymi innymi klockami, rozwija wyobraźnię i kreatywność.

Po drugie rozwija koordynację wzrokowo – ruchową. Budowanie z klocków wymaga skoordynowania kilku działań jednocześnie.

Po trzecie wspólne budowanie z klocków to świetna zabawa, a jednocześnie nauka współpracy, radzenia sobie z konkurencją czy trudnymi emocjami.Umiejętności społeczne nabywane – między innymi – w czasie zabawy klockami stanowią istotną część naszego życia.

Po czwarte sortowanie klocków, a potem układanie z nich skomplikowanych konstrukcji, wymaga ogromnego skupienia i dokładności, rozwijana w tym czasie koncentracja i precyzja działania okażą się w późniejszym życiu równie ważne.

Po piąte klocki mogą być świetną pomocą podczas nauki liczenia, a także doskonałym pretekstem do zabaw matematycznych.

Po szóste z powodzeniem można je wykorzystywać podczas pogłębiania wiedzy z zakresu orientacji przestrzennej.

Po siódme klasyfikowanie i planowanie czyli sortowanie klocków np. wg kolorów, a potem planowanie wykonania skomplikowanych budowli to skuteczny trening strategicznego myślenia.

Po ósme  manipulowanie klockami w oczywisty sposób wpływa pozytywnie na zdolności manualne dziecka.

Po dziewiąte Bunchems mają jeszcze jedną istotną cechę. Używanie klocków rzepów to nic innego jak dodatkowa stymulacja dotykowa dłoni oraz rąk dziecka.

W naszej zabawie towarzyszy nam kilka połączonych zestawów klocków rzepów oraz akcesoriów, które dziecięcą kreatywność podczas budowania klockami pobudzają: korony, kapelusze, oczy, ręce, nogi, gwiazdy, serca, skrzydła, okulary, rogi i wiele innych kształtów.

Wracając jednak do pytania czym jest owy wspomniany BunchBot?

Zabawa klockami rzepami spodobała się nam bardzo. Niech świadczy chociażby o tym fakt, że od blisko dwóch lat klocki te wciąż są w naszym użyciu. Przyszedł jednak moment, kiedy zaczęliśmy się zastanawiać co dalej? Jak zabawę rzepami urozmaicić, by w dalszym ciągu była atrakcyjna… i tu swoje zastosowanie znalazł wspomniany BunchBot zwany również drukarką figurek 3D.

Choć tak naprawdę z robotami, o jakich myśleliśmy, BunchBot nie ma zbyt wiele wspólnego, to okazało się, że dzięki niemu nasza zabawa Bunchems’ami nabrała zupełnie innego wymiaru.

BunchBot to niewielkie urządzenie skonstruowane tak, by pomóc w formowaniu kształtów, figurek, postaci z rzepów. Cała zabawa polega na dokładnym odwzorowaniu ułożenia rzepów z instrukcji (oj skupić się tu trzeba bardzo – ćwiczymy zatem koncentrację uwagi, koordynację oko – ręka oraz zdolność widzenia przestrzennego) krok po kroku, nałożeniu nakładki drukującej i wypchnięciu z jej pomocą prawie gotowej figurki z BunchBota. Proste prawda?

Producent w instrukcji oferuje kilka propozycji figurek, nic nie stoi na przeszkodzie, by kiedy już się pozna zasadę działania drukarki tworzyć swoje dzieła. Zabawa będzie na pewno przednia!

Nasz BunchBot towarzyszy nam dopiero od tygodnia, więc póki co cieszymy się nim budując zgodnie z instrukcją, kiedy przyjdzie czas przejść na wyższy poziom pokażemy Wam na pewno co zmajstrowaliśmy.

Obserwowałam moje dzieciaki bawiące się BunchBotem, dokładniej przyjrzałam się jego sposobowi funkcjonowania. Po raz kolejny okazuje się, że to w prostocie tkwi wielka moc (nie ma w naszym robocie ani grama elektroniki, światełek, dźwięków i innych tzw. „bajerów”, a mimo to skupia uwagę dzieci przez całkiem długi czas).

Co tu dużo pisać – spójrzcie raz jeszcze na kolory naszego zestawu oraz jego strukturę, a także możliwości, jakie dane klocki  nam dają. A teraz raz jeszcze, prosto w oczy BunchBota…

Nie muszę chyba pisać nic więcej, poza tym, że my zarówno BunchBota, jak i klocki Bunchems polecamy!

Na sam koniec dodam od siebie, iż sporo naczytałam się w sieci o niebezpieczeństwie polegającym na wplątaniu się rzepów we włosy. Możliwe, że naszych kloców nie wplątaliśmy zbyt mocno, poza tym nasze włosy są jednak proste, a nie kręcone, a to zapewne również ułatwia sprawę, jednak z użyciem odżywki do włosów udało się nam klocki bez problemu z włosów ściągnąć. Tak czy siak przed rozpoczęciem zabawy warto pamiętać o tym, by włosy upiąć, by już na starcie wyeliminować jakiekolwiek ewentualne problemy.

“Mąkolina” – czyli masa plastyczna przypominająca piasek

Wakacje, sobotnie popołudnie, piękna pogoda… do szczęścia brakowało nam tylko… lodów. Na szczęście do wytwórni tych najsmaczniejszych w okolicy mamy zaledwie kilka kroków, z czego oczywiście skorzystaliśmy.

W temacie lodów postanowiliśmy spędzić jednak również i wieczór.

Odświeżyliśmy tym samym przepis na mąkolinę, którą odkryliśmy ponad 2,5 roku temu, a która idealnie nam się dziś w zabawie sprawdziła. Wystarczyło wymieszać osiem szklanek mąki pszennej oraz jedną szklankę oleju jadalnego. Dla zabarwienia masy dodaliśmy natomiast szklankę soku z buraków.

Zabawa ponownie była doskonała!

 

Jeśli i Wy macie ochotę w warunkach domowych stworzyć kolorową piaskownicę – ta masa sprawdzi się Wam idealnie!

Malowanie na folii

Odkąd razem z dzieciakami podejmuję działania twórcze, czyli odrobinę dłużej niż istnieje sam kreatywnik, wiem, że malować można praktycznie wszystkim, co więcej malować można także na wielu powierzchniach. Nawet na tych z pozoru nie nadających się do tego.

A że często bywa tak, że malowanie na czymś co kartką nie jest – jest po prostu ciekawsze – wytargaliśmy z szuflady koszulki foliowe oraz farby – pędzle i za tworzenie arcydzieł się zabraliśmy.

Szybko okazało się, że malowanie na folii wcale do najłatwiejszych zadań nie należy. Farba nie wsiąka w kartkę, więc podczas pracy można się konkretnie natrudzić, by pomysł na folię przelać, można się też solidnie ubrudzić.

Nie zrażają się jednak niczym brnęliśmy w swoich działaniach krok po kroku dalej. W ten oto sposób powstało kółkowe dzieło…, które szybę okna zdobi, tworząc tym samym swoisty, własnoręcznie przygotowany witrażyk.

Spróbujecie i Wy swoich sił w tworzeniu witraży- przeźroczy na foliowych koszulkach? A może już próbowaliście – podzielcie się więc z nami Waszymi doświadczeniami w tej dziedzinie.

Malowanie na mleku

Co rusz poszukujemy nowych pomysłów, które mogłyby wzbogacić nasze i tak już dosyć bogate (zważając chociażby na nasz dorobek blogowy) doświadczenie twórcze.

Czasami te przychodzą nam spontanicznie do głowy, czasami na jakiś ciekawy pomysł natkniemy się na innym blogu kreatywnością się zajmującym. Tak też było w tym przypadku. Kiedy u Dzikiej Jabłoni podejrzałam pomysł na malowanie na/po mleku po prostu nie mogliśmy tego nie wypróbować.

Płaskie talerze zalane zostały cienką warstwą mleka (krowiego), w osobnych naczynkach zabarwiłam wodę przy pomocy farb (równie dobrze można użyć w tym celu barwników spożywczych). Nie pozostało nic innego jak z pomocą słomek oraz strzykawek (jak na złośliwość rzeczy martwych przystało nie byłam w stanie w domowych zakamarkach dziś znaleźć ani jednego kroplomierze) zabrać się za malowanie.

Na początku dosyć nieśmiało szkraby sięgały po kolory, jednak gdy zobaczyły rozpływające się na białej powierzchni cudowne esy floresy, od razu do pracy się ośmieliły.

Rozpoczęło się najprawdziwsze, mleczne, zaklinanie barw…

… a ile frajdy przy tym było.

Wielkie zakraplanie trwało i trwało, i trwało… Dzieciaki spędziły blisko 1,5 godziny zakraplając talerze kolejnymi kolorami. Można by rzec wsiąknęli na dobre (a to niezbyt często się zdarza).

Tym bardziej Dzikiej Jabłoni dziękujemy za inspirację, a Was do spróbowania swych sił w malowaniu na/po mleku zachęcamy.

Puchnąca farba domowej roboty

Zastanawiałaś (łeś) się kiedyś  jakie wydarzenia, chwile, momenty z Twojego dzieciństwa najmocniej “załapały się” Twojej pamięci? Czy były to obejrzane – konkretne – odcinki bajek, gry komputerowe, które udało Ci się przejść, czy na przykład fakt, że razem z mamą uszyłaś (łeś) samodzielnie maskotkę, czy też momenty, kiedy pomagałaś (łeś) tacie podczas domowego majsterkowania – tym samym wspólnymi siłami stworzyliście karmnik czy domek dla lalek…

Owszem i nam zdarzy się spędzać czas przed telewizorem (treści, które oglądamy wcześniej odpowiednio dobieramy), jednak w zdecydowanej większości chwil realizujemy się kreatywnie. Tak było też dziś. Przepis na tzw. puffy paint czyli nic innego jak na puchnącą farbę po raz pierwszy wykorzystaliśmy blisko 4 lata temu, dziś postanowiłam, że wrócimy do niego i spróbujemy stworzyć kilka kolejnych, wypukłych malunków.

Przygotowałam filiżankę mąki, 3 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę soli oraz wodę. Składniki wymieszałam, dodając do nich tyle wody, by swoją konsystencją powstała papka przypominała odrobinę gęściejsze ciasto naleśnikowe. Powstałą masę podzieliłam na dwie części, do każdej z części dodałam odrobinę barwnika spożywczego, tym samym tworzone właśnie farby zabarwiłam (równie dobrze użyć do tego można farb temperowych/plakatowych).

Kolorową masę wlałam do woreczków, w których następnie nakłułam maleńkie otworki. Malowanie przy pomocy wyciskanej farby mogliśmy rozpocząć. Malunki powstawały na kartkach z bloku technicznego formatu A5, myślę jednak, iż kartki godnie zastąpiłyby również skrawki styropianu bądź tektury. Po chwili ogromnej radości oraz wielkiego kolorystycznego galimatiasu powstało kilka ciekawych,  mniej lub bardziej rozlewających się wzorów.

By nasze kolorowe dzieła mogły spuchnąć, wyrosnąć, należy je (zgodnie z instrukcją) na 30 sekund włożyć do kuchenki mikrofalowej (moc 900/1000).  Tak też uczyniliśmy. Gotowe – spuchnięte – prace zachwyciły nas bardzo, zresztą sami spójrzcie co udało nam się przy pomocy naszych rąk oraz mikrofalówki stworzyć.

Pulchne, miłe w dotyku, odrobinę przypominające piankę, trójwymiarowe obrazki, aż się prosiły, by małymi (i nie tylko) rączkami móc je podotykać. A doznania podczas dotykania są naprawę nie do opisania. Dzieciaki więc z chęcią kolorowe pagórki dotykały, upychały, “spłaszczały”, a nawet skubały… Skusicie się by i w Waszych czterech kątach taką zabawę przeprowadzić? Dla odmiany pokażę Wam jeszcze jak prezentują się puchnące farby zabarwione farbami (zamiast barwników spożywczych):

Myjnia samochodowa DIY

Motoryzacja jest naszą wspólną pasją. Miłość do samochodów przejęły od nas również dzieciaki. Syn i córka częściej wybierają w zabawie samochodziki, niż jakiekolwiek inne atrakcje.

Ponieważ aktualnie chorujemy, postanowiłam dla szkrabów, właściwie to z ich pomocą, przygotować niespodziankę. Niespodziankę oczywiście z motoryzacją związaną. Stworzyliśmy – wspólnymi siłami – myjnię samochodową.

Do jej stworzenia wykorzystaliśmy wszystko to, co pod ręką akurat znaleźliśmy.

Przemyśleliśmy dokładnie kolejne etapy mycia w tworzonym przez nas kartonowym budynku, opracowaliśmy cennik. Przyznać muszę, że dosyć abstrakcyjny, bo za mycie zapłaci się u nas zaledwie 10 zł, za nabłyszczenie – 15, zaś polerowanie lakieru samochodowego to koszt zaledwie 20 zł. Przyznacie, że ceny korzystne, ale to dzieciaki same wszystko wymyślały.

Zakasaliśmy rękawy, wszystko w całość połączyliśmy, by po chwili móc się dobrze bawić.

To co znajdą się chętni, by u nas swój wóz do porządku doprowadzić?

Klocki tablicowe – jak zrobić je samemu? (DIY)

Od kilku dni trwa intensywne przenoszenie opublikowanych już treści na nowego bloga. To doskonały moment, by przy okazji zerknąć do starszych wpisów, by odrobinę je odświeżyć. Lubię od czasu do czasu zajrzeć do postów na blogu. Przez te sześć lat trochę się ich nazbierało. Przecieram wtedy najczęściej oczy ze zdziwienia, że to już tyle czasu minęło od momentu, gdy coś konkretnego stworzyliśmy.

Blisko trzy lata temu przygotowaliśmy klocki – cztery sześciany, które po dziś dzień nam służą, klocki tablicowe.

Stworzone przez nas klocki tablicowe to nic innego jak wariacja na temat wciąż modnych przestrzeni pokrytych farbą bądź folią tablicową (ścian, lodówek, drzwi, szaf), na których swe zapędy artystyczne prezentować można, a nawet powinno się…

Jak powstały nasze klocki?

Przygotowaliśmy cztery drewniane sześciany, wyszlifowaliśmy je.

W następnej kolejności skupiliśmy się na pokryciu farbą drewnianych kostek. Zaczęliśmy malowanie pędzelkiem, choć z perspektywy czasu przyznaję, że lepszym rozwiązaniem byłoby pomalowanie całości wałkiem.

Farba tablicowa dosyć szybko schnie, dlatego też klocki w zaledwie kilka chwil były gotowe.

Nie pozostało nic innego, jak pozwolić małym artystom zająć się nimi. Stworzoną pomoc wykorzystywać można na wiele różnych sposobów: tworzenie rysunków, klockowych puzzli, czy też wykorzystywanie poszczególnych kostek z pojedynczymi rysunkami do zabaw typu “story cubes”.

Jak Wam się taki pomysł na farbę tablicową podoba? Podobne klocki sprawdziłyby się i u Was?

Worek pełen skarbów

W każdym z nas odnaleźć można cząstkę, która w kilka chwil, przy sprzyjających okolicznościach zmienić mogłaby nas w najprawdziwszego poszukiwacza skarbów.
I my od czasu do czasu w rolę poszukiwaczy wczuć się lubimy. Czasami nasze poszukiwania przypominają takie z prawdziwego zdarzenia: towarzyszy nam wtedy mapa, wskazówki, kolejne zadania, czasem jednak wystarczy nam nasza wyobraźnia i kilka pomocnych rekwizytów.

Dziś właśnie sposiłkowaliśmy się kilkoma pomocami…

Wspólnymi siłami wybraliśmy przedmioty, które za skarby można uznać. Do wspomnianego zbioru trafiły cekiny pod wszelką postacią, ruchome oczka, piankowe kwiaty i co tylko dzieciakom w ręce wpadło.

Przygotowaliśmy również woreczki strunowe, do których wybrane błyskotki wsypaliśmy.
A gdy już świecidełka na miejscu się znalazły, wypełniliśmy woreczki żelem. Całość zaczęła wyglądać jak skarb schowany w głębinach morskich.
Woreczki zaczęliśmy miętosić, gnieść, gładzić. Żel to chłodna substancja, dlatego doznania dotykowe towarzyszące zabawom z woreczkiem pełnym skarbów dodatkowo potęgował chłód.

A kiedy już manipulowanie woreczkiem okazało się zbyt nużące, stworzyliśmy z nich łapacze słońca. Woreczki przykładaliśmy do szyby okna i próbowaliśmy podziwiać okolicę patrząc przez nie.

Świat oglądany przez warstwę przeźroczystego żelu, a także promienie słońca prześwitujące przez woreczek dostarczyć mogą wiele dobrej zabawy, nowych wrażeń wizualnych oraz wywołać sporo uśmiechów…

Spróbujecie i Wy?

Bunchems – kolorowe klocki rzepy

Będzie już ze dwa lata odkąd w sieci, rzuciła mi się w oczy rozmowa kilku terapeutów ręki dotycząca klocków rzepów. Ponieważ robocza nazwa używana przez uczestników rozmowy nic mi wówczas nie mówiła postanowiłam wpisać odpowiednie hasło w wyszukiwarkę. Już po chwili odkryłam, że klocki rzepy, o których mówiono to klocki o nazwie Bunchems.

Nowinki związane z rozwojem dłoni najmłodszych są mi dosyć bliskie, więc i wtedy – z wielką ciekawością – wyruszyłam na poszukiwanie nowości.

 

Klocki, o których mowa, to niewielkie kuleczki przypominające strukturą roślinne “rzepy” z mojego dzieciństwa. Nadają się one doskonale do tworzenia przestrzennych budowli. Są na tyle “iglaste”, by podczas zabawy łączyć się w całość i jednocześnie masować dłonie dziecka oraz na tyle plastyczne, by nie zrobić osobom uczestniczącym w zabawie krzywdy.

 

W nasze ręce trafił największy zestaw klocków rzepów oraz akcesoriów, które dziecięcą kreatywność podczas budowania klockami pobudzają: korony, kapelusze, oczy, ręce, nogi, gwiazdy, serca, skrzydła, okulary, rogi i wiele innych kształtów.

Sporo naczytałam się w sieci o niebezpieczeństwie polegającym na wplątaniu się rzepów we włosy. Możliwe, że naszych kloców nie wplątaliśmy zbyt mocno, poza tym nasze włosy są jednak proste, a nie kręcone, a to zapewne również ułatwia sprawę, jednak z użyciem odżywki do włosów udało się nam klocki bez problemu z włosów ściągnąć.

Co tu dużo pisać – spójrzcie raz jeszcze na kolory naszego zestawu oraz jego strukturę, a także możliwości, jakie dane klocki dają… Nie muszę chyba pisać nic więcej, poza tym, że my klocki Bunchems polecamy!