Kosmonautą być!

Kosmos – ogromny, niezmierzony, pełen planet, gwiazd i innych ciał niebieskich.

Przestrzeń kosmiczna to temat, który u nas wciąż na topie, a i z moimi podopiecznymi raz na jakiś czas wybieram się podróż kosmiczną. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że kosmos to temat warty poruszenia. Kilka ciekawych kosmicznych inspiracji sprawdziło się w toku moich działań z przedszkolakami. Dziś przedstawię Wam jedną z nich.

W pierwszej kolejności zabraliśmy się za przygotowanie postaci kosmonauty.

By takową móc stworzyć niezbędne będzie wydrukowanie bądź narysowanie szablonu postaci kosmicznego podróżnika, nożyczki, skrawek przeźroczystej folii, taśma dwustronna bądź klej, farby albo mazaki oraz zdjęcie twarzy osoby, która rolę kosmonauty pełnić będzie.

Gotowi? No to zaczynamy!

W pierwszej kolejności zabieramy się za odpowiednie wycięcie kombinezonu astronauty…

W puste miejsce na jego hełmie wklejamy od wewnętrznej strony przeźroczysty skrawek folii oraz zdjęcie…

Na sam koniec zabieramy się za odpowiednie ozdobienie kombinezonu…

I oto w mig – kosmonauci gotowi!

Legomalowanki

Jakiś czas temu mignęły mi, na którymś z zagranicznych blogów… Kiedy kilka dni temu zobaczyłam podobne tutaj – postanowiłam, że to świetny czas, by i u nas spróbować owy pomysł w życie wdrożyć.

Nie zwlekając ani chwili przygotowałam farbę, kilka różnych klocków lego oraz puste kartki. Zaczęło się wielkie tworzenie!

Cegła po cegle powstawały twierdze, domy oraz pałace.

Zabawa w małych, odrobinę nietypowych, budowniczych wciągnęła nas bardzo.

Koniecznie musicie i Wy spróbować!

Nitką malowane

– Aga ja Cię tak podziwiam, tej pomysłowości i talentu to Ci naprawdę zazdroszczę – mawia moja znajoma. A ja za każdym razem wmawiam jej, że owy talent to prawdopodobnie posiada większość z nas, niestety gdzieś “po drodze” wmówiono nam coś innego… i tak już zostało.

Mam nadzieję, że moje pociechy będą miały to szczęście, że wiary w ich możliwości plastyczne nikt zbyt szybko nie stłumi.

Póki co nie martwimy się tym zbytnio, za to bawimy się wszelkimi dostępnymi możliwościami, a że jest ich całkiem sporo, każda kolejna zabawa od poprzedniej czymś się różni.

Tym razem do stworzenia barwnych prac posłużyły nam farby i narzędzie malarskie w postaci nitki…

Malując nitką uwrażliwiamy dotyk (kontakt z chłodną, gęstą substancją, jaką jest farba), rozwijamy sprawność dłoni i palców (odpowiednie rozwijanie, nawijanie i układanie nici na kartce), rozwijamy koordynację oka i ręki, rozwijamy także naszą wyobraźnię – szczególnie wtedy, gdy po zakończonej aktywności opowiadamy o tym, co namalowaliśmy.

To jak? Skusicie się na podobną zabawę z Waszą pociechą?

Malowanie na mleku

Co rusz poszukujemy nowych pomysłów, które mogłyby wzbogacić nasze i tak już dosyć bogate (zważając chociażby na nasz dorobek blogowy) doświadczenie twórcze.

Czasami te przychodzą nam spontanicznie do głowy, czasami na jakiś ciekawy pomysł natkniemy się na innym blogu kreatywnością się zajmującym. Tak też było w tym przypadku. Kiedy u Dzikiej Jabłoni podejrzałam pomysł na malowanie na/po mleku po prostu nie mogliśmy tego nie wypróbować.

Płaskie talerze zalane zostały cienką warstwą mleka (krowiego), w osobnych naczynkach zabarwiłam wodę przy pomocy farb (równie dobrze można użyć w tym celu barwników spożywczych). Nie pozostało nic innego jak z pomocą słomek oraz strzykawek (jak na złośliwość rzeczy martwych przystało nie byłam w stanie w domowych zakamarkach dziś znaleźć ani jednego kroplomierze) zabrać się za malowanie.

Na początku dosyć nieśmiało szkraby sięgały po kolory, jednak gdy zobaczyły rozpływające się na białej powierzchni cudowne esy floresy, od razu do pracy się ośmieliły.

Rozpoczęło się najprawdziwsze, mleczne, zaklinanie barw…

… a ile frajdy przy tym było.

Wielkie zakraplanie trwało i trwało, i trwało… Dzieciaki spędziły blisko 1,5 godziny zakraplając talerze kolejnymi kolorami. Można by rzec wsiąknęli na dobre (a to niezbyt często się zdarza).

Tym bardziej Dzikiej Jabłoni dziękujemy za inspirację, a Was do spróbowania swych sił w malowaniu na/po mleku zachęcamy.

Coś z niczego – jajko z liczbową niespodzianką

Czasami zdarza się, że niepozorne przedmioty z naszego otoczenia przyjmują rolę dziecięcych czasoumilaczów. Co więcej często sprawdzają się one lepiej niż zabawki z najwyższej półki cenowej.

Kubeczki po jogurtach w kształcie jajka służyły nam już jako część słuchowego memo, wykorzystywaliśmy je również jako element kręgli. Tym razem postanowiliśmy przy ich pomocy stworzyć konsolę służącą do zabawy. Zabawy, która jednocześnie w dziecięcy świat przemyca elementy królowej nauk – matematyki.

Górną część kubeczków oblepiliśmy odpowiednią ilością naklejek. Owej ilości przyporządkowaliśmy liczbę, którą zapisaliśmy w dolnej części kubeczka. Wszystko dokleiliśmy do tekturowego wieczka pudełka, tworząc tym samym mobilną konsolę.

Zadanie dzieci ma polegać na dopasowaniu do odpowiedniej cyfry ilość naklejek. Do zabaw matematycznych dochodzi tutaj rozwijanie sprawności manualnej, gdyż dopasowanie wieczka do dolnej części kubeczka wymaga  chwili skupienia i odpowiedniej manipulacji dłonią.

Dodatkową opcję zabawy stanowić może przyporządkowanie liczmanów (w naszym przypadku żelków) do liczb zapisanych w dnie kubeczka.

Gliniane zające

Trzy tygodnie dzielą nas od Wielkanocy. Sezon na pisklęta, króliki i pisanki uważam więc oficjalnie za otwarty.

Od jakiegoś czasu szukamy ciekawych inspiracji na majsterki wielkanocne, pomysł na stworzenie zajęczych podstawek na jajka podsunęła nam babcia, która już jakiś czas szuka czegoś “w ten deseń”.

W ruch poszła więc samoutwardzalna glinka, ręce dzieciaków oraz farby… Oto, co udało nam się wspólną pracą osiągnąć…

Jak Wam się podobają nasze zajączki?

Ko… Ko… Ko… Kurczaki wielkanocne

Uświadomiłam sobie, że tak właściwie to całkiem niewiele dni dzieli nas od zbliżających się Świąt.

Byłam pewna, że mam nieco więcej czasu na ogarnięcie wiosennych porządków, świątecznych przygotowań i skromnych upominków dla bliskich. To wszystko połączyć jeszcze jakoś muszę z pracą, studiami, rehabilitacją syna i domowymi obowiązkami. Będzie jak zwykle intensywnie.

W tym roku jakby mniej zająców, jaj i kurczaków na blogach kreatywnych, stąd pewnie to moje mylne poczucie czasu:). Może ich wysyp zaleje nas dopiero za jakiś czas, a może już tyle ciekawych propozycji przez kilka lat zostało zaprezentowanych, że trudno czytelnika czymś jeszcze zaskoczyć…

Kurczaczki, kurczaki, kurczęta – jeden z symboli wielkanocnych. Jak dotąd skupialiśmy się raczej na zajączkach i pisankach, dlatego dziś postanowiliśmy, że to właśnie małe kurki będą grały rolę pierwszoplanową.

Przygotowanie siedzącego kurczaka nie należy do trudnych. Złożony  z kartki stożek wystarczy w odpowiedni sposób przyozdobić grzebieniem, skrzydłami, dziobem, oczami i nogami…

Gdy zdecydujesz się na wykonanie tej ozdoby razem z młodszym dzieckiem – przygotuj maluchowi wycięte elementy i razem je posklejajcie. Starszak bez problemu sam poradzi sobie ze stworzeniem kurczaka.

Zwijanie stożka, klejenie poszczególnych elementów, tworzenie harmonijkowych nóg kurczaka – manipulowanie małymi rączkami w taki właśnie sposób pozwala im się rozwijać (usprawniać dłonie i palce).

Kiedy dodamy do tego czas spędzony razem z rodzicem – otrzymamy już cały pakiet korzyści.

Pajączek – mini teatrzyk – KREATYWNIE Z KIDEA

Szczęśliwie okazało się, że mijający właśnie weekend stanowił niezwykle pogodny czas obfitujący w spacery i zabawy na świeżym powietrzu.

Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie wykorzystali faktu, iż coraz szybciej wieczorami zapada zmrok. Kiedy na dworze coraz chłodniej i ciemniej, my siadamy wygodnie i coś tworzymy. Spędzamy razem czas  – rozmawiamy, śmiejemy się, wzajemnie sobie pomagamy – rozwijamy przy tym naszą wyobraźnię, a także sprawność dłoni i palców.

Tym razem padło na… pająka…

Przygotowaliśmy:

– koło z czarnej tektury

– mniejsze kółko ze sztywnego papieru

pisaki wymazywalne Kidea

– mazaki metaliczne Kidea

– kredki sześciokątne Kidea

– klej, szpatułkę, nożyczki oraz druciki kreatywne i ruchome oczka.

Na dużym, czarnym kole narysowaliśmy pajęczynę, koło nacięliśmy mniej więcej w 1/3 jego wysokości, by właśnie w tym miejscu przełożyć kukiełkę pajączka.

Kukiełka powstała przez pomalowanie sztywnej tekturki, doklejenie do niej szpatułki, ruchomych oczu oraz drucików kreatywnych.

To wszystko! Aż tyle i tylko tyle, by móc mini teatrzyk pajączkowy popołudniami urządzać.

Spróbujecie?

Mała drukarnia

Pamiętam jak dziś, kiedy w szkole podstawowej w ramach zajęć z plastyki przygotowywaliśmy exlibrisy, które następnie odbijaliśmy w ramach pieczęci na czystych kartkach papieru.

W czasach, o których mowa materiały plastyczne nie były tak łatwo dostępne jak dziś, dlatego jako podłoże do stworzenia wspomnianej pieczęci służyły nam skrawki linoleum, w moich stronach potocznie zwane gumolitem.

Jakiś czas temu przypomniałam sobie o moich szkolnych poczynaniach plastycznych i od tego właśnie momentu w mojej głowie zaczęła krążyć myśl, jak wspomniane exlibrisy przenieść na grunt dzisiejszy, jednocześnie dopasowując ich wykonanie do możliwości oraz wieku moich szkrabów.

Z pomocą przyszły mi dzieciaki i możliwość obserwowania ich zabaw z plasteliną.

Pomysł stworzenia sposobu wzorca do przedrukowania oraz stworzenia samej odbitki miałam dopracowany, pozostało znaleźć chwilę czasu, by móc stworzenie domowej drukarni w czyn wprowadzić.

Zimowe, ponure, ciemne i zimne wieczory okazały się doskonałym czasem, by moją ideę do życia powołać.

Przygotowaliśmy:

– tekturową podkładkę

– plastelinę

– folię aluminiową

– pędzle gąbkowe

– farby plakatowe

– czyste kartki

oraz silikonowy wałek,

zakasaliśmy rękawy i do działania przystąpiliśmy.

 

W pierwszej kolejności skupiliśmy się na wykonaniu pokaźnej ilości plastelinowych “wężyków”. Następnie ułożyliśmy z nich obraz (płaskorzeźbę, relief)

Gotową płaskorzeźbę plastelinową nakryliśmy folią aluminiową – szczelnie dociskając folię do każdej wypukłości.

Tak przygotowaną formę pokryliśmy przy pomocy gąbkowych pędzli farbą.

Ostatni krok działań małych drukarzy polegał na ułożeniu na formie czystej kartki i przewalcowaniu jej silikonowym wałkiem.

Im mocniej, tym lepiej! Po ściągnięciu kartki z formy naszym oczom ukazały się odbitki naszej płaskorzeźby.

 

Zabawa w drukarzy sprawiła nam wiele frajdy. Z każdą kolejną godziną działania wciągała nas bardzo. Nie skłamię, gdy napiszę, że stworzyliśmy kilkadziesiąt odbitek samochodów oraz kilkanaście odbitek liter.

I tutaj właśnie wkradł się nam przysłowiowy drukarski chochlik. Na przyszłość musimy zapamiętać, że każda odbitka jest lustrzanym odbiciem wzoru, dlatego przy tworzeniu następnej literowej formy będziemy pamiętać o tym, by litery zapisać odwrotnie.

Wspaniałej, drukarskiej zabawy i Wam życzymy!

Puchnąca farba domowej roboty

Zastanawiałaś (łeś) się kiedyś  jakie wydarzenia, chwile, momenty z Twojego dzieciństwa najmocniej “załapały się” Twojej pamięci? Czy były to obejrzane – konkretne – odcinki bajek, gry komputerowe, które udało Ci się przejść, czy na przykład fakt, że razem z mamą uszyłaś (łeś) samodzielnie maskotkę, czy też momenty, kiedy pomagałaś (łeś) tacie podczas domowego majsterkowania – tym samym wspólnymi siłami stworzyliście karmnik czy domek dla lalek…

Owszem i nam zdarzy się spędzać czas przed telewizorem (treści, które oglądamy wcześniej odpowiednio dobieramy), jednak w zdecydowanej większości chwil realizujemy się kreatywnie. Tak było też dziś. Przepis na tzw. puffy paint czyli nic innego jak na puchnącą farbę po raz pierwszy wykorzystaliśmy blisko 4 lata temu, dziś postanowiłam, że wrócimy do niego i spróbujemy stworzyć kilka kolejnych, wypukłych malunków.

Przygotowałam filiżankę mąki, 3 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę soli oraz wodę. Składniki wymieszałam, dodając do nich tyle wody, by swoją konsystencją powstała papka przypominała odrobinę gęściejsze ciasto naleśnikowe. Powstałą masę podzieliłam na dwie części, do każdej z części dodałam odrobinę barwnika spożywczego, tym samym tworzone właśnie farby zabarwiłam (równie dobrze użyć do tego można farb temperowych/plakatowych).

Kolorową masę wlałam do woreczków, w których następnie nakłułam maleńkie otworki. Malowanie przy pomocy wyciskanej farby mogliśmy rozpocząć. Malunki powstawały na kartkach z bloku technicznego formatu A5, myślę jednak, iż kartki godnie zastąpiłyby również skrawki styropianu bądź tektury. Po chwili ogromnej radości oraz wielkiego kolorystycznego galimatiasu powstało kilka ciekawych,  mniej lub bardziej rozlewających się wzorów.

By nasze kolorowe dzieła mogły spuchnąć, wyrosnąć, należy je (zgodnie z instrukcją) na 30 sekund włożyć do kuchenki mikrofalowej (moc 900/1000).  Tak też uczyniliśmy. Gotowe – spuchnięte – prace zachwyciły nas bardzo, zresztą sami spójrzcie co udało nam się przy pomocy naszych rąk oraz mikrofalówki stworzyć.

Pulchne, miłe w dotyku, odrobinę przypominające piankę, trójwymiarowe obrazki, aż się prosiły, by małymi (i nie tylko) rączkami móc je podotykać. A doznania podczas dotykania są naprawę nie do opisania. Dzieciaki więc z chęcią kolorowe pagórki dotykały, upychały, “spłaszczały”, a nawet skubały… Skusicie się by i w Waszych czterech kątach taką zabawę przeprowadzić? Dla odmiany pokażę Wam jeszcze jak prezentują się puchnące farby zabarwione farbami (zamiast barwników spożywczych):