O Rupakach słów kilka

Słyszeliście kiedykolwiek o Rupakach? Nie?!

My do nie tak dawna też nie mieliśmy o tych zabawnych i kolorowych stworkach pojęcia. Okazuje się jednak, że wystarczy odrobinę dokładniej przyjrzeć się szufladzie tatusia, półce z książkami czy też wózkowi dla lalek, by odkryć, że mogą je zamieszkiwać właśnie one…

Rupaki to przezabawne, ale i wielce charakterystyczne stwory, które żyją nie gdzie indziej, jak w dziecięcej wyobraźni. Ich świat stara się nam przybliżyć poetka Danuta Wawiłow.

“Wielcy boją się myszy i nie lubią jeść sera.

Zawsze tańczą kozaka, gdy na burzę się zbiera.

Śpią w kaloszach, a kąpiel zawsze biorą we frakach.

Nie chcesz wierzyć  – naprawdę ja się znam na RUPAKACH.

 

A RUPAKI mieszkają w dziwnych dziurach i kątach.

I na przykład za szafą, gdzie kurzu się nie sprząta

I w szufladzie tatusia

I na półce z książkami

I w wózeczku dla lalki też nocują czasami.

Są RUPAKI dorosłe  i RUPAKI dzieciaki,
dziewczyny, chłopaki, mądrale, głuptaki, brzydale, ładne RUPAKI…” (źródło:Rupaki Hip Hop. Bajka Bez Barier)

Wieść o Rupakach dotarła do nas jakiś czas temu za sprawą pewnego ciekawego projektu. Projektu, który dosłownie i w przenośni postawił świat na głowie. “Bajka bez Barier” to przedsięwzięcie, w którym niewidome dzieci tworzą obraz video, a niesłyszące pracują nad muzyką do niezwykłej bajki. Niemożliwe? A jednak, wyobraźnia nie zna granic! Przed dziećmi otworzono więc niedostępny świat dźwięku i obrazu. Zamiast oczu i uszu użyto… dotyku – bo ciało też może „słyszeć” muzykę, a dłonie mogą „widzieć” faktury i kształty plastyczne.
Oto projektowe Rupaki, które skradły na tyle nasze serca, że sami postanowiliśmy stworzyć własne:

źródło: KLIK

Jak Wam się te przezabawne stworki podobają?

Zróbmy sobie grę!

Lubicie gry? My bardzo! I to zarówno planszowe, jak i wszelkiego typu inne wyzwania dumnie miano gier noszące. Rzecz jasna nie wszystkie nam do gustu przypadają, jednak znaczna ich część jest jak najbardziej ok.

Wiecie, że może być coś jeszcze fajniejszego niż “zwykła” gra?

Gra wymyślona i wykonana przez Ciebie (i/lub Twoje dziecko). Dokładnie tak! Nie ma nic lepszego niż samodzielnie opracowana, dopracowana i przygotowana gra. Przekonaliśmy się o tym już kilkukrotnie.  Jakiś czas temu z wykorzystaniem rolek po papierze toaletowym, dwustronnej taśmy, nożyczek, tektury, kredek oraz pomponów stworzyliśmy grę pod roboczym tytułem “Taka sobie gra”.

Rolki po papierze toaletowym poprzecinaliśmy na dwie mniej więcej równe części. Powstałe pierścienie połączyliśmy ze sobą w taki sposób, by stworzyły nam “planszę” o rozmiarach 4 pierścienie na 4 pierścienie.

 

Następnie zabraliśmy się za stworzenie kart pomocniczych. Rozrysowaliśmy na nich dokładnie taki sam układ pierścieni, jaki wcześniej stworzyliśmy z rolek. Następnie sięgnęliśmy po kolorowe pompony. Z ich pomocą (oraz przy wsparciu kredek) na kolejnych kartach pomocniczych powstały wzory, kolorowe ułożenia pomponów, które w odpowiedni sposób będzie należało odwzorować na planszy.

Pierwszy wariant gry polegał na odwzorowaniu ułożenia pomponów przy użyciu pęsety, to wszystko w ściśle określonym czasie. Okazało się, że z pozoru proste zadanie wcale takie nie jest. Raz, że obsługa pęsety do łatwych nie należy, dwa, że trzeba się nie lada skoncentrować, by w odpowiednie pierścienie kolorowy pompon włożyć. Dzięki tej zabawie doskonalimy nie tylko sprawność manualną, ale również umiejętności matematyczne (liczenie, orientacja przestrzenna).

W drugim wariancie zabawę nieco utrudniliśmy. To druga osoba opisywała osobie układającej na planszy pompony odpowiednie ich położenie.

Trzeci sposób zabawy postanowiliśmy ograniczyć do prób delikatnego rzucania pomponików w odpowiednie pola planszy. Pęseta poszła w odstawkę, a my z ogromną radością i w wielkim skupieniu koncentrowaliśmy się na tym, z jaką siłą “wyrzucić” niewielką, bawełnianą kuleczkę, by trafiła we właściwe “okno”.

Stworzenie własnej gry, a następnie wymyślanie wariantów zabaw z nią to nie tylko dobra zabawa dla całej rodziny, to również wielopłaszczyznowe stymulowanie rozwoju naszych pociech. Czy warto w taki sposób się bawić? Jak najbardziej!

My zachęcamy Was przeogromnie – mamy nadzieję, że z naszego doświadczenia skorzystacie, a może sami wymyślicie coś swojego.

Jeśli tak. Koniecznie Waszymi pomysłami podzielcie się z nami!

Ciecz nienewtonowska raz jeszcze…

Co jakiś czas staramy się wracać do “starych”, sprawdzonych już wcześniej, aktywności. Tak było i tym razem, kiedy uziemieni przez niesprzyjającą pogodę w domu “zabijaliśmy” czas zabawami z cieczą nienewtonowską.

Ciecz nienewtonowska nazywana również płynem nienewtonowskim, to niesamowita substancja, która w zależności od siły z jaką na nią działamy zachowuje się albo jak ciecz, albo ciało stałe.

Tę niesamowitą substancję stworzyć można w niezwykle prosty sposób w warunkach domowych. Wystarczą dwie szklanki mąki ziemniaczanej i około 1 i 1/4 szklanki wody. Mąkę powoli wsypujemy do wody, mieszamy, a gdy uzyskamy substancję o konsystencji przypominającej gęstą farbę możemy rozpocząć naszą zabawę…

 

Sposób na kolorową koszulkę (DIY)

Moda letnia rządzi się swoimi prawami. W opinii znawców ubrania letnie tego sezonu miały zachwycać intensywnością barw i bogactwem wzorów, miały przy tym również zwracać na siebie uwagę.

Choć mam wrażenie, że my i moda to dwie nie do końca pasujące do siebie sprawy, to jednak czasami swoją twórczością zahaczamy i o nią.

W jeden z pięknych letnich dni zabraliśmy się (choć tak właściwie to zabrała się za nie córka) za kolorowe, iście letnie, nadruki koszulkowe.

By móc do projektanckiej pracy przystąpić przygotowaliśmy:

– biały t-shirt,

– kartkę brystolu formatu A3,

– klamerki,

– kolorowe mazaki (nie do tkanin),

– spryskiwacz z wodą.

Koszulkę zabezpieczyliśmy od wewnątrz brystolem, upięliśmy ją po bokach klamerkami i za namalowanie kolorowych wzorów się zabraliśmy. A kiedy już koliste cuda powstały, intensywnie spryskaliśmy je wodą.

Wszystko po to, by po wyschnięciu t-shirta móc podziwiać taki oto efekt.

I jak Wam się podoba?

 

Poznaj z nami Poznań i okolice: Park Orientacji Przestrzennej

Szewcowi bez butów zdarza się chodzić…

Choć do szewca mi daleko, a w powyższym stwierdzeniu niekoniecznie o dosłowność chodzi, dziś przekonałam się, że brak obuwia szczególnie, kiedy jest się jakieś dzieścia kilometrów od domu to nic miłego.

Z drugiej strony nie ma się co dziwić, że moje baleriny nie wytrzymały. Intensywność dzisiejszego dnia, dającego się we znaki upału oraz przebytych kilometrów solidnie wykończyły i nas. Summa summarum skończyło się na tym, że z butem na jednej nodze oraz cholewką bez podeszwy na drugiej (to tak dla zachowania pozorów) wylądowałam w najbliższym sklepie obuwniczym.

Cóż takiego robiliśmy, że moje buty ucierpiały?

Spędziliśmy jeden z najbardziej intensywnych dni w ostatnim czasie. A wszystko to za sprawą odkrycia miejsca, o którym tak naprawdę niewielu wie. Park Orientacji Przestrzennej w pobliskich Owińskach (gmina Czerwonak) to wyjątkowy kompleks. To przede wszystkim przestrzeń służąca rehabilitacji i rewalidacji osób z dysfunkcją wzroku (Park działa przy Ośrodku Szkolno – Wychowawczym dla Osób Niewidomych), to również niezwykłe miejsce, pełne nowych doświadczeń oraz dobrej zabawy, dla osób (takich jak my) spoza Ośrodka.

Park urządzono tak, by niewidome i słabowidzące dzieci mogły oswajać się z dużym miastem bez wychodzenia poza jego teren. Biblioteka dźwięków, odtworzenie architektonicznych modeli rzeczywistych miejsc oraz cała masa przyrządów dydaktycznych (zabawki dźwiękowe, równoważnie, huśtawki, tory przeszkód, itp.) skutecznie to ułatwiają.

Z tych ostatnich, odwiedzając Park jako gość indywidualny, korzystać można do woli. Bez oporów, a także bez ograniczeń (no może poza ograniczeniami dotyczącymi bezpieczeństwa) więc użytkowaliśmy:

– sprężynowe bujaki:

– najróżniejsze karuzele badające, a jednocześnie i usprawniające nasz zmysł równowagi,

– wszelkie mosty i mosteczki,

– zjazd tyrolski,

– trampoliny,

– gniazda na wysokościach zawieszone,

– urządzenia dźwiękowe (grający most),

– ścianki wspinaczkowe,

– oraz wszelkie inne sprzęty do zabawy (i nie tylko) służące…

Zaś na koniec, by odrobinę odsapnąć odwiedziliśmy tutejszych mieszkańców oraz uroki ogrodu przynależącego do Parku, stylizowanego na barokowy, podziwialiśmy…

Park Orientacji Przestrzennej to przepiękne, barwne i niezwykle atrakcyjne miejsce. Co powiecie na fakt, że cała masa tutejszych atrakcji dostępna jest za równe zero złotych?

Dokładnie tak! Wystarczy tylko wybrać się tutaj w odpowiednim czasie (wtedy, kiedy akurat nie odbywają się na jego terenie zajęcia dydaktyczne), by zafundować maluchowi całą masę atrakcji, na przeżycie których – w innych miejscach – szanse byłby znikome.

To co – zamierzacie odwiedzić Park w Owińskach? My na pewno już niebawem ponownie się tam wybierzemy.

W dni powszednie:

Dla turystów indywidualnych w godzinach 9.00-11.00

Dla grup zorganizowanych (wymagana telefoniczna lub mailowa rezerwacja)

W soboty:

Dla turystów indywidualnych w godzinach 10.00-14.00

Dla grup zorganizowanych (wymagana telefoniczna rezerwacja)

W niedzielę i święta:

Park nieczynny

W okresie wakacji Park Orientacji Przestrzennej otwarty jest dla gości indywidualnych od poniedziałku do niedzieli w godzinach 8.30-15.00.

5 sposobów na klocki rzepy (Bunchems)

Piękna pogoda zachęca do spacerów, zabaw na świeżym powietrzu  oraz eksplorowania najbliższej okolicy. Niestety bywa i tak, że mimo słońca za oknem gdzieś obok pojawia się czynnik zmuszający nas do spędzania czasu w czterech ścianach.

Tym razem dopadło nas paskudztwo zwane rumieniem zakaźnym. To ono od blisko tygodnia wymusza na nas unikanie wyjść.

Dzieciaki doskonale radzą sobie ze znalezieniem sposobu na spędzenie chwil w domu, mimo to i ja staram się wskazać im co najmniej kilka alternatyw spędzania czasu tak, by jednocześnie dać im swobodę wyboru decydowania o tym, co robić będą.

Ponieważ w ostatnim czasie sporym zainteresowaniem cieszą się u nas rzepowe klocki Bunchems, dziś pokażę Wam kilka aktywności z ich wykorzystaniem.

1. GRA SPRAWNOŚCIOWA “ŁOWIMY RYBY”

Do przygotowania gry usprawniającej motorykę dziecka oraz  koordynację oko -ręka wystarczy przygotować kilka kolorowych szablonów rybek. My stworzyliśmy je obrysowując nasze dłonie. Do rybki doklejamy (w naszym przypadku na taśmę dwustronną, choć zdecydowanie trwalszym rozwiązaniem byłoby użycie kleju na gorąco) rzep. Następnie wykorzystując jakiś patyk lub inny drewniany sprzęt (chociażby łyżkę) tworzymy wędkę zakończoną również rzepem.

Nie pozostaje nic inne jak przyjęcie chwilowej roli wędkarza i wyłowieni wszystkich bunchemsowych ryb z naszego zbiornika wodnego.

2. AKCJA SEGREGACJA

Klasyfikowanie, segregowanie, to umiejętność matematyczna, którą nasze pociechy rozwijają od najmłodszych lat. Początkowo skupiamy się na segregowaniu w oparciu o jedną cechę (np. kolor czy wielkość, itp), by z czasem utrudniać zadanie wprowadzając coraz to więcej wytycznych.

Bunchems mają bogatą gamę kolorystyczną, co automatycznie nasuwa możliwość ich wykorzystania podczas ćwiczenia klasyfikowania. Wystarczy przygotować  wycięte z tekturki koła w podobnych kolorach, by zachęcić dziecko do segregowania. Segregowanie według kolorów samo w sobie może wydać się zbyt proste, dlatego polecamy, by ową czynność nieco uatrakcyjnić, jednocześnie utrudnić i użyć do niego pęsetę (dodatkowo poza kompetencjami matematycznymi rozwijamy tutaj też motorykę małą dziecka).

Nic nie stoi na przeszkodzie, by na naszych tekturowych podkładkach wypisać odpowiednie liczby. Wtedy na daną podkładkę ułożyć musimy tylko wskazaną ilość rzepów.

3. OBRAZKOWE KODOWANIE

Kodowanie stało się w ostatnim czasie bardzo modne. Ulegliśmy odrobinie modzie i z wykorzystaniem Bunchems oraz dwóch tabelek opisanych w podobny sposób jak w popularnej grze w statki skupiliśmy się na przekazywaniu zakodowanej informacji.

W pierwszej kolejności jedna z osób stworzyła rysunek, by następnie w postaci kodu: “2c pomarańczowy, 2e pomarańczowy, 8d zielony, itp.” – nie pokazując co stworzyła – przekazać obraz drugiej osobie.

W ten sam sposób podawaliśmy sobie drogę przez labirynt ułożony z Bunchems właśnie.

4. ZABAWY Z ALFABETEM

Kolejna zabawa to rewelacyjna aktywność utrwalająca znajomość liter pisanych polskiego alfabetu. Wypełnianie wybranymi Bunchems kolejnych liter 0raz tworzenie w następnej kolejności wybranych wyrazów to to, z czym nawet  najbardziej oporni nauce czytania powinni sobie poradzić.

Gdyby ktoś z Was chciał skorzystać z naszych szablonów liter – można je pobrać TUTAJ 

5. WIECZORNE PODCHODY

Nie wiem czy wiecie, ale w ofercie klocków Bunchems znajdują się również takie, które świecą w ciemności.

W naszym posiadaniu są dwa świecące zestawy: smoki oraz jednorożce.

Poza tworzeniem klasycznych bunchemsowych konstrukcji wykorzystaliśmy świecące klocki do przygotowania wieczorno/nocnych podchodów. Naświetlone strzałki rozłożone po całym domu doprowadziły nas do niespodzianki…

Na końcu naszych podchodów czekała na nas (o czym już wyżej wspomniałam) niespodzianka – jak to zwykle w podchodach bywa – ogromne jajo Hatchimals, nie jednak takie zwyczajne, bo pełne Bunchems właśnie. Po wykluciu się rzepów zgodnie z instrukcją stworzyliśmy słodkiego pingwinka Penguala.

Odczytywanie i tworzenie według instrukcji, obcowanie z klockami, które stymulują sensorycznie nasze dłonie, a wreszcie osiągnięcie zaplanowanego efektu w postaci gotowej konstrukcji to całkiem spora dawka pozytywnych oddziaływań na naszą pociechę.

Jak Wam podobają się nasze rzepowe pomysły?

Tak naprawdę całkiem sporo z nich odnieść można do każdego rodzaju klocków, jeśli jednak nasuwają się Wam jeszcze jakieś pomysły na wykorzystanie rzepów w zabawie – koniecznie się nimi z nami podzielcie.

Kosmonautą być!

Kosmos – ogromny, niezmierzony, pełen planet, gwiazd i innych ciał niebieskich.

Przestrzeń kosmiczna to temat, który u nas wciąż na topie, a i z moimi podopiecznymi raz na jakiś czas wybieram się podróż kosmiczną. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że kosmos to temat warty poruszenia. Kilka ciekawych kosmicznych inspiracji sprawdziło się w toku moich działań z przedszkolakami. Dziś przedstawię Wam jedną z nich.

W pierwszej kolejności zabraliśmy się za przygotowanie postaci kosmonauty.

By takową móc stworzyć niezbędne będzie wydrukowanie bądź narysowanie szablonu postaci kosmicznego podróżnika, nożyczki, skrawek przeźroczystej folii, taśma dwustronna bądź klej, farby albo mazaki oraz zdjęcie twarzy osoby, która rolę kosmonauty pełnić będzie.

Gotowi? No to zaczynamy!

W pierwszej kolejności zabieramy się za odpowiednie wycięcie kombinezonu astronauty…

W puste miejsce na jego hełmie wklejamy od wewnętrznej strony przeźroczysty skrawek folii oraz zdjęcie…

Na sam koniec zabieramy się za odpowiednie ozdobienie kombinezonu…

I oto w mig – kosmonauci gotowi!

Legomalowanki

Jakiś czas temu mignęły mi, na którymś z zagranicznych blogów… Kiedy kilka dni temu zobaczyłam podobne tutaj – postanowiłam, że to świetny czas, by i u nas spróbować owy pomysł w życie wdrożyć.

Nie zwlekając ani chwili przygotowałam farbę, kilka różnych klocków lego oraz puste kartki. Zaczęło się wielkie tworzenie!

Cegła po cegle powstawały twierdze, domy oraz pałace.

Zabawa w małych, odrobinę nietypowych, budowniczych wciągnęła nas bardzo.

Koniecznie musicie i Wy spróbować!

Nitką malowane

– Aga ja Cię tak podziwiam, tej pomysłowości i talentu to Ci naprawdę zazdroszczę – mawia moja znajoma. A ja za każdym razem wmawiam jej, że owy talent to prawdopodobnie posiada większość z nas, niestety gdzieś “po drodze” wmówiono nam coś innego… i tak już zostało.

Mam nadzieję, że moje pociechy będą miały to szczęście, że wiary w ich możliwości plastyczne nikt zbyt szybko nie stłumi.

Póki co nie martwimy się tym zbytnio, za to bawimy się wszelkimi dostępnymi możliwościami, a że jest ich całkiem sporo, każda kolejna zabawa od poprzedniej czymś się różni.

Tym razem do stworzenia barwnych prac posłużyły nam farby i narzędzie malarskie w postaci nitki…

Malując nitką uwrażliwiamy dotyk (kontakt z chłodną, gęstą substancją, jaką jest farba), rozwijamy sprawność dłoni i palców (odpowiednie rozwijanie, nawijanie i układanie nici na kartce), rozwijamy koordynację oka i ręki, rozwijamy także naszą wyobraźnię – szczególnie wtedy, gdy po zakończonej aktywności opowiadamy o tym, co namalowaliśmy.

To jak? Skusicie się na podobną zabawę z Waszą pociechą?

Malowanie na mleku

Co rusz poszukujemy nowych pomysłów, które mogłyby wzbogacić nasze i tak już dosyć bogate (zważając chociażby na nasz dorobek blogowy) doświadczenie twórcze.

Czasami te przychodzą nam spontanicznie do głowy, czasami na jakiś ciekawy pomysł natkniemy się na innym blogu kreatywnością się zajmującym. Tak też było w tym przypadku. Kiedy u Dzikiej Jabłoni podejrzałam pomysł na malowanie na/po mleku po prostu nie mogliśmy tego nie wypróbować.

Płaskie talerze zalane zostały cienką warstwą mleka (krowiego), w osobnych naczynkach zabarwiłam wodę przy pomocy farb (równie dobrze można użyć w tym celu barwników spożywczych). Nie pozostało nic innego jak z pomocą słomek oraz strzykawek (jak na złośliwość rzeczy martwych przystało nie byłam w stanie w domowych zakamarkach dziś znaleźć ani jednego kroplomierze) zabrać się za malowanie.

Na początku dosyć nieśmiało szkraby sięgały po kolory, jednak gdy zobaczyły rozpływające się na białej powierzchni cudowne esy floresy, od razu do pracy się ośmieliły.

Rozpoczęło się najprawdziwsze, mleczne, zaklinanie barw…

… a ile frajdy przy tym było.

Wielkie zakraplanie trwało i trwało, i trwało… Dzieciaki spędziły blisko 1,5 godziny zakraplając talerze kolejnymi kolorami. Można by rzec wsiąknęli na dobre (a to niezbyt często się zdarza).

Tym bardziej Dzikiej Jabłoni dziękujemy za inspirację, a Was do spróbowania swych sił w malowaniu na/po mleku zachęcamy.