Coś z niczego – jajko z liczbową niespodzianką

Czasami zdarza się, że niepozorne przedmioty z naszego otoczenia przyjmują rolę dziecięcych czasoumilaczów. Co więcej często sprawdzają się one lepiej niż zabawki z najwyższej półki cenowej.

Kubeczki po jogurtach w kształcie jajka służyły nam już jako część słuchowego memo, wykorzystywaliśmy je również jako element kręgli. Tym razem postanowiliśmy przy ich pomocy stworzyć konsolę służącą do zabawy. Zabawy, która jednocześnie w dziecięcy świat przemyca elementy królowej nauk – matematyki.

Górną część kubeczków oblepiliśmy odpowiednią ilością naklejek. Owej ilości przyporządkowaliśmy liczbę, którą zapisaliśmy w dolnej części kubeczka. Wszystko dokleiliśmy do tekturowego wieczka pudełka, tworząc tym samym mobilną konsolę.

Zadanie dzieci ma polegać na dopasowaniu do odpowiedniej cyfry ilość naklejek. Do zabaw matematycznych dochodzi tutaj rozwijanie sprawności manualnej, gdyż dopasowanie wieczka do dolnej części kubeczka wymaga  chwili skupienia i odpowiedniej manipulacji dłonią.

Dodatkową opcję zabawy stanowić może przyporządkowanie liczmanów (w naszym przypadku żelków) do liczb zapisanych w dnie kubeczka.

Gliniane zające

Trzy tygodnie dzielą nas od Wielkanocy. Sezon na pisklęta, króliki i pisanki uważam więc oficjalnie za otwarty.

Od jakiegoś czasu szukamy ciekawych inspiracji na majsterki wielkanocne, pomysł na stworzenie zajęczych podstawek na jajka podsunęła nam babcia, która już jakiś czas szuka czegoś “w ten deseń”.

W ruch poszła więc samoutwardzalna glinka, ręce dzieciaków oraz farby… Oto, co udało nam się wspólną pracą osiągnąć…

Jak Wam się podobają nasze zajączki?

Ko… Ko… Ko… Kurczaki wielkanocne

Uświadomiłam sobie, że tak właściwie to całkiem niewiele dni dzieli nas od zbliżających się Świąt.

Byłam pewna, że mam nieco więcej czasu na ogarnięcie wiosennych porządków, świątecznych przygotowań i skromnych upominków dla bliskich. To wszystko połączyć jeszcze jakoś muszę z pracą, studiami, rehabilitacją syna i domowymi obowiązkami. Będzie jak zwykle intensywnie.

W tym roku jakby mniej zająców, jaj i kurczaków na blogach kreatywnych, stąd pewnie to moje mylne poczucie czasu:). Może ich wysyp zaleje nas dopiero za jakiś czas, a może już tyle ciekawych propozycji przez kilka lat zostało zaprezentowanych, że trudno czytelnika czymś jeszcze zaskoczyć…

Kurczaczki, kurczaki, kurczęta – jeden z symboli wielkanocnych. Jak dotąd skupialiśmy się raczej na zajączkach i pisankach, dlatego dziś postanowiliśmy, że to właśnie małe kurki będą grały rolę pierwszoplanową.

Przygotowanie siedzącego kurczaka nie należy do trudnych. Złożony  z kartki stożek wystarczy w odpowiedni sposób przyozdobić grzebieniem, skrzydłami, dziobem, oczami i nogami…

Gdy zdecydujesz się na wykonanie tej ozdoby razem z młodszym dzieckiem – przygotuj maluchowi wycięte elementy i razem je posklejajcie. Starszak bez problemu sam poradzi sobie ze stworzeniem kurczaka.

Zwijanie stożka, klejenie poszczególnych elementów, tworzenie harmonijkowych nóg kurczaka – manipulowanie małymi rączkami w taki właśnie sposób pozwala im się rozwijać (usprawniać dłonie i palce).

Kiedy dodamy do tego czas spędzony razem z rodzicem – otrzymamy już cały pakiet korzyści.

Pajączek – mini teatrzyk – KREATYWNIE Z KIDEA

Szczęśliwie okazało się, że mijający właśnie weekend stanowił niezwykle pogodny czas obfitujący w spacery i zabawy na świeżym powietrzu.

Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie wykorzystali faktu, iż coraz szybciej wieczorami zapada zmrok. Kiedy na dworze coraz chłodniej i ciemniej, my siadamy wygodnie i coś tworzymy. Spędzamy razem czas  – rozmawiamy, śmiejemy się, wzajemnie sobie pomagamy – rozwijamy przy tym naszą wyobraźnię, a także sprawność dłoni i palców.

Tym razem padło na… pająka…

Przygotowaliśmy:

– koło z czarnej tektury

– mniejsze kółko ze sztywnego papieru

pisaki wymazywalne Kidea

– mazaki metaliczne Kidea

– kredki sześciokątne Kidea

– klej, szpatułkę, nożyczki oraz druciki kreatywne i ruchome oczka.

Na dużym, czarnym kole narysowaliśmy pajęczynę, koło nacięliśmy mniej więcej w 1/3 jego wysokości, by właśnie w tym miejscu przełożyć kukiełkę pajączka.

Kukiełka powstała przez pomalowanie sztywnej tekturki, doklejenie do niej szpatułki, ruchomych oczu oraz drucików kreatywnych.

To wszystko! Aż tyle i tylko tyle, by móc mini teatrzyk pajączkowy popołudniami urządzać.

Spróbujecie?

Mała drukarnia

Pamiętam jak dziś, kiedy w szkole podstawowej w ramach zajęć z plastyki przygotowywaliśmy exlibrisy, które następnie odbijaliśmy w ramach pieczęci na czystych kartkach papieru.

W czasach, o których mowa materiały plastyczne nie były tak łatwo dostępne jak dziś, dlatego jako podłoże do stworzenia wspomnianej pieczęci służyły nam skrawki linoleum, w moich stronach potocznie zwane gumolitem.

Jakiś czas temu przypomniałam sobie o moich szkolnych poczynaniach plastycznych i od tego właśnie momentu w mojej głowie zaczęła krążyć myśl, jak wspomniane exlibrisy przenieść na grunt dzisiejszy, jednocześnie dopasowując ich wykonanie do możliwości oraz wieku moich szkrabów.

Z pomocą przyszły mi dzieciaki i możliwość obserwowania ich zabaw z plasteliną.

Pomysł stworzenia sposobu wzorca do przedrukowania oraz stworzenia samej odbitki miałam dopracowany, pozostało znaleźć chwilę czasu, by móc stworzenie domowej drukarni w czyn wprowadzić.

Zimowe, ponure, ciemne i zimne wieczory okazały się doskonałym czasem, by moją ideę do życia powołać.

Przygotowaliśmy:

– tekturową podkładkę

– plastelinę

– folię aluminiową

– pędzle gąbkowe

– farby plakatowe

– czyste kartki

oraz silikonowy wałek,

zakasaliśmy rękawy i do działania przystąpiliśmy.

 

W pierwszej kolejności skupiliśmy się na wykonaniu pokaźnej ilości plastelinowych “wężyków”. Następnie ułożyliśmy z nich obraz (płaskorzeźbę, relief)

Gotową płaskorzeźbę plastelinową nakryliśmy folią aluminiową – szczelnie dociskając folię do każdej wypukłości.

Tak przygotowaną formę pokryliśmy przy pomocy gąbkowych pędzli farbą.

Ostatni krok działań małych drukarzy polegał na ułożeniu na formie czystej kartki i przewalcowaniu jej silikonowym wałkiem.

Im mocniej, tym lepiej! Po ściągnięciu kartki z formy naszym oczom ukazały się odbitki naszej płaskorzeźby.

 

Zabawa w drukarzy sprawiła nam wiele frajdy. Z każdą kolejną godziną działania wciągała nas bardzo. Nie skłamię, gdy napiszę, że stworzyliśmy kilkadziesiąt odbitek samochodów oraz kilkanaście odbitek liter.

I tutaj właśnie wkradł się nam przysłowiowy drukarski chochlik. Na przyszłość musimy zapamiętać, że każda odbitka jest lustrzanym odbiciem wzoru, dlatego przy tworzeniu następnej literowej formy będziemy pamiętać o tym, by litery zapisać odwrotnie.

Wspaniałej, drukarskiej zabawy i Wam życzymy!

Puchnąca farba domowej roboty

Zastanawiałaś (łeś) się kiedyś  jakie wydarzenia, chwile, momenty z Twojego dzieciństwa najmocniej “załapały się” Twojej pamięci? Czy były to obejrzane – konkretne – odcinki bajek, gry komputerowe, które udało Ci się przejść, czy na przykład fakt, że razem z mamą uszyłaś (łeś) samodzielnie maskotkę, czy też momenty, kiedy pomagałaś (łeś) tacie podczas domowego majsterkowania – tym samym wspólnymi siłami stworzyliście karmnik czy domek dla lalek…

Owszem i nam zdarzy się spędzać czas przed telewizorem (treści, które oglądamy wcześniej odpowiednio dobieramy), jednak w zdecydowanej większości chwil realizujemy się kreatywnie. Tak było też dziś. Przepis na tzw. puffy paint czyli nic innego jak na puchnącą farbę po raz pierwszy wykorzystaliśmy blisko 4 lata temu, dziś postanowiłam, że wrócimy do niego i spróbujemy stworzyć kilka kolejnych, wypukłych malunków.

Przygotowałam filiżankę mąki, 3 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę soli oraz wodę. Składniki wymieszałam, dodając do nich tyle wody, by swoją konsystencją powstała papka przypominała odrobinę gęściejsze ciasto naleśnikowe. Powstałą masę podzieliłam na dwie części, do każdej z części dodałam odrobinę barwnika spożywczego, tym samym tworzone właśnie farby zabarwiłam (równie dobrze użyć do tego można farb temperowych/plakatowych).

Kolorową masę wlałam do woreczków, w których następnie nakłułam maleńkie otworki. Malowanie przy pomocy wyciskanej farby mogliśmy rozpocząć. Malunki powstawały na kartkach z bloku technicznego formatu A5, myślę jednak, iż kartki godnie zastąpiłyby również skrawki styropianu bądź tektury. Po chwili ogromnej radości oraz wielkiego kolorystycznego galimatiasu powstało kilka ciekawych,  mniej lub bardziej rozlewających się wzorów.

By nasze kolorowe dzieła mogły spuchnąć, wyrosnąć, należy je (zgodnie z instrukcją) na 30 sekund włożyć do kuchenki mikrofalowej (moc 900/1000).  Tak też uczyniliśmy. Gotowe – spuchnięte – prace zachwyciły nas bardzo, zresztą sami spójrzcie co udało nam się przy pomocy naszych rąk oraz mikrofalówki stworzyć.

Pulchne, miłe w dotyku, odrobinę przypominające piankę, trójwymiarowe obrazki, aż się prosiły, by małymi (i nie tylko) rączkami móc je podotykać. A doznania podczas dotykania są naprawę nie do opisania. Dzieciaki więc z chęcią kolorowe pagórki dotykały, upychały, “spłaszczały”, a nawet skubały… Skusicie się by i w Waszych czterech kątach taką zabawę przeprowadzić? Dla odmiany pokażę Wam jeszcze jak prezentują się puchnące farby zabarwione farbami (zamiast barwników spożywczych):

Stolik świetlny DIY

Light Box to świetlna tablica dla dzieci słabowidzących, pomagająca w poznawaniu kształtów, figur i kolorów. Na przedniej stronie urządzenia znajduje się podświetlona tablica, która pozwala na wyraźne oglądanie umieszczonych na niej elementów.
Razem z urządzeniem wykorzystuje się dodatkowe materiały edukacyjne (figury przestrzenne, kolorowe folie prezentujące podstawowe figury geometryczne oraz przedmioty codziennego użytku).
Light Box odpowiada sytuacjom życiowym, gdzie w jasnym otoczeniu pojawiają się ciemniejsze obiekty. Podświetlany blat oświetla twarz dziecka. Układane na nim przedmioty można zobaczyć w kontraście do jasnego tła tworzonego przez stolik. Dziecko może po nie sięgać, jak również dotykać blatu rękami, stukać w niego, widzieć własne ręce, stopy. Gdy dziecko widzi najsilniejszy bodziec wzrokowy, jakim jest światło, można pracować stopniowo nad wodzeniem oczami, sięgać ręką w ich kierunku. Jedną z terapeutycznych funkcji stolika Light Box jest to, że dziecko może rozwijać poczucie bodźca wzrokowego, a co za tym idzie zrozumienie, że może patrzeć.
Poprzez tło o zwiększonym kontraście, eliminację jaskrawego światła i redukcję otaczających bodźców wzrokowych stolik Light Box sprawia, że wykonywanie ćwiczeń wzroku jest łatwe do przeprowadzenia. Co więcej, jasno kolorowe części używane na stoliku są atrakcyjnym obiektem dla dziecka, a innowacyjność materiałów motywuje uczniów do używania, a więc i rozwijania wzroku.

Dziecko bawiąc się poznaje kolory i kształty, rozwija koordynację wzrokowo  – ruchową, uczy się rozpoznawania i doboru pasujących do siebie elementów, ćwiczy pamięć wzrokową. (źródło:KLIK) Ze względu na powyższe Light Box’y często wykorzystywane są również w zabawach dzieci dobrze widzących.

Z profesjonalnym Light Box’em spotykamy się średnio raz w tygodniu podczas zajęć u tyflopedagoga, na potrzeby domowe do tej pory wykorzystywaliśmy nieco mniejszą tablicę. Kiedy jednak na zaprzyjaźnionym blogu Projekt: Człowiek zaprezentowano stolik świetlny wykonany – i tutaj uwaga – z blatu ikea’owskiego stolika lack po prostu musieliśmy spróbować stworzyć własny. Tym bardziej, że blat taki od pewnego czasu zalegał nam w garażowych czeluściach.

Do wykonania domowego Light Box’a przydać się mogą:

– stolik bądź sam blat stolika lack

– nożyk do tapet

– świetlówki (ilość w zależności od upodobania i założonego efektu)

– pleksi

– mleczna okleina

– folia ozdobna do ewentualnego udekorowania brzegów blatu.

 

Blat stolika szwedzkiego projektu jest o tyle wdzięczny, że przeciąć pozwolił się zwykłym nożykiem do tapet.

Po nacięciu krawędzi otworu wystarczyło pozbyć się zbędnego kawałka płyty oraz tekturowego wypełnienia przypominającego plaster miodu.

Następny krok w działaniu polegał na zamontowaniu we wnętrzu stolika świetlówek. Zamontowaliśmy cztery świetlówki, po jednej na każdy bok blatu.

Na górę nałożyliśmy pleksi, którą następnie przytwierdziliśmy do całości za pomocą mlecznej okleiny.

Brzegi stolika umocniliśmy czerwoną folią okleinową.

Na tym zakończyliśmy tworzenie własnego Light boxa, od tego momentu rozpoczęła się wciągająca zabawa światłem i kolorami…

Odkąd powstał Light Box, a miało to miejsce już kilka dni temu, nie było dnia, kiedy dzieciaki nie zachwycałyby się wieczorną zabawą inspirowaną jego światłem.

Coś czuję, że ten stan potrwa jeszcze trochę.

Domowa pracownia lalkarska

Jeszcze trochę i czeka nas kolejna noc muzeów. Planujemy – co od pewnego czasu stało się naszą rodzinną tradycją – ponownie wziąć w niej udział. Zbliżające się wydarzenie było okazją, by zerknąć na zdjęcia związane z nocami muzeów sprzed lat.

Podczas jednej z naszych nocnych wypraw odwiedziliśmy galerię pełną teatralnych lalek. Galerię, której postaci grają bądź też odgrywały role na deskach poznańskich teatrów (m. in. Teatru Animacji).

Oglądane zdjęcia stały się inspiracją do rozmów na temat zawodu lalkarza oraz sposobów tworzenia bajkowych, scenicznych, postaci.

Z użyciem przyborów, które mieliśmy pod ręką postanowiliśmy stworzyć swoją własną lalkę.

Z papieru, starych gazet skręciliśmy formę głowy. Następnie obtoczyliśmy ją watą. Powstały kształt włożyliśmy w nogawkę cienkiej rajstopy. Uformowaliśmy z waty kształt brwi, nosa oraz ust. Obszyliśmy powstałe kształty igłą i nitką. Z resztek rajstopy doszyliśmy postaci włosy, zaś z użyciem markerów i kartki stworzyliśmy oczy. Tym oto sposobem powstała pierwsza z naszych lalek.

Musimy ją jeszcze odpowiednio ubrać i znaleźć dla niej rolę.

Tworzenie bajkowej postaci spodobało się nam tak bardzo, że w trakcie, gdy publikowany jest ten post tworzy się właśnie następna.Jak podoba się Wam taki sposób na zapoznanie dziecka z mało znanym, aczkolwiek interesującym, zawodem?

Plastelinowe millefiori

Millefiori (z włoskiego tysiąc kwiatów) to znana od starożytności technika wytwarzania szkła mozaikowego. Millefiori uzyskiwane jest poprzez wtapianie w szkło fragmentów wielobarwnych prętów szkła mozaikowego.

Ponieważ szkło nie jest zbyt szczęśliwym tworzywem, jeśli chodzi o najmłodszych. Rozgrzane pręty szkła tym bardziej – skupiliśmy się na odtworzeniu niezwykle ciekawej techniki przy użyciu plasteliny.

W pierwszej kolejności wybraliśmy kolory, z których stworzyliśmy plastelinowe “pręty”.

Następnie stworzone “pręty” pocięliśmy na cienkie plastry, którymi okleiliśmy wybrane przez nas naczynie.

Po kilku podjętych przez nas próbach z millefiori stwierdzamy, że im pręty cieńsze, tym efekt bardziej spektakularny.Technika ta nie należy do najtrudniejszych, tym bardziej zachęcamy Was do ozdabiania nią tego, co tylko Wam na myśl przyjdzie (słoiki, wazony, drewniane pudełka).

Ukończoną pracę warto jednak zabezpieczyć – dla trwałości – lakierem bezbarwnym.

Spróbujecie?

Solne obrazki

Po kolorową sól ostatnio sięgaliśmy jakieś cztery lata temu… Ale ten czas leci! Dziś, dzięki Moje Dzieci Kreatywnie i ich pomysłowi na obrazki solą malowane, po kuchenną przyprawę sięgnęliśmy ponownie.

Z pomocą kolorowej kredy tablicowej zabarwiliśmy sól (wystarczy do miseczki wsypać odpowiednią ilość soli i mieszać ją za pomocą kolorowej kredy, pył kredy zabarwia sól), by następnie z użyciem kleju Magic i kolorowanki wydrukowanej na kartce z bloku technicznego stworzyć solny obraz.

Aplikowanie kleju na poszczególne elementy kolorowanki i posypywanie ich kolorową solą wymaga sporej uwagi. Dziecko planuje najpierw, którym elementem się zajmie, a później poświęca mu chwilę, dlatego aktywność tę polecamy wszystkim szkrabom, by mogły między innymi swoją koncentrację uwagi “gimnastykować”. Przy okazji także i ich ręce mogą ponownie popracować. Nie zapominamy w tym miejscu również o niezwykle istotnej koordynacji oko – ręka.

Do posypywania elementów solą polecamy użyć łyżeczki.

Wspaniałej i kolorowej zabawy Wam życzymy!