“Mąkolina” – czyli masa plastyczna przypominająca piasek

Wakacje, sobotnie popołudnie, piękna pogoda… do szczęścia brakowało nam tylko… lodów. Na szczęście do wytwórni tych najsmaczniejszych w okolicy mamy zaledwie kilka kroków, z czego oczywiście skorzystaliśmy.

W temacie lodów postanowiliśmy spędzić jednak również i wieczór.

Odświeżyliśmy tym samym przepis na mąkolinę, którą odkryliśmy ponad 2,5 roku temu, a która idealnie nam się dziś w zabawie sprawdziła. Wystarczyło wymieszać osiem szklanek mąki pszennej oraz jedną szklankę oleju jadalnego. Dla zabarwienia masy dodaliśmy natomiast szklankę soku z buraków.

Zabawa ponownie była doskonała!

 

Jeśli i Wy macie ochotę w warunkach domowych stworzyć kolorową piaskownicę – ta masa sprawdzi się Wam idealnie!

Puchnąca farba domowej roboty

Zastanawiałaś (łeś) się kiedyś  jakie wydarzenia, chwile, momenty z Twojego dzieciństwa najmocniej “załapały się” Twojej pamięci? Czy były to obejrzane – konkretne – odcinki bajek, gry komputerowe, które udało Ci się przejść, czy na przykład fakt, że razem z mamą uszyłaś (łeś) samodzielnie maskotkę, czy też momenty, kiedy pomagałaś (łeś) tacie podczas domowego majsterkowania – tym samym wspólnymi siłami stworzyliście karmnik czy domek dla lalek…

Owszem i nam zdarzy się spędzać czas przed telewizorem (treści, które oglądamy wcześniej odpowiednio dobieramy), jednak w zdecydowanej większości chwil realizujemy się kreatywnie. Tak było też dziś. Przepis na tzw. puffy paint czyli nic innego jak na puchnącą farbę po raz pierwszy wykorzystaliśmy blisko 4 lata temu, dziś postanowiłam, że wrócimy do niego i spróbujemy stworzyć kilka kolejnych, wypukłych malunków.

Przygotowałam filiżankę mąki, 3 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczkę soli oraz wodę. Składniki wymieszałam, dodając do nich tyle wody, by swoją konsystencją powstała papka przypominała odrobinę gęściejsze ciasto naleśnikowe. Powstałą masę podzieliłam na dwie części, do każdej z części dodałam odrobinę barwnika spożywczego, tym samym tworzone właśnie farby zabarwiłam (równie dobrze użyć do tego można farb temperowych/plakatowych).

Kolorową masę wlałam do woreczków, w których następnie nakłułam maleńkie otworki. Malowanie przy pomocy wyciskanej farby mogliśmy rozpocząć. Malunki powstawały na kartkach z bloku technicznego formatu A5, myślę jednak, iż kartki godnie zastąpiłyby również skrawki styropianu bądź tektury. Po chwili ogromnej radości oraz wielkiego kolorystycznego galimatiasu powstało kilka ciekawych,  mniej lub bardziej rozlewających się wzorów.

By nasze kolorowe dzieła mogły spuchnąć, wyrosnąć, należy je (zgodnie z instrukcją) na 30 sekund włożyć do kuchenki mikrofalowej (moc 900/1000).  Tak też uczyniliśmy. Gotowe – spuchnięte – prace zachwyciły nas bardzo, zresztą sami spójrzcie co udało nam się przy pomocy naszych rąk oraz mikrofalówki stworzyć.

Pulchne, miłe w dotyku, odrobinę przypominające piankę, trójwymiarowe obrazki, aż się prosiły, by małymi (i nie tylko) rączkami móc je podotykać. A doznania podczas dotykania są naprawę nie do opisania. Dzieciaki więc z chęcią kolorowe pagórki dotykały, upychały, “spłaszczały”, a nawet skubały… Skusicie się by i w Waszych czterech kątach taką zabawę przeprowadzić? Dla odmiany pokażę Wam jeszcze jak prezentują się puchnące farby zabarwione farbami (zamiast barwników spożywczych):