Zabytkowa kopalnia węgla kamiennego Guido – Zabrze

Blisko 3 godzinny spacer – i to nie byle jaki, bo odbyty pod ziemią – zafundowaliśmy sobie, razem z dzieciakami, w minionym tygodniu.

Przy okazji części wakacji spędzanych w moich rodzinnych stronach korzystamy z tutejszych atrakcji. Kopalnię Guido było dane mi już kiedyś zwiedzić, jednak, że miało to miejsce bardzo dawno temu owo zwiedzanie pamiętałam jakby przez mgłę. To co wtedy zrobiło na mnie ogromne wrażenie – dzięki czemu właśnie to po dziś dzień pamiętam – to zjazd górniczą windą (szolą) do odpowiedniego poziomu i głośność pracy niektórych maszyn.

Trochę z ciekawości, a jednocześnie chcąc urozmaicić wakacyjny pobyt pociechom uznałam, że czas, by wycieczkę w podziemia odświeżyć.Zaopatrzeni w kaski na głowach, w obecności przewodnika zjechaliśmy w dół.

POZIOM 170Szolą – w praktycznie całkowitych ciemnościach – zjechaliśmy w dół. Głębokość 170 m pokonujemy tu z prędkością ok. 4 metrów na sekundę. To znacznie szybciej niż znane nam prędkości wind z bloków mieszkaniowych, na szczęście nie na tyle szybko, by powodować jakiś dyskomfort.

Mimo, iż znaleźliśmy się 170 m pod ziemią okazało się, że w dalszym ciągu znajdujemy się ponad poziomem morza – o taka ciekawostka!

Na wskazanym poziomie poznajemy pokrótce historię założenia kopalni, zwiedzamy kopalniane stajnie, dowiadujemy się całkiem sporo o koniach pracujących w kopalniach na równi z górnikami.

To tutaj również zgłębiamy wiedzę na temat tego kim była św. Barbara i czyją jest patronką.

Poziom 170 nazwałabym poziomem “dla każdego”. To tutaj mają dostęp również dzieci poniżej 6 roku życia, to tutaj przemieszczanie się nie sprawia nam żadnej trudności.

POZIOM 320

Po zapoznaniu się z tajemnicami poziomu 170 ponownie udajemy się do szoli, by zjechać na poziom 320. Na tym poziomie zobaczyć można w jakich warunkach pracowali, ale też w dalszym ciągu pracują, górnicy (zgarbieni, na kolanach, czasem i na leżąco, przy niewiarygodnym hałasie maszyn,  a także w zagrożeniu życia – wybuchy gazów, zalewanie pokładów wodą, zawały, itp.).

Pochodzę ze Śląska, to tu się wychowałam, tu dorastałam. Mój dziadek i wujkowie byli górnikami – przyznam szczerze, że żadna opowieść członków rodziny nie zobrazowała tego, co zobaczyliśmy z dzieciakami pod ziemią. Trafiliśmy na przesympatyczną i niezwykle kompetentną panią przewodnik, której opowieści wzbogacone przez pokazy multimedialne dały nam poczuć choć przez chwilę na własnej skórze jaki to trudny zawód.

Po przejściu pochyłymi i miejscami niskimi korytarzami (trzeba je pokonywać schylając się) czekała na nas jeszcze jedna, a właściwie to dwie atrakcje poziomu. Pokonaliśmy część trasy podwieszaną, elektryczną kolejką (jedyna tego typu górnicza kolejka na świecie udostępniona turystom), by na sam koniec trafić do podziemnego pub’u, gdzie skosztować można śląskich specjałów (żurku, bigosu, chleba ze smalcem, itp.), a także – dla tych co mogą sobie na to pozwolić – napić się tutejszego piwa “Guido”.

Co tu dużo pisać – kopalnią Guido, tym co zobaczyliśmy, usłyszeliśmy, dotknęliśmy jesteśmy zachwyceni. Owy zachwyt pewnie na długo w nas zostanie.Jesteśmy też pewni, że za jakiś czas tu wrócimy. Może wtedy jednak bez pociech – wtedy na 100% wybierzemy opcję zwiedzania zwaną “szychta” lub też zwiedzanie w kompletnych ciemnościach poziomu 355.

 

Więcej o kopalni, panujących w niej warunkach, możliwościach zwiedzania (konieczności wcześniejszej rezerwacji zwiedzania!) przeczytacie TUTAJ.

Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach

Na ostatni dzień naszego pobytu na Śląsku zostawiliśmy sobie śląską perełkę. O jakiej perle ona bredzi pewnie pomyślicie? Ano o jednym z najbardziej zaskakujących muzeów w okolicy, o muzeum innym niż pozostałe śląskie muzea, o placówce stosunkowo “świeżej”, bo otwartej pod koniec 2014 roku.

Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach, bo tym razem o nim mowa, stawia na historię opowiedzianą w nowoczesny sposób z wykorzystaniem multimediów (filmów, interaktywnych tabletów, infokiosków, itp.)

W panujący w muzeum klimat początku XX wieku wprowadza nas około 15 – minutowa projekcja filmu. Główny bohater opowieści to Franek, młodzieniec, którego historia przeplata się z historią powstań. Tę postać spotkać możemy również w kolejnych salach muzeum.W ramach ciekawostki dodam, że rolę narratora filmu (starszego Franka) zagrał Franciszek Pieczka, zaś jego filmowych kompanów m. in. Marian Dziędziel, Krzysztof Respondek czy Robert Talarczyk.

Po obejrzeniu, bądź co bądź, wzruszającej historii udajemy się piętro wyżej, gdzie postać multimedialnego przewodnika prowadzi nas od lustrzanej sali Pałacu Wersalskiego, przez mieszkania powstańców śląskich, uliczki śląskich miast, aż do drukarni propagandowych materiałów czy też sal szkolnych z tamtych lat…

 

Na koniec zwiedzania poznaje nam poznanie etapu powstańczych walk.

Co istotne, szczególnie dla rodziców i ich pociech, Muzeum Powstań Śląskich jest doskonale przygotowane na odwiedziny najmłodszych. Wystawa nie szokuje przemocą, poza tym dla dzieci przygotowano specjalną trasę zwiedzania. W budynku Muzeum porozwieszane są tablice z zadaniami i objaśnieniami dla młodych zwiedzających.

Cóż mamy napisać więcej: “naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości…” /kard. Stefan Wyszyński/
Muzeum Powstań Śląskich – polecamy gorąco! Czy warto – naszym zdaniem bardzo – oceńcie jednak sami!

* * *

Strona www Muzeum [KLIK]