O fiszkowaniu… w moim wydaniu.

– Mamo a po co Ci tyle tych kolorowych karteczek poprzyklejanych w cały domu? – spytał syn zaniepokojony nowym elementem, a właściwie to ponad setką nowych elementów wnętrza.

– Uczę się słówek. A te karteczki to fiszki – pomagają mi w nauce – odparłam.

Ale mi na starość przyszło… – pomyślałam. Połączenie pracy zawodowej, obowiązków domowych, wychowania dzieciaków i studiów podyplomowych do najłatwiejszych nie należy. Mimo to, przez ostatnie 1,5 roku, starałam się dzielnie to znosić i teraz kiedy od zakończenia kolejnego już etapu mojej edukacji dzieli mnie tylko egzamin końcowy „prawie” oddycham z ulgą.

A jak to się wymawia mamo – syn wskazał palcem na jedno ze słówek… Nim jednak zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć dodał: szkoda, że na tych karteczkach nie możemy usłyszeć wymowy…

Dzieciaki przyzwyczaiły się do tego, że ostatnimi czasy wieczorami, kiedy tylko udało mi się znaleźć chwilę, siadałam ze słuchawkami i osłuchiwałam się z nowo poznanymi słówkami…

Wiesz, te fiszki tego nie mają, ale mam też takie, które  to potrafią!

Blisko dwa miesiące temu polecono mi miejsce w sieci, które już samą nazwą do fiszek nawiązuje. Fiszkoteka, bo o niej tu mowa, idzie jednak o krok dalej (niż moje kolorowe karteczki). Przygotowane przez portal fiszki są mniej więcej tym samym, co moje dotychczasowe karteczkowe pomoce, tyle tylko, że te fiszkotekowe są wersją multimedialną. Danemu słówku/wyrażeniu towarzyszy tu obrazek, słowo/wyrażenie odczytywane jest przez lektora, prawie zawsze do zestawu dołączony jest przykład użycia słowa w zdaniu.

Szybko uporałam się z rejestracją na stronie, a i sama obsługa portalu – jak się okazało – nie należy do trudnych. Po zalogowaniu do Fiszkoteki pozostaje nam tyko wybrać odpowiedni kurs (do wyboru mamy zarówno te tworzone przez profesjonalistów, jak i  bazy fiszek tworzone przez innych użytkowników, nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować przygotować własny zestaw słów/wyrażeń).

Zgłębiam sekrety multimedialnych fiszek od dłuższego czasu, a i tak jestem pewna, że nie wszystkie możliwości portalu udało mi się poznać.

Na dziś dzień wiem natomiast, że dostępne w serwisie fiszki możemy po prostu przeglądać, możemy też przepisywać samo słowo kluczowe, możemy także wybrać znaczenie danego słowa z listy czterech możliwych odpowiedzi, dostępna jest również opcja z odpowiedzią wiem/nie wiem oraz z samodzielnym wpisywaniem swojej odpowiedzi. Ile typów nauki i gustów –  tyle możliwości!

Czego jeszcze udało mi się o Fiszkotece dowiedzieć? Z serwisu można korzystać darmowo lub po wykupieniu tzw. konta Premium. To drugie daje nam szereg dodatkowych możliwości, m. in. takich jak przerzucenie zestawu słówek do pliku MP3, drukowanie fiszek, czy ściąg.

Fiszkoteka to nie tylko tak, jak w moim przypadku język angielski, to 24 języki obce, od najpopularniejszych – angielskiego, niemieckiego i hiszpańskiego, przez esperanto, grekę i łacinę, po – mniej popularne – litewski, islandzki, słowacki czy duński. To również nie tylko portal dla dorosłych. Znaleźć tu można także kursy dla najmłodszych. Za jeden z dziecięcych kursów zamierzamy się właśnie z moimi pociechami zabrać.

Muszę uczciwie Was ostrzec – multimedialne fiszkowanie wciąga!  Cóż więcej mogę dodać? Fiszkoteka spodobała mi się bardzo. Spora baza słów, możliwość skorzystania z portalu w aplikacji na smartfonie, codzienna wiadomość e-mail przypominająca o nauce.

Mam nadzieję, że dzięki fiszkotekowemu wsparciu lada chwila będę mogła cieszyć się zdobytym certyfikatem. Trzymajcie za mnie kciuki!

Legomalowanki

Jakiś czas temu mignęły mi, na którymś z zagranicznych blogów… Kiedy kilka dni temu zobaczyłam podobne tutaj – postanowiłam, że to świetny czas, by i u nas spróbować owy pomysł w życie wdrożyć.

Nie zwlekając ani chwili przygotowałam farbę, kilka różnych klocków lego oraz puste kartki. Zaczęło się wielkie tworzenie!

Cegła po cegle powstawały twierdze, domy oraz pałace.

Zabawa w małych, odrobinę nietypowych, budowniczych wciągnęła nas bardzo.

Koniecznie musicie i Wy spróbować!

Geometryczna układanka DIY

Zabawa to podstawowy rodzaj aktywności dziecka. Doskonale wiedzą o tym najmłodsi, całe szczęście, że coraz więcej świadomości na ten temat posiadają również ich opiekunowie.

Im dzieci starsze tym zabawy bardziej rozbudowane, skomplikowane i dłuższe…

Im dzieci starsze tym też ich zabawy spokojniejsze, bardziej statyczne…

U nas na tapecie ostatnimi czasy wszelkiego rodzaju gry. Chorobowy pobyt w domu zachęcił nas do skonstruowania własnej. Geometryczna układanka składa się z zalaminowanych kwadratów o wymiarach 10 x 10 cm. W każdym z nich umieszczona jest kolorowa figura bądź figury geometryczne. Gra polega na przygotowaniu wzorów stworzonych z nałożonych na siebie kolejnych figur. Zadanie gracza polega na sprawnym odwzorowaniu ich.

Dla przykładu… gotowy wzór wygląda tak…

By ułożyć powyższy wzór należy złożyć ze sobą poszczególne elementy…

I raz jeszcze gotowy wzór…

oraz jego składowe…

Co daje nam zabawa przeźroczystymi płytkami?

Już samo jej przygotowanie przyniosło nam wiele dobrej zabawy. Najpierw dwukrotnie wydrukowaliśmy te oto wzory KLIK na kolorowych kartkach, następnie zajęliśmy się ich nazywaniem (w naszym przypadku po polsku i angielsku), dodaliśmy do tego nazwy angielskie kolorów (oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by nazywać je w języku ojczystym). Każdy z kształtów wycięliśmy i zalaminowaliśmy. Tworząc tym samym dwa komplety przeźroczystych kafelek (dwa zestawy pozwalają na grę dwóch osób – jedna układa wzór, druga próbuje go odwzorować).

Nasza zabawa idealnie wpasowała się w nasze gusta, pozwoliła nam również zapoznać się z elementami geometrii, a także poznać właściwości niektórych płaskich figur geometrycznych, przy okazji utrwaliliśmy naszą wiedzę dotyczącą języka angielskiego: kolorów i nazw podstawowych kształtów geometrycznych.

Planujemy lada dzień urozmaicić nasz zestaw o nowe kolory i figury. Skusicie się, by i w Waszym domu spróbować zagrać w ten specyficzny rodzaj mozaiki?

Pomponowe zabawy sprawnościowo – matematyczne

Budzik w telefonie właśnie brutalnie wybudził Cię ze snu.

Co robisz?

Oczywiście, łapiesz go w swoje ręce i wyłączasz albo też sprawnie stukając placami po wyświetlaczu ustawiasz jeszcze pięciominutowy czas drzemki. Wspomniana drzemka przedłuża się do minut kilkunastu…

Po chwili pędem zbierasz się do pracy. Ubierasz się w pośpiechu, Twoje ręce wciągają na Ciebie kolejne elementy garderoby, korzystasz z toalety, łapiesz (rękami rzecz jasna) jakąś kanapkę, by posilić się nią w samochodzie…

 

Zastanawiałaś(łeś) się kiedyś nad tym jak bardzo przydają się Tobie ręce? Jak często posługujesz się nimi każdego dnia?

Śmiem zaryzykować stwierdzenie, iż większość podejmowanych przez nas aktywności dotyczy rąk właśnie. Złapanie kubka, zjedzenie jogurtu łyżeczką, wciągnięcie na tyłek bielizny po skorzystaniu z toalety. Wiele czynności wykonujemy automatycznie, bez zastanowienia, nie uświadamiając sobie wartości jaką stanowią dla nas ręce i dłonie właśnie...

 

Myślenie o tych pozornie prostych czynnościach spędza mi sen powiek.

Syn jest dzieckiem z MPD (Mózgowe Porażenie Dziecięce). Z hemiplegią prawostronną, która jest skutkiem uszkodzenia jego mózgu, zmagamy się od urodzenia. Intensywna rehabilitacja, ćwiczenia przez zabawę w domu przynoszą efekty – choćby taki, że smyk po latach ćwiczeń jest w stanie złapać jakikolwiek przedmiot prawą ręką. Niestety ruchu obrotowego prawego nadgarstka jak dotąd nie udało się nam w pełni wypracować.

Błahostka wydawałoby się złapać kubek w dłoń i napić się herbaty… a jednak nie zawsze.

 

Większość z nas nie przywiązuje wagi do tego, jak bardzo ważny jest rozwój manualny naszych pociech. Nie tylko maluchów potrzebujących większego wsparcia, jak mój syn, ale dzieci zdrowych, w pełni sprawnych. Kiedy Jaś za młodu nie opanuje szeregu ruchów dłoni/rąk, wtedy Janowi na pewno dokuczać będą problemy z posługiwaniem się sztućcami, utrzymaniem długopisu w ręce, czy zawiązaniem sznurowadła…

Dlatego tak ważne jest niewyręczanie dzieci w czynnościach dnia codziennego. Jeśli szkrab czerpie wielką radość i satysfakcję z samodzielnego jedzenia łyżką czy widelcem – pozwólmy mu na to, kiedy próbuje się sam ubierać – niech ma na to szansę, niech pomaga mamie ściereczką myć szybę okienną, niech ściera kurze z półki w swoim pokoju, niech wywiesza pranie zapinając je klamerkami.

Nie powinniśmy również zapominać o tym jak ważne jest podejmowanie zabaw rozwijających motorykę małą (sprawność dłoni i palców dziecka). Do zestawu opisywanych już przeze mnie aktywności dołączam dziś kolejną…tym razem pomponową.

Przygotujcie pompony, pęsetę oraz pojemniczki, do których pompony możemy przekładać. My wykorzystaliśmy żółtka po jajkach niespodziankach…

Aby zabawę odrobinę urozmaicić wprowadziliśmy do niej cyfry. Zadanie dzieciaków polegało na odpowiednim policzeniu pomponów i dopasowaniu ich do odpowiedniej cyfry.

Dla utrudnienia pompony wkładaliśmy do rolek po papierze toaletowym, których zawartość odkrywaliśmy dopiero po zakończeniu dopasowywania odpowiedniej ilości elementów. Wtedy sprawdzaliśmy poprawność wykonanego działania…

Zabawa z pomponami przybierać może dziesiątki innych kombinacji. Materiałowe kuleczki segregować można według koloru, wielkości, według przygotowanych wcześniej kart. Tutaj ogranicza Was tylko pomysłowość i chęci do podjęcia aktywności.

To co skusicie się na podobną zabawę?

 

Sensoryczne ptaki

Jestem nauczycielką przedszkola, uwielbiam swoją pracę, często ubolewam jednak nad tym, że przygotowywanie ciekawych zajęć, co za tym idzie ciekawych pomocy do nich zajmuje mi aż tyle czasu. Jest to czas, który odbieram (nie bez wyrzutów sumienia) sobie, swojej rodzinie, swoim dzieciom.

W takich momentach zazdroszczę koleżankom, które o 15 wychodząc z pracy nie muszą o niej myśleć aż do dnia następnego.

Znalazłam rozwiązanie, które choć po części, daje mi możliwość przygotowania ciekawych gadżetów dla podopiecznych, a które jednocześnie pozwala mi na spędzanie czasu z moimi szkrabami.

Od pewnego czasu podwijamy rękawy i przygotowujemy pomoce do powadzonych przeze mnie zajęć wspólnymi siłami.

Tak było i tym razem, kiedy wpadłam na pomysł, by w ramach realizacji projektu POWIETRZE przygotować dla wychowanków kilka sylwet ptaków, które nie tylko pozwolą pokazać dzieciom, jak piękne i kolorowe gatunki żyją w Polsce, ale też dają możliwość obcowania dzieciom z różnymi fakturami, tym samym pozwolą na pobudzanie (rozwijanie) zmysłu dotyku, a także wzroku.

Od pomysłu szybko przeszliśmy do realizacji, w ten oto sposób powstało kilka sensorycznych ptaków, które mam nadzieję już w poniedziałek dają wiele radości “moim 3 – latkom”.

Jak myślicie, spodobają się dzieciakom?

Ugli, hurma i eugenia – znasz te owoce?

To był rok 2013…, było ciepłe, a nawet upalne lato…

Zainspirowana odnalezionym w sieci obrazkowym pomysłem związanym z poznaniem, względnie utrwaleniem, znajomości liter alfabetu postanowiłam wykorzystać go na nasze potrzeby.

A że w upalne dni jedyne o czym marzymy to ochłoda, stworzony przeze mnie obrazkowy alfabet dotyczy owoców i warzyw, wszak te zaraz za mineralną wodą niegazowaną dają nam najwięcej ochłody w ostatnim czasie.

Z założenia alfabet miał być iście owocowy jednak szybko okazało się, że znalezienie owoców, których nazwy rozpoczynają się na poszczególne litery alfabetu do łatwych nie należy.

Postanowiliśmy więc sposiłkować się również warzywami (litera Ł oraz Y zostały pominięte)…

Pytałam dzieciaki o warzywa i owoce, których nazwy rozpoczynają się na kolejne litery alfabetu… z kilkoma literami mieliśmy problem, z pomocą przyszły nam encyklopedia i internet.

Wydrukowałam kolejno wszystkie plansze, przygotowałam klamerki i przystąpiliśmy do zabawy…

Ta polegała na oznaczeniu klamerką obrazka, którego nazwa rozpoczyna się na literę alfabetu nadrukowaną na karcie.

Dzieciaki poradziły sobie z tym bez problemu, a przy tym i one, i ja nauczyliśmy się kilku nowych nazw owocowych: eugenia, hurma i ugli to tylko kilka z nich.

Owocowe karty pobrać można TUTAJ

Nazwy, które wykorzystaliśmy:

A – arbuz

B – banan

C – cytryna

D – dynia

E – eugenia

F – figa

G – gruszka

H – hurma (pospolicie znana jako kaki)

I – imbir

J – jabłko

K – kiwi

L – limonka

M – malina

N – nektaryna

O – ogórek

P – pietruszka

R – rabarbar

S – seler

T – truskawka

U – ugli

W – wiśnia

Z – ziemniak

Tekturowe klocki domowej roboty

Zabawa jest podstawowym rodzajem aktywności dziecka. Chociaż wiele osób uważa ją za stratę czasu i nic nie znaczące działanie, to jednak właśnie ona kształtuje małego człowieka.

Do jednych z najważniejszych zabaw dziecka zaliczyć można zabawy konstrukcyjne.

Są to zabawy polegające na budowaniu różnorodnych obiektów z klocków lub innych elementów. To aktywność, w wyniku której powstaje określony wytwór.
Czynnościom konstrukcyjnym z kolei najczęściej towarzyszy uczucie przyjemności, ponieważ zaspokajają one potrzebę tworzenia.

Zabawy konstrukcyjne, które są przez dziecko doprowadzane do końca przygotowują do wykonywania zadań i prac w przyszłości.

 

Postanowiliśmy dziś pójść o krok dalej… W pierwszej kolejności naszych działań skupiliśmy się na wykonaniu elementów, które następnie w zabawie konstrukcyjnej mieliśmy zamiar wykorzystać.

Stworzyliśmy tekturowe, okrągłe klocki.

Do działań wykorzystaliśmy:

– tekturę

– kolorowe kartki

– klej

– ołówek oraz nożyczki.

 

Skupiliśmy się na odrysowaniu kształtu kół: największych na tekturze, nieco mniejszych na kartkach kolorowego papieru oraz najmniejszych również na kolorowym papierze…

Wszystkie odrysowane koła powycinaliśmy, by następnie kolorowe  ponaklejać na tekturę…

Ponacinaliśmy ozdobioną kolorowymi kołami tekturę w trzech miejscach…

Przygotowane przez nas klocki to doskonały przykład na to, w jaki sposób można stworzyć coś z niczego, a także jak wiele frajdy przynoszą zabawki od początku do końca samodzielnie wykonane…

Zachęciliśmy Was do spróbowania sił w stworzeniu podobnych?

Worek pełen skarbów

W każdym z nas odnaleźć można cząstkę, która w kilka chwil, przy sprzyjających okolicznościach zmienić mogłaby nas w najprawdziwszego poszukiwacza skarbów.
I my od czasu do czasu w rolę poszukiwaczy wczuć się lubimy. Czasami nasze poszukiwania przypominają takie z prawdziwego zdarzenia: towarzyszy nam wtedy mapa, wskazówki, kolejne zadania, czasem jednak wystarczy nam nasza wyobraźnia i kilka pomocnych rekwizytów.

Dziś właśnie sposiłkowaliśmy się kilkoma pomocami…

Wspólnymi siłami wybraliśmy przedmioty, które za skarby można uznać. Do wspomnianego zbioru trafiły cekiny pod wszelką postacią, ruchome oczka, piankowe kwiaty i co tylko dzieciakom w ręce wpadło.

Przygotowaliśmy również woreczki strunowe, do których wybrane błyskotki wsypaliśmy.
A gdy już świecidełka na miejscu się znalazły, wypełniliśmy woreczki żelem. Całość zaczęła wyglądać jak skarb schowany w głębinach morskich.
Woreczki zaczęliśmy miętosić, gnieść, gładzić. Żel to chłodna substancja, dlatego doznania dotykowe towarzyszące zabawom z woreczkiem pełnym skarbów dodatkowo potęgował chłód.

A kiedy już manipulowanie woreczkiem okazało się zbyt nużące, stworzyliśmy z nich łapacze słońca. Woreczki przykładaliśmy do szyby okna i próbowaliśmy podziwiać okolicę patrząc przez nie.

Świat oglądany przez warstwę przeźroczystego żelu, a także promienie słońca prześwitujące przez woreczek dostarczyć mogą wiele dobrej zabawy, nowych wrażeń wizualnych oraz wywołać sporo uśmiechów…

Spróbujecie i Wy?

Bunchems – kolorowe klocki rzepy

Będzie już ze dwa lata odkąd w sieci, rzuciła mi się w oczy rozmowa kilku terapeutów ręki dotycząca klocków rzepów. Ponieważ robocza nazwa używana przez uczestników rozmowy nic mi wówczas nie mówiła postanowiłam wpisać odpowiednie hasło w wyszukiwarkę. Już po chwili odkryłam, że klocki rzepy, o których mówiono to klocki o nazwie Bunchems.

Nowinki związane z rozwojem dłoni najmłodszych są mi dosyć bliskie, więc i wtedy – z wielką ciekawością – wyruszyłam na poszukiwanie nowości.

 

Klocki, o których mowa, to niewielkie kuleczki przypominające strukturą roślinne “rzepy” z mojego dzieciństwa. Nadają się one doskonale do tworzenia przestrzennych budowli. Są na tyle “iglaste”, by podczas zabawy łączyć się w całość i jednocześnie masować dłonie dziecka oraz na tyle plastyczne, by nie zrobić osobom uczestniczącym w zabawie krzywdy.

 

W nasze ręce trafił największy zestaw klocków rzepów oraz akcesoriów, które dziecięcą kreatywność podczas budowania klockami pobudzają: korony, kapelusze, oczy, ręce, nogi, gwiazdy, serca, skrzydła, okulary, rogi i wiele innych kształtów.

Sporo naczytałam się w sieci o niebezpieczeństwie polegającym na wplątaniu się rzepów we włosy. Możliwe, że naszych kloców nie wplątaliśmy zbyt mocno, poza tym nasze włosy są jednak proste, a nie kręcone, a to zapewne również ułatwia sprawę, jednak z użyciem odżywki do włosów udało się nam klocki bez problemu z włosów ściągnąć.

Co tu dużo pisać – spójrzcie raz jeszcze na kolory naszego zestawu oraz jego strukturę, a także możliwości, jakie dane klocki dają… Nie muszę chyba pisać nic więcej, poza tym, że my klocki Bunchems polecamy!

Zimowa kraina (przepis na domowy śnieg)

Po raz pierwszy przepisu na sztuczny śnieg użyliśmy w 2014 roku. Wtedy nie był jeszcze tak popularny i niewiele osób o nim słyszało. Od tamtej pory, bez względu na pogodę panującą za oknem, kiedy zachciewa się nam śniegu – wracamy do naszego przepisu.

Zima w pełni, choć śniegu brak, stąd też nasze chęci do białego puchu jakby większe.

By stworzyć zabawę nie z tej ziemi, nieco na dłużej zająć swoje szkraby wystarczy opakowanie (puszka) pianki do golenia (im mniej pachnąca tym lepiej) oraz ok 6 opakowań 80 g sody oczyszczonej.

Wszystko razem mieszamy, co pozwoli nam uzyskać masę w konsystencji, lepkości i temperaturze zbliżonej do prawdziwego śniegu.

Spróbujecie?