Dobre bakterie

Bakterie i wirusy towarzyszą nam wszędzie. Czasami mam wrażenie, że wspomniane tylko czyhają na odpowiednią chwilę, aby nas niespodziewanie zaatakować i wyrządzić krzywdę naszemu organizmowi… Wiemy, że nie można ich dostrzec gołym okiem, co powoduje, że nawet nie przypuszczamy, kiedy zostajemy przez nie zaatakowani.

Temat bakterii i wirusów narodził się w naszym domu przy okazji mojej walki z zapaleniem krtani… I tak od słowa do słowa dotarliśmy do wiedzy dotyczącej tzw. “dobrych bakterii”, czyli drobnoustrojów żyjących w naszych organizmach, regulujących jego prawidłowe działanie.

Wiecie, że każdy z nas ma około 90 bilionów dobrych bakterii? To daje jakieś dwa kilogramy bakterii, bez których nie moglibyśmy żyć i cieszyć się dobrym zdrowiem.

By poznać te, które nam zagrażają,a także te które żyją w nas sięgnęliśmy po obrazy spod mikroskopu. Gama kształtów i kolorów wśród dostępnych obrazów nas zaskoczyła.

Postanowiliśmy samodzielnie stworzyć modele naszych “obrońców”. Wykorzystaliśmy kosmate myjki, pompony, ruchome oczy oraz klej na gorąco. W kilka chwil stworzyliśmy cudaczne pacynki, które przypominać będą nam o niewidocznym dla nas świecie dziejącym się tuż obok.

Durszlakowe przewijanki

Przychodzi czasem taki czas, kiedy marzy się nam – mamom, rodzicom – chwila wytchnienia. Jakoś ochoty na cokolwiek brak, pomysły też w danej chwili nie te…

Co wtedy?

Proponuję dwa wyjścia z danej sytuacji.

Pierwsze – liczymy na to, że smyki zrozumieją, jaki dziś kiepski mamy dzień i będą się grzecznie i cichutko bawić w swoim pokoju/ kąciku.

Moim pociechom czasami taki myk się udaje, a Waszym?

Drugie – staramy się zająć naszym szkrabom czas, czymś co stać się może dla nich dosyć atrakcyjnym zajęciem, a co nie będzie wymagało zbyt dużego zaangażowania z naszej strony.

By móc skorzystać z drugiego rozwiązania przygotowałam durszlak oraz druciki kreatywne. Zadanie szkrabów polegało na przygotowaniu kolorowej pajęczyny.

Wyzwanie to dla małych rączek, a przy tym piękne ćwiczenie motoryki małej (sprawności dłoni i palców), dało mi ponad godzinę na złapanie oddechu, na ponowne nabranie sił i postawienie samej siebie na nogi.